21 paź 2016

Festiwal Conrada - europejska stolica literatury

Już za kilka dni startuje Festiwal Conrada, jeden z najważniejszych festiwali literackich w Europie. Hasłem przewodnim tegorocznej, 8. edycji, jest intensywność. Zarówno w pasji do literatury, jak i różnorodnym zaangażowaniu w kulturę. Udowadnia to pełny program festiwalu.

Niemal stu gości z Polski i z zagranicy, ponad osiemdziesiąt spotkań, dyskusji, pasm filmowych i warsztatów. Od 24 października Kraków stanie się na tydzień europejską stolicą literatury. Każdy dzień skupiony będzie wokół innego oblicza Intensywności: Języków, Wiary-niewiary, Emocji, Krajobrazów, Napięć, Zmysłów i Map. „8 edycja Festiwalu Conrada różni się od poprzednich tym, że rezygnujemy z głównego tematu, w zamian zaś kładziemy nacisk na postawę” – tłumaczy Michał Paweł Markowski, Dyrektor Artystyczny Festiwalu.

Do Pałacu Czeczotki, nowego centrum tegorocznej edycji festiwalu, zawitają gwiazdy literatury z całego świata. Będą to Michael Cunningham, autor słynnych „Godzin”, Australijczyk Richard Flanagan, którego „Księga ryb Williama Goulda” zyskała już status powieści kultowej, czy najmłodsza laureatka nagrody Bookera, nowozelandzka pisarka Eleanor Catton. Kraków odwiedzi też Samar Yazbek, pisarka, która w „Przeprawie. Moja podróż do pękniętego serca Syrii” wróciła do ojczyzny, by opisać kraj pochłonięty konfliktem.

Na festiwalu nie zabraknie kontekstu środkowoeuropejskiego. Ze zbiorem opowiadań „Oskubana papuga Rebego” zawita do Krakowa Géza Röhrig, odtwórca głównej roli w filmie „Syn Szawła”, węgierski chasyd i undergroundowy rockman. W dniu, który przebiegnie pod znakiem pytań o Krajobrazy, uwaga zostanie skupiona również na prozie ukraińskiej, zwłaszcza w jej młodszym wydaniu. A jeśli Europa Środkowa, to oczywiście i Polska. Na festiwalu spotkać będzie można cały przekrój przedstawicieli polskiej sceny literackiej – od Andrzeja Ledera, który dokonał analitycznej wiwiseksji na polskiej klasie średniej, przez laureata nagrody im. A Woyciechowskiego, dziennikarza Pawła Reszkę, po literacką gwiazdę, Szczepana Twardocha, który w swojej twórczości konsekwentnie przygląda się polskiej tożsamości i Polsce z pierwszej połowy XX wieku.

W czasie Festiwalu Conrada po raz drugi zostanie wręczona Nagroda Conrada, pomyślana jako wsparcie dla młodych twórców. Formuła konkursu jest otwarta. Nominowanych wyłania kapituła konkursowa, lecz o wyniku zadecydują czytelnicy, oddając głos na stronie internetowej. Docenieni zostali Marek Adamik za „Sens nonsensu”, Magdalena Kicińska i jej „Pani Stefa”, Żanna Słoniowska za powieść „Dom z witrażem”, Tomasz Wiśniewski, autor „O pochodzeniu łajdaków, czyli opowieści z metra” oraz Weronika Murek, autorka głośnego debiutu, który znalazł się w finale Nike, zbioru opowiadań „Uprawa roślin południowych metodą Miczurina”.

Festiwal Conrada, już po raz ósmy organizowany przez Miasto Kraków, Krakowskie Biuro Festiwalowe oraz Fundację Tygodnika Powszechnego, jako jedyny w Europie znalazł się w światowej czołówce najważniejszych festiwali literatury według prestiżowego The London Book Fair International Excellence Awards 2016. Jak co roku towarzyszyć mu będą Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie. Od 24 października Kraków stanie się międzynarodowym centrum literackich spotkań.

Festiwal Conrada, 24-30 października, Kraków

19 paź 2016

„Mniej złości, więcej miłości” - Natalia Sońska

Tytuł: Mniej złości, więcej miłości
Autor: Natalia Sońska
Wydawnictwo, rok wydania: Czwarta Strona, 2016
Ilość stron: 324
Cena: 36,90 zł


~~***~~


Książkę do recenzji udostępniło wydawnictwo Czwarta Strona
Oficjalna recenzja dla portalu Lubimy Czytać


Miłość silniejsza od… miłości


„Mniej złości, więcej miłości” na pierwszy rzut oka wygląda niewinnie, kolorowo, jak chwila na styku wiosny i lata. Obiecuje historię skąpaną w ciepłych, popołudniowych promieniach, które dodatkowo rozgrzeją serce i za sprawą miłości pokażą świat w lepszym świetle. Mając w pamięci zimową opowieść Hani z „Garści pierników, szczypty miłości”, spodziewałam się, że tom opowiadający o losach jej najlepszej przyjaciółki Kingi, roztopi resztki lodu i zaoferuje soczystą od uczuć, wakacyjną lekturę.

Okazało się jednak, że tak samo jak opisana historia, oprawa tej powieści jest zwodnicza.

Kingę poznaliśmy jako bohaterkę drugoplanową w powieści „Garść pierników, szczypta miłości”. Tym razem dziennikarka wskoczyła na zaszczytne pierwsze miejsce. Kobieta dzieli życie pomiędzy redakcję pisma modowego „Pearl” a ukochanego fotografa Daniela i naprawdę nie ma powodów do narzekań. Miłość kwitnie, o pracy trudno powiedzieć coś niepochlebnego i zdaje się, że los naprawdę jej sprzyja. Niestety, Kinga szybko przekonuje się, że nawet najpiękniejsza bańka mydlana musi w końcu pęknąć. Pod znakiem zapytania staje to, czego była pewna, a cała reszta zostaje wywrócona do góry nogami. Poszukiwanie kawałków rozbitego życia zaprowadzi ją do rodzinnego domu i w głąb niezwykłej historii, a także wplącze w intrygę, której skutków nikt nie jest w stanie przewidzieć.

„Mniej złości, więcej miłości” było dla mnie dużym zaskoczeniem, bo nie spodziewałam się, że trafię na taką mieszankę! Wiosenna, delikatna okładka i wprowadzenie rodem z klasycznej powieści kobiecej może zmylić czytelniczkę i utwierdzić ją w przekonaniu, że ma do czynienia z typowym romansem, czy też „obyczajówką”. W tym przypadku sytuacja wygląda nieco inaczej… Wątki obyczajowe przeplatają się z warstwą kryminalno-sensacyjną, historia miłosna sąsiaduje z sagą rodzinną, a w centrum wydarzeń oczywiście znajduje się Kinga. Jej perypetiami można by obdzielić kilka bohaterek i każda z nich znalazłaby się w niezłych opałach. W trakcie lektury rozdział po rozdziale odsłaniamy kolejne tajemnice oraz powiązania pomiędzy bohaterami. A barwnych postaci nie brakuje! Prym wiedzie oczywiście Kinga, która jest interesującą, naprawdę nieźle wykreowaną bohaterką. Zresztą, nic w tym dziwnego, skoro jej mama i babcia również są nietuzinkowymi kobietami – najwyraźniej panie mają to w genach. Ponad czasem plączą się losy pokoleń, tworząc wielopłaszczyznową opowieść o miłości, wierności i poświęceniu. Dialog teraźniejszości z przeszłością stanowi jeden z najlepszych elementów powieści i w moim odczuciu jest to kierunek, w którym powinna podążyć autorka. Widać, że stara się tworzyć nowe rozwiązania i nie korzystać z wyświechtanych chwytów. Jednak zgodnie z myślą, że co za dużo, to niezdrowo, w tym całym zamieszaniu trochę ucierpiała historia. Próba okiełznania tak różnych wątków zaowocowała małym chaosem, który wkradł się w zachowania niektórych bohaterów, rozwój wypadków czy zbiegi okoliczności. Szczególnie wątek kryminalny ma najwięcej najsłabszych momentów. Wprowadza jedną z nowych bohaterek, która odgrywa ważną rolę, jednocześnie drażniąc czytelnika swoim zachowaniem. Podejmowane przez nią decyzje i „genialne” pomysły są zbyt denerwujące, by móc ubrać je w komizm. „Mniej złości, więcej miłości” byłoby spójniejsze, gdyby przesunięto ciężar z płaszczyzny sensacyjnej i nowej bohaterki na perypetie samej Kingi. Jej udział w kryminalnej intrydze jest zrozumiały, ale w obecnej formie rozprasza i niepotrzebnie odwraca uwagę od najciekawszych zagadnień. Pisarka starała się utrzymać w ryzach elementy pochodzące z różnych gatunków, ale czasem te różnice są nie do pogodzenia. Jednak jedno jest pewne – nie brakuje jej pomysłów na tą i pewnie kolejną powieść.

Czasem od miłości silniejsza jest tylko… miłość. Ta przewrotna myśl przyświeca drugiej powieści Natalii Sońskiej, która stanowi zaskakujące uzupełnienie „Garści pierników, szczypty miłości”. Zgodnie z obietnicą jest to opowieść barwna jak lato, ale warto pamiętać, że nawet pośród pięknych letnich dni mogą znaleźć się ciemne, burzowe chmury. A jak sobie radzić w tych gorszych chwilach? Na to też jest sposób: mniej złości… I więcej miłości.

5 paź 2016

„Prawo Mojżesza” - Amy Harmon

Tytuł: Prawo Mojżesza
Autor: Amy Harmon
Wydawnictwo, rok wydania:
Ilość stron: 329
Cena: 39,90 zł


~~***~~


Książkę do recenzji udostępniło wydawnictwo Septem


Kintsugi znane także jako kintsukuroi to rodzaj japońskiej sztuki naprawiania rozbitych przedmiotów. Popękana ceramika nie jest wyrzucana tylko ratowana, a pęknięcia są wypełniane specjalną mieszanką z użyciem złotego bądź srebrnego pyłu. Roztrzaskane naczynia otrzymują drugie życie i niejednokrotnie zyskują na wartości. Składanie fragmentów na nowo za sprawą złota przekłada się na myśl, zgodnie z którą błędy, potknięcia i załamania oraz radzenie sobie z nimi stają się ważnym elementem historii, nie zaś czymś, co przesądza o wartości i przekreśla przyszłość. Pęknięcia przestają być ukrywane, a stają się pięknym świadectwem przeżyć.

Mojżesz już przed narodzinami nie miał łatwego życia. Jego matka była narkomanką, a on przyszedł na świat z piętnem – stał się dzieckiem cracku, kompletną osobą złożoną z pęknięć. Porzucony w koszu na pranie, od zawsze był tym „innym”. Osierocony, opuszczony, przerzucany z domu do domu przez ludzi, którzy go nie chcieli, z nikim nie potrafił nawiązać bliższego kontaktu. Szukał swojego miejsca na świecie, za przewodnika mając swój niezwykły artystyczny talent. W końcu droga poprowadziła go do pewnego miasteczka, gdzie jego los odmieni się na zawsze… Siedemnastoletnia Georgia jest silna i zdecydowana, ma plany na przyszłość i z całego serca kocha pracę z końmi na farmie rodziców. Ranczo jest jej miejscem na ziemi. Pewnego dnia na farmie pojawia się tajemniczy nastolatek, który ma pomagać mieszkańcom w codziennych zajęciach. Dziewczyna próbuje się do niego zbliżyć, zajrzeć w głąb przez pęknięcia, ale to nie takie łatwe – nie, gdy cały świat ostrzega ją przed nim, nie, gdy Mojżesz próbuje wyrwać się z uścisku jej cierpliwości. Jednak serce Georgii nie zamierza się poddać. 

W rozbitym życiu Mojżesza pojawia się ktoś, kto chce wypełnić pęknięcia. Tym złotem staje się Georgia.

Moja znajomość z Amy Harmon nie rozpoczęła się od fajerwerków. Iskrzenia od pierwszego wejrzenia też nie było. Oczekiwania zbudowane na cudzych pieśniach pochwalnych postawiły przed autorką wyzwanie, któremu… nie sprostała tak do końca. Z drugiej strony trudno też mówić o porażce. Historia stworzona przez Harmon niewątpliwie ma swój urok i łączy pomysłowe rozwiązania, które nieczęsto pojawiają się w romansach, jednak czegoś mi zabrakło… Tym czymś są emocje. Relacja Mojżesza i Georgii, szczególnie w pierwszej części powieści, przechodzi od nieśmiałego flirtu do istnej eksplozji. Tylko że ja tego nie zauważyłam – a raczej nie odczułam. Widzimy starania Georgii, która próbuje wślizgnąć się w pęknięcia powstałe w murze, który zbudował wokół siebie Mojżesz. Widzimy Mojżesza, który zmaga się ze swoją przeszłością i z potrzebą bycia kochanym. Widzimy młodych ludzi połączonych uczuciem tak silnym, że mogą mu się tylko poddać. Jednak wszelkie czyny i podszyte romantyzmem sytuacje nie niosą ze sobą żadnych silniejszych uczuć. Autorka próbuje pokazać niezwykłość tej relacji, ale nie za bardzo jej to wychodzi. Gdyby nie wzniosłe słowa i mówienie wprost, jak bardzo się kochają, to ta miłość mogłaby czytającemu umknąć. Początek i rozkwit tej relacji pod kątem emocjonalnym zupełnie mnie nie przekonuje. Jak nam romans… to jest dość beznamiętnie. Chyba panuje jakaś plaga, bo mogłabym przysiąc, że już kiedyś pomyślałam tak o innej książce. 

U Amy Harmon podobało mi się wszystko to, co romansem nie było. Na całe szczęście mam z czego wybierać. Pomysł na historię ratuje „Prawo Mojżesza”, maskując niedociągnięcia wątku romantycznego. Jest ciekawie, odrobinę paranormalnie, a nawet… kryminalnie. Delikatność przeplata się z rozpaczą, piękno z desperacją, a wszystko łączy ze sobą duchowość, co nadaje historii niezwykłe barwy. Pomysłowości zdecydowanie Harmon nie brak. Życie Mojżesza staje się tłem dla perypetii ludzi poturbowanych przez los, zagubionych bądź skrzywdzonych. Jego dar otwiera nowe ścieżki w losach bohaterów, ujawnia dawno pogrzebane tajemnice, a także… koi. Jednak za spokój, który przynosi, Mojżesz musi zapłacić wysoką cenę. W obliczu ostrzeżenia widniejącego na okładce (historia bez szczęśliwego zakończenia) nie sposób nie snuć domysłów na temat tego, co może przydarzyć się bohaterom – a biorąc pod uwagę smutek, który kryje się na kartach powieści, łatwo o czarne myśli. Odniosłam wrażenie, że śledzenie osobnych ścieżek Mojżesza i Georgii było ciekawsze niż ich wspólna opowieść. Może wzięło się to z faktu, że nie przekonała mnie ich relacja? To interesujące, że przekonali mnie do siebie jako jednostki, ale nie jako para. Ich dorastanie, przechodzenie przez osobiste piekło i w konsekwencji stawanie się innymi osobami było interesujące. Mamy do czynienia z metamorfozami, które opierają się nie tylko na zakazanym uczuciu – rolę odgrywa wiele czynników, można powiedzieć, że są one kompleksowe. 

„Prawo Mojżesza” to słodko-gorzka opowieść, która przez rozpacz wznosi bohaterów ku nadziei. To nie tylko historia Mojżesza i Georgii – to przede wszystkim historie ludzi, których spotkali na swojej drodze, to paleta uczuć i mozaika losów, której elementy połączyły pęknięcia wypełnione przez miłość.

Amy Harmon musi się jeszcze trochę postarać, by zjednać sobie moją sympatię, jak zrobiły to Colleen Hoover i Mia Sheridan, dlatego niecierpliwie czekam na polskie wydanie „Making Faces”, które, o ile się nie mylę, jest jej najpopularniejszą powieścią.