20 lut 2017

„W ciemnym, mrocznym lesie” - Ruth Ware


Tytuł: W ciemnym, mrocznym lesie
Autor: Ruth Ware
Wydawnictwo, rok wydania: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 376
Cena: 39,90 zł


~~***~~


Książkę do recenzji udostępniło wydawnictwo Prószyński i S-ka



O romansie ze strzelbą Czechowa

Stało się coś strasznego, ale nic nie pamiętam…

Takimi słowami mogłaby rozpocząć się opowieść Rachel z „Dziewczyny z pociągu” Pauli Hawkins. Historia alkoholiczki próbującej na własną rękę rozwiązać zagadkę pewnej tragicznej nocy odbiła się echem zarówno wśród czytelników, jak i widzów. Kilka miesięcy później, licząc od daty pierwszego wydania, Rachel postanowiła zawtórować Nora, bohaterka debiutanckiej powieści Ruth Ware „W ciemnym, mrocznym lesie”. Nieprzeniknione ciemności, desperackie próby odgrzebania ostatnich tragicznych chwil i cofanie się po własnych krokach w głąb przeszłości stanowią szkielet ich historii, który otula niepokój przenikający aż do szpiku kości i dotykający każdego nerwu. Nie pamiętają dokładnie, co się stało – nie muszą, bo ich zadaniem jest to odkryć razem z czytelnikiem. Resztki adrenaliny nadal krążą w ich żyłach, a być może na dłoniach, wśród otarć, pozostała zakrzepnięta krew. Na ustach czują ślady urwanego krzyku, gdy osunęły się w niepamięć. Niewiedza jest tak nieznośna i tak mocno doskwiera, że są gotowe zrobić wszystko, by odzyskać wspomnienia. Na szali kładą ciężar świadomości tego, co im się przydarzyło, a sprawiedliwość dokłada ciężar konsekwencji.

…a większości trupów lepiej nie odkopywać.

Nora o tym wie, bo zakopuje i odkopuje trupy zawodowo. Jako autorka poczytnych kryminałów ma na sumieniu niejedną zbrodnię, którą skonstruowała w zaciszu swojego domu. Preferując życie w pojedynkę i niechętnie opuszczając mieszkanie, pisarka skupia się na tworzeniu kolejnych kryminalnych intryg. Gdy niespodziewanie trafia do niej mail z zaproszeniem na wieczór panieński dawnej przyjaciółki, Nora początkowo zamierza odmówić. Nie dość, że ostatni raz widziały się dziesięć lat temu, to na dodatek w przeszłości Nora pogrzebała pewne tajemnice, do których wolałaby nie wracać. Jednak stare sympatie w końcu wygrywają i pisarka trafia do wiejskiej posiadłości, gdzie ma świętować przez cały weekend. Przyszła panna młoda i jej goście zamierzają się dobrze bawić, a wieczór panieński dostarcza im naprawdę silnych emocji, można by rzec… w zabójczej dawce. Gdy Nora budzi się później w szpitalu, wspomnienie weekendu na wsi jest zasnute gęstą mgłą zapomnienia. Wie tylko jedno - stało się coś strasznego i ona może zapłacić za to wysoką cenę. Do tej pory pisarka tworzyła zbrodnicze intrygi we własnej głowie. Teraz musi zmierzyć się z zagadką, która przeniosła się do prawdziwego życia.

„W ciemnym, mrocznym lesie” wzięło swój tytuł od otwierającej powieść upiornej wyliczanki, w której wszystko jest ciemne i mroczne, aż docieramy do wielkiego finału – czyli do trupa. Martwe ciało przemycono nawet na okładkę, która grozi, że „kogoś czeka śmierć”. Jeśli zaczynamy z takim przytupem, to co będzie dalej?

Ciemny, mroczny debiut Ruth Ware wpisuje się w nurt, który poznaliśmy dzięki Gillian Flynn, Pauli Hawkins, Fionie Barton, S.J. Watsonowi czy nawet Jessice Knoll. To tylko nieliczne z nazwisk, które znalazły swoje miejsce w nowej fali między kryminałem a thrillerem. Chociaż domestic noir i marriage thriller nie są niczym nowym, to zmasowany atak przypuszczony na księgarskie półki i domowe biblioteczki stworzył nowy trend. W 2014 roku Rosamund Urwin użyła w stosunku do niego określenia „chick noir”* (tak, to chick z chick-litu), a zawtórowała jej pisząca dla „Guardiana” Charlotte Jones**, upatrując w tym rozwoju nowej gałęzi literatury kobiecej, która wykonała gwałtowny skręt, nasiąkając thrillerami i teraz przygląda się tej mroczniejszej stronie związków międzyludzkich. Bo czy tak naprawdę znamy bliskie nam osoby? Co można zrobić ze zdobytym zaufaniem, jeśli jest się wystarczająco cierpliwym? Johanna Thomas-Corr w swoim artykule dla „Evening Standard” trafnie określiła kategorię słowami „zamiast obawiać się anonimowego seryjnego mordercy, teraz [twórcy] sprawiają, że najbardziej niepokoi nas osoba siedząca obok na kanapie”***. I coś w tym jest. Przyjaciółki już nie popijają razem kolorowych drinków, plotkując o łóżkowych podbojach. Teraz w drinku może tkwić trucizna, a flirt z przystojnym nieznajomym może być elementem zemsty rzekomej przyjaciółki. Przyjaciele, małżonkowie, ukochani, całe rodziny tworzą ciasny krąg powiązań, który może kogoś w końcu udusić. Dosłownie – albo i nie. Sęk w tym, że poprzeczka popularności podnosi się coraz wyżej z każdym tytułem i kolejna powieść chcąca popłynąć na tej fali, musi mieć w sobie to coś, co pozwoli jej wyróżnić się i zawojować świat. Sporo tytułów odniosło sukces, ale jeszcze więcej utknęło na półkach. Powrót do typowego „jeśli coś stało się żonie, to najczęściej winny jest mąż” i „trzymaj swoich przyjaciół blisko, a wrogów jeszcze bliżej”, inspiruje autorów, popychając ich w stronę skomplikowanych relacji i zwrotów akcji.

Ware zdecydowała się na klasyczny zabieg, przeplatając rozdziały z przeszłości i teraźniejszości. Obserwujemy główną bohaterkę, która rozpaczliwie próbuje przypomnieć sobie wydarzenia prowadzące do tragedii, a jej próby przenoszą nas do kolejnych dni – a później godzin i minut przed punktem zero. Śledztwo przeplata się z wieczorem panieńskim i właściwie niełatwo wskazać, które z nich jest bardziej osobliwe. Zbieranina dawnych i obecnych przyjaciół zamienia świętowanie w drętwe „zabierzcie-mnie-stąd-jak-najszybciej” próby przetrwania weekendu. Nic nie rozluźnia atmosfery – nawet pijackie gry, które z założenia mają zintegrować gości panny młodej, prowadzą do kolejnych nieporozumień. Na jaw wychodzą sekrety, spirala złośliwości i uszczypliwości zatacza coraz szersze kręgi. Wiemy, że coś złowrogiego wisi w powietrzu i to właśnie ta atmosfera jest najmocniejszą stroną „W ciemnym, mrocznym lesie”. Przeczucie potęguje budynek, w którym autorka „uwięziła” bohaterów. Zasypane śniegiem odludzie otoczone lasem, a pośrodku dom z wielkimi oknami, które zamieniają każde pomieszczenie w scenę. Gdzie jest widownia? Ukryta pośród śniegu i drzew, ukryta za stronicami powieści. Z jednej strony tkwimy razem z bohaterami w klaustrofobicznej klatce, bez możliwości kontaktu ze światem zewnętrznym, a z drugiej nie ma takiego kąta, w którym czulibyśmy się bezpiecznie, ze względu na wrażenie otwartej przestrzeni. Obserwujemy i jesteśmy obserwowani. Wystawieni na ostrzał spojrzeń, zmuszani do konfrontacji pod płaszczykiem uprzejmych uśmiechów, bohaterowie przechodzą z dyskomfortu i niepokoju przez zdenerwowanie do paraliżującej paranoi i paniki. Trawią ich złość i strach, które wpływają na ich relacje z innymi i na samego czytelnika. Chcielibyśmy jak najszybciej wyjść z tego przedślubnego przyjęcia, bo mamy świadomość, że nieznośne napięcie doprowadzi do czegoś złego, a my niekoniecznie chcemy być tego świadkiem. Rozsądek podpowiada jedno, ale ciekawość… Jak to ciekawość, stanowi pierwszy stopień do piekła, do którego droga jest wybrukowana kolejnymi rozdziałami.

Żałuję, że autorka nie zdecydowała się na wykorzystanie zawodu i wyobraźni Nory w większym stopniu. Pisarka żyjąca z tworzenia kryminalnych intryg nagle trafia w sam środek zbrodniczej zagadki? To powinno dać pole do popisu, jeśli mówimy o igraniu z czytelnikiem, o zacieraniu granicy pomiędzy fantazją a rzeczywistością. Czy to, o czym opowiada nam Nora, jest prawdziwe, czy może to produkt jej wyobraźni? Zainspirowana zaproszeniem od dawno niewidzianej przyjaciółki tworzy nową historię, czy faktycznie została w coś wplątana? Snuje swoją opowieść równolegle do rozwoju akcji? Niestety, nie odczułam tego igrania w trakcie lektury. Bohaterka desperacko dąży do przypomnienia, do prawdy i nie ma tutaj miejsca na nic innego. Jej spostrzeżenia przyjmujemy bez zwątpienia, bo są to jedynie obserwacje, w które ona nie ingeruje. Nie ma tego poczucia, że jest narratorką niegodną zaufania, że trzeba się jej strzec, bo być może nas oszukuje. Dodanie „W ciemnym, mrocznym lesie” kolejnej płaszczyzny na pewno przysłużyłoby się powieści, bo sama utrata pamięci to zaledwie punkt wyjścia.

Ware sporo brakuje do Gillian Flynn i przez porównanie wypada nieco gorzej niż Paula Hawkins, głównie dlatego, że trzyma w rękawie najmniej asów. Zdecydowanie jej największym błędem jest zbyt nachalne przekonywanie czytelnika, że to osoba X czy Y odpowiada za zbrodnię, zamiast pozwolić mu wysnuć wniosku samemu. Właśnie przez takie zachowanie typowałam własnych podejrzanych i nawet nie brałam pod uwagę tych bohaterów, do których tak usilnie próbowała przekonać mnie autorka. Czytelnika trzeba wodzić na nos z finezją, tak samo, jak robią to magicy z publicznością. Ale, jak już przy magikach jesteśmy, to trzeba przyznać, że Ware udało się odwrócić uwagę czytelnika od innej kwestii, również związanej z intrygą – bo przyglądanie się podejrzanym to jedno, ale pozostaje jeszcze znalezienie motywu… A tutaj, można by rzec, dopiero zaczyna się zabawa. Każdy trup ma swoją historię i nie inaczej jest w powieści Ware. Można by się spierać, czy w intrydze ułożonej przez autorkę nie ma za dużo przypadkowości, ale z pewnością należy pochwalić opowieść, którą ukryła za tym konkretnym trupem. Upiorna kwintesencja gatunku w świetnym wydaniu! Muszę przyznać, że ona zafascynowała mnie bardziej niż samo śledztwo Nory, stanowiąc niezły materiał na osobną powieść. Autorka wie, gdzie szukać ciemności i demonów, ale musi jeszcze przemyśleć, jak konstruować historię i na które wątki kłaść nacisk, by wydobyć z nich to, co najlepsze. Chociaż wykorzystuje schematy i opowiada historię, która brzmi dość znajomo, to jednak absorbuje czytelnika – a to też sztuka. Z pewnością nie wprowadza rewolucji, ale czerpiąc zarówno z małżeńskiego dreszczowca, jak i z domestic noir, stworzyła powieść, z którą nie chciałam się rozstać przed końcem lektury. Powiem więcej, zaciekawiła mnie na tyle, że mam ochotę rozejrzeć się za jej kolejnymi książkami.

Wieczór panieński symbolizuje pożegnanie z pewnym etapem życia i radosne przywitanie nowej drogi, na którą niedługo wkroczy się z ukochaną osobą. Według Ruth Ware wieczór panieński stanowi pożegnanie ze starym życiem… tyle że dla niektórych jest ono śmiertelnie poważne i ostateczne. Po wydarzeniach w domu na wsi, niektórzy rzeczywiście wkroczą na nową drogę życia, a innym pozostanie tylko śmierć. Czyja droga urwie się w ciemnym, mrocznym lesie?


----------


Źródła:
* Rosamund Urwin ”Move over Fifty Shades, there’s a brand new genre whipping the publishing world into a murderous frenzy” [dostęp 04.02.2017]: http://www.standard.co.uk/lifestyle/london-life/move-over-fifty-shades-there-s-a-brand-new-genre-whipping-the-publishing-world-into-a-murderous-9034128.html
**Charlotte Jones „Chick noir: a thoroughly modern Victorian marriage thriller” [dostęp 04.02.2017]: https://www.theguardian.com/books/booksblog/2014/jan/24/chick-noir-modern-victorian-marriage-thriller
*** Johanna Thomas-Corr „The rise of the paranoid marriage thriller” [dostęp 04.02.2017]: http://www.standard.co.uk/lifestyle/london-life/darker-side-of-domestic-bliss-why-were-all-hooked-on-paranoid-marriage-thrillers-like-the-affair

12 komentarzy:

  1. Czuję się zaintrygowana pomysłem na fabułę, jednak nie wiem, czy się na nią zdecyduję w ostateczności

    Zostaję na dłużej i obserwuję!

    Pozdrawiam
    To Read Or Not To Read

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetna powieść, mnie kupiła :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No i kolejny tytuł do listy...Życia mi nie starczy na przeczytanie wszystkich historii!

    OdpowiedzUsuń
  4. "Zaginioną dziewczynę" uwielbiam, autorka pięknie mnie wodziła za nos ;)Myślę, że Ruth Ware też dam szansę, jestem ciekawa jej powieści :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja się w tę książkę niesamowicie wciągnęłam, i chociaż nie jest arcydziełem to bardzo mi się podobała :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam na półce i tak leży i czeka... Ale nie ukrywam, że mam na nią ochotę i może w końcu znajdę na nią czas :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Okładka jest dobra, opis intrygujący, nowy nurt thrillerów dla kobiet brzmi nieźle. Ale kurde jakoś sama nie wiem, czy się skusić. Nie czytuję takich książek, ot i cały problem. Mam opory przed zaryzykowaniem z całkiem nowym gatunkiem literackim.

    OdpowiedzUsuń
  8. Opis mi się podobał, ale ta okładka... No nie wiem czy sięgnęłabym po nią z jej powodu, a że jestem okładkową sroką to chyba jednak nie.
    No nic w takim układzie nie wpisze książki na swoją listę ;)

    Pozdrawiam,
    Lady Spark
    [kreatywna-alternatywa]

    OdpowiedzUsuń
  9. Pozdrawiam serdecznie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Urwało mi komentarz -.- Miało być:

      Ja jestem bardzo ciekawa tej pozycji i mam nadzieję, że będzie mi dane się z nią zapoznać ;) Pozdrawiam serdecznie ;)

      Usuń
  10. Nie słyszałam wcześniej o chick noir ani pokrewnych próbach nazwania tego zjawiska, ani w ogóle całym tym trendzie, choć oglądałam "Zaginioną dziewczynę" i czytałam "Dziewczynę z pociągu". Zdecydowanie coś jest na rzeczy, dzięki za oświecenie w tej kwestii.

    I dobrze się czytało Twój tekst:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytałam o Tej książce. Po Twojej recenzji wiem, że to moje klimaty, uwielbiam takie książki :).

    Pozdrawiam
    zakladkadoksiazek.pl

    OdpowiedzUsuń