14 gru 2015

„Dwa szczęścia do wyboru” - Taylor Jenkins Reid


Tytuł: Dwa szczęścia do wyboru
Autor: Taylor Jenkins Reid
Wydawnictwo, rok wydania: Amber, 2015
Ilość stron: 320
Cena: 37,80 zł


~~***~~


Książkę do recenzji udostępniło Wydawnictwo Amber



Czy można ominąć przeznaczenie?


Tak widocznie musiało być i nie ma sensu rozmyślać, co by było, gdyby lubi mawiać wiele osób. A jednak, jakby wbrew przekonaniu, że nic nie można było zmienić, wbrew rozsądkowi, wielu z nas potrafi spędzić sporo czasu na snuciu kolejnych scenariuszy; a gdybym wtedy poszedł w inną stronę, gdybyśmy się nie spotkali, gdybym odezwała się pierwsza, gdyby coś się stało albo nic nie wydarzyło. Uparcie obracając w myślach jedno wydarzenie, oglądając je pod lupą, niektórzy potrafią żyć życiem, które nigdy się nie wydarzyło i marzyć o cofnięciu czasu, co jest przecież niemożliwe. Fantazjowanie na temat drogi nieobranej to kopalnia pomysłów dla twórców, którzy za sprawą wyobraźni mogą dowolnie rozwijać skutki każdej decyzji. Niektórzy wybierają tylko jedno wydarzenie i od niego budują warianty życia, jak w filmie „Przypadkowa dziewczyna” (która to zapożyczyła pomysł z „Przypadku” Kieślowskiego), inni z kolei ważą każdą decyzję, zaglądając do wszystkich możliwych wersji przyszłości, jak w powieści młodzieżowej „Pivot Point” Kasie West. Myśl „co by było, gdyby” zainspirowała również Taylor Jenkins Reid, która w ślad za „Przypadkową dziewczyną” postawiła przed główną bohaterką „Dwa szczęścia do wyboru”.

Niespełna trzydziestoletniej Hannah daleko jest do szczęścia. Zawiedziona, ze złamanym sercem i bez planu na przyszłość, wraca do rodzinnego Los Angeles, gdzie jej niespokojny duch zapragnął zacząć od nowa. Po raz kolejny. Z pomocą najlepszej przyjaciółki, Gabby, Hannah zaczyna stawiać pierwsze kroki w nowym życiu. Pewnego dnia staje przed pozornie zwyczajną decyzją, która rozbija jej los na dwie ścieżki. Od tej pory Hannah żyje w dwóch przeplatających się scenariuszach i już nie musi się zastanawiać „co by było, gdyby”. Konsekwencje naznaczają dalsze życie, przynosząc odpowiedzi na najważniejsze pytania. Czy wybór wpływa na przeznaczenie? Dokąd może zaprowadzić niewykorzystana szansa?

„Dwa szczęścia do wyboru” to po części powieść o dojrzewaniu, po części romans. Reid kładzie nacisk na miłość, przygląda się związkom, bohaterowie rozstają się i godzą, próbują ułożyć życie z kimś innym albo pracują nad starym związkiem. Dwie płaszczyzny historii pozwalają autorce na testowanie więzi w zmieniających się realiach: czy miłość zawsze jest pisana tej samej parze? Czy rozstanie jest nieuniknione bez względu na to, jak toczy się historia? Przyznam, że bardzo spodobało mi się to, jak Reid podeszła do tego zagadnienia, wybierając opcję dość nietuzinkową jak na historię utrzymaną w klimacie komedii romantycznej. W każdej wersji, przeżycia Hannah inspirują ją i pomagają przewartościować życie. Pokazują, że zmiany, które wymusza na nas los, mogą owocować cennymi lekcjami, trzeba tylko czerpać z konsekwencji swoich decyzji, uczyć się, nie zaś oddawać się gdybaniu pochłaniającemu czas i energię. Autorka zdaje się mówić „weź się w garść, skup się na tu i teraz, zacznij od tego, co posiadasz”, ponadto podkreśla różnicę pomiędzy stwierdzeniami „chciałabym, by było inaczej” a „sprawię, że będzie inaczej”. Posiada również kilka innych przemyśleń, głównie związanych z faktem, jak powinno wyglądać życie dorosłej kobiety; nasączony kilkoma kroplami moralizatorstwa wydźwięk powieści zmieszano ze sporym ładunkiem optymizmu, dzięki czemu jest on łatwy do przełknięcia. Reid sprawnie splata dwie wersje życia Hanny, ale w trakcie lektury nie można pozbyć się wrażenia, że jest bardzo ostrożna w odchodzeniu od stałych wydarzeń z obydwu wersji losów, jakby bała się, że historia straci sens, jeśli nie wyeksponuje elementów X, Y i Z. Dla każdego losu posiada ten sam zestaw obowiązkowych sytuacji, które muszą się rozegrać, zaś reszta jest tylko tłem. Niby jest inaczej, ale tak naprawdę wszystko jest tak samo. Rozumiem chęć udowodnienia, że przeznaczenia nie da się ominąć, ale liczyłam na większą fantazję autorki. Im mocniej jeden los różniłby się od drugiego, tym lepiej mogłaby zaakcentować motyw przeznaczenia i krzyżujące się ścieżki. To kurczowe trzymanie się podobieństw sprawia, że cała historia jest oczywista i przewidywalna, co z kolei prowadzi do refleksji: po co tworzyć historie o przeznaczeniu, których wszystkie różnice sprowadzają się do tego, że są one takie same? Bo istnieje pewien element, może nieuchwytny, który odróżnia opowieści o nieuchronności przeznaczenia od opowieści toczących się utartym torem. Chcę być zaskoczona odkryciem, że różne sytuacje mogą doprowadzić do podobnego, bądź nawet takiego samego finału. Nieszczególnie szokuje mnie fakt, że życie dwóch osób będących jedną postacią w tym samym mieście, wśród tych samych osób, podejmującej podobne działania, skończy w tym samym miejscu. W tym przypadku to nie przeznaczenie – to oczywistość. Jak na wolnego ducha, który szuka swojego miejsca na świecie, Hannah błyskawicznie wskakuje na odpowiednie tory, równie szybko pokornieje i odnajduje swoje powołanie, jakby ktoś przełączył pstryczek w jej głowie. W pewnym momencie Reid zapędziła się w ślepą uliczkę i poza różnicą w imionach, sąsiadujące ze sobą rozdziały z innego życia wyglądały niemalże identycznie, przez co tytułowe dwa szczęścia zlały się w jedno, jakby dorosnąć można było tylko na jeden sposób. Czy to byłoby taką dużą zbrodnią, gdy w każdym z innych żyć przeznaczenie wyglądało inaczej? Druga sprawa to brak większej ilości interesujących interakcji pomiędzy postaciami. Hannah obraca się w podobnych kręgach towarzyskich, a znajome twarze w większości przypadków odgrywają te same role. Więcej świeżości wniosłyby nowe osoby i związane z nimi dylematy.

Niestety nie brakuje zgrzytów w postaci sztucznie brzmiących dialogów czy dosłownie tłumaczonych idiomów, co w niektórych miejscach mocno psuje przyjemność z lektury. Wśród przykładów można wymienić angielskie słowo „party”, które stosowane jest jednocześnie jako synonim słów impreza i przyjęcie. W trakcie rozmowy o rozwodzie i wybaczeniu, jedna z bohaterek nieoczekiwanie obwieszcza „więc przyjmuj to ze szczyptą soli”, co jest dosłownym przekładem angielskiego idiomu „to take something with a grain of salt/a pinch of salt" i w przenośni znaczy tyle, by traktować coś z przymrużeniem oka, nie brać tego dosłownie bądź odnosić się do czegoś ze szczyptą rezerwy.

„Dwa szczęścia do wyboru” to tytuł, który w pełni kojarzy się z lekką literaturą kobiecą. Zabarwiona romansem opowieść o perypetiach młodej kobiety mogłaby być barwniejsza, ale i tak nieźle radzi sobie jako popołudniowa rozrywka, ekwiwalent filmowej komedii romantycznej. Dobra propozycja dla czytelniczek, które kiedykolwiek zastanawiały się, czy droga, której nie wybrały, mogłaby przynieść coś lepszego. W ślad za Hanną można dojść do wniosku, że nie warto zadręczać się myślami o tym, co mogłoby się wydarzyć, bo szczęście i tak przytrafia się na każdej ścieżce życia.

30 komentarzy:

  1. Szczerze i bez bicia, omijam szerokim łukiem ostatnio takie powieści. Wolę się odstresować przy jakiejś odprężającej młodzieżówce ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie każdy przepada za tym gatunkiem - ja akurat lubię i ten, i młodzieżówki :)

      Usuń
  2. Nie czytam raczej takich książek ale ostatnio zmieniam swoje nastawienie. Może bym po nią sięgnęła przy okazji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od czasu do czasu warto sięgnąć po coś nowego - to zawsze poszerza horyzonty.

      Usuń
  3. Swego czasu zaczytywałam się w książkach podobnych do tej i chyba chcę do nich powrócić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czasem urządzam sobie takie "cykle" gatunkowe albo tematyczne, więc co jakiś czas zaczytuję się w lit. kobiecej, młodzieżowej i tak dalej :)

      Usuń
  4. Książka raczej nie dla mnie, ale kto wie może kiedyś zmienię zdanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem czytelniczy głód sprawia, że sięgamy po coś zupełnie nowego, także kto wie, kto wie :)

      Usuń
  5. Szkoda, że dialogi brzmi nieco sztucznie. Mimo to i tak czuję się zainteresowana tą książką i jeśli przypadkiem trafi w moje ręce, to z pewnością ją przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, zdarzają się zgrzyty, ale myślę, że powinnaś dać jej szansę, bo ma wiele wspólnego z powieściami, które recenzujesz na blogu :)

      Usuń
  6. Taka poczytajka na wieczorną nudę? Raczej spasuję jak na razie ;)
    Thievingbooks

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, to takie czytadło na leniwe popołudnie :)

      Usuń
  7. Lubię ten motyw zastanawiania się nad tym jak potoczyłoby się życie bohaterów, gdyby postąpili inaczej, dlatego historia od razu wzbudziła moją ciekawość, jednak ostatecznie nie jestem do niej przekonana. Skoro nie ma wielkiej różnicy między tymi dwoma scenariuszami życia, to chyba szkoda tracić czas na czytanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, różnią się one raczej nieznacznie, gdy spojrzymy z perspektywy miejsca, w którym kończą się perypetie głównej bohaterki. Taki materiał "co by było, gdyby..." można świetnie rozwinąć, ostatnio przekonałam się o tym w grze Life is Strange.

      Usuń
  8. Lubię nieraz sięgnąć po lekką i niezobowiązującą lekturę, zatem podejrzewam, że i na ten tytuł kiedyś nadejdzie odpowiednia pora... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To idealny tytuł na lekką i niezobowiązującą lekturę, więc myślę, że czytelnicy rozmiłowani w takich powieściach powinni zrobić dla tej książki miejsce na swoich domowych półkach :)

      Usuń
  9. Trochę szkoda, że tłumaczenie wyszło słabo - widocznie tłumacz młody, niedoświadczony i nie wie, że pewnych rzeczy nie przenosi się na polski dosłownie. Natomiast historia może mi się spodobać, więc czemu nie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przymknięcie oka na niedociągnięcia językowe sprawia, że lektura jest przyjemniejsza - to taka rada, jeśli powieść wpadnie ci w ręce. Wydaje mi się, że perypetie Hanny mogą ci się spodobać.

      Usuń
  10. Lubię lekkie książki, ale ta nawet okłądki nie ma na tyle dobrej, bym chciała ją wziąc do ręki. Tym razem sobie daruję i skończę to, co mam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby oryginalna okładka jest podobna, ale jakoś bardziej do mnie przemawia :)

      Usuń
  11. Ja też jestem świeżo po lekturze książki i to co mnie najbardziej w niej irytowało to powtarzanie przez cały prowadzony dialog słówka "mówić", a już najbardziej raziło mnie "ja mówię" -,-

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To rzeczywiście również było irytujące - ja mówię, on mówi, ja mówię, ona mówi i tak przez cały dialogi. Gdyby nie kończono tak każdego zdania, to lektura byłaby o wiele łatwiejsza.

      Usuń
  12. Cieszę się, że poniekąd zasady moralne zostały połączone z lekką dawką humoru i nie są w książce sztywne. Nie mam obaw przed sztucznie brzmiącymi dialogami, lektura wydaje się lekka i niezobowiązująca. Z chęcią przeczytam, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się :) Liczę na poznanie wrażeń z lektury.

      Usuń
  13. To chyba nie dla mnie, ale kto wie, może kiedyś się przekonam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto wie - ja ostatnio przekonałam się do serialu The 100, choć wcześniej pisałam "eee nie, to nie dla mnie" :)

      Usuń
  14. Witam,
    trafiłam tu z lubimyczytać, bo chciałam zwrócić uwagę, że Twoja "recenzja" przekroczyła bardzo cienką granicę i zdradza zakończenie, przez co bardziej pod chodzi pod streszczenie. Przejrzałam też inne i robisz to często. Nie o to w tym wszystkich chodzi, trzeba umieć wyważyć, żeby nie spoilerować. Do tego zgrzyta stylistycznie, zdania są zbyt złożone, przez co brzmi sztucznie. Może w tej nie tak strasznie, ale w kilku wcześniejszych, aż mnie zęby bolą od zgrzytania ;) W jednej z recenzji nagięłaś też znacznie fakty, przez co, w moich oczach, tracisz wiarygodność(większość pewnie się nie zorientowana, bo odnosi się do literatury anglojęzycznej). Powodzenia, jeszcze wiele pracy przed Tobą

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przed każdym jest wiele pracy, bo nikt nie jest ideałem.
      Nie sądzę, bym zdradziła zakończenie, napisałam dość ogólnikowo na temat historii. Nie pojawiło się nawet słowo o losach głównej bohaterki. Nie wiem, czy informacja, że kończą się one w tym samym miejscu to wielki spoiler - jeśli tak, to przepraszam. By ocenić elementy powieści, muszę "coś" na ich temat napisać, w tym przypadku chodziło o fakt, że autorka niespecjalnie wykazała się, kreując losy postaci. Gdyby recenzja była streszczeniem, wtedy redakcja nie zamieściłaby jej na stronie Lubimy Czytać, ponieważ każda oficjalna opinia przechodzi korektę i w razie rażących błędów jest wycofywana.
      Interesuje mnie też, w której recenzji nagięłam fakty, że aż straciłam na wiarygodności?

      Usuń
  15. Nie jestem fanką takiej literatury, o książce również pierwszy raz słyszę. Jak an razie sobie odpuszczę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wśród zagranicznych czytelników narobiła niezłego szumu, dlatego stwierdziłam "dlaczego nie"? Lektury nie żałuję, ale przyznam, że liczyłam na więcej.

      Usuń