19 paź 2016

„Mniej złości, więcej miłości” - Natalia Sońska

Tytuł: Mniej złości, więcej miłości
Autor: Natalia Sońska
Wydawnictwo, rok wydania: Czwarta Strona, 2016
Ilość stron: 324
Cena: 36,90 zł


~~***~~


Książkę do recenzji udostępniło wydawnictwo Czwarta Strona
Oficjalna recenzja dla portalu Lubimy Czytać


Miłość silniejsza od… miłości


„Mniej złości, więcej miłości” na pierwszy rzut oka wygląda niewinnie, kolorowo, jak chwila na styku wiosny i lata. Obiecuje historię skąpaną w ciepłych, popołudniowych promieniach, które dodatkowo rozgrzeją serce i za sprawą miłości pokażą świat w lepszym świetle. Mając w pamięci zimową opowieść Hani z „Garści pierników, szczypty miłości”, spodziewałam się, że tom opowiadający o losach jej najlepszej przyjaciółki Kingi, roztopi resztki lodu i zaoferuje soczystą od uczuć, wakacyjną lekturę.

Okazało się jednak, że tak samo jak opisana historia, oprawa tej powieści jest zwodnicza.

Kingę poznaliśmy jako bohaterkę drugoplanową w powieści „Garść pierników, szczypta miłości”. Tym razem dziennikarka wskoczyła na zaszczytne pierwsze miejsce. Kobieta dzieli życie pomiędzy redakcję pisma modowego „Pearl” a ukochanego fotografa Daniela i naprawdę nie ma powodów do narzekań. Miłość kwitnie, o pracy trudno powiedzieć coś niepochlebnego i zdaje się, że los naprawdę jej sprzyja. Niestety, Kinga szybko przekonuje się, że nawet najpiękniejsza bańka mydlana musi w końcu pęknąć. Pod znakiem zapytania staje to, czego była pewna, a cała reszta zostaje wywrócona do góry nogami. Poszukiwanie kawałków rozbitego życia zaprowadzi ją do rodzinnego domu i w głąb niezwykłej historii, a także wplącze w intrygę, której skutków nikt nie jest w stanie przewidzieć.

„Mniej złości, więcej miłości” było dla mnie dużym zaskoczeniem, bo nie spodziewałam się, że trafię na taką mieszankę! Wiosenna, delikatna okładka i wprowadzenie rodem z klasycznej powieści kobiecej może zmylić czytelniczkę i utwierdzić ją w przekonaniu, że ma do czynienia z typowym romansem, czy też „obyczajówką”. W tym przypadku sytuacja wygląda nieco inaczej… Wątki obyczajowe przeplatają się z warstwą kryminalno-sensacyjną, historia miłosna sąsiaduje z sagą rodzinną, a w centrum wydarzeń oczywiście znajduje się Kinga. Jej perypetiami można by obdzielić kilka bohaterek i każda z nich znalazłaby się w niezłych opałach. W trakcie lektury rozdział po rozdziale odsłaniamy kolejne tajemnice oraz powiązania pomiędzy bohaterami. A barwnych postaci nie brakuje! Prym wiedzie oczywiście Kinga, która jest interesującą, naprawdę nieźle wykreowaną bohaterką. Zresztą, nic w tym dziwnego, skoro jej mama i babcia również są nietuzinkowymi kobietami – najwyraźniej panie mają to w genach. Ponad czasem plączą się losy pokoleń, tworząc wielopłaszczyznową opowieść o miłości, wierności i poświęceniu. Dialog teraźniejszości z przeszłością stanowi jeden z najlepszych elementów powieści i w moim odczuciu jest to kierunek, w którym powinna podążyć autorka. Widać, że stara się tworzyć nowe rozwiązania i nie korzystać z wyświechtanych chwytów. Jednak zgodnie z myślą, że co za dużo, to niezdrowo, w tym całym zamieszaniu trochę ucierpiała historia. Próba okiełznania tak różnych wątków zaowocowała małym chaosem, który wkradł się w zachowania niektórych bohaterów, rozwój wypadków czy zbiegi okoliczności. Szczególnie wątek kryminalny ma najwięcej najsłabszych momentów. Wprowadza jedną z nowych bohaterek, która odgrywa ważną rolę, jednocześnie drażniąc czytelnika swoim zachowaniem. Podejmowane przez nią decyzje i „genialne” pomysły są zbyt denerwujące, by móc ubrać je w komizm. „Mniej złości, więcej miłości” byłoby spójniejsze, gdyby przesunięto ciężar z płaszczyzny sensacyjnej i nowej bohaterki na perypetie samej Kingi. Jej udział w kryminalnej intrydze jest zrozumiały, ale w obecnej formie rozprasza i niepotrzebnie odwraca uwagę od najciekawszych zagadnień. Pisarka starała się utrzymać w ryzach elementy pochodzące z różnych gatunków, ale czasem te różnice są nie do pogodzenia. Jednak jedno jest pewne – nie brakuje jej pomysłów na tą i pewnie kolejną powieść.

Czasem od miłości silniejsza jest tylko… miłość. Ta przewrotna myśl przyświeca drugiej powieści Natalii Sońskiej, która stanowi zaskakujące uzupełnienie „Garści pierników, szczypty miłości”. Zgodnie z obietnicą jest to opowieść barwna jak lato, ale warto pamiętać, że nawet pośród pięknych letnich dni mogą znaleźć się ciemne, burzowe chmury. A jak sobie radzić w tych gorszych chwilach? Na to też jest sposób: mniej złości… I więcej miłości.

6 komentarzy:

  1. Nie miałam jeszcze okazji poznać Natalii Sońskiej. Te wszystkie opinie utrzymane w pozytywnym tonie sprawiają, ze mam ochotę to zmienić :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo lubię twórczość Natalii Sońskiej. Jak dla mnie pisze znakomicie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem ogromną fanką literatury polskiej, więc na pewno sięgnę po tę książkę. Tym bardziej, że nie miałam jeszcze przyjemności poznać twórczości Natalii Sońskiej. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię takie historie, więc na pewno się skuszę. Szczególnie, że teraz na taką lekturę jest idealna pora :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie znam jeszcze autorki, ale niewątpliwe, że kiedyś coś tej Pani przeczytam. Jak narazie mam powieści, które czekają na swoją kolej i tego się trzymam. ;)

    Pozdrawiam cieplutko i zapraszam do siebie w wolnej chwili. ;)

    OdpowiedzUsuń