20 mar 2016

„Lady Midnight/Pani Noc” - Cassandra Clare [przedpremierowo]

(Nazwanie tych przemyśleń „recenzją” byłoby nadużyciem, dlatego moją wypowiedź nazwijmy refleksjami fanki… która jest już zmęczona).


Tytuł: Lady Midnight
Autor: Cassandra Clare
Wydawnictwo, rok wydania: Margaret K. McElderry Books, 2016
Ilość stron: 674 (+ dodatkowe 24 strony opowiadania)

Polskie wydanie


Tytuł: Pani Noc. Mroczne Intrygi
Wydawnictwo: MAG
Data wydania: [zapowiedź] 30.03.2016
Ilość stron: 688
Cena: 45 zł


~~***~~


Czy istnieją historie, z których się wyrasta? Taka myśl przyszła mi do głowy, gdy skończyłam lekturę „Lady Midnight” zwanej w polskim wydaniu „Panią Noc”. Można wyrosnąć, ale wspominać z rozrzewnieniem, można też wyrosnąć i bez emocji podchodzić do czegoś, co niegdyś dostarczało mnóstwo przeżyć. W tym przypadku to chyba będzie ta druga opcja. Pomimo często mieszanych uczuć względem cyklu, którymi zdążyłam też obdarzyć ekranizację i ostatnio – serial, byłam bardzo podekscytowana nadchodzącą premierą „Lady Midnight”. Świat Nocnych Łowców wciągnął mnie, stał się moim gigantycznym guilty pleasure i gdy rozsądek mówił „nie czekaj na kolejny tom”, serce wrzeszczało „patrz, już przedsprzedaż!”. Tym bardziej dokucza myśl, że z grzesznej przyjemności zostały tylko grzeszki autorki. 

Przeniesienie akcji do Los Angeles i postawienie na młodsze pokolenie Nocnych Łowców miało odświeżyć oblicze cyklu. Dzieci Mrocznej Wojny, Emma Carstairs i Jules Blackthorn mieli przejąć pałeczkę po osławionej parze: Clary Fairchild i Jace Herondale. Mieliśmy wkroczyć do świata, w którym nadal żywe jest wspomnienie wielkiej bitwy i krzywda ofiar. Miało być porywająco. A jak było w rzeczywistości? Mój entuzjazm opadał z każdym kolejnym rozdziałem, przez finał przedarłam się bez większych emocji, a dodatkowe opowiadanie dotyczące dorosłych bohaterów „Darów Anioła” w dużej mierze rozminęło się z moimi oczekiwaniami. Nie ukrywam, powieść skończyłam raczej z przymusu i było mi wszystko jedno, jak zostanie rozwiązana intryga. Skąd takie odczucia? Przecież do tej pory to była lekka, łatwa i przyjemna rozrywka. Cóż, nadal tak jest, tyle że seria wpadła już w rutynę i doskonale wiemy, co na nas czeka. A to już nie bawi. Clare nie zaskakuje, tkwiąc w pułapce sprawdzonej formuły. To romans pomiędzy bohaterami X i Y (często jeszcze Z) jest najważniejszy, stając się nośnikiem całej historii. Ich rozterki, rozstania i powroty, mniej bądź bardziej sekretne schadzki zamieniają całą serię w telenowelę. Czy ona będzie z nim? Czy on będzie z nią? Kogo wybierze? Kogo nie wybierze? Czy wrócą do siebie? Każdy musi mieć jakiegoś partnera (a najlepiej to dwa obiekty westchnień), z którym przeprowadza długie rozmowy na temat swoich uczuć. Nie zapominajmy też o zakazanej miłości, która podgrzewa atmosferę; zakochani nie mogą mieć zbyt łatwego życia, bo nie byłoby o czym pisać. Autorka chyba mocno wzięła sobie do serca modę na shipping*, dostarczając nastoletnim czytelnikom mnóstwo opcji – niech mają wybór, komu i w jakiej konfiguracji chcą kibicować. To zaczyna niebezpiecznie przypominać stylistykę fanfiction, gdzie w wielu (ale nie wszystkich) przypadkach pairingi** odgrywają dużą rolę. Nie da się też zignorować faktu, że to wszystko już było w dwóch poprzednich seriach – kłopotliwe trójkąty miłosne, siła zakazanej miłości, tajemniczy związek, bolesna zdrada. Trudno ekscytować się tym samym po raz kolejny - ja tego nie potrafię.

Nie wiem, jakim cudem Clare nadal panuje nad ilością bohaterów. „Lady Midnight” to dom dla postaci z serii „Mroczne Intrygi”, „Dary Anioła” i „Diabelskie Maszyny”. Autorka nie może się powstrzymać, by nie szepnąć słówka na temat tego, co słychać u starych bohaterów, choć wszyscy doskonale wiemy, że żyją w jednej z wariacji na temat obrzydliwie cukierkowego „długo i szczęśliwie” – bo przecież za nic nie można złamać serc fanów. Odważne rozwiązania? Morderczy rajd, którego nie powstydziłby się George R.R. Martin, a przynajmniej twórcy serialu The 100"? Nic w tym stylu. Imiona i wspomnienia zalewają karty powieści i choć mieszkańcy Instytutu w Los Angeles są nowi, to nie można oprzeć się wrażeniu, że oni i ich perypetie to odpowiedzi na postacie i wątki z dwóch poprzednich serii. Według niektórych czytelników Emma jest damską wersją Jace’a, a Clary mogłaby podać rękę Julesowi; coś w tym jest, bo gdyby Clare zrobiła to samo, co Stephenie Meyer w „Życiu i śmierci”, to na miejscu Clary i Jace’a z powodzeniem mogliby stanąć Emma i Jules. Doszukiwanie się odpowiedników wśród innych też nie jest trudne; sama zastanawiam się, czy to niektóre z moich typów są na wyrost, czy może autorka posiada sprawdzony przepis na budowanie charakterów w grupie przyjaciół i za nic nie chce z tego zrezygnować. 

Pomysł na intrygę jest interesujący, to trzeba Clare oddać. Wyżej napisałam, że było mi wszystko jedno, jak zostanie rozwiązana – to też prawda. Cierpliwość czytelnika ma swoje granice i gdy musi on brnąć i brnąć, i brnąć przez kolejne rozdziały wypełnione tymi samymi rozmowami o niczym, przyziemnymi czynnościami i dylematami jeszcze jednej pary, to w końcu zostaje pokonany. Historia demonicznego spisku i nawiązania do klasyki literatury sprawiają wrażenie drugorzędnego zagadnienia; czegoś, co powołano do życia, by relacje bohaterów miały swoje tło. O, to dobre określenie – dla Clare najważniejsze jest rozwodzenie się nad miłostkami, ale dla zachowania pozorów, bohaterowie muszą zajmować się czymś jeszcze poza sobą nawzajem. W tym utonęły ciekawe rozwiązania mogące stanowić o oryginalności „Lady Midnight”. Ciężko wyszarpać z tej opowieści dreszczyk emocji i powiew świeżości, a rekompensata za wysiłek okazuje się grą niewartą świeczki. Ta historia byłaby dynamiczna i ciekawsza, gdyby uwagę skupiono na tym, co nowe, niepowtarzalne i nieopisywane dotychczas na milion różnych sposobów. Gdyby tylko Clare położyła większy ciężar na przygodę, gdyby nie tworzyła w nieskończoność nowych bohaterów albo w zamian pozwoliła odejść starym, gdyby oczyszczono treść z wszelakich dłużyzn… Nie wiem, skąd ta potrzeba, by każdy następny tom rozgrywający się w świecie Nocnych Łowców był grubszy niż poprzednie, ale to nie jest opowieść na 674 stron (w zapowiadanym polskim wydaniu ma być 688 stron). Pomińmy litościwie fakt, że akcja potrzebuje ponad 200 stron, by nabrać jako takiego tempa, a i później często przez dłuższe chwile nie dzieje się nic godnego uwagi. Sporo miejsca zajmują wyjaśnienia dotyczące… właściwie wszystkiego, co może sugerować, że Clare chce w ten sposób przyciągnąć nowych czytelników, jednocześnie zadowalając starych nawiązaniami do przeszłości. Niestety, zagłaskiwanie wszystkich na śmierć nie działa – gdy po raz kolejny pojawiała się wzmianka o wydarzeniach z „Miasta Niebiańskiego Ognia” albo z innych tomów, miałam ochotę wywrócić oczami. Autorka naprawdę nie potrafi odpuścić i do bazy złożonej z poprzednich serii dorzuca nowych bohaterów i nowe elementy ze świata Nocnych Łowców. Powstaje niekończąca się plątanina nawiązań i powiązań, w której oryginalna historia jest jedynie cienką nicią. Nie pomaga też zamiłowanie do opisywania niepotrzebnych drobiazgów. Nie wystarczą wzmianki, że bohaterowie jedzą śniadanie, wspólnie oglądają film na kanapie, idą kupić ubrania czy przygotowują się do przyjęcia, Clare opisuje wszystko krok po kroku. Przez to naprawdę ciekawe i ważne zagadnienia muszą z anielską cierpliwością torować sobie drogę do czytelnika. Różnie postrzegana odmienność i niepełnosprawność, kwestionowanie zasad w imię własnych przekonań czy przedwczesne dorastanie i spoczywająca na barkach odpowiedzialność to świetne zagadnienia do eksplorowania w literaturze młodzieżowej, bez konieczności tworzenia nastoletniej telenoweli. 

Może to jeden z tych przypadków „to nie ty, to ja”, który najczęściej wykorzystuje się w kontekście zerwania. Może to moja wina, bo liczyłam na coś nowego, elektryzującego, a przecież to już dziesiąta (!) odsłona. Oczekiwanie wyższego poziomu to naiwność, na którą sobie pozwoliłam. A może to jednak nie ja, tylko „Lady Midnight” jest winna? Jakoś nie wyobrażam sobie wyrastania z szaty Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart, więc może nasz wiek nijak ma się do poziomu powieści? Chyba że chodzi o to, żeby wiedzieć, kiedy przestać, zostawiając trochę magii w niedopowiedzeniach. Wspomniane opowiadanie zatytułowane „A Long Conversation”, dołączone do pierwszego wydania powieści uświadomiło mi, że niektórym bohaterom lepiej dać spokój i nie cofać pożegnań wypowiedzianych w finale. Choć cieszyłam się na spotkanie z postaciami z „Darów Anioła”, to teraz uważam, że dopisywanie kolejnych perypetii to nie był najlepszy pomysł. Z sentymentu zrobił się przesyt, a magię rozcieńczono do ostatniej kropli. Chyba rzeczywiście lepiej pozostawić mały niedosyt, by czytelnicy na własną rękę mogli fantazjować dalej. Takie dopisywanki mogą trwać w nieskończoność, bo przecież zawsze da się coś powiedzieć. Jednak czy to ma sens? Gdyby jeszcze stała za tym interesująca historia – wtedy mogłabym to zrozumieć, jednak autorka wrzuca bohaterów w miałkie opowiadania o nieznaczących wydarzeniach. 

W przyszłości chyba już nie sięgnę po nową książkę Clare, bo nie ma mi ona nic nowego do zaoferowania. Oceny nie będzie, bo może rzeczywiście w międzyczasie, nim się spostrzegłam, wyrosłam ze swojego stroju Nocnego Łowcy i najzwyczajniej w świecie przestałam być targetem powieści. Czas mi się przenieść do nowych światów i ustąpić miejsca młodszym adeptom.

Podobno, oprócz „Mrocznych Intryg”, autorka planuje jeszcze dwie trylogie - „The Last Hours” oraz „The Wicked Powers”. Ciekawe, czy nadal będą je napędzały miłostki bohaterów, czy może objawią się rzeczywiste pomysły.

____________
*Shipping - w dużym skrócie jest to łączenie w pary fikcyjnych bohaterów albo rzeczywistych celebrytów i gorące kibicowanie tej relacji; dotyczy związków, które faktycznie istnieją, bądź też są jedynie wytworem wyobraźni fanów, którzy pragną, by dane postacie/osoby nawiązały ze sobą relację. Shipping często znajduje ujście w fanfiction, które pozwala fanom na realizowanie własnych scenariuszy związanych z ulubioną parą.
**Pairing - nie ma shippingu bez pairingu; to połączenie bohaterów w relacji, która faktycznie ma miejsce w książce/filmie/serialu albo stanowi odejście od oryginalnego związku, albo eksploruje relację, która nie istniała w pierwowzorze.

43 komentarze:

  1. Zaczęłam czytać tę recenzję z ogromnym zaciekawieniem, ponieważ tak głośno jest o tej książce, a ja nie wiedziałam o niej właściwie nic. Przerwałam jednak dalsze czytanie w połowie, bo za dużo jest nawiązań do Darów Anioła, a ja nie zdołałam przeczytać dwóch ostatnich tomów, bo miałam już przesyt. Zamierzałam kiedyś do nich wrócić, ale nie wiem, czy właśnie nie wyrosłam już z tego typu historii. Niemniej jednak dzięki Tobie wiem, że ta książka nie musi wcale znaleźć się na mojej liście must have. Przynajmniej na razie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że dałoby przeczytać Panią Noc bez znajomości poprzednich serii (Clare sporo wyjaśnia), ale jednocześnie przewijają się starzy bohaterowie, wiele wydarzeń z przeszłości ma swoją kontynuację w tym tomie i w sumie lepiej znać niż nie znać poprzednie serie :)

      Usuń
  2. Po skończeniu MNO niecierpliwie czekałam na kolejne wydanie ze świata Nocnycj Łowców i kiedy w końcu dowiedziałam się, że wkrótce Lady Midnight będzie miała swoją premierę byłam naprawdę podekscytowana. Gdy czytałam Twoją recenzję mój entuzjazm zaczął powoli słabnąć. Zastanawiam się, co jeśli ja też już wyrosłam z tej serii, która bądź co bądź towarzyszyła mi w początkach mojej przygody z książkami. Bo chyba, mimo wszystko, nie chcę z niego wyrosnąć. Gdy Pani Noc trafi w moje ręce prawdopodobnie ją przeczytam, ponieważ cały czas jestem ciekawa.... A czy potem postanowię kontynuować swoją przygodę z panią Clare? To się okaże :)
    Pozdrawiam
    secretsofbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze warto przekonać się na własnej skórze :) Nie zniechęcam, bo z innych recenzji wiem, że wielu osobom ten tom przypadł do gustu.

      Usuń
  3. Ja już po nową Clare nie sięgnę, Pani Noc kompletnie mnie nie interesuje i podejrzewam, że autorka cały cza sbędzie bazować na tych samych pomysłach, tylkow różnej konfiguracji, ale z przewagą romansu nad przygodówką/fantasy tak jak to było i w DA i w DM. Tak więc ja sobie Panią noc odpuszczam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja po tym tomie podziękuję; ilość stron nie przekłada się na jakość, niestety...

      Usuń
  4. Oho to "mnie" szczęka opadła, a ja tak to chciałam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no bo jak będzie wyglądać cykl bez kolejnej książki, prawda?:P

      Usuń
    2. Znam ten syndrom doczytywania serii ;) Myślę, że warto dać Pani Noc szansę - a nuż będziecie po stronie zachwyconych? :)

      Usuń
  5. Dlatego ja już po kolejne ksiażki Clare nie sięgam - kocham pierwsze 3 tomy DA, ale bez przesady, nienawidzę odgrzewanych kotletów. A Clare pisze już chyba tylko dla forsy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomysły jakieś tam ma... Tylko, w moim odczuciu, formuła na opowieść o Nocnych Łowcach już się wyczerpała w poprzedniej serii.

      Usuń
  6. Dużo, naprawdę dużo czytałam o tej serii. Nigdy nie miałam okazji jej przeczytać, bo przyznam, że dopiero niedawno wciągnęłam się w gatunek. I tak nie wiem co myśleć. Z jednej strony jestem ciekawa, z drugiej obawiam przysłowiowego lania wody, im dalej w tomach. Chyba w końcu zaryzykuję i przeczytam. Choć nie jestem pewna, czy wszystkie. Pozdrawiam! :)

    www.majuskula.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze warto spróbować - miło wspominam Dary Anioła, choć nie od razu je polubiłam i nie wszystkie tomy; Infernal Devices również nie jest złe, tutaj autorka tak nie rozcieńczyła historii :)

      Usuń
  7. Byłam wielką fanką Cassandry Clare do niedawna, ale dokopałam się do różnych wiarygodnych źródeł o aferze z plagiatami przez nią popełnianymi i jakimiś szantażami. "Panią Noc" przeczytam, bo lubię ten świat i jestem ciekawa losów starych bohaterów. Pewnie masz racje z tym wytartym schematem i wątkiem miłosnym przesłaniającym całą książkę (a przeciez właściwie z góry wiadomo jak się skończy i kto z kim będzie, tak jak w TMI i TID). Czekam na polską premierę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie ta ciekawość dotycząca losów starych bohaterów pchnęła mnie w kierunku "Pani Noc" i nie ukrywam, oczekiwałam czegoś wow!, a skończyło się dość... letnio.

      Usuń
  8. Intrygujące spojrzenie na temat, świetnie się tę Twoją recenzję czytało.

    Autorkę znam tylko ze słyszenia, zauważyłam, że sporo jest szumu wokół tego tytułu. Nawet byłam zaciekawiona, ale po Twoim wpisie myślę sobie, że to jednak nie jest opcja dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak na pierwsze spotkanie, to "Pani Noc" może wprowadzać za dużo zamętu - jeśli chodzi o Clare, to lepiej zacząć od poprzednich serii.
      Szumu jest sporo, bo to powrót do świata Nocnych Łowców, co przy popularności Clare oraz serialu skutecznie rozgrzewa fanów.

      Usuń
  9. No cóż, jestem trochę w szoku... W tym momencie mój entuzjazm co do "Lady Midnight" co nieco opadł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto mieć w pamięci, że powieść ma swoje wady, ale jeśli lubisz Clare, to powinnaś dać jej szansę - wielu fanów jest zachwyconych tą odsłoną :)

      Usuń
  10. Moją uwagę przyciąga wyłącznie okładka, natomiast gatunek to zupełnie nie moja bajka ;).
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Wciąż nie mogę się przekonać do twórczości autorki - po DA mam mieszane uczucia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. DA to w sumie dobra reprezentacja tego, co potrafi Clare - dalej nie jest ani lepiej, ani gorzej :)

      Usuń
  12. Oj, no cóż, ale ja się na pewno przekonam na własnej skórze, co w "Lady Midnight" piszczy.

    OdpowiedzUsuń
  13. "Dary anioła" przeczytałam całe, ale jakoś do "Pani noc" mnie nie ciągnie. Może dlatego, że DA jakoś szczególnie mnie nie zachwyciły. Aczkolwiek nie będę taka okrutna i nie skreślam tej powieści już na starcie - może kiedyś się skuszę :)
    Pozdrawiam.
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie nie zachwyciły ostatnie tomy DA, ale z ciekawości spróbowałam nowej serii - i na tym poprzestanę :)

      Usuń
  14. Okładka piękna :) Tej autorki czytałam jedynie Mechaniczne istoty i byłam zachwycona. DA przede mną, jednak myślę, że sięgnę po Panią Noc (o ile Dary mnie nie zawiodą).
    Justyna z livingbooksx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli całe DA ci się spodoba, to spokojnie planuj "Panią Noc" - poziom jest podobny. Ja nie byłam zachwycona finałowymi tomami i ta tendencja się utrzymała.

      Usuń
  15. Ehhhh.... nie wiem czy chcę ją teraz czytać .......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możesz spróbować - wiele recenzji jest pozytywnych, więc może i ty będziesz po tej stronie :)

      Usuń
  16. Nie znam twórczości autorki, ale nie jestem przekonana czy powinnam zaczynać od tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam bardzo podobnie ;)

      Usuń
    2. Od tej powieści lepiej nie zaczynać, chociażby ze względu na smaczki i nawiązania do poprzednich tomów.

      Usuń
  17. Dziękuję za szczerą i obszerną recenzję, przeczytałam ją z zainteresowaniem. Znam tylko serię ''Dary Anioła'', ''Diabelskie maszyny'' dopiero na mnie czekają. Jestem oczarowana światem Nocnych Łowców, natomiast wiadomość o ''Pani Noc'' przyjęłam z bardzo umiarkowanym entuzjazmem. Pomyślałam: kolejna seria? W dodatku o bohaterach, których nie polubiłam, za dużo było imion do spamiętania. Planowałam przeczytać tę książkę i pewnie to zrobię, ale dopiero po poznaniu histori Jema i Tessy. Myślę, że Clare bazuje na fali popularności (serial) i chce jak najlepiej wykorzystać swoje 5 minut. Lepiej by chyba było, jakby zajęła się czymś nowym, a Nocnych Łowców już zostawiła. Ile w końcu można?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby pisze serię dla młodszych nastolatków o młodym czarodzieju, ale ta nie przypadła mi do gustu. Nie wiem, czy Clare będzie w stanie jeszcze mnie czymś zachwycić. Ma w zanadrzu dwie kolejne serie o Nocnych Łowcach, więc koniec nie nadejdzie zbyt szybko.

      Usuń
  18. Okładka jest piękna, ale zgadzam się z Agą, że nie jest to też mój ulubiony gatunek. A odnośnie książek, z których się wyrasta - ostatnio często na takie trafiam. Chyba od nowego roku zmienił mi się gust literacki i zamiast obyczajówek coraz częściej wybieram książki non-fiction. Pozdrawiam:-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też lubię czasem zajrzeć do non-fiction, ale nadal króluje u mnie fikcja pod różną postacią :)

      Usuń
  19. Okładka jest nieziemska. Myślałam, że sięgnę po tę książkę, lecz jest tu za dużo nawiązań do "Darów Anioła", których jeszcze nie czytałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawiązań jest sporo i warto znać DA, żeby móc się nimi w pełni cieszyć.

      Usuń
  20. Widziałam twoją stronkę już jakiś czas temu, dopiero po raz pierwszy przeczytałam jakąś twoją wypowiedź. I wiesz co? Nie mogłam się oderwać od twojej "recenzji". :) Według mnie potrafisz pisać lekko, przyjemnie i tak, że dokładnie wiem, co masz na myśli. Z pewnością będę wpadać częściej :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, miło mi to słyszeć i zapraszam ponownie ;)

      Usuń
  21. A może rzeczywiście jest tak, że Clare dotąd czerpała pomysły z innych głów i po prostu limit się wyczerpał? Odgrzewane kotlety, czego dowodzi Meyer,świetnie się sprzedają, więc może po prostu chodziło o kasę i nic więcej? Szkoda.... Książkę kupię, bo mam całą serię i może kiedyś poczyta to moja córka, ale witki troszkę mi opadły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogło być lepiej, choć jak pokazują recenzje - i ten tom znalazł swoich zwolenników. Ja znalazłam tam zbyt wiele podobieństw do poprzednich serii, by móc się w pełni cieszyć lekturą.

      Usuń