14 paź 2015

„Dumplin'/Konkurs” - Julie Murphy


Tytuł: Dumplin'
Autor: Julie Murphy
Wydawnictwo, rok wydania: Balzer + Bray, 2015
Ilość stron: 384

Polskie wydanie


Tytuł: Konkurs
Wydawnictwo, rok wydania: Amber, 2015
Ilość stron: 304
Cena: 37,80 zł


~~***~~


XXL, plus size, krągłe, rozmiar zero, szczupłe, wysokie, niskie – każde ciało zasługuje na szacunek. Taka myśl przyświeca osobom propagującym akceptację w stosunku do siebie i innych. Organizują pokazy mody z modelkami, które mają różne sylwetki, do sesji zdjęciowych zapraszają wcześniej ignorowane i skreślane dziewczyny, również retusz powoli staje się opcją, nie obowiązkiem. Różnorodność wagowa, do tej pory widziana na ulicy, teraz wkroczyła nie tylko na wybiegi i do czasopism – ale i do świata literatury młodzieżowej. 

W trakcie lektury „
Dumplin'” nie mogłam wyrzucić z głowy obrazu Grubej Amy, w którą w filmach „Pitch Perfect” i „Pitch Perfect 2” wciela się Rebel Wilson. Nie wiem, jak wygląda bądź będzie wyglądała wasza Willowdean, ale moja chyba na zawsze pozostanie Amy. Być może zmieni to ekranizacja, której losy obecnie spoczywają w rękach wytwórni Disney. 

[źródło]
Dumplin' czyli Kluseczka, to szesnastoletnia Teksanka, Willowdean Dickson, wielka fanka Dolly Parton. Życie Willow kręci się wokół najlepszej przyjaciółki, ślicznej Ellen, wspomnienia o ukochanej ciotce, Lucy oraz matki, byłej królowej piękności, która każdego roku angażuje się w organizowanie wyborów miss. Do tego ważnego dla dziewczyny grona dołącza przystojny Bo, obiekt westchnień. Gdy chłopak zaczyna odwzajemniać jej uczucia, wtedy… wszystko szlag trafia. Dlaczego? Cóż, Kluseczka to nadane przez mamuśkę przezwisko, które ma swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości, bo jakby to powiedziała Willow: „jestem gruba”. O ile walka z kompleksami w pojedynkę wychodziła jej całkiem nieźle, o tyle przez zauroczenie zaczyna być bardziej świadoma swojego ciała, a przede wszystkim jego wad. Zazwyczaj dziarska i charyzmatyczna, teraz dochodzi do wniosku, że związek grubaski i przystojniaka wykracza daleko poza jej strefę komfortu. Trapiona wątpliwościami, nie może nawet poprosić o radę jedyną kobietę, z którą się utożsamia. Jak sprawić, by pewność siebie znów była pewna? Willowdean dochodzi do wniosku, że jeśli nie może ukryć się przed światem, to musi mu się pokazać – w tym celu zgłasza się do konkursu miss. Jak już coś robić, to z przytupem!

Will stara się kochać i akceptować siebie, czasem z lepszym, czasem z gorszym skutkiem. Zdarza jej się dowartościować cudzym kosztem, zupełnie zwątpić w siebie, bądź też stać się wzorowym przykładem samoakceptacji. Zmieniający się stosunek do własnego ciała staje się rollercoasterem, który przemyka przez dorastanie Willowdean. Miarą jej mentalnej metamorfozy jest to, na ile potrafi zrozumieć wady własne oraz drugiej osoby. Po namyśle doszłam do wniosku, że Murphy miała niezły pomysł na wykreowanie charakteru Will. Często w literaturze młodzieżowej główne postacie są układane „pod czytelnika”, by dały się lubić – przynajmniej teoretycznie. Po Willowdean spodziewałam się typowej wesołej grubaski, która jest przyjazna wobec całego świata i pomimo kompleksów ma świetny charakter. To taka dobrze znana etykietka. Zupełnie jakby obowiązkiem było rekompensowanie czymś wyglądu innego niż klasycznie piękny, zaś fizycznie nieidealni musieli to za wszelką cenę nadrabiać i nie mieli prawa do gorszego dnia czy jakiejkolwiek słabości. Prawda jest taka, że każdy z nas, bez względu na „opakowanie”, potrafi powiedzieć coś bez namysłu bądź też odpuścić sobie walkę z wadami. To takie… ludzkie? Willowdean również ma złe chwile, potrafi coś palnąć bez zastanowienia i pokazać się z gorszej strony. Dokłada swoją cegiełkę do oceniania po pozorach, udowadniając, że w łańcuchu oceniani-oceniający, nie da się być wyłącznie jedną ze stron. Leczenie własnych kompleksów w oparciu o umniejszanie innym jest chwytem poniżej pasa, ale chyba każdemu zdarzyło się to chociaż raz – choćby po cichu, choćby w myślach. Ktoś był brzydszy, ktoś był głupszy, ktoś był źle ubrany, ktoś zrobił coś, ktoś czegoś nie zrobił i to wystarczyło. Willow na własnej skórze przekonuje się, że trzeba dojrzeć do tego dystansu, który pozwala wyciszyć uprzedzenia i czuć się dobrze we własnej skórze – dzięki czemu inni również mogą poczuć się dobrze. 

W trakcie lektury nietrudno o skojarzenia z filmem „Mała Miss” w reżyserii Jonathana Daytona i Valerie Faris. Pod pretekstem konkursu piękności, w ślad za pulchną dziewczyną podąża grupa niedopasowanych osobistości, z których każda zmaga się z innymi problemami. Nie jest to ani nowe, ani szczególnie pomysłowe rozwiązanie – motyw ważnego wydarzenia, dzięki któremu splatają się losy bohaterów, jest bardzo często wykorzystywany; czasem to pogrzeb, czasem to wyprawa, która ma poprawić stosunki pomiędzy członkami rodziny, a czasem wybory miss. Perypetie niektórych smucą, a innych tylko bawią, stopniowo odsłaniając słodko-gorzkie historie dotyczące samotności, niespełnionych marzeń, uprzedzeń oraz siły, która pozwala to wszystko odkręcić. Na kartach powieści, autorka przemyca spostrzeżenie, które jest bardzo aktualne w obecnych czasach, gdy każdy marzy o sławie, o wybiciu się, o byciu kimś. Zwracając uwagę na niepozorne, zwyczajne i spokojne osoby, którym życie mija bez spektakularnych osiągnięć, docenia tych, których zazwyczaj nikt nie chce docenić i zastanawia się, czy aby na pewno przeciętność i niezwykłość muszą się wykluczać.

Szczególnie spodobało mi się „puszczanie oczka” w postaci odwołań do teksaskich zwyczajów stanowiących element lokalnego kolorytu. Szczególnie interesujący wydał mi się homecoming mum, czyli coś na kształt gigantycznego kotylionu, ciężkiego od ozdób i noszonego przez dziewczyny na szyi. Chłopcy posiadają nieco mniejsze odpowiedniki, które zakładają na ramię. Mum jest ważnym symbolem balu maturalnego, o czym nie miałam pojęcia. Niby to tylko szczegół, który nie ma wpływu na historię, ale jak wszyscy dobrze wiemy, to w nim tkwi diabeł. Inne elementy to nawiązania do usposobienia Południowców, ich stosunku do religii (Teksas plasuje się dość wysoko w rankingu najbardziej religijnych stanów) czy życia w małym mieście. Właśnie takie „smaczki” osadzają akcję w konkretnych realiach i nie mamy wrażenia, że bohaterowie tkwią w kolejnym Miasteczku Nic pośrodku Niczego.

[źródło]
Konkurs, na który położył nacisk polski tytuł, stanowi niewielką część historii Willowdean. Właściwie nie zdradzę zbyt wiele, jeśli napiszę, że wybory miss pojawiają się dopiero w finale powieści, zaś przygotowania przewijają się w trakcie, stanowiąc fragment tła w perypetiach Will. Myślę, że warto o tym wspomnieć, bo sugerując się polskim wydaniem, spodziewałam się zupełnie inaczej poprowadzonej historii. W tym przypadku „Dumplin'” lepiej się spisuje, bo zwraca uwagę na bohaterkę, a nie tylko na jeden aspekt z jej życia. Wiadomo, nie jest to złota zasada dobierania tytułu do treści, ale myślę, że osoby, które przeczytały powieść, zgodzą się ze mną, że jeden z nich lepiej odzwierciedla zawartość.

Ta książka jest… milutka. Ciepła. Obyczajowa młodzieżówka, która co prawda nie powala na kolana, ale ma w sobie dość, by podtrzymać uwagę czytelnika od początku aż do samego końca lektury. Poza tym oferuje mnóstwo frajdy i poprawia humor, choć przecież nie zawsze dotyka wesołych tematów. Nie można się nie uśmiechnąć, czytając o perypetiach Willow i jej paczki, i choć „
Dumplin'” mogłoby lepiej rozwinąć niektóre wątki oraz sylwetki bohaterów, to i tak radzi sobie naprawdę dobrze.

Teraz czekamy na film, bo barwna Willowdean w pełni zasługuje na to, by zabłysnąć, jak na gwiazdę z Teksasu przystało.

28 komentarzy:

  1. Chętnie przeczytam :) Kurcze, oryginalność tytuł jest świetny. Nawet nie wiedziałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może "Kluseczka" nie brzmi zbyt reprezentacyjnie jako tytuł, ale "Konkurs" też nieszczególnie przyciąga uwagę... Aż zaczęłam się zastanawiać, jaki polski tytuł najlepiej oddałby ducha powieści.

      Usuń
  2. Przeczytam na bank! ;)
    Pozdrawiam serdecznie ;*
    http://ravenstarkbooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Od razu gdy zobaczyłam tę książkę w jednym z twoich postów (bodajże "Co czyta młoda zagranica"), wiedziałam, że z chęcią po nią sięgnę. O wiele bardziej podoba mi się też oryginalny tytuł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że warto, szczególnie biorąc pod uwagę planowaną ekranizację :)

      Usuń
  4. Mam ją na liście "koniecznie muszę przeczytać" :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem ciekawa, nie powiem. Ale ta milutka forma mnie trochę odstrasza ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest milutka, ale nie aż tak słodka, by zaczęły boleć zęby - wszystko z umiarem :)

      Usuń
  6. Nie znam :) Ale recenzja przypadła mi do gustu więc chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawa recenzja, potrafisz zainteresować. :) Może kiedyś sięgnę po tę książkę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, miło mi to słyszeć :)

      Usuń
  8. Bardzo fajnie zrecenzowałaś tę książkę, aż mam ją ochotę przeczytać, dodatkowo ta młodzieżówka może stać się fajną lekturą dla mojej dorastającej córki :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Myślę, że to dobra propozycja dla nastolatki, szczególnie w kontekście samoakceptacji i podejścia do kompleksów.

      Usuń
  9. Widziałam kilkakrotnie książkę w księgarni, ale jakoś nigdy nie pomyślałam by przyjrzeć się jej z bliska. Teraz wiem, że warto :) Po przeczytaniu opisu książki, podobnie jak Ty, wyobraziłam sobie w roli głównej bohaterki Grubą Amy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...chyba w trakcie lektury to wyobrażenie jeszcze się potęguje :)

      Usuń
  10. W momencie wydania tej książki nie byłam za bardzo do niej przekonana. Jednak z biegiem czasu moje zdanie się nieco zmieniło - może kiedyś przeczytam ,ale zapewne nie w najbliższym czasie. Pozdrawiam :)

    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest to powieść, dla której można rzucić wszystko, ale jako młodzieżowa obyczajówka spisuje się dobrze.

      Usuń
  11. patrząc na tytuł posta, myślałam że to konkurs w którym można wygrać tą książkę. trochę się zdziwiłam. zainteresowałaś mnie, myślę, że ją kiedyś przeczytam. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, nie spojrzałam na tytuł z tej strony :)

      Usuń
  12. Chyba skuszę się na lekturę, jak tylko znajdę chwile czasu ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Uwielbiam "Małą Miss"!!! Z treścią notki ma to niewiele wspólnego, ale nic mądrzejszego nie przychodzi mi do głowy. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wbrew pozorom, ma wiele wspólnego :)

      Usuń
  14. Oj zupełnie nie moje klimaty! :) Więc mimo zachęcającej recenzji ja podziękuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Przeczytam, jeśłi będę mieć okazję :)

    http://castleona-cloud.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Treść książki mnie zaskoczyła, bo po okładce spodziewałam się czegoś dojrzalszego. Ale najbardziej zaskoczyłaś mnie kotylionami! :O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama byłam bardzo zaskoczona. Nietuzinkowa tradycja, ale było miło dowiedzieć się czegoś nowego :)

      Usuń
  17. Przyznaję, że wcześniej nawet nie zwróciłam uwagi na tę książkę, ale po zapoznaniu się z Twoją recenzją jestem nią zainteresowana. :) Zapiszę sobie tytuł - może kiedyś trafi w moje ręce :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Wygrałam sobie egzemplarz i teraz na niego czekam :) Szkoda, że polskie wydanie nie wygląda tak ładnie jak oryginał, ale cóż...

    OdpowiedzUsuń