26 lip 2016

„Never Never: tom 1-3” - Colleen Hoover, Tarryn Fisher [przedpremierowo]

Tytuł: Never Never. Tom 1-3
Autor: Colleen Hoover, Tarryn Fisher
Wydawnictwo: Wydawnictwo Otwarte
Data wydania: [zapowiedź] 03.08.2016
Ilość stron: ok.382
Cena: 32,90 zł


~~***~~


Książkę do recenzji udostępniło Wydawnictwo Otwarte
Kup książkę na [Znak.com.pl] albo [Empik.com]


Nie ma chyba nic bardziej ekscytującego, budzącego dreszczyk emocji, od zagłębiania się w historie zbudowane na utracie pamięci. Podczas gdy bohater walczy o odzyskanie swojej przeszłości, czytelnik bądź widz próbuje oddzielić prawdę od złudzeń, drobne kłamstewka od niebezpiecznych kłamstw. To walka podszyta niepokojem i im bardziej jasna staje się sytuacja, w tym głębszym mroku tonie człowiek – czasem jest ofiarą, której umysł próbuje wyprzeć traumę, czasem jest zbrodniarzem, który próbuje odepchnąć od siebie konsekwencje popełnionego czynu. Cokolwiek czeka na końcu tej drogi i od czego właściwie wszystko się zaczęło, nie na darmo mówi się, że to niewiedza jest błogosławieństwem. Jednak jak można być sobą, gdy po spojrzeniu wstecz widzimy jedynie ciemność? Ludzka ciekawość nie pozwoli spocząć, nie w takiej sytuacji. Zaczynamy szukać, odtwarzać swoje kroki, łączyć wskazówki. Paragony, smsy, zdjęcia, echa wspomnień wywołane dźwiękiem bądź zapachem; czepiamy się kurczowo skrawków przeszłości. Co ma znaczenie? Co nie ma znaczenia? Kto nas widział, z kim byliśmy? A jeśli ktoś nas okłamuje? Jeśli okłamujemy sami siebie? Manipulacje, zacieranie śladów i błądzenie po omacku we własnej głowie.

Memento, Dziewczyna z pociągu, Zanim zasnę

Nie brzmi to jak historia, w której mogłaby się odnaleźć Colleen Hoover; ona przecież skradła moje serce stworzonymi przez siebie opowieściami o miłości. Wystarczył jednak zły wpływ Tarryn Fisher, która stworzyła cudownie toksycznych bohaterów w serii Love Me With Lies, by przeciągnąć Hoover na ciemną stronę mocy. Zaprzyjaźnione pisarki połączyły to, co najlepsze w ich twórczości – obydwie piszą o sile uczuć, choć na co dzień gustują w odmiennej atmosferze. Czy to znaczy, że młodzieżowa trylogia Never Never nie ma absolutnie żadnych wad? Przede wszystkim to jedna z tych książek, która wywiera tym większe wrażenie, im mniej się o niej wie przed rozpoczęciem lektury. Podstawowa informacja, która absolutnie wam wystarczy, brzmi: nastoletni Charlie i Silas pewnego dnia tracą pamięć. Ona nie wie, kim on jest, a on jej nie pamięta. Udaje im się ustalić, że niegdyś byli parą, a kolejne odkrycia są coraz bardziej złowieszcze, prowadząc ich uliczkami Nowego Orleanu… Wplątali się w coś, co sprawiło, że ich umysły wyrzekły się pamięci. Enigmatyczne? Jak dwie z trzech części Never Never. W historie-układanki, które polegają na odkrywaniu i dopasowywaniu poszczególnych elementów, najlepiej wkraczać tak, jak wkraczają do niej bohaterowie – z dużą dozą nieświadomości i w nerwowym oczekiwaniu na to, co się wydarzy. Wtedy, niczym trzeci bohater, jesteśmy możliwie najbliżej tego, by poczuć na własnej skórze to, co czują postacie. A emocji nie brakuje! Podsycane przed dramatyczne zwroty akcji, atmosferę gęstą od niedopowiedzeń oraz z rozmysłem dawkowane informacje, tworzą wir, który wciąga i nie puszcza. Trudno przerwać lekturę Never Never, każdy moment jest zły, bo zawsze jesteśmy na skraju nowego odkrycia, które popycha nas w stronę kolejnego rozdziału. Miałam ochotę rwać włosy z głowy, ilekroć musiałam odłożyć książkę i powrócić do rzeczywistości.

Igranie z (nie)pamięcią nie jest niczym nowym w literaturze i kinematografii, ale to na tyle wdzięczne zagadnienie, że twórcy są w stanie co rusz nas zaskoczyć. Duet Hoover & Fisher rusza z kopyta i nie zwalnia tempa, mieszając perypetie bohaterów z rodzinnymi tajemnicami i podrzucając rozmaite pomysły na to, co im się przydarzyło: czy można to racjonalnie wytłumaczyć, czy może wpływ mają zjawiska paranormalne? Wyparli to jako ofiary czy przestępcy? Co się stało?! CO DALEJ?! Te myśli powracają natrętnie, pobudzając wyobraźnię. Główkujemy razem z Charlie i Silasem, jednocześnie obserwując zachodzące w nich zmiany. Dwie perspektywy pozwalają nam zajrzeć do ich umysłów, które wraz z kolejnymi odkryciami ulegają metamorfozie. Ciekawie wykreowane postacie zyskują świadomość i próbują odnaleźć się pomiędzy dawnym a nowym „ja” i szukają odpowiedzi na pytanie: co oznacza bycie sobą? Czy można „być sobą” na więcej niż jeden sposób? Muszą również zmierzyć się z konsekwencjami czynów popełnionych przez dawnych Charlie i Silasa…

Never Never to nie tylko ekscytująca wyprawa w głąb przeszłości, ale także opowieść o miłości. W tym elemencie chyba najmocniej uwidacznia się ręka Hoover. Można by pomyśleć, że romantyczna historia z dreszczykiem raczej nie ma racji bytu, a jednak takie połączenie świetnie się spisuje. Groza nieświadomości i rozpaczliwy wyścig z czasem przeplatają się z uroczymi scenami podkreślającymi siłę nastoletniego uczucia, co rozczula i urzeka. Wspólne zmagania zbliżają do siebie, a czyhające za zakrętem zagrożenie nadaje wyrazistości wątkowi romantycznemu. Z przymrużeniem oka można powiedzieć, że złowieszcza Tarryn i kochliwa Colleen naprawdę dobrze się spisały.

Niebanalny wpływ na klimat powieści ma miejsce akcji. Nowy Orlean w dużej mierze budzi dość upiorne skojarzenia. Mogę tylko za to winić serial American Horror Story: Coven albo również rozgrywającą się w Luizjanie Klątwę Jessabelle. Autorki są świadome potencjału tkwiącego w popkulturowym obrazie miasta i odwołują się do niego, choć nie opierają się na nim w pełni. Widzimy turystyczny Nowy Orlean, widzimy ten niepokojący, pełen przemykających cieni i chcemy zobaczyć jeszcze więcej. Naprawdę nie miałabym nic przeciwko, gdyby autorki jeszcze dłużej wodziły nas za nosy, bo nieczęsto zdarzają się w najnowszej literaturze młodzieżowej tytuły, które w taki sposób łączą romans z dreszczowcem. Ten dodatkowy czas również przydałby się autorkom do uporządkowania i zamknięcia wszystkich wątków, bo niektóre z nich urwano, choć zapowiadały się naprawdę obiecująco. Dwie części rozbudziły potworny apetyt, a część trzecia, choć sycąca, pozostawiła miejsce na mały deser, którym mogłyby być dwa, góra trzy dodatkowe rozdziały. 

Gdy myślę o Never Never, do głowy przychodzą mi trzy słowa: tajemnicza, nieszablonowa, uzależniająca. Jest to jedna z tych powieści, dla których można, ba, nawet trzeba! zarwać noc. Trudno zasnąć, gdy w głowie buzują domysły, a adrenalina krąży we krwi. Never Never to jazda bez trzymanki w kompletnych ciemnościach: nie masz pojęcia dokąd zmierzasz i co się stanie. 

Rzucam Ci wyzwanie: przerwij lekturę w połowie książki i nie myśl o losach Charlie i Silasa. Założę się, że nie dasz rady.

20 lip 2016

„Przeklęta” - Iga Wiśniewska

Tytuł: Przeklęta
Autor: Iga Wiśniewska
Wydawnictwo, rok wydania: Wydawnictwo Lucky, 2016
Ilość stron: 320
Cena: 32,90 zł


~~***~~


Książkę do recenzji udostępniło Wydawnictwo Lucky oraz autorka


Mające krwawą przeszłość Wolne Miasto Rades zniewolił strach, a ci, którzy do tej pory byli na szczycie łańcucha pokarmowego, padają ofiarami groźniejszego drapieżnika. Zmiennokształtni potrzebują pomocy, a ich nadzieją są ludzie, których uważali za słabszych. Światy istniejące obok siebie zaczynają odczuwać zmianę w układzie sił. Walka o przetrwanie wkracza na nowy etap i wszystkie podziały muszą zniknąć – dla dobra życia. Niezwykłe okoliczności wymagają zawiązania niezwykłego sojuszu i tak król zmiennokształtnych, medium dorabiające jako wróżka, naukowiec zafascynowany nadnaturalnym światem, tajemnicza kobieta imieniem Miriam oraz jej wierny towarzysz, Rosjanin, stają ramię w ramię, by walczyć z nieznanym. 

Nieznane ma kły i pazury.

Nieznane jest ulotne jak dym.

Nieznane uderza błyskawicznie, wgryza się, aż poczuje krew i pozostawia za sobą szlak z ciał. 

Jak wygrać z takim przeciwnikiem? 

Nieznane zatopiło pazury w mojej wyobraźni, po czym zaczęło przeraźliwie skrzeczeć. W gruncie rzeczy je rozumiem, bo moja reakcja była podobna, gdy skończył się finałowy odcinek Supernatural, a wraz z napisami końcowymi przyszła świadomość, że na kolejny sezon przyjdzie mi poczekać kilka miesięcy. Pojawiła się pustka domagająca wypełnienia guilty pleasure urban fantasy (czy ja właśnie stworzyłam nowy podgatunek?) albo czymś pokrewnym.

I tutaj z pomocą przyszła „Przeklęta” Igi Wiśniewskiej. Wątki paranormalne? Są. Ekipa na tropie mrocznej intrygi? Na pokładzie. Członkowie tejże ekipy to w dużej mierze zbieranina „osobistości” nie zawsze ludzkich i nie zawsze nadnaturalnych, które są gotowe zamordować wroga oraz przy okazji siebie nawzajem? Obecni. Podróże? Nic, tylko życzyć szerokiej drogi. Na serialowy hiatus* jak znalazł.

W świat Radesu wprowadza nas Miriam, będąca kobietą-zagadką. Czy jest tak ludzka, jak myślą nadnaturalni? Czy może ma w sobie magię, która odróżnia ją od reszty ludzi? Silna, niezależna i zadziorna Miriam wpisuje się w poczet takich bohaterek jak Dora Wilk z heksalogii o wiedźmie autorstwa Anety Jadowskiej czy Mercy Thompson z serii Patricii Briggs. Urban fantasy lubi kobiety z pazurem (jakkolwiek można to rozumieć) i ona nie jest tu wyjątkiem. Tak, jak magiczne linie przecinają się w Mieście, tak dzięki naszej bohaterce krzyżują się losy bohaterów. Miriam jest przewodniczką na ulicach, które nadal noszą ślady wojennych niepokojów i korzystając ze swojego doświadczenia oraz kontaktów, próbuje dociec, kto morduje zmiennokształtnych. Akcja pędzi w zawrotnym tempie nakręcana przez skoki pomiędzy pierwszoosobowymi perspektywami. Los rzuca bohaterów nie tylko w mroczne zakątki Miasta, ale także do innych europejskich krajów. Oczami nie zawsze ludzkich postaci śledzimy nadnaturalne śledztwo, układamy rozsypane wskazówki i próbujemy odnaleźć się wśród osobistych problemów. Bohaterowie kryją tajemnice, które unoszą się nad każdą podjętą decyzją, stawiają na szali swoje związki, a przekraczając granice pomiędzy światami, niejednokrotnie ryzykują życiem. To powieść, którą cechuje działanie postaci. Bez chwili wytchnienia, nie angażując się przesadnie w rozmyślania, wciąż brną przed siebie; ścigają i są ścigani, walczą, ruszają z odsieczą i wpadają w tarapaty. „Przeklęta” jest bardzo dynamiczna i zaskoczyła mnie szybkość, z jaką dotarłam do końca powieści. Jednak ten morderczy wyścig z czasem ma też swoje minusy. Pędząc przed siebie, trudno skupić się na tym, co nas otacza, a Miasto, z założenia najważniejsze - ciągle groźne i niespokojne, zamiast żyć na równi z bohaterami, jest jedynie tłem. Autorka zaledwie dotyka powierzchni tego świata utkanego ze splotów ulic i (nie)ludzkich losów. Odczułam, że dane mi było poznać tylko zarys historii Radesu oraz jego mieszkańców, a co za tym idzie, nie zżyłam się z nimi tak mocno, jakbym sobie tego życzyła. „Przeklęta”, przy całym swoim potencjale, potrzebuje większej ilości rozbudowanych wątków, bo w obecnej formie nie można oprzeć się wrażeniu, że wydarzenia toczą się jakby w jednej linii; wszystko jest podporządkowane misji. Jeśli już pojawiają się jakieś odstępstwa, to nie są one zbytnio pogłębione – raczej sygnalizują niektóre aspekty, jak stopień zażyłości relacji między bohaterami czy ich historie z ich przeszłości. Być może ta niechęć autorki do wyłożenia wszystkich kart na stół to zapowiedź kontynuacji? Zachowanie asów w rękawie na poczet kolejnych tomów można częściowo potraktować jako usprawiedliwienie. Interesująca intryga, a z taką mamy do czynienia w „Przeklętej”, wymaga przecież odpowiedniej oprawy. Naprawdę podoba mi się kierunek, w którym podążyła Iga Wiśniewska, sięgając po świeże, nieszablonowe rozwiązanie. Odwołała się do historii, które chyba wszyscy znamy i znalazła wśród nich coś więcej. Mam nadzieję, że autorka nabierze odwagi i wypłynie na szerokie wody własnych pomysłów, po czym zacznie wyciskać je do ostatniej kropli. Na tym etapie powinna zadać sobie pytanie „co jeszcze?”: co jeszcze można napisać o tym świecie, co jeszcze czytelnik może zobaczyć oczami bohaterów, jakimi ścieżkami może podążyć i kogo spotkać – jaki własny, niepowtarzalny ślad może pozostawić pisarka w tamtej rzeczywistości.

„Przeklęta” narobiła mi apetytu, bo w wielu elementach tej powieści skrzy się potencjał, który przy odpowiedniej, ciężkiej pracy na pewno rozkwitnie. Jestem pewna, że pośród ślepych uliczek Wolnego Miasta i mrocznych zakamarków kryje się mnóstwo tajemnic i jeszcze więcej pomysłów, które tylko czekają na to, aż odkryje je nietuzinkowa ekipa paranormalnych detektywów. 

___
*hiatus – luka, przerwa; często to określenie jest stosowane w odniesieniu do przerwy w emisji pomiędzy sezonami seriali.

15 lip 2016

„Kiedy pada deszcz” - Lisa De Jong

Tytuł: Kiedy pada deszcz
Autor: Lisa De Jong
Wydawnictwo, rok wydania: Wydawnictwo Filia, 2016
Ilość stron: 424
Cena: 39,90 zł


~~***~~


Książkę do recenzji udostępniło Wydawnictwo Filia
Oficjalna recenzja dla portalu Lubimy Czytać

Dla niej nie zaświeci słońce…

Gdy Wydawnictwo Filia w maju 2016 roku wydało powieść „Promyczek” Kim Holden, czytelniczki poznały niezwykłą bohaterkę - Kate Sedgwick. Niezłomna optymistka zawsze i wszędzie szukała dobra, nawet jeśli jej samej los nie oszczędzał. Zaprawiona w bojach o lepsze życie, była promykiem, który rozpraszał cudze smutki. Dla niej zawsze świeciło słońce. W czerwcu dzięki temu samemu wydawnictwu poznaliśmy kolejną Kate, Kate Alexander. Lisa De Jong sprawiła, że obok promyczka zaczął padać deszcz, a optymizm i entuzjazm zaczęły gasnąć. Na scenę wkroczyła melancholia, smutek, a ciepło ustąpiło miejsca chłodnym wspomnieniom. Kate & Kate – każda z nich stanęła w obliczu miłości i straty, każda z nich musiała zmierzyć się z trudnymi dylematami, jednocześnie będąc młodą kobietą na progu dorosłości. Nie bez powodu zestawiam ze sobą poświęcone im powieści, bo podobieństw w ich historiach jest sporo, ale ważniejsze od nich są odmienne drogi, którymi podążyły.

Po tragedii, która ją dotknęła, a o której dowiadujemy się już na wstępie, Kate żyje na marginesie własnego życia. Podczas gdy jej rówieśnicy przygotowują się do wyjazdu na studia, ona świadomie postanawia pozostać w małym miasteczku i dalej żyć w cieniu, ostrożnie, spokojnie. Jej jedyny przyjaciel, Beau Bennett, nie zamierza jednak rezygnować z uroków młodości i wybiera się na wyższą uczelnię w innym mieście. To wystarczyłoby, by ich przyjaźń stanęła pod znakiem zapytania, ale Kate i Beau muszą zmierzyć się z poważniejszym problemem: zmieniającymi się uczuciami. Jednak w życiu Kate na razie nie ma miejsca na miłość, nie wśród tych wszystkich sekretów. Osamotniona dziewczyna, umykając przed spojrzeniami ludzi, którzy szukają w niej śladów dawnej Kate, bezskutecznie zmaga się z przeszłością. Pewnego dnia w miasteczku zjawia się Asher Hunt, trafiając w sam środek czasu, który się zatrzymał. On nie szuka dawnej Kate, bo jej nie znał. On nie przypomina o koszmarze, bo nie należy do tamtego świata. Jeśli nie jest częścią jej przeszłości, być może stanie się częścią jej przyszłości?

„Kiedy pada deszcz” to kolejna powieść, która powstała, by wycisnąć z czytelniczek możliwie najwięcej łez. W moim przypadku to jej się nie udało, głównie dlatego, że ciągle świeże w moim umyśle jest wspomnienie „Promyczka”, jednak brak łez niekoniecznie świadczy przeciwko tej książce. Powieść Lisy De Jong to romantyczna opowieść o dużym ładunku emocjonalnym, który trafi prosto do serc wrażliwych fanek gatunku.

Młodzi, których stworzyła autorka, nie mają łatwego życia i to ono stanowi podstawę powieści. Ich rozterki i refleksje splatają się z wypełnioną smutkiem atmosferą historii. Niektórzy chcą być kochani, ale czują, że samotność jest lepszym wyborem, gdy nie ma się odwagi, by mówić o swoich tajemnicach. Inni chcą być kochani i szukają kogoś, kto odwzajemni uczucie, pozwalając zapomnieć o niechcianych sekretach. Wszyscy spotykają się w połowie drogi, gdzie próbują poukładać swoje życia – niektóre roztrzaskano jakiś czas temu, inne dopiero zaczynają się kruszyć. Ich dorastanie w dużej mierze opiera się na godzeniu się z przeszłością i dostrzeganiu, że mają przed sobą przyszłość. „Kiedy pada deszcz” to zapis poszukiwań miłości, ale przede wszystkim siły, by móc stawić czoła codzienności. W centrum tych zmagań znajduje się Kate, rozdarta pomiędzy najlepszym przyjacielem imieniem Beau, który odszedł, a nowo poznanym Asherem, który niespodziewanie zjawił się w jej życiu. Coś, co mogłoby zapowiadać trójkąt miłosny, wcale nim nie jest, bo De Jong od dramatów związanych z trudnym wyborem woli zaangażowanie w jedną relację. To właśnie miłość rodząca się pomiędzy Kate i Asherem nadaje słodyczy tej gorzkiej – a raczej słonej (od łez bohaterów) opowieści. To jej najpiękniejsza część, bo od ciężaru problemów, które przygniatają i nie pozwalają żyć, przechodzimy do życia, które nadal nie jest łatwe, nie jest pozbawione trosk i smutku, ale zaczyna pojawiać się w nim światło. Po raz kolejny spotykamy się z przesłaniem podnoszącym na duchu, które wpleciono w delikatny romans. Choć sama historia pobrzmiewa słowami już znanych opowieści, to niezaprzeczalnie wyróżnia się klimatem – pod tym względem dawno nie czytałam takiego New Adult.

„Kiedy pada deszcz” to historia miłości i cierpienia, która udowadnia, że nawet najbardziej roztrzaskane serca da się poskładać, choć nigdy nie da się uniknąć blizn. Według Lisy De Jong nie chodzi o to, by pozbywać się ich za wszelką cenę, ale by żyć pomimo nich. To dobry tytuł dla czytelniczki, która pragnie wzruszyć się w trakcie lektury, otrzeć łzy smutku i pozwolić płynąć łzom radości. A po skończonej lekturze przyda się ciepło kogoś bliskiego, szczególnie w deszczowe dni.

1 lip 2016

Po królewsku... bo każda dziewczynka chce być księżniczką, czyli czerwcowy Owlcrate #5 + typujemy, co pojawi się we wrześniowym EpikBoxie!


Po dłuższej przerwie powracam z omawianiem pudełek książkowych! Na pierwszy ogień pójdzie czerwcowy Owlcrate, który za motyw przewodni obrał sobie hasło Royalty, czyli Arystokrację. Biorąc pod uwagę fakt, że każda dziewczynka marzy o byciu księżniczką, to trudno nie skusić się zrealizowanie tego marzenia - nawet jeśli tylko w książkowym świecie :)


Gra o Tron niszczy człowieka - nie potrafię ujrzeć w tej sali tronowej nic innego, jak tylko słynny Żelazny Tron. Nawet z całym tym różem i fioletem. Oczywiście jest to nieodłączna wizytówka Owlcrate, która na odwrocie posiada spis poszczególnych przedmiotów umieszczonych w pudełku oraz wyjaśnienie, dlaczego właśnie one znalazły się w tej edycji.


[Craftedvan] nie pojawia się w Owlcrate po raz pierwszy. Pamiętacie edycję halloweenową [KLIK]? Pan kościotrupek oraz wiedźma zyskali nowych towarzyszy w postaci pary królewskiej i karocy. Od teraz wyprawy w świat fantazji będą odbywać się po królewsku. 


Niby zwyczajna ulotka ze zniżką, ale o zakładkach [My Bookmark] na pewno nie można powiedzieć, że są one zwyczajne. Charakterystyczne nogi wystające z książki to gadżet, który podbił moje serce. Na razie na odległość, ale zniżka -10$ sprawia, że obecnie moim największym problemem jest to, jaki wzór wybrać.


Poza tym słowa mogą kłamać. Spójrz poza nie.

Krwawe cudo, czyli grafika stworzona przez [Evie Bookishprzypadnie do gustu nie tylko fanom Czerwonej Królowej Victorii Aveyard. Zawiśnie w mojej biblioteczce obok grafiki poświęconej Szklanemu Tronowi, którą możecie zobaczyć [TUTAJ]. 


Nawet w przyszłości opowieść rozpoczyna się słowami dawno, dawno temu...

[Rich Love Shoppe] stworzył bransoletę zainspirowaną serią The Lunar Chronicles Marissy Meyer. Ten cytat jest magiczny i wprost nie mogę doczekać się, gdy na rynku pojawi się wydanie kolekcjonerskie serii*, bo ja już chcę zaczytywać się w Cinder!


Mystery Mini to ruletka i tak naprawdę nie masz pojęcia, jaką figurkę otrzymasz. Na pudełku możecie zobaczyć, jakie miałam szanse na otrzymanie poszczególnych postaci. Najbardziej liczyłam na Bellę albo... Meridę Waleczną! Dostałam to, czego chciałam i bardzo się z tego cieszę. Ta figurka jest absolutnie urocza.


Korona? Jest. 
List? Jest. 
Książka, na którą niecierpliwie czekałam? Jest. 
Mogę się poczuć jak księżniczka.

Powieść My Lady Jane Cynthii Hand, Brodi Ashton i Jodi Meadows to fantastyczno-historyczno-romantyczna komedia, która przyciągnęła moją uwagę, bo... a zresztą zobaczcie sami.

Edward (niech żyje król!) jest królem Anglii. Jest też umierający, co stanowi pewną niedogodność, bo jako szesnastolatek wolałby planować swój pierwszy pocałunek a nie to, kto odziedziczy po nim koronę.

Jane (czyta zbyt dużo książek) jest kuzynką Edwarda i od miłości bardziej interesuje ją świat literatury. Niestety, Edward planuje wydać Jane za mąż, by zapewnić linię sukcesji. Gdyby tylko jej narzeczony nie był taki dziwny...

Gifford (mówcie mu G) jest koniem. Właściwie to jest Eðianem, animagiem.
Każdego dnia o świcie staje się szlachetnym kasztanowym rumakiem - a potem budzi się o zmierzchu z garścią siana w ustach. Przecież tak się nie godzi.

Atmosfera zagęszcza się, gdy Edward, Jane i G zostają wciągnięci do niebezpiecznego spisku. Gdy w grę wchodzą losy królestwa, nasi bohaterowie zmuszeni są do zawiązania własnego spisku. Jednak czy uda im się zrealizować intrygę zanim polecą ich głowy?


Sneak-peak czyli mała zapowiedź tego, co pojawi się w lipcowym boxie. Tym razem motyw przewodni to dobro kontra zło, a jednym z gadżetów będzie Funko Pop! Połowa subskrybentów otrzyma "dobre" pudełka, a druga połowa "złe". Oczywiście po cichu liczę na to, że zostanę czarnym charakterem :) Gadżety mają nawiązywać do Alicji w Krainie Czarów, Harry'ego Pottera oraz Gwiezdnych Wojen.

UWAGA! UWAGA!

Dziś ruszyła sprzedaż nowej edycji EpikBoxa! 

[KLIKNIJCIE TUTAJ] żeby zakupić wydanie wrześniowe, które będzie zawierać bardzo ciekawie zapowiadającą się powieść z gatunku Young Adult Fantasy. Moje małe śledztwo zaowocowało namierzeniem tego tytułu i wprost nie mogłam nie skusić się na zakup wrześniowego Epika. Ci, którzy chcieliby wiedzieć, jakie są moje typy związane z tajemniczą książką, mogą napisać do mnie maila: room6277@onet.pl albo wysłać prywatną wiadomość na Instagramie; nie odpowiem na to pytanie w komentarzach - dzięki temu reszta uniknie spoilerów :)

_______
*Dla zainteresowanych: [edycja kolekcjonerska] Marissy Meyer.