6 wrz 2015

„Po moim trupie" - Magdalena Owczarek


Tytuł: Po moim trupie
Autor: Magdalena Owczarek
Wydawnictwo, rok wydania: Novae Res, 2014
Ilość stron: 240
Cena: 29 zł


~~***~~


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości akcji Polacy nie gęsi i swoich autorów mają


Tematyka apokalipsy zombie zawsze przyciąga moją uwagę, choć muszę przyznać, że z czasem dekoracje, czyli opuszczone miasta i żywe zwłoki snujące się po ulicach, zamieniły się w atrakcyjny dodatek do tego, co najważniejsze – do historii. Perypetie bohaterów muszą mieć jakiś cel, coś, co pozwala na rozwój akcji, bo inaczej pozostaje tylko barykadowanie się i odstrzeliwanie kolejnych trupów. Zdecydowanie lepiej obrać apokalipsę zombie za punkt wyjścia do kreowania świata i opowieści. Można, tak jak Mira Grant, uczynić z niej element powieści, która łączy w sobie polityczno-medyczną intrygę; można, tak jak Max Brooks, napisać cykl pseudo-reportaży traktujących o osobach, które bezpośrednio bądź pośrednio zetknęły się z wybuchem epidemii zombizmu. A jakie spojrzenie oferuje Magdalena Owczarek w powieści „Po moim trupie”?

Zombie zaatakowały Polskę. Mieszkająca we Wrocławiu, dwudziestokilkuletnia Karolina Świetlicka rozpoczyna walkę o przetrwanie. Tyle że… z tym może być problem, bo żałosna ilość zapasów i brak broni nie ułatwiają życia w nowej codzienności. Wyprawa do sklepu? Można zginąć. Odwiedziny u sąsiada? Można zginąć. Poszukiwanie innych ocalałych? Można zginąć. Kontakt z rodziną? Odpada. Jednak jakoś trzeba sobie radzić. Przecież gdzieś musi istnieć bezpieczna przystań, twierdza i ostoja cywilizacji. Gdzieś muszą przebywać żywi. Tylko gdzie? Karolina rzuca wyzwanie apokalipsie i na złość umarlakom – postanawia przeżyć. Stanie się zombie po swoim trupie. 

Obiecano mi „lekkostrawną czarną komedię”, co brzmiało obiecująco, bo czarny humor uwielbiam. Niestety, w tej powieści go nie odnalazłam. W zamierzeniu dowcipne komentarze głównej bohaterki doprowadzały mnie do szewskiej pasji i jeśli już się uśmiechałam, to tyko z politowaniem. Uwielbiam antypatycznych bohaterów i nie oceniam powieści po kątem mojej sympatii względem postaci, ale zadzierająca nosa Karolina, zwana przez wszystkich „Księżniczką”, wykorzystała wszystkie zapasy mojej cierpliwości. Przemądrzała przywódczyni, doprowadzająca do szeregu katastrof, zdecydowanie nie jest kimś, kogo powinni słuchać pozostali bohaterowie. Równie irytujące były wpadki, potknięcia i bezmyślność wspomnianych towarzyszy niedoli, którzy próbując zabrać się do misji naprawiania świata, udowodnili, że nie mają ani szczęścia, ani rozumu. Istne „jak NIEprzetrwać” – poradnik. Nieporadne fajtłapy miały bawić na zasadzie „mieszczuchy kontra koniec cywilizacji”, zaś autorka manewrowała pomiędzy komedią a powagą, co w tym wykonaniu zaowocowało sztywniackimi, wymuszonymi żartami. Ani śmieszno, ani straszno - czyli nijak. Poziom humoru można przyrównać do parodii spod znaku „Strasznego filmu”, „Igrzysk na kacu”, „Igrzysk śmiechu” i pozostałych filmów, które w niewybredny sposób wyśmiewają najmodniejsze hollywoodzkie produkcje. „Po moim trupie” chyba za bardzo starało się spojrzeć z przymrużeniem oka na „bijący rekordy popularności temat zombie”. Bycie zabawnym na siłę nigdy się nie udaje. Niestety, pod tym względem to nie jest „Zombieland”. „Wysyp żywych trupów” też nie.

Apokalipsa po polsku byłaby ciekawsza… gdyby nie była taka schematyczna, taka do bólu typowa. Powieść zawiera w sobie wszystkie elementy z działu „początek walki o życie”, czyli organizowanie zapasów, schronu i zasad działania nowej społeczności. Bohaterowie wypuszczają się z bazy, spotykają innych ocalałych i często giną (albo i nie). Widzieliśmy to już setki razy na progu każdej wersji apokalipsy zombie. Ta historia niczego nie wnosi do tematu. Planowanie przetrwania naprawdę nie jest interesującym tematem, chyba że mówimy o podręczniku, który szczegółowo opisuje każdy element walki, jak „Zombie survival” Brooksa. Nawet nie chodzi o to, że trzeba być efektownym – wystarczy skupić się na interakcjach międzyludzkich, na cechach, które zostają wyostrzone przez skrajne warunki i już mamy świetny materiał na opowieść w klimatach serialu „The Walking Dead”. „Po moim trupie” miało na to szansę, bo historie poszczególnych bohaterów zapowiadały się naprawdę ciekawie i myślałam, że zostaną rozwinięte. W nich rzeczywiście tkwił potencjał, który uczyniłby z powieści kapitalną czarną komedię. Interesujący pomysł przyniosło zakończenie i naprawdę żałuję, że autorka nie poświęciła mu więcej miejsca. W końcu ujrzałam coś nieszablonowego, co mogłoby rozwinąć zupełnie nową, wciągającą historię. Przydługie krążenie bohaterów po mieście zabrało miejsce czemuś, co uratowałoby ten tytuł. Mam nadzieję, że drugi tom, jeśli takowy się pojawi, skupi się na oryginalnych rozwiązaniach, a nie na chaotycznych próbach wyśmiewania schematów, samemu będąc jednym wielkim schematem.

„Po moim trupie” może przypaść do gustu czytelnikom, którzy nie mieli wcześniej do czynienia z motywem apokalipsy zombie i nie wiedzą, z czym to się je (z mózgami głównie). Dla nowicjuszy to nawet niezła lektura. „The Walking Dead” w wykonaniu polskich jeszcze-żyjących niestety nie ma w sobie ani klimatu, ani pomysłowości, która przyciągnęłaby wiernych fanów historii z umarlakami w tle.

19 komentarzy:

  1. Powiem Ci, że na początku zastanawiałam się czy nie dać szansy tej powieści ze względu na uwielbianą przeze mnie tematykę zombie apokalipsy, ale jednak dam sobie z nią spokój. Zbyt lubię ten motyw, by czytać wszystko, co popadnie, bez względu na jakość historii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie skusiła głównie obietnica czarnego humoru, ale było go zdecydowanie za mało - wielka szkoda...

      Usuń
  2. W takim razie dla mnie byłaby świetna. Temat zombie jest mi kompletnie obcy :)
    Moje-ukochane-czytadelka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanawia mnie, jak powieść odbierze osoba, której z zombie do tej pory nie było po drodze. Może aż tak bardzo nie będzie dostrzegalna ta typowość historii?

      Usuń
  3. Trochę się teraz zawiodła, ponieważ jako wielka fanka zombie miałam apetyt na coś na prawde mocnego, a tu okazuje się, że po tej książce nie mogę się tego spodziewać. Bywa..
    http://kruczegniazdo94.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, osobiście jako fanka zombie rozczarowałam się. Po prostu "to już było".

      Usuń
  4. Nie lubię czytać książek o zombie. Wolę inne, znacznie przyjemniejsze istoty np. wampiry :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W porównaniu do zombie, to wampiry faktycznie wydają się być przyjemniaczkami :)

      Usuń
  5. Ta tematyka zombie trochę mnie odstrasza, ale może kiedyś dam szansę tej książce ;)
    http://alejaczytelnika.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubie zomnie ale książka jakoś mnie nie skusiła.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie dla mnie, nie lubię takiej tematyki.

    OdpowiedzUsuń
  8. Uuu, szykuje się coś ciekawego :D
    Pozdrawiam
    http://czytaniapasja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Historie o zombie uwielbiam, więc mimo że to słaba książka to pewnie przeczytam. Chociażby dlatego, że oprócz "Infekcji" nie przychodzi mi do głowy tytuł, w którym to Polska zmagałaby się z apokalipsą żywych trupów. Nie nastawiam się na rewelacyjną historię, ale ciekawość zwycięży.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Polską w tle mamy jeszcze "Szczury Wrocławia", po które w końcu muszę sięgnąć.

      Usuń
  10. Mogę czytać o zombi, ale tą książkę raczej sobie daruję
    Pozdrawiam Justyna z książko miłości moja

    OdpowiedzUsuń
  11. Od dłuższego czasu zabieram się za książki z motywem zombie, jednak już teraz wiem, że swojej przygody nie zacznę z tą powieścią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam "FEED" Miry Grant, choć trzeba uzbroić się w uwagę, bo thriller polityczny i medyczny z blogerami i zombie nie jest czymś, do czego przyzwyczaił nas motyw apokalipsy zombie.

      Usuń