1 paź 2015

Spowiedź uzależnionej albo obsesja od pierwszego wejrzenia, czyli dlaczego (czasem) oceniam książkę po okładce


Pierwsza myśl wskazująca na to, że coś jest nie tak, pojawiła się w trakcie przeglądania zapowiedzi na jednym z portali książkowych. Druga myśl ruszyła w ślad za pierwszą, gdy zaczęłam porównywać różne wydania tego samego tytułu. Trzecia myśl uśmiechnęła się drwiąco, gdy wybrałam droższe wydanie tylko dlatego, że oprawa wydała mi się atrakcyjniejsza. Czwarta myśl nieco mnie uspokoiła, bo przypomniała mi, że niedawno zdecydowałam się na wersję, która w oczach wielu osób jest tą brzydszą. 

A potem przyszła piąta myśl, która stwierdziła, że każdy uzależniony się tłumaczy.

Jestem molem książkowym i jestem uzależniona od ładnych okładek. Ale czy to tak do końca moja wina?

Nie to ładne, co ładne, ale…

Okładka miękka, twarda, zintegrowana, szyta, klejona, z obwolutą, bez obwoluty, ze skrzydełkami, bez skrzydełek, z wymyślnym grzbietem, z barwionymi stronami, z oryginalną grafiką, z reprodukcją bądź poskładana z gotowych „stockowych” zdjęć – kult piękna trafił na półki. 

Żyjemy w epoce, w której każdy jest wzrokowcem. Nie lubimy czytać, wolimy coś obejrzeć. Nie chodzi rzecz jasna o książki czy czasopisma – przecież wiele osób uwielbia dłuższe i długie teksty - dotyczy to raczej tej chwili przed sięgnięciem po dany tytuł; tej chwili, w której decydujemy, czemu poświęcimy więcej czasu. Czy na wybór wpłynie znane nazwisko? Polecenie dobrego znajomego? A może tytuł? Gdy wodzimy wzrokiem po półce w księgarni i każda książka jest nam obca – co nas skusi, by sięgnąć po tytuł X, a nie Y? Literatura popularna stawia na wygląd, by móc przyciągnąć do swojego wnętrza. Przecież opakowanie ma znaczenie.

Niebanalne.


Okładka skrojona na Instagram

Nie lubimy pisać, wolimy skracać słowa, wstawiać emotikony, a najlepiej to zrobić zdjęcie, bo przecież obraz wyraża więcej niż tysiąc słów (a może to było Raffaello?). Nie zaraz – a już, nie za chwilę – a teraz, bo w kolejce czeka coś nowego. W końcu Instagram, Snapchat i nawet Facebook nie powstały po to, by publikować na nich wielostronicowe wypracowania. Chodzi o zdjęcia – zdjęcia mające przyciągnąć uwagę, najlepiej poddane obróbce i dopieszczone do granic nierealności. Bo w sieci coś jest albo ładne, albo kontrowersyjne. W przypadku książki najlepiej jest, jeśli ma cieszącą oko oprawę i kontrowersyjną zawartość. O, chyba wymyśliłam bestseller, a przynajmniej jedną z recept na niego.

Zalew wszelakich informacji, reklam i związanych z nimi produktów wymusza na nas selekcję. Nie damy rady kupić wszystkiego (podobno są tacy, co mogą, ale zakładam, że oni nie czytają tego bloga), więc sięgamy po to, co wzbudzi nasze największe zainteresowanie. Nie ukrywajmy, tutaj liczy się pierwsze wrażenie. Żeby przeczytać opis książki, najpierw „coś” musi do nas przemówić. Jeśli nie jest to nazwisko autora, to co pozostaje? Atrakcyjna oprawa, która wybija się na tle konkurencji. A konkurencja przerzuciła literacki wyścig zbrojeń do sieci. Z czego korzystają klienci, szczególnie młodzi, co jest popularne? Właśnie portale społecznościowe. Tam wszyscy się chwalą, wielu reklamuje. Coraz więcej wydawnictw odnajduje się w takich środkach komunikacji z fanami. Zakładają profile, pokazują sceny z życia wydawnictwa i przede wszystkim promują książki. Czytelnicy robią to samo, fotografując swoje stosiki, biblioteczki czy aktualnie czytane lektury. Rozpychają się pomiędzy instagramowymi modelkami a sławami, które ujawniają chwile z prywatnego życia. „Lans” ma się dobrze. Czy to źle? Nie, bo miejsce na literaturę jest wszędzie, nawet w tak nowoczesnych formach przekazu. Dopóki nikt nie myśli, że książka nadaje się jedynie jako gadżet wzbogacający zdjęcie, możemy spać spokojnie. Promowanie książek poprzez Snapchata czy Instagrama uświadamia, że okładka musi być atrakcyjna, wpadająca w oko, co ochoczo wykorzystują wydawcy, często dodatkowo obdarowując blogerów gratisami związanymi z powieścią. Wszystko po to, by wzbudzić zainteresowanie i jak najdłużej zatrzymać przy sobie czytelnika. 

Jak już przy portalach społecznościowych jesteśmy, to dlaczego wielu czytelników wpisy z udostępnionym projektem polskiej okładki komentuje w ten sposób: „przeczytam, ale chyba jeszcze dokupię anglojęzyczne wydanie” albo „ja się zdecyduję na oryginalne wydanie”? Pomijając chęć pogłębienia znajomości języka obcego, przecież chodzi właśnie o okładkę. Porównujemy książki i przy tej samej treści, chcemy mieć na półce ładniejsze wydanie. Sama jestem tego doskonałym przykładem – jak pewnie wiecie, wydania amerykańskie i brytyjskie często mają kilka wersji i różnią się cenami. Często jestem skłonna zapłacić więcej za atrakcyjniejszą edycję, bądź poczekać na polskie wydanie, jeśli zapowiada się obiecująco. 

Randka w ciemno i inne historie

Wyobraźmy sobie taką sytuację: nie znamy autora, nie wiemy, o czym traktuje książka, znamy tylko gatunek i kilka ogólnych haseł związanych z fabułą. Taki eksperyment można spotkać w niektórych księgarniach i bibliotekach, które oferują Randkę w ciemno z książką. Tomy pakowane są w szary papier, na którym zamieszczony jest gatunek i temat przewodni. Wizualna jednolitość jest niemal szokiem. 
Nie wiemy, czego się spodziewać, bo przyzwyczajono nas, że okładka potrafi też przekazać namiastkę atmosfery. To co na niej zobaczymy, może wpłynąć na nasze nastawienie względem lektury.  

Zresztą, kogo ja chcę oszukać? Gdybyśmy nie oceniali po okładce, to wszystkie książki miałyby tylko tytuł i autora zamieszczone na białym tle. Tyle, że wtedy poszukiwania niedoinformowanego klienta w księgarni wyglądałyby tak:

[P]racownik: Dzień dobry.
[K]lient: Dzień dobry.
P: W czym mogę pomóc?
K: Szukam książki…
P: Rozumiem. Czy może mi pan/pani powiedzieć coś więcej? Jakieś konkretne preferencje dotyczące gatunku albo autora?
K: Pamiętam, że okładka była biała.

Nie, to definitywnie by nie przeszło.

Taka piękna katastrofa

O co dokładnie chodzi w tym kulcie okładkowego piękna? Czy nie jest tak, że niedbałe okładki, pozbawione polotu i pomysłu, budzą zniechęcenie, szczególnie w dobie pięknych, dopracowanych opraw? Gdy widzę wizualnego koszmarka, którego wypuściło wydawnictwo, zaczynam zastanawiać się, co nim kierowało i czy treść również jest bez wyrazu – bo gdyby zawartość była niesamowita, to chcieliby to pokazać, wyróżnić się na tle innych nowości. Gdy już na początku atakuje nas brzydota, to tak jakby ukryto w tym wiadomość „nie warto sięgać po ten tytuł, daj sobie spokój, gdyby był świetny, to byśmy go dopieścili od A do Z, a nie od A do [O]kładki”. Można dojść do wniosku, że wydawnictwu nie chciało się starać, bo książka nie była tego warta. Zestaw okładka + treść stał się teraz nieodłączny. Tak, ta wszechobecna „ładność” mnie wypaczyła i po części zaczynam zestawiać ze sobą wygląd z zawartością. I nie, nie piszę tu o prostocie! Prostota to nie brzydota. Podobają mi się symboliczne/minimalistyczne okładki. Chodzi o pomysł i konsekwencję; filozofia „byle jak, byle było” już od dawna się nie spisuje. 

Ładna okładka to pułapka?

Piękno była zwodnicze. Staranna, dopracowana oprawa i ciekawa kampania promocyjna wcale nie gwarantują dobrej lektury. Tak samo, jak dobra powieść może zostać skrzywdzona niedbalstwem, tak samo niskich lotów historia może wyglądać olśniewająco na półce. W końcu okładka jest też formą reklamy i musi przyciągnąć uwagę potencjalnych czytelników. Przecież na wstępie nikt nie wymienia swoich wad, tylko próbuje pokazać się z jak najlepszej strony. Część wydawców świetnie zdaje sobie sprawę z tego, że wiele osób już na bazie okładki jest w stanie wyrobić sobie opinię o tytule.

A później… Cóż, później może się okazać, że miłość od pierwszego wejrzenia zamieniła się w nienawiść od pierwszego przeczytania. Wtedy pozostanie jedynie ładnie wyglądająca na półce okładka i kilka zdjęć, które można opublikować na portalach społecznościowych. Niech ktoś inni złapie się na podrasowaną twarz nie najlepszej literatury.

54 komentarze:

  1. Ja niestety jestem wzrokowcem i jednak zwracam uwagę na okładki ;)
    I niestety muszę przez to co i raz cierpieć czytelniczo :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy jestem niepewna odnośnie treści, często sięgam do recenzji innych czytelników, ale nawet one nie zapewniają trafnego wyboru - pozostaje metoda prób i błędów oraz... piękne okładki :)

      Usuń
  2. Przy wyborze książki w pewnym stopniu zwracam uwagę na okładkę, jednak nie aż tak bardzo jak na opis. Raczej staram się nie kupować niczego, patrząc jedynie na szatę graficzną ;)
    Aleja Czytelnika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tego nie robię, bo wydałabym majątek :) Jednak zanim przeczytam recenzje, muszę wybrać jakiś tytuł - i wtedy wpadam w sidła okładek.

      Usuń
  3. Jeśli idę do księgarni w poszukiwaniu ciekawych książek, to zwracam uwagę właśnie na okładkę — jeśli jest nieładna, to znaczy dla mnie, że i nie było się dla czego wysilać. Z drugiej strony, jeśli zainteresował mnie opis jakiejś książki, wtedy nie zwracam już takiej uwagi na oprawę graficzną. Wiadomo jednak, że lubimy otaczać się ładnymi rzeczami. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, opis często może stanowić o "być albo nie być" książki, szczególnie jeśli chodzi o przedsprzedaż i nie ma żadnych recenzji. Często on ratował nieciekawą oprawę :)

      Usuń
  4. Przyznaję się bez bicia, że okładka ma dla mnie znaczenie. Nie jest najważniejsza, ale mimo wszystko ma. Kiedy kompletnie nic nie wiem na temat danej pozycji to właśnie okładka decyduje. Wolę zdecydowanie minimalistyczne zdobienie i coś co łączy okładkę z treścią. :) Pozdrawiam!
    Ich perspektywy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele minimalistycznych okładek jest kapitalnych i dodatkowo rozbudza wyobraźnię. No i wyróżniają się w tym tłumie kolorów :)

      Usuń
  5. Kilka razy nacięłam się na tym, że wybrałam książkę o pięknej lub intrygującej okładce, a później, w trakcie lektury, zastanawiałam się co mnie do tego podkusiło :) Całe szczęście były to pojedyncze przypadki. Ogólnie jednak staram się nie oceniać książki po okładce, tylko po jej treści [choć z blurbami też miałam ciekawe przygody ;) ]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O blurbach też można wiele powiedzieć - natrafiałam na takie, które streszczały całą fabułę, łącznie ze zwrotami akcji, opowiadały o połowie książki albo były zupełnie niedopasowane do treści.

      Usuń
  6. Dobra, przyznaję: prawie zawsze oceniam książki po okładkach. Mało tego, zwracam uwagę również na grzbiet, bo przecież książeczka musi pasować do innych na półce! Ostatnio złapałam się na tym, iż odmówiłam sobie kupna książki tylko dlatego, że była zbyt duża i nie pasowałaby do reszty...
    P.S. Zagłosowałam na bloga :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo, bardzo dziękuję :)
      Ech, te czytelnicze natręctwa! Ale dobrze cię rozumiem: sama kompletowałam serię i z uporem maniaka szukałam tomów z jednej edycji, bo zdarza się, że różne edycje mają różne wymiary... :)

      Usuń
  7. Ja bez bicia przyznaję się do tego, że oceniam książki po okładce. Wydanie nieładnie, z "tanią" grafiką zdecydowanie sobie odpuszczam. Niestety czasami przez te wybory kierowane pięknymi okładkami nierzadko się rozczarowuję :)

    Pozdrawiam :) Przy gorącej herbacie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, jest też tak, że chcemy wydawać pieniądze na coś, co jest tego warte. Paskudna okładka od razu sprawia, że jesteśmy skłonni mniej za nią zapłacić.

      Usuń
  8. Okładka okładką, ale ja jeszcze zwracam uwagę, żeby książka miała 400 lub więcej stron :D Od razu lepiej mi się czyta, gdy wiem, że będę mogła spędzić z bohaterami wiele czasu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podzielam twoją miłość do opasłych tomisk. Co prawda, jest wiele mniejszych objętościowo książek, które perfekcyjnie radzą sobie na niewielkiej ilości stron, ale 400 - 700 stron zawsze kojarzy się z przygodą :)

      Usuń
  9. Nic tak książkowo nie potrafi zawieść, jak marna treść w pięknym ubranku ;/. Nieraz już się na to nacięłam. Z drugiej strony, jak mam jakieś brzydactwo na półce, to potem jeśli jest okazja - wymieniam na inne wydanie, co jest zwykle albo marnotrawstwem kasy, albo czasu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba nie zdarzyło mi się wymienić brzydactwa na nową edycję. Jeśli treść mi nie odpowiadała, to puszczam dalej w świat, a jeśli mi się podobała, to patrzę łaskawszym okiem i ruszam na poszukiwanie innych, nowych tytułów :)

      Usuń
  10. Każdemu się chyba zdarza wybrać książkę ze względu na okładkę. Czasem jednak nie wychodzi to na dobre...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie zliczę, ile razy nie wyszło mi to na dobre... Ale nie zrażam się :)

      Usuń
  11. Też jestem wzrokowcem. Omijam brzydkie książki, jeśli je czytam, to mam małe oczekiwania. Później jestem zdziwiona, że tak brzydka książka ma w sobie piękną historię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wtedy trzeba trzymać kciuki za wznowienie :) Staram się nie uprzedzać do książkowych brzydul, ale czasem pojawiają się takie myśli.

      Usuń
  12. Niestety ja należę do tych osób, które patrzą na okładkę - (raczej rzadko mi się to zdarza, ale się zdarza) - że faktycznie nie okładka czyni książkę dziełem :( Czasem się rozczarowałam. Nic na to nie poradzę, że jestem wzrokowcem :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widać po komentarzach - nie jesteś jedyna :)

      Usuń
  13. Trudno uniknąć oceniania książki po okładce. Ludzie są tak zaprogramowani przez naturę, że interesują się tym, co przyciąga wzrok. A wydawnictwa potrafią to wykorzystać. :) Przez brzydką okładkę odpuściłam sobie "Dary Anioła", mimo iż książka później mi się spodobała. Czasem aż szkoda, że fajna treść dostaje paskudną oprawę. Rzeczywiście ma się wrażenie, że część pracy przy książce sobie odpuszczono. Dać się uwieść ładnej okładce, kiedy treść była taka sobie, też mi się zdarzyło. Naprawdę, trudno tego uniknąć, bo prawdziwą ocenę książce wystawić możemy dopiero, kiedy ją przeczytamy, niezależnie od tego, czy okładka jest ładna czy nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany, przypomniałaś mi o pierwszym wydaniu "Darów" :) Aż zaczęłam się zastanawiać, co przyciągnęło mnie do tej serii, bo na pewno nie wątpliwej urody oprawa.
      Wydawnictwa to wykorzystują, ale też potrafią połączyć dobrą treść z dobrą oprawą i wtedy czytelnik jest spełniony :)

      Usuń
  14. Ja zawsze oceniam okładkę i, jeśli wydań jest kilka, wybieram to, które najbardziej mi się podoba. :) Ale nigdy nie kupiłabym książki, której treść mnie nie interesuje, tylko ze względu na okładkę. Tak samo nie zamierzam zmieniać starych, zniszczonych egzemplarzy z antykwariatu na nowsze i ładniejsze, zwyczajnie mnie na to nie stać, a niektóre starocie dodatkowo mają w sobie duszę (choć nie wszystkie; inne są po prostu zniszczone, nadgryzione zębem nieubłaganego czasu). ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Choć cenię sobie ładne oprawy, to również bardzo lubię starocie. Nawet nadgryzione zębem czasu, mają w sobie pewną magię. Różne wydania to temat-rzeka, choć czasem trzeba długo ze sobą walczyć, gdy jest znaczna różnica w cenie, ale droższa edycja jest przepiękna. Wtedy trudno sobie wmówić, że liczy się tylko treść :)

      Usuń
  15. Okładka to "pierwsze spojrzenie", często mu ulegam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki temu można się "naciąć", ale i znaleźć niesamowite historie :)

      Usuń
  16. Rewelacyjny tekst :) Według mnie to normalne, że zwracamy uwagę na pięknie wydane książki oraz ich okładki :) Chyba nie ma wśród nas takich, którzy nie lubią otaczać się ładnymi rzeczami :) Ryzyko rozczarowania istnieje zawsze, nawet w przypadku książek polecanych przez rzesze czytelników :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      To prawda, chyba każdy z nas lubi otaczać się ładnym rzeczami (inna sprawa, że każdy indywidualnie odczuwa piękno). Szczególnie w przypadku papierowych wydań książek, mamy do czynienia nie tylko z treścią, ale również z przedmiotem, który "jakoś" wygląda i co trudno zignorować.

      Usuń
  17. No cóż, jestem wzrokowcem. Nie potrafię zmiażdżyć w sobie tej wady oceniania po okładce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja staram się, ale też bardzo często trudno mi przejść obojętnie obok okładki, która bardzo cieszy oko.

      Usuń
  18. Zawsze oceniam po okładce, ale to zawsze. Nie umiem zacząć czytać książki, której oprawa jest dla mnie nieatrakcyjna i nie ma choć skrawka czegoś, co by mi się spodobało. Wiem, że to niezbyt dobry nawyk, ale mam nadzieję, że kiedyś go zniweluję. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba naturalny odruch, że chcemy się otaczać tym, co jest dla nas estetyczne, schludne czy nawet piękne, szczególnie że współcześnie kładzie się duży nacisk na atrakcyjność.

      Usuń
  19. Staram się nie oceniać po okładce, ale czasem dam się skusić mimo zasad :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od czasu do czasu można sobie pozwolić - a nuż się okaże, że treść również jest prawdziwą perełką :)

      Usuń
  20. Próbuję to zwalczyć, ale jak zobaczę jakoś brzydką okładkę, to jakoś mi się odechciewa po nią sięgać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też zdarza mi się takie postępowanie - czasem mnie odrzuca, czasem mam mylne przekonanie o zawartości książki na podstawie okładki. Tym bardziej cieszy fakt, że przy całej tej niepewności, można przeczytać opinie i recenzje z wielu czytelniczych źródeł.

      Usuń
  21. Nic dodać, nic ująć. Tak już teraz jest, że czasem nawet nie chce tracić się czasu na zgłębianie opisu z okładki a po prostu rzuca okiem na samą okładkę i decyzja zapada w momencie. Dodać do tego tytuł, który zainteresuje i można być pewnym, że książka zostanie kupiona. Nie bez powodu wznawia się wydawanie starych książek w nowych szatach graficznych. Być może będzie to druga młodość dla książki i szansa, że zostanie na nowo odkryta. A wnętrze jest właściwie wielkim znakiem zapytania, do czasu, aż książki się nie przeczyta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie cieszą wznowienia klasyków, często będących lekturami. Wystarczy przypomnieć sobie lektury z opracowaniami i ich "piękne oprawy". Mimo wszystko, takie tytuły chyba zasługują na coś lepszego.

      Usuń
  22. Świetny post! Przyznaje, że zdarza mi się oceniać książkę po okładce. Jednak często zdaje się też na opinie innych i dzięki temuemu trafiam na ciekawe pozycje ;)
    Pozdrawiam Justyna z  książkomiłościmoja.blogspot

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, cenię sobie opinie innych czytelników, często wyławiając z nich elementy, które mają dla mnie największe znaczenie. Książek z pięknymi okładkami jest wiele i czasem trzeba polegać na innych, bo inaczej można wydać majątek na tytuły, które niekoniecznie są tak zachwycające jak ich oprawa.

      Usuń
  23. Wiele starych, pięknych książek ma wyjątkowo obrzydliwe okładki. I choć wiem, żeby nie oceniać książki po oprawie, to jednak trudno tego nie robić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, za to na drugim biegunie mamy piękne, małe arcydzieła z rąk introligatorów. Choć gdy wiemy, że treść jest niesamowita, to potrafimy przymknąć oko na nie najlepszy wygląd.

      Usuń
  24. Świetny tekst! :) Ja niestety już kilka razy przejechałam się po pięknej okładce, więc staram się teraz przywiązywać do okładki mniejszą wagę, chociaż przyznaję się, że czasami trudno mi się oprzeć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam ten ból :) Niedługo pokażę kilka czarująco wydanych nowości, które są w stanie skusić czytelników już swoją szatą graficzną.

      Usuń
  25. Myślę, że ocenianie książek po okładce to całkowicie naturalna sprawa, większość z nas tak ma i nie ma w tym nic złego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze, żeby mieć tego świadomość :)

      Usuń
  26. Zgodzę się w 100%
    Książki są jak ludzie - oceniamy je po okładce, zaczynamy poznawać zawartość a tylko nieliczna grupa osób pozna historię do samego końca.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejszą lekcją jest to, że dla różnych osób różne okładki mogą być piękne :)

      Usuń
  27. Niestety, często zwracam uwagę na okładkę, a potem jestem rozczarowana. Ale w ostatnim czasie staram się dobierać książki bardziej uważniej i ostrożniej.. Mam jeszcze wiele starych książek z poprzedniego wieku z szarymi, wyblakłymi okładkami, często obłożone w papier i to do nich mam największy sentyment :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Wreszcie mogę się przyznać do tego, że też zawsze oceniam książkę po okładce, a te, które mają brzydkie wydania po prostu kupuję w ebooku ;) Oczywiście, że czasem się nacięłam, jak choćby w przypadku Rywalek, ale cóż z tego? ;) ładna opraca sugeruje, że wydawca sie postarał w jakimś konkretnym celu. Uwielbiam np okładki Czwartej Strony (oczywiście nie wszystkie książki je dostają, nad czym ubolewam - Dotyk ciemności mógłby taką mieć...) czy Otwartego. Kocham wygląd publikacji Filii i cenię Literackie, ale już np Amber powinien zainwestować w grafika ;)
    Zatem dziękuję Ci za ten tekst i zmniejszenie moich wyrzutów sumienia ;)

    OdpowiedzUsuń