16 sty 2016

„Ostatni dzień roku” - Katarzyna Misiołek


Tytuł: Ostatni dzień roku
Autor: Katarzyna Misiołek
Wydawnictwo, rok wydania: Wydawnictwo MUZA, 2015
Ilość stron: 448
Cena: 39,90 zł


~~***~~


Książkę do recenzji udostępniło Wydawnictwo MUZA oraz Business & Culture


Zaginieni. Lista nazwisk, galeria twarzy, zbiór osób w różnym wieku, o różnym wyglądzie, pochodzących z różnych środowisk i domów, które różnią się zamożnością. Kilkuletnie dziewczynki i chłopcy, nastolatki, dojrzałe kobiety i mężczyźni w sile wieku, staruszki – za każdym z nich stoi jakaś historia. Niektórzy znikają, bo uważają, że tak będzie dla nich lepiej. Inni przeżywają koszmar uprowadzenia. Wypadki, utrata pamięci, chęć rozpoczęcia życia od nowa, cudza zbrodnia – powody można mnożyć, tak samo jak losy ukryte za plakatami „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie”. Ci, którzy pozostali, cały czas są dręczeni niepewnością: czy żyją? Co się z nimi stało? Czy kiedykolwiek wrócą?

Ci, którzy pozostali, stali się bohaterami powieści „Ostatni dzień roku” Katarzyny Misiołek. Matka, ojciec, mąż, młodsza siostra – każde z nich staje w obliczu niewyobrażalnego, gdy znika Monika. Kobieta wychodzi z domu, pozornie tylko na chwilę, ale już nie wraca. Pozostają domysły i ślady zwyczajnego życia. Młodsza siostra Moniki, studentka Magda, bo to na niej skupia się powieść, traci grunt pod nogami. Policyjne śledztwo jej nie wystarcza, dlatego na własną rękę próbuje odnaleźć Monikę. W trakcie kolejnych dni zamienia swoje życie w desperackie poszukiwania, chwytając się każdego, nawet najbardziej niedorzecznego tropu. Choć gorąco wierzy w szczęśliwe zakończenie, to jednocześnie próbuje znieczulić się na kilka sposobów, by oderwać się od nieznośnej codzienności. Zaginięcie Moniki odsłania pęknięcia i wyrwy w życiu rodzinnym, niedbale załatane tajemnicami, do tej pory skrzętnie ukrywanymi w czterech ścianach domu. Autorka przygląda się rodzinie, która dla Magdy była przystanią, ostoją ciepła, bezpieczeństwa i spokoju – przynajmniej tak się dziewczynie wydawało. W obliczu dramatu wszystko staje pod znakiem zapytania: czy naprawdę znamy tych, których kochamy? Czy rodzinne więzi są w stanie znieść każdą próbę? 

„Ostatni dzień roku” to smutek. Bohaterowie są spowici w jego opary, zaciągają się melancholią, próbując zdusić pustkę, która pozostała po zaginięciu Moniki. Każde z nich na swój sposób radzi sobie z trudną sytuacją, przez co mamy wgląd w całą paletę zachowań: od desperackich poszukiwań, przez udawaną normalność złożoną z zaprzeczeń, aż po dzielenie się ze wszystkimi swoimi przeżyciami. Katarzyna Misiołek eksploruje postawy osób stojących w obliczu nie-żałoby, nie-tragedii, nie-traumy, które przecież jest żałobą, tragedią i traumą. Nie wiedzą, co mają czuć, bo przecież zaginiona to nie znaczy martwa, zaginiona za minutę może zapukać do drzwi i przecież życie musi toczyć się dalej. Takie wieczne odwlekanie w uwierzenie, które łatwo zrozumieć – dla nich zaginiona żyje tak długo, jak długo w to wierzą. Te postawy, obok wielkiej niewiadomej związanej z Moniką, stanowią siłę napędową powieści. Pochłaniamy kolejne rozdziały, bo chcemy wiedzieć, co stało się ze starszą z sióstr i jak autorka zakończyła historię. Zatapiamy się w smutku, bezradności i frustracji bohaterów, utożsamiając się z którymś z nich.

Magda, układając na nowo życie zaginionej siostry, rwie własne na strzępy. Szamocze się z codziennością, a czytelnik szamocze się z oceną bohaterki. Wiele z jej decyzji i zachowań można zrozumieć, ale wiele to nie znaczy wszystkie. Zaginięcie ukochanej siostry, rodzinne tajemnice i związana z tym utrata poczucia bezpieczeństwa może tłumaczyć chęć wywrócenia swojego życia do góry nogami. Wtedy już nic nie było pewne; runęły wszelkie podstawy, na których się opierała, więc co jej pozostało? Jednak nie mogłam zignorować wrażenia, że niektóre z sytuacji, głównie te związane z Magdą, niepotrzebnie ubarwiono; w pewnym momencie na kartach powieści zaczęły ze sobą rywalizować dwa dramaty – Moniki i Magdy. Nagromadzenie kłopotów, tajemnic i zwrotów akcji postawiło przed autorką niełatwe zadanie i nie jestem pewna, czy w pełni sobie z tym poradziła. Niektóre zagadnienia są opisane nader wyczerpująco, pisarka zagląda do umysłów bohaterów i śledzi ich perypetie krok po kroku; inne z kolei są sygnalizowane i dość szybko porzucane, choć zwiastują ważne zmiany, które jednak nie nadchodzą. Drobiazgowość jednej płaszczyzny w niektórych momentach niebezpiecznie ociera się o nudę, z kolei druga jest pobieżna i brakuje pomiędzy nimi złotego środka.

„Ostatni dzień roku” nie tyle działa na wyobraźnię, co wręcz ją atakuje. Temat zaginięć towarzyszy nam niemal każdego dnia, czasem pojawiając się w kontekście medialnych śledztw. Widzimy na ekranie twarze kolejnych zaginionych, słyszymy kolejne hipotezy, może nawet poznajemy fragmenty losów. Stając się obserwatorem cudzego dramatu, mimowolnie zaczynamy myśleć o własnych bliskich. Jak człowiek może tak po prostu… zniknąć bez śladu? Katarzyna Misiołek zbudowała na tym pytaniu poruszającą historię, dotykając czułych strun każdego człowieka. Trudna opowieść rodziny złączonej przez bolesne tajemnice i tragedię, która może przydarzyć się każdemu, ale nikomu nie mieści się to w głowie.

18 komentarzy:

  1. Piękna recenzja. Jednak na książkę się nie skuszę, ponieważ obecnie wolę coś tematycznie weselszego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie dziękuję! Jeśli obecnie gustujesz w bardziej optymistycznych opowieściach, to rzeczywiście powinnaś odłożyć "Ostatni dzień roku" na później.

      Usuń
  2. Dawno nie czytałam tak fajnej - yyy nie fajnej pięknej i rzeczowej recenzji fabuła nie nastraja do humoru ale nie każda książka nie musi władać humorem:) na zimowy wieczór może nie poczekam na wiosnę i chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaciekawiłaś mnie :) Jak znajdę kiedyś tę ksiązkę w bibliotece to ją wypożyczę.
    Pozdrawiam
    welcome-to-my-little-big-world.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że powinna pojawić się na bibliotecznej półce - a jeśli nie, to zawsze można rozejrzeć się na LubimyCzytać, może ktoś będzie chciał się wymienić.

      Usuń
  4. Bardzo mnie tą recenzją zaintrygowałaś, czytałam opis książki w którejś księgarni, ale nie specjalnie mnie zainteresowała, Tobie się udało. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opisy do tej powieści bywają różne, ale widziałam też jeden naszpikowany spoilerami, dlatego trzeba być czujnym. Nie żałuję lektury, powiem nawet, że było to coś odświeżającego, bo do tej pory natrafiałam raczej na ciepłe obyczajówki polskich autorek.

      Usuń
  5. Bardzo zaintrygowała mnie ta książka. Chociaż tematyka nie wydaje się być lekka, to i tak chciałabym po nią sięgnąć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest lekka, ale działa na wyobraźnię i dlatego myślę, że warto po nią sięgnąć. Jest taka... życiowa? Pomimo niektórych wyolbrzymień, wiele elementów można rozpoznać z własnego życia.

      Usuń
  6. Ja jak patrzę na okładkę to momentalnie mam ochotę jeszcze raz na święta Bożego Narodzenia! I podejrzewam, że w tym roku, właśnie w takim grudniowym okresie, z przyjemnością do książki zajrzę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładka jest świąteczna, za to treść przygnębiająca, dlatego trzeba znaleźć dla niej odpowiedni czas i nastrój.

      Usuń
  7. Jakim cudem powieść ta dostała taką śliczną okładkę, powiedziałabym nawet - radosną, skoro to taki smutek? Na razie nie poczytam, może wiosną...
    Jednak z uwagi na to, że mam debiut autorki najpierw poznam jej pióro.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładka faktycznie może zmylić, bo pasuje do obyczajówki z bardziej pozytywnym wydźwiękiem. W rzeczywistości powieść jest mroczniejsza, smutniejsza i najcieplejsze w niej to są chyba barwy okładki.

      Usuń
  8. Myślałam o niej w okolicach premiery, ale dobrze, że się nie skusiłam, bo nie był to dla mnie najlepszy czas. Książka tchnie smutkiem, ale sięgnę po nią na pewno. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że może ci się spodobać, pomijając niewesołą tematykę :) Nie ukrywam, że nie jest to najlepsza lektura, jeśli ktoś chce być podniesiony na duchu.

      Usuń
  9. Widzę, że książkę po prostu TRZEBA przeczytać. Nie ma innego wyjścia. ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Temat o zaginionych jest przerażający, często śledzę losy poszukiwanych i przeżywam, mimo iż nie znam tych ludzi.. Książkę jak najbardziej wpisuję na swoją listę.

    OdpowiedzUsuń