19 paź 2015

#WeNeedDiverseBooks, czyli o tym, jak amerykański ruch może odmienić literaturę młodzieżową i wpłynąć na polskich czytelników

Jeśli ktoś, tak jak ja, na bieżąco interesuje się anglojęzycznymi nowościami wydawniczymi, wszelakimi nurtami czy trendami, to na pewno nie umknęły mu dyskusje dotyczące literatury młodzieżowej. Jedną z nich, zataczającą coraz szersze kręgi, jest dyskusja dotycząca różnorodności w powieściach dla dzieci i nastolatków. Zarówno autorzy, jak i czytelnicy zauważyli, że ogromna ilość książek obiera sobie za głównych bohaterów białe, średniozamożne bądź bogate, heteroseksualne, wychowywane w pełnej rodzinie, zdrowe psychicznie i fizycznie osoby pochodzące ze Stanów. Taki opis ideału. Ze świecą szukać głównych postaci z innych kręgów kulturowych, innych stron świata, o innym kolorze skóry, nieheteronormatywnych, o innym pochodzeniu etnicznym, mających schorzenia natury psychicznej bądź fizycznej, słowem: jakiejkolwiek mniejszości. Jeśli już takowe się pojawiają, to jako „egzotyczny” dodatek wklejony w drugi plan (nierzadko zbudowany na stereotypach): czyli najlepszy przyjaciel gej, ciemnoskóry znajomy ze złej dzielnicy, religijna dziewczyna, oczywiście katoliczka, z której wszyscy się śmieją, Azjata, który obowiązkowo jest geniuszem... Przecież losy świata zawsze spoczywają w rękach przystojnego, białego Amerykanina, któremu towarzyszy cytata Mary Sue. 


We Need Diverse Books wychodzi z bardzo prostego i oczywistego założenia: świat jest różnorodny i literatura młodzieżowa powinna to odzwierciedlać. Szczególnie ważne jest to w Stanach, kraju zwanym tyglem narodów. Fikcyjna jednolitość zupełnie nie odpowiada rzeczywistości, przez co w skali wszystkich czytelników, niewielu z nich może w pełni utożsamić się z głównym bohaterem powieści. Wybiórczość sprawiła, że wielu nastolatków nie może czytać „o sobie”, bo obowiązuje jeden model historii i kreowania postaci. Nawet nie chodzi o promowanie czegoś, tylko o najzwyklejszą w świecie zamianę literatury w lustro, które odbija naszą rzeczywistość. Nie wszystko, co przedstawia, ma być akceptowane (np. szeroko rozumiana przemoc), ale pewne zjawiska muszą być zrozumiane, by można było im zapobiegać. Nieświadomość tego, w jakim świecie żyjemy, może w przyszłości wyrządzić dużą krzywdę.

„Ostatni wzrosło niezadowolenie wynikające z braku różnorodności w literaturze dla dzieci – mówią autorzy i na dowód pokazują badania z marca, które pokazują, że z 3200 tytułów opublikowanych w 2013 roku, tylko 93 traktowały o Afroamerykanach, 34 o rdzennych Amerykanach, 69 o Azjatach i 57 o Latynosach.”[1]

253 tytuły z puli 3200, to niewiele, prawda? Wyobraź sobie, że tylko niecałe 8% wszystkich książek jest dla ciebie – tak po prostu dla ciebie, bez żadnych kompromisów i przymykania oka. Akurat powyższe badania oparto na przynależności rasowej, ale można to także przełożyć na religię, zdrowie, przekonania; po prostu na każdy element bycia człowiekiem. Sarah Seltzer z portalu Flavorwire przytoczyła inne badania, które pokazują, że „w rzeczywistości, 50% młodzieży szkolnej to osoby o kolorze skóry innym niż biały, 5% wszystkich dzieci jest niepełnosprawna, zaś 4% identyfikuje się jako osoby LGBT. W literaturze pojawia się 10% kolorowych dzieci, 2.4% posiadały bohaterów LGBT, z kolei procent niepełnosprawnych bohaterów pozostał niejednoznaczny.”[2] Różnie rozumiana inność często przynosi problemy, które są zamiatane pod dywan, bo do tej pory zajmowanie się nimi było zbyt kłopotliwe albo mało opłacalne. A tymczasem pod powierzchnią ignorancji zaczęła bulgotać potrzeba.

Już w 1990 roku Rudine Sims Bishop opublikowała artykuł „Mirrors, Windows, and Sliding Glass Doors”[3], w którym opisała wpływ literatury na dzieci. Jednym z najważniejszym stwierdzeń jest: „Kiedy dzieci nie mogą odnaleźć siebie w książkach, które czytają, albo gdy widzą odbicie zniekształcone, negatywne bądź komiczne, to uczy je, że są degradowane w społeczeństwie, którego są częścią”.

Dzieci po prostu czują się gorsze, gdy nie ma dla nich miejsca – również w literaturze.

„Jeśli weźmiesz, na przykład, Anię z Zielonego Wzgórza i dasz ją dzieciakom ze śródmieścia, a one jej nie przyjmą, to odejdziesz i powiesz: one nie czytają? Dzieci interesują się książkami, jeśli tylko mogą się z nimi utożsamić.”[4]

To kolejny komentarz z artykułu Sary Seltzer, który daje do myślenia nie tylko w kontekście różnorodności, ale i propagowania czytelnictwa w ogóle. Czy to możliwe, że od niewłaściwej strony próbujemy zachęcić dzieci do czytania?

Przypadek Nicholasa Sparksa, czyli jak wytłumaczyć różnorodność w literaturze młodzieżowej – a raczej jej dotychczasowy brak

Odejdźmy na chwilę od literatury młodzieżowej i skupmy się na twórczości jednego z najpopularniejszych twórców romansów. Taka dygresja, która może uświadomić wam, na jakim etapie jest różnorodność. Sparks, przy okazji premiery nowej książki bądź też ekranizacji, bardzo często obrywa za powtarzalność a nawet autoplagiat. Trzeba przyznać, że tworzone przez niego historie nie oszałamiają oryginalnością (ale popularnością już tak). Wszystkie pary są takie same, a ich perypetie powstają z gotowego wzoru, co poprzez fotografię wymownie skomentował użytkownik brigitteteleu, a co szybko podchwycił Huffington Post[5]. Z tego samego śmieje się też Entertainment Weekly[6].

[źródło]
O krok dalej poszedł portal Cracked, który stwierdził, że „wszystkie książki Sparksa to jedna i ta sama książka”.[7] Na dowód dołączył grafikę z gotową receptą na kolejny romans: zacznij od pary ładnych, białych ludzi – dołącz przeszkodę, która sprawia, że ich miłość wydaje się być niemożliwa – spraw, by i tak się w sobie zakochali – wrzuć wyeksploatowaną, okropną katastrofę, która ma za zadanie wycisnąć łzy i zamienić bylejaki romans w tragedię – idź do jedynego grafika jakiego znasz – przeliczaj pieniądze.

[źródło]
Do czego zmierzam - z 19 wydanych romansów, tylko w jednym, najnowszym, pojawia się główna bohaterka niebędąca białą dziewczyną (dokładnie to jest córką meksykańskich imigrantów). Bohaterowie o innym kolorze skóry? Innej orientacji? Innym wyznaniu? Jakiejkolwiek niepełnosprawności? Ktokolwiek inny, kto też chodzi po świecie? Niestety. A jeśli już ktoś jest chory, to wyłącznie ujęte jest to przez pryzmat romantyczności, by podnieść łzawość historii. Chora na białaczkę ukochana pozostaje pięknie bladolica do samego końca, kiedy to sztucznie zaróżowionymi ustami wydaje ostatnie tchnienie w ramionach ukochanego. I tak to mniej więcej wygląda, jeśli rozciągnie się to na wszystkie książki młodzieżowe.

A przynajmniej tak było do tej pory, bo najwyraźniej coś zaczyna się zmieniać.

…żeby zobaczyć tam siebie

Użytkownik LeeandLow na portalu Buzzfeed zadał pytanie „dlaczego potrzebne są różnorodne książki?”[8] i wybrał osiemnaście wpisów z grupy nadesłanej przez użytkowników. Pod hasztagiem #weneeddiversebooks zamieszczono krótkie odpowiedzi oraz fotografie. Hasztag ten należy do organizacji We Need Diverse Books, której przedstawicielki pierwsze rozpoczęły dyskusję z czytelnikami.

"Potrzebujemy różnorodnych książek ze względu na wszystko, co mieści się w tym kręgu."
[źródło]
„Mój mąż ma koreańskie korzenie, więc nasza córka jest rasy mieszanej. I pomyślałam, że potrzebujemy różnorodności w książkach właśnie ze względu na dzieci. One potrzebują książek, w których mogą siebie zobaczyć.”[9] Wypowiedź Nicoli Yoon, Jamajko-Amerykańskiej pisarki, trafia w samo sedno ruchu. Zresztą, zdjęcie rodziny Yoon stało się jednym z symboli akcji. W debiutanckim „Everything Everything” stworzona przez nią bohaterka jest w połowie Japonką, w połowie Afroamerykanką. Wtóruje jej Aisha Saeed, autorka „Written in the Stars” i „This Promise I Will Keep”, która napisała: „Potrzebujemy różnorodnych książek, bo chcę, by moi synowie dorastali w świecie, w którym nigdy nie muszą czuć się niewidzialni”.[10] Wiele innych odpowiedzi również skupia się na dzieciach i na tym, że chcą zobaczyć superbohaterów takich samych jak oni.

„Książki pozwalają dzieciom nawzajem zaglądać do swoich światów oraz odnajdywać potwierdzenie w postaci swojego odbicia, tak zwane pojęcie okien i luster. Chłopcy muszą widzieć dziewczynki zajmujące się sportem. Inne dziewczynki muszą widzieć rówieśniczki zajmujące się sportem. Białe dzieci muszą widzieć czarne, Azjatów, Latynosów jako księżniczki i piłkarzy – mówi Lori L. Tharps – Czarne dzieci nie mogą widzieć wyłącznie opowieści o niewolnikach. Muszą zobaczyć czarnoskóre dzieci na smokach.”[11]

Różnorodność nie zaczyna się i nie kończy na rasie. Autorzy podchwytują nowe trendy i eksplorują nieznany do tej pory folklor, wierzenia, zwyczaje; różnorodność nadaje kolorytu kreowanym przez nich opowieściom. Poruszają temat seksualności, tożsamości, religijności, przynależności etnicznej, niepełnosprawności, narodowości – krótko mówiąc, chcą sprawić, by dla każdego było miejsce w fikcji, nie tylko za sprawą stereotypów.

We Need Diverse Books wyrazem sprzeciwu?

Chyba nie będzie to błędem, jeśli powiem, że organizacja wyrosła nie tylko z potrzeby ukazania różnorodności, ale również po to, by przeciwstawić się pewnemu trendowi, znanemu w świecie filmu jako „wybielanie”. Chodzi o obsadzanie białych aktorów i aktorek w rolach, w których rasa i przynależność etniczna odgrywają ważną rolę - np. w filmach rozgrywających się w konkretnej epoce bądź kraju; w scenariuszu ważnym punktem jest podkreślanie korzeni bohaterów, bo ich pochodzenie w dużym stopniu wpływa na rozwój akcji, osadzając ją w konkretnych realiach. Problem zaczyna się, gdy wszelkie opisy, charakterystyka postaci i jej historia idą jedną drogą, zaś casting – drugą. Dyskusje na temat kwitnięcia tego zjawiska w Hollywood nie cichną, szczególnie w kontekście przyznawania prestiżowych nagród filmowych. Wystarczy przypomnieć sobie ostatnie rozdanie Oscarów. Całkiem niedawno posypały się gromy na twórców filmów „Pan” (jakże barwnie nazwanego w polskim wydaniu „Piotruś. Wyprawa do Nibylandii”), bo w roli indiańskiej księżniczki, rdzennej Amerykanki imieniem Tygrysia Lilia, obsadzono białą aktorkę[12]. Podobny los spotkał film „Witamy na Hawajach”, w którym bohaterka o chińsko-hawajskich korzeniach jest portretowana przez białą aktorkę.[13] Biali aktorzy są obsadzani w rolach nie-białych postaci, zupełnie jakby nie istnieli inni kandydaci; to tylko dwa przykłady z szeregu innych. 

Po drugiej stronie stoją fani, którzy oburzają się, że w ich ulubionej serii pojawiają się bohaterowie o ciemnym kolorze skóry. Po premierze „Igrzysk śmierci” rozgorzała awantura, bo część osób nie mogła zaakceptować faktu, że Rue jest Afroamerykanką. Podobna sytuacja dotyczyła Cinny. Swoje niezadowolenie i żale wylali w formie tweetów, w których przeważało zohydzenie: „dlaczego Rue jest czarna? To zepsuło film.”; „Dlaczego wszyscy dobrzy bohaterowie są czarni?!”; „Blee, Rue jest czarna? Nie oglądam tego filmu!”; „Nazwijcie mnie rasistą, ale gdy dowiedziałem się, że Rue była czarna, jej śmierć od razu zrobiła się mniej smutna #nienawidzęsiebie”. To najłagodniejsze wypowiedzi, bo reszta, ze względu na przyzwoitość, nie nadaje się do przytoczenia.[14] Seltzer uważa, że takie podejście może wynikać z braku kontaktu z bohaterami o innym kolorze skóry.[15]

„Igrzyska śmierci” jeszcze raz wzbudziły pytania w kontekście różnorodności, gdy zminimalizowano temat niepełnosprawności, która pojawiała się na pierwszym planie (przynajmniej w wersji książkowej) i stanowiła odrębny komentarz do rzeczywistości, w jakiej żyli bohaterowie. Od braku ciężkich uszkodzeń ciała na braku sporych blizn kończąc, filmowe wersje postaci stały się jakby… ładniejsze i zdrowsze?

Jak widać, wykorzystywana przez Sparksa formuła działa w całym Hollywood.

Zysk niektórym przysłania poczucie misji

Kolejny powód jest mniej szlachetny i opiera się na chłodnej kalkulacji: powieści wpisujące się w aktualne trendy mają zapewniony sukces na rynku amerykańskim. Po „Zmierzchu” rozkwitł romans paranormalny, po „Igrzyskach śmierci” wszyscy rzucili się do pisania dystopii, po „Pięćdziesięciu twarzach Greya” rozpętał się szał na erotyki i fanfiction. W przypadku różnorodności powstał taki mały paradoks – to, co wcześniej było zupełnie nieopłacalne, teraz staje się maszynką do zarabiania pieniędzy. Autorzy poruszają wybrane zagadnienia, bo taka jest moda i można się na tym wybić, a za tym idą pieniądze i sława – jednak czasem nie mają bladego pojęcia o czym piszą, co błyskawicznie weryfikują osoby, do których rzekomo skierowano dany tytuł. Czytelnicy bez skrępowania podkreślą nieścisłości czy zwyczajne błędy, ale również nie pozwolą odejść w zapomnienie autorowi, który uczciwie wywiązał się z opisania wybranego tematu. Myślenie „napiszę książkę o geju/osobie pochodzącej z „egzotycznego” kręgu kulturowego/osobie cierpiącej na „medialną” chorobę, bo to się sprzeda!” może się naprawdę źle skończyć. We Need Diverse Books nie walczy bowiem o ilość tytułów z różnorodnością w tle, tylko o ich jakość. Odsiewanie książek, które powstały na bazie solidnego zaplecza od tych, które powstały z chciwości, nie jest łatwym zadaniem, o czym mówi pisarka Jacqueline Woodson w artykule Caroline Goldstein dla portalu Bustle: „[Woodson] przestrzega przed opisywaniem różnorodności dla samego opisywania. Nieprawidłowe tworzenie różnorodnych bohaterów może wyrządzić o wiele większą krzywdę niż zupełny brak takich bohaterów”.[16]

Tłumacząc innym świat

Literatura młodzieżowa obecnie bywa, w pewnym sensie, niedoceniana. Część dorosłych patrzy na nią protekcjonalnie, upatrując w niej sztandarowego przykładu rozrywki lekkiej, łatwej, płytkiej i przyjemnej. Takie podejście jest niesłuszne i nie mówię tego jako pełnoletnia czytelniczka, która naprawdę często sięga po takie książki. Tutaj przemawiają fakty. Kwestia wychowywania poprzez książki wygląda nieco inaczej we współczesnym świecie, jednak nie zmieniło się jedno: truizm, że każdy nastolatek to przyszły dorosły, którego coś musi ukształtować. Bezrefleksyjnie wpychanie młodzieżówek do szufladki lekkiej rozrywki tak naprawdę wynika z niewielkiego pojęcia na temat tego, o czym obecnie traktuje taka literatura – bo to nie tylko romansowy „Zmierzch”. Ba! To już od dawna nawet nie dotyka tych klimatów. Przedstawiając i tłumacząc rzeczywistość, wchodzi na bardzo trudne zagadnienia, z którymi wielu dorosłych nie potrafi sobie poradzić. Przykłady? Jason Reynolds i Brendan Kiely, autorzy książki „All American Boys”, sięgnęli po formę literatury młodzieżowej, by opowiedzieć historię o brutalności policji i rasizmie. W Stanach jeszcze nie ucichły gorączkowe dyskusje, pokrywające się z doniesieniami o rosnącej liczbie ofiar wśród Afroamerykanów, będących często bardzo młodymi osobami, które zostały zastrzelone bądź zakatowane z rąk stróżów prawa. Obydwie strony przerzucają się winą, a zaostrzający się konflikt często prowadzi do wybuchu zamieszek. Aisha Saeed we „Written in the Stars” podjęła temat aranżowanych małżeństw we współczesnych muzułmańskich społecznościach[17]. W ten sposób chce zwrócić uwagę na prawo decydowania o sobie i na losy młodych dziewcząt, nie tylko muzułmanek, ale także mormonek, ortodoksyjnych żydówek czy wyznawczyń hinduizmu, które są zmuszane do ślubu z kandydatami wybranymi przez rodziców, czasem podstępem są wywożone do kraju przodków i surowo karane za nieposłuszeństwo. I.W. Gregorio w „None of the Above” opowiada historię nastolatki, która odkrywa, że jest interseksualna, co oznacza, że urodziła się jednocześnie z narządami płciowych męskimi i żeńskimi. W przypadku bohaterki, choć na zewnątrz wygląda jak dziewczyna i z taką płcią się identyfikuje, posiada męskie chromosomy i chłopięce „części”. „Made You Up” Francesci Zappia skupia się na postaci nastolatki cierpiącej na schizofrenię paranoidalną, która próbuje sobie radzić na przekór chorobie. Una LaMarche poświęciła uwagę mieszanym rodzinom oraz współczesnemu postrzeganiu rasy w „Don't Fail Me Now”. Leah Scheier i „Your Voice Is All I Hear” eksplorują związek nastolatki i chłopaka chorego na depresję i schizofrenię. Dziewczyna coraz gorzej radzi sobie z walką o ukochanego i zaczyna zastanawiać się, czy w ogóle może wygrać z chorobą. Bliscy osób chorych również potrzebują wsparcia i zrozumienia. Wielokrotnie nagradzane „Brown Girl Dreaming” Jacqueline Woodson opowiada o dorastaniu Afroamerykanki w latach 60. i 70., a więc w czasie walki o zniesienie podziałów rasowych. Wiosną 2017 roku nakładem wydawnictwa Bloomsbury ukaże się książka Laleh Khadivi „A Good Country”, która traktuje o kurdyjsko-irańskim nastolatku żyjącym w Kalifornii, który pod wpływem radykałów rusza w podróż do Syrii, by dołączyć do ISIS.[18] Czy obecnie mógłby istnieć bardziej aktualny temat? Historie o nastolatkach z Europy i Stanów, które uciekają z domu by dołączyć od ISIS, wcale nie pojawiają się tak rzadko jak byśmy tego chcieli. 

Dobre młodzieżówki stają się przedłużeniem, do której chętnie zerkają dorośli. Czy zawsze szukają tam rozrywki? Nie tylko. Czasem potrzebują nowego spojrzenia, wyjaśnienia tego, co się dzieje wokół nich, a co jest dla nich nowością. Często jako rodzice nastoletnich pociech spotykają się ze zjawiskami, które do tej były im słabo bądź zupełnie nieznane. Literatura młodzieżowa szybko podejmuje dialog z wydarzeniami, które wpływają na wszystkich.

A co słychać u nas?

Ponieważ spora część polskojęzycznej literatury młodzieżowej to przekłady anglojęzycznych bestsellerów, możemy oczekiwać, że fala różnorodności dotrze również do Polski. Właściwie to można powiedzieć, że już powoli spływają do nas tytuły z puli diverse books. Chyba kojarzycie Jenny Han i „Do wszystkich chłopców, których kochałam”? Albo „Oddam ci słońce” Jandy Nelson? To może Marie Lu i cykl „Legenda”? Do tego możemy dorzucić Inne zasady lata" Benjamina Alire Sáenza. Soman Chainani zasłynął bardzo dobrze przyjętym cyklem „Akademia Dobra i Zła”, którą zapoczątkował tom o tym samym tytule oraz kontynuacja „Świat bez książąt” i „Długo i szczęśliwie”. Kojarzony z ruchem jest David Levithan, autor bądź współautor takich książek jak: „Każdego dnia”, „Pewnego dnia”, „Księga wyzwań Dasha i Lily” oraz opowiadania w tomie „Podaruj mi miłość”. Podobnie rzecz ma się z Sabaą Tahir, autorką „Imperium Ognia”. Omawiany niedawno na blogu „Konkurs” Julie Murphy też dokłada swoją cegiełkę do różnorodności. Wydawnictwo Publicat wyda powieść „Everything Everything” wspominanej wyżej Nicoli Yoon. 

To tylko mała pula tytułów, która z czasem może się rozrosnąć.

___________
źródła [!]
oficjalna strona akcji: http://weneeddiversebooks.org/
zdjęcia: http://weneeddiversebooks.tumblr.com/

[1]http://www.theguardian.com/books/2014/may/01/we-need-diverse-books-campaign-children
[2]http://flavorwire.com/502081/we-need-diverse-books-can-childrens-authors-end-publishing-industry-prejudice-and-change-the-way-america-reads/2
[3]http://www.rif.org/us/literacy-resources/multicultural/mirrors-windows-and-sliding-glass-doors.htm
[4]http://flavorwire.com/502081/we-need-diverse-books-can-childrens-authors-end-publishing-industry-prejudice-and-change-the-way-america-reads/3
[5]http://www.huffingtonpost.com/2013/03/26/nicholas-sparks-books-have-one-thing-in-common_n_2956749.html
[6]http://www.ew.com/article/2012/10/26/safe-haven-poster
[7]http://www.cracked.com/funny-4725-nicholas-sparks/
[8]http://www.buzzfeed.com/leeandlow/18-adorable-reasons-we-need-more-diverse-books-p4rm
[9]http://mashable.com/2015/08/26/nicola-yoon-everything-everything/#ZCP2WyW5vsqh
http://www.mtv.com/news/2261250/nicola-yoon-interview/
[10]http://weneeddiversebooks.tumblr.com/post/84449768522/weneeddiversebooks-because-i-want-my-grows-to#notes
[11]http://flavorwire.com/502081/we-need-diverse-books-can-childrens-authors-end-publishing-industry-prejudice-and-change-the-way-america-reads/2
[12]http://www.themarysue.com/pan-aloha-casting/
http://www.themarysue.com/pan-trailer-images/
[13]http://www.ew.com/article/2015/05/29/im-not-buying-emma-stone-asian-american
http://www.themarysue.com/cameron-crowe-aloha/
http://www.bbc.com/news/world-us-canada-33017006
[14]http://jezebel.com/5896408/racist-hunger-games-fans-dont-care-how-much-money-the-movie-made
[15]http://flavorwire.com/502081/we-need-diverse-books-can-childrens-authors-end-publishing-industry-prejudice-and-change-the-way-america-reads/3
[16]http://www.bustle.com/articles/86808-we-need-diverse-books-at-bookcon-2015-showed-us-8-reasons-why-diverse-books-are-more
[17]http://www.xojane.com/entertainment/three-ya-authors-on-why-we-need-diverse-books
[18]http://www.publishersweekly.com/pw/by-topic/industry-news/book-deals/article/68042-book-deals-week-of-september-14-2015.html

8 komentarzy:

  1. Zgadzam się z Tobą, większość dorosłych patrzy na literaturę młodzieżową dość protekcjonalnie, upatrując w niej sztandarowego przykładu rozrywki lekkiej, łatwej, płytkiej i przyjemnej. Tymczasem znam wiele młodzieżówek, które niosą za sobą wiele cennych wartości.

    OdpowiedzUsuń
  2. Powiem, że bardzo pouczający post. Do tej pory faktycznie nie zastanawiałam się nad różnorodnością powieści - ale faktycznie wszystkie skupiają się jednym schemacie bohaterów. Wydaje mi się, że jednak pisarze wybierają ten podstawowy typ bohatera - bo takich przeciętnych - zwykłych ludzi - jest więcej, a tym bardziej lepiej wczuć się w bohatera. Musze teraz pomyśleć...

    OdpowiedzUsuń
  3. Z tym Sparksem to akurat mnie zaskoczyłaś, że te historie uważane są za identyczne, w sumie jak się nad tym zastanowić, to rzeczywiście. Ale dla mnie nieporozumieniem jest uznanie go za super autora romansów - przecież on nie umie pisać o uczuciach! Jego książki są flakowate i bez polotu, historie może dobre i fajnie wyglądają na ekranie, ale w wersji papierowej nadają się co najwyżej do dupy!

    OdpowiedzUsuń
  4. Książek młodzieżowych nie czytam, ale fantastykę jak najbardziej i jest ona boleśnie biała i hetero, a o innych się nie mówi. "Biały chłopiec" ratujący świat - pamiętam usańską adaptację "Wędrówki na Zachód" gdzie Son Goku (tu już w ogóle lałam ze śmiechu, bo bogowie się bardzo namęczyli by go do lochu wcisnąć o zabiciu już nie wspomnę) i spółka normalnie zginęliby marnie gdyby nie ten wspaniały usański biały nastolatek.

    W styczniu 2014 na swoim anglojęzycznym blogu (i w internecie) pisałam żeby zamiast "readwomen2014" było "diversereading2014" bo samo czytanie "więcej kobiet" nie sprawi, że poznamy różnorodne opinie, które są tak potrzebne w globalnym świecie. Od dwóch lat (czas prowadzenia blogów) staram się wyszukiwać różne "perełki" fantastyczne z różnych krajów i prezentować je także po angielsku. Niedawno stuknął mi rok na polskim blogu Różne Czytanie, gdzie motto brzmi "różne gatunki, różne kraje, różni autorzy". Na blogu w ramach wyzwań proponuję i opisuję książki z całego świata. Były m.in. książki związane z mniejszościami etnicznymi/religijnymi obecnymi w Polsce (niektórymi). Ostatnio ruszyłam z kilkoma nowymi "działami" gdzie np. piszę o zagranicznych książkach i wiadomościach z tamtych rynków i "fantastycznymi historiami świata" czyli próbą przeczytania książek.opowiadań/legend fantastycznych ze 196 krajów i regionów. W bibliotece osiedlowej już mnie "mają dosyć" (żartobliwie) bo ciągle coś wymyślam i wygrzebuję z półek (lub się pytam) o jakieś dziwne rzeczy, albo wyskakuję z indyjskimi superbohaterkami, o których nikt nie słyszał etc. Albo na spotkaniach wygrzebuję indonezyjskie książki z bohaterami LGBT. ;)

    Jestem w stanie świetnie uwierzyć w te statystyki, bo wiem po sobie, mimo bycia białą Polką, jak mało jest książek wydawanych gdzie mogę się w jakimś stopniu identyfikować z bohaterami. Też jestem mniejszością (na różne sposoby). Niestety łatwiej mi się identyfikować z Okonkwo z "Wszystko rozpada się" niż choćby z 30-latką z wielkiego miasta. ;) Inna kwestia to fakt, że w fantasy/sf rzadko głównymi bohaterkami są dorosłe kobiety, o "babciach" nie wspomnę.

    Ostatnio chodzi za mną Bardzo Ważny Post nt. tego czego się dowiedziałam (o sobie) czytając różne książki, oraz blogi.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Faktycznie, literatura młodzieżowa nie jest zbyt zróżnicowana jeśli chodzi o bohaterów i ich problemy. Mam nadzieję, że to się zmieni. A ten przykład Sparksa rozłożył mnie na łopatki, tym bardziej że faktycznie tak jest z jego książkami :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo dobry tekst, widać, że naprawdę dużo czasu spędziłaś, żeby wszystko nam w taki przejrzysty sposób i w bardzo lekkim stylu przedstawić! Ogromne gratulacje! A z tą literaturą młodzieżową coś jednak jest - każda książka mimo, że bohaterowie mają inne imiona/nazwiska/kolor włosów są w większości tak przewidywalne i powielane, że czasem aż nie chce się do tego zaglądać ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Fajnie by było, jakby zostało napisanych więcej książek dla młodzieży a ich tematyka była szersza. Miejmy nadzieję, że zbiór się powiększy. :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Fajnie, że napisałaś o tym zjawisku, w końcu wszyscy jesteśmy różni i choć tyle mówi się o tolerancji, tak naprawdę nie mamy szansy zweryfikować naszych zasad analizując różne książkowe przykłady. Wszystkie bohaterki są piękne, szczupłe i mądre, a ich patrnerzy to napakowane mięśniaki z przerostem ego, czasem tylko lekko poturbowani emocjonalnie. Czekam na wybuch różnorodności ;)
    PS. "Skazani na ból" Agnieszki Lingas-Łoniewskiej wyprzedzają trendy :)

    OdpowiedzUsuń