10 sie 2015

„The Girl on the Train/Dziewczyna z pociągu" - Paula Hawkins

Powiedzieć, że niecierpliwie czekałam na „Dziewczynę z pociągu” i pokładałam w niej wielkie nadzieje – to za mało. Pod względem zainteresowania, śmiało mogę powiedzieć, że jest to moja książka roku. Żaden inny tytuł nie rozbudził aż takiej ciekawości… i obaw. Obawiałam się, bo przy wielkim zamieszaniu wokół tego tytułu i nakręcającej się machinie reklamowej (Tyle sprzedanych egzemplarzy! Tyle tygodni jako numer jeden na listach bestsellerów! Tyle pozytywnych recenzji!), zaczęłam sobie wyobrażać, że mam do czynienia z literackim, popkulturowym objawieniem – a stąd prosta droga do rozczarowania. Zdecydowanie lepiej podejść do książki bez żadnych oczekiwań, ale w tym przypadku nie da się tego zrobić.

Czy wygórowane oczekiwania zostały zmiażdżone przez rzeczywistość, czy może faktycznie mamy do czynienia z objawieniem?



Tytuł: The Girl on the Train
Autor: Paula Hawkins 
Wydawnictwo, rok wydania: Doubleday
Ilość stron: 320


Polskie wydanie


Tytuł: Dziewczyna z pociągu
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania [zapowiedź]: 21.10.2015
Ilość stron: 328
Cena: 36,90 zł


~~***~~


Twarze przemykające za oknem, twarze mijane na ulicy, ludzie śpieszący się gdzieś – być może widzisz ich pierwszy i ostatni raz w życiu. Czekając na przystanku, siedząc na ławce w parku, przestępując z nogi na nogę w kolejce, zajmując miejsce w autobusie, jesteś otaczany przez morze bezimiennych twarzy. Czasem, z nudów, zaczynasz fantazjować: kim jest ten mężczyzna w garniturze i dokąd idzie? O czym myśli ta kobieta zapatrzona w jeden punkt? Kim są w swoich życiach? Kim są ich bliscy? W ramach rozrywki zaczynasz układać im nowe tożsamości, nowe historie; spisujesz w myślach opowieści, które znikną wraz z twoim powrotem do codziennych spraw. A co by się stało, gdybyś podążył za głosem tych historii i stał się kolejnym bohaterem w losach ludzi, którzy nie mają pojęcia o tobie i o rolach, jakie im przydzieliłeś? Jednak najpierw musisz stać się czujnym obserwatorem. Codziennie obserwować te same osoby, przybliżając się do własnych wyobrażeń. Może nadal będzie was dzielić okno w pociągu, którym jeździsz do pracy, ale już zaczniesz zostawiać na nim ślady swoich dłoni i oddechów, gdy zawsze w tym samym momencie, będziesz przybliżał się do szyby, by lepiej widzieć swoich bohaterów. Im dłużej na nich patrzysz, tym dłużej trwa historia. Aż w końcu oni, nieświadomi tego, jak czujnie są obserwowani, zrobią coś, co sprawi, że cała historia zostanie przestawiona na nowe tory. Niewinne fantazje przeistoczą się w obsesję.

Rachel codziennie, o tej samej godzinie, podróżuje pociągiem do Londynu. Na trasie mija osiedle domów jednorodzinnych i szczególną uwagę poświęca parze mieszkającej w jednym z nich. Jess i Jason – bo takie imiona noszą w jej wersji tej historii, mają wszystko, o czym marzy Rachel. Są młodzi, piękni, zakochani, realizują swoje pasje i posiadają wspaniały dom. Nawet nie wiedzą, jakie mają szczęście. Nie mogą tego wiedzieć. Fantazjując na temat cudzych losów, Rachel próbuje zapomnieć o własnym, nieudanym życiu. Topi smutki w alkoholu i nie ma żadnych planów na przyszłość. Pomimo bolesnego rozwodu, nadal kocha byłego męża i robi wszystko, by go odzyskać. Przynajmniej tak sądzi ktoś, kto obserwuje z boku jej poczynania i również ma własną wersję tej historii. Kłamstwa i złudzenia, fantazje i półprawdy zderzają się, gdy pewnego dnia Rachel dostrzega coś, co nie jest przeznaczone dla jej oczu. To wydarzenie może zamienić jej życie w koszmar… A może to Rachel stworzy koszmar na własne życzenie?

Gdybym miała krótko opisać „Dziewczynę z pociągu” to powiedziałabym, że jest to duża zagadka składająca się z szeregu małych łamigłówek. Kluczem do każdej z nich jest prawda, tyle że w świecie kłamców patologicznych oraz kłamców nieświadomych, znalezienie odpowiedzi jest bardzo trudnym zadaniem. Oddzielanie fikcji od faktów jest zresztą jednym z najciekawszych elementów powieści. Hawkins miesza to, co wiemy, z tym, co nam się wydaje i dorzuca do tego okruchy prawdy. W trakcie lektury to wyobrażenia zdają się być pewniejsze niż wiedza, która to ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. Autorka buduje historię wokół dość prostego założenia: konfrontacji tego, co wiemy na temat danej osoby, z tym, co jest prawdziwe. Czasem brak jednej, pozornie nieważnej informacji może sprawić, że błędnie kogoś postrzegamy. Bywa też tak, że błędnie postrzegamy własną rolę w jakiejś sytuacji, bo zawodzą nas wspomnienia. Problemy zaczynają się wtedy, gdy musimy dotrzeć do prawdy, która jest pogrzebana głęboko pod siatką konfrontacji kolejnych bohaterów ze sobą i z innymi. Każdy wie coś o sobie i obraca się w roli narzuconej mu przez innych. Każdy wie coś o innych i obraca się w roli, którą sobie narzucił. „Dziewczyna z pociągu” opiera się na powtarzalności miejsc i wspomnień – nie nagminnej, ale niezbędnej do tego, by rozwijać intrygę. Każda wskazówka rzuca nowe światło na sprawę, dzięki czemu znane i oczywiste w swej wymowie wydarzenie, staje się zagadką samą w sobie. Opowieść cechuje kameralność, która w pewnym momencie zamienia się w klaustrofobię. Niewielu bohaterów i jeszcze mniej lokacji zagęszcza atmosferę – kątem oka widzimy przemykający cień, słowa plątają się na końcu języka, pojawiają się myśli, których nie potrafimy uchwycić.

Zachowanie Rachel może niektórych doprowadzić do białej gorączki, więc jeśli jesteście czytelnikami, dla których wartość lektury mierzona jest sympatią do bohaterów – to jeszcze raz rozważcie sięganie po „Dziewczynę z pociągu”. Rachel, jak i każda partnerująca jej postać, mają swój wkład w festiwal charakterów antypatycznych. Każdy jest jakoś poturbowany przez los, każdy postępuje tak, jak mu się podoba, nie zaś tak, jakby sobie tego życzył czytelnik. Mają własne motywy i zasady, które odpowiadają… nikomu. Na pewnym etapie lektury zaczęłam odczuwać przyjemność z tego, że z każdą kolejną stroną autorka karmiła moją niechęć do bohaterów. Kochałam ich nienawidzić i to, że tak bardzo mnie drażnili. Przechodząc do konkretów, mogę powiedzieć, że Rachel jest alkoholiczką, w życiu której pewne jest tylko jedno – upijanie się do nieprzytomności i rozpaczliwe próby przypomnienia sobie wydarzeń sprzed urwanego filmu. Otoczenie określa ją mianem niezrównoważonej. Czy ona jest najgorszą z postaci czy może najlepszą? Dobre pytanie. Biorąc pod uwagę fakt, że żaden z narratorów nie jest wiarygodny, trzeba być ostrożnym z osądem. W pewnym momencie to może zacząć irytować, bo niemożność wyrobienia sobie opinii o danym bohaterze pozostawia czytelnika w zawieszeniu, zupełnie jakby postacie nie mogły istnieć, dopóki ktoś nie ma zdania na ich temat. Patrząc na sylwetki z perspektywy ukończonej lektury, nie można nie zauważyć, że niektórzy niebezpiecznie graniczą z jednowymiarowością. Stanowiąc zbiór pewnych cech, są przedstawiani przez pryzmat jednego pragnienia, które nimi kieruje – zupełnie, jakby nic poza nim nie istniało w ich życiu. Jeśli mamy do czynienia z matką niemowlęcia, to przez całą powieści spełnia ona tylko jedną rolę: chroni dziecko. Jeśli ktoś lubi flirt, to wyłącznie będzie romansować. Cóż, może takie nijakie tło było potrzebne, by rewelacyjna Rachel mogła jeszcze mocniej zabłysnąć?

Mówiąc o „Dziewczynie z pociągu”, nie da się nie wspomnieć o „Zaginionej dziewczynie” Gillian Flynn. To jedno z najczęstszych porównań, chyba nawet użyto go w kampanii reklamowej. O ile takie hasła często są pustymi chwytami, mającymi wzbudzić zainteresowanie, o tyle w tym przypadku kryje się w nim sporo prawdy. Obydwie pisarki dzielą zamiłowanie do mrocznej, niespokojnej i ciężkiej atmosfery. Króluje spleen i aż chciałoby się sparafrazować „Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy rozpoczynacie lekturę”. Przyglądają się kondycji małżeństw i rodzin, zdzierają maski, eksplorują psychikę i niejednoznaczne zachowania, zawsze kierując się w stronę mroku. Uwielbiają toksyczne więzi. Badając relacje międzyludzkie, żadna z nich nie wystawia dobrze rokującej diagnozy. Łączy je również podejście do kreowania bohaterek, które zawsze noszą w sobie jakieś skazy – są uzależnione, mściwe, noszą w sobie ciemność i nie potrafią zaufać drugiemu człowiekowi, miotają się, rozkochując i porzucając. Wiele z nich żyje na dnie i tylko niektóre potrafią to ukryć. Przynoszą zgubę sobie i innym. Najczęściej, do tej pory, przedstawiano w ten sposób mężczyzn. Ilu znacie literackich samotnych i zmęczonych życiem alkoholików, którzy są niezdolni do zaangażowania w stały związek, bo najczęściej prześladują ich demony przeszłości? To stały zestaw cech dla powieściowych policjantów chociażby. I choć taka sylwetka nie jest nowością, to teraz wzbudza zainteresowanie, bo przydzielono ją płci, którą do tej pory kojarzono albo z paniami domu, albo z uwodzicielkami – zawsze pięknymi, zawsze partnerującymi wspomnianemu policjantowi. Czytelnicy, pisarze i filmowcy ukochali sobie postacie, które czerpiąc z mrocznych rysów femme fatale, jednocześnie wpadają we własne, fatalne sidła. Występująca w drugim sezonie serialu „True Detective”, detektyw Ani Bezzerides jest absolutnie kapitalną bohaterką, wpisującą się w tę odwróconą rolę, którą obecnie promuje się w thrillerach – spełnia wszystkie klasyczne cechy, ale intryguje, bo jest kobietą (to wręcz prosi się o nawiązanie do serialowej sceny terapii w kręgu, w której Ani jest jedyną kobietą w gronie facetów – prześmiewczy komentarz Pizzolatto znalazłby uznanie u Flynn). Kontynuując, obydwie autorki nawet problem mają z tym samym. W moim odczuciu nie radzą sobie z utrzymywaniem tempa opowiadanej historii, często przesadnie meandrują, rozwlekają, krążą zamiast przejść do sedna. Najwyraźniej wkładają całą energię w tworzenie portretów psychologicznych, potem w intrygę i na koniec nic im już nie zostaje. Hawkins w „Dziewczynie z pociągu” kreuje jednostajny rytm, przerywany pomniejszymi zwrotami akcji – to może działać usypiająco, niczym stukot kół pociągu. Brakowało mi w tym silniejszych emocji, bo obserwowałam perypetie bohaterów ze spokojem, zaś przydarzające się im okropieństwa nie wzbudzały u mnie szybszego bicia serca. Cudownie mroczna atmosfera oraz w różnym stopniu zepsuci bohaterowie niestety nie przełożyli się na trzymanie czytelnika w napięciu. Co zdecydowanie odróżnia Flynn od Hawkins to fakt, że pierwsza autorka kreuje bogatsze historie, garściami sięgając do tła społeczno-kulturowego, często ostro komentując czy wyśmiewając niektóre zjawiska. Osadza perypetie bohaterów w konkretnej rzeczywistości, której poświęca sporo uwagi. U Hawkins mamy tylko intrygę, która mogłaby się rozgrywać wszędzie, bo świat przedstawiony to jedynie makieta. Pod tym względem Flynn ma gigantyczną przewagę.

Powieść wciąga, temu nie zaprzeczę. Chciałam wiedzieć, jak potoczy się historia i jaki będzie jej finał; myślę jednak, że duży wkład w rozbudzenie mojej ciekawości miał ten gigantyczny szum wokół książki. Miałam spore oczekiwania względem intrygi oraz jej rozwiązania, a świadomość tej rzekomej niezwykłości działała dopingująco. Rozplątywałam kolejne wątki, wyłuskiwałam spomiędzy nich fragmenty prawdy na temat dziewczyny z pociągu i w gruncie rzeczy, Hawkins udało się przekonać mnie do tej opowieści. Popularność pomogła na starcie, dalej obroniła się sama. O zakończeniu mogę powiedzieć tyle, że nie szokuje, niespecjalnie zachwyca pomysłowością i łatwo je zauważyć z odległości kilku wcześniejszych rozdziałów. Wpisuje się w ogólny zamysł powieści i może nie tyle pozostawia niedosyt, co przemyka przez te kilka stron, nie akcentując rozgrywających się wydarzeń.

„Dziewczyna z pociągu” jest interesującą powieścią, ale wydaje mi się, że szkodzi jej to zamieszanie – w trakcie lektury czytelnik siedzi jak na szpilkach w oczekiwaniu „To już? To już? Ta niezwykłość, to już? Jeszcze nie? To kiedy będzie?”, a przecież nie o to chodzi. „Dziewczyna z pociągu” nie ma nic wspólnego ze spektakularnością czy z rozmachem. To nie jest książka, w którą będziecie się wczepiać tak mocno, aż zbieleją wam knykcie. Nie jest arcydziełem ani majstersztykiem, ale to nadal kawał dobrego thrillera psychologicznego. W przyszłości chętnie sięgnę po nowe tytuły pióra Hawkins, bo ma zadatki na to, by stworzyć powieść, która wszystkich powali na kolana. Na razie musi usatysfakcjonować mnie mroczny klimat i upiorna niepewność związana z faktem, że nikogo nigdy nie można poznać do samego końca…

Takie uściślenie na koniec: „Dziewczyna z pociągu” nie jest debiutem Pauli Hawkins. Autorka wcześniej wydała kilka książek pod pseudonimem Amy Silver*.
_______
źródła:
* http://www.nytimes.com/2015/01/31/books/paula-hawkinss-journey-to-the-girl-on-the-train.html

33 komentarze:

  1. A mnie zupełnie ominął szał na temat tej książki. Zupełnie o niej nie słyszałam.
    Pozdrawiam, Asia | btth.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Polsce na razie jest o niej dość cicho, ale podejrzewam, że w październiku ruszy machina promocyjna :).

      Usuń
  2. Skoro u nas ukaże się w październiku to zapewne będzie niedługo o niej głośno:) Cieszę się, że mogłam już u Ciebie przeczytać recenzję i poznać tytuł :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawi mnie, jak odbiorą ją polscy czytelnicy, dlatego też w pewien sposób czekam na premierę :).

      Usuń
  3. Mogłabym przeczytać, ale muszę jeszcze poczekać do tego października :D A potem to już zobaczę ;)
    http://gabrysiekrecenzuje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. A mnie szum ominął. Dotychczas ten tytuł nie mignął mi koło twarzy ani razu ;) Ale mimo to jestem zachęcona do przeczytania ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Polsce widziałam kilka artykułów, ale na razie nie ruszyła kampania promocyjna. Z kolei jeśli ktoś śledzi obcojęzyczne portale, to tam dopiero rozpisywali się o fenomenie Hawkins.

      Usuń
  5. Według mnie zdecydowanie przesadzili z reklamą. Choć książka dobra, nie będę zaprzeczać, ale... to chyba raczej nie jest cud roku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobry, wciągający thriller psychologiczny, na pewno nie cud, ale w sumie zastanawia mnie ten szał w Anglii i Stanach. Ktokolwiek maczał w tym palce, poradził sobie świetnie, patrząc na listy bestsellerów :).

      Usuń
  6. Lubię takie książki - są strasznie wciągające i szybko je się czyta :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja już od pewnego czasu wyczekuję polskiego wydania i doczekać się już nie mogę. :)
    Thrillery psychologiczne to jest coś, co lubię najbardziej.
    Mam nadzieję, że choć trochę mi się ta książka spodoba ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że nie powinnaś się rozczarować. Pomimo kilku niedociągnięć, jest to dobry thriller psychologiczny. Ciekawi mnie twoja opinia i to, jak odbierzesz historię Rachel :)

      Usuń
  8. Rzadko, żeby nie powiedzieć "wcale", nie widuję tak rozległych i szczegółowych recenzji. A szkoda. Dotknęłaś każdego zagadnienia powieści, jakie potencjalnie mogłoby zainteresować czytelnika. Zasadniczo spotkałam się już wcześniej z tą pozycją, gdzieś na zagranicznym bookstagramie, ale niespecjalnie wiedziałam, czego mogłabym się po niej spodziewać. Twoje recenzja podziała trochę jak kubeł zimnej wody - i bardzo dobrze. Zapewne oczekiwałabym w pewnym sensie tej niezwykłości, trwałabym w tym oczekiwaniu "To już? To już? Ta niezwykłość, to już?". Aczkolwiek muszę przyznać, że portrety psychologiczne postaci, dodatkowo porównane do Flynn, skutecznie przyciągnęły moją uwagę. Zgadzam się, że wspomniana autorka gdzieś w tle gubi całą intrygę i budowanie napięcia, ale jestem jej to w stanie wybaczyć, gdyż uwielbiam pogmatwane bohaterki, które tworzy. Chociażby dla tego, i jeszcze dla konfliktu w rozróżnieniu faktów od domysłów, będę bardziej rozglądać się za lekturą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa :)
      Z powieścią Hawkins problem jest taki, że cały czas trzeba krążyć wokół fabuły, bo praktycznie wszystko jest spoilerem. Gdy ktoś zna kilka szczegółów, już w trakcie lektury może domyślić się finału, co automatycznie odbiera przyjemność. Nie jest to wierna kopia Flynn, ale można znaleźć pomiędzy nimi podobieństwa i mówię to jako fanka Flynn. To naprawdę niezły thriller psychologiczny, ale trzeba "oderwać go" od tego całego szumu i kampanii reklamowej, która nie przygotowuje czytelnika na to, co zawarto w powieści.

      Usuń
  9. Na razie mam mieszane uczucia do tej książki. Z jednej strony opis jest całkiem ciekawy, ale z drugiej jednak nie zachęca mnie to zamieszanie, o którym napisałaś. Poczekam do premiery i wtedy zdecyduję, czy chcę ją kupić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To najbezpieczniejsza opcja - wiem, że czytelnicy różnie odbierają powieść i oprócz zachwytów pojawiają się również głosy rozczarowania. Wiele zależy od tego, jak ktoś odnajduje się we flynnopodobnych thrillerach.

      Usuń
  10. Przyznam się, że nie słyszałam jeszcze o tym tytule, ale Twoja recenzja zachęciła mnie tak skutecznie, że miałabym ochotę pobiec natychmiast do księgarni i ją kupić, niestety będę musiała poczekać do października, jakie to smutne ;) Dodaję tytuł do swojej listy, jak tylko się ukarze z pewnością na nią zapoluję :) Pozdrawiam ciepło :)
    PS. Piękna recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Starałam się możliwie najpełniej przedstawić jej wady i zalety, bez zagłębiania się w fabułę. Jeśli czujesz, że to powieść dla ciebie, to mogę cię tylko dodatkowo zachęcić.

      Usuń
  11. Interesuje mnie ta powieść, ale nie mam co do niej wielkich oczekiwań. Recenzji wielu nie czytałam, a i "Zaginiona dziewczyna" przede mną, więc może będzie to u mnie pewien powiew świeżości. :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, w takim przypadku to może być powiew świeżości i w gruncie rzeczy interesujące jest, jak odbierze powieść ktoś, kto nie miał do czynienia z Flynn.

      Usuń
  12. podoba mi się okładka, ale treść chyba nie dla mnie. i przyznam szczerze, że pierwszy raz o niej słyszę :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Może w końcu uda mi się dodać komentarz... zawsze jak wchodzę na twojego bloga, moja wyszukiwarka szaleje i się zawiesza.
    Co do samej książki to brzmi niezwykle zachęcająco, będę o niej pamiętała w październiku :)
    http://ksiazkomiloscimoja.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Złośliwość wyszukiwarek, skąd ja to znam... Mam nadzieję, że problem niedługo zniknie.

      Usuń
  14. Poczekam zatem do października. Nie będę się nastawiać na arcydzieło, ale dobry thriller w takim razie :) Nie mniej jednak mam na ,,Dziewczynę z pociągu" wielką chęć i książkę na pewno przeczytam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak chyba będzie najlepiej, bo zdecydowanie nie jest to arcydzieło, ale jako thriller spisał się naprawdę nieźle :).

      Usuń
  15. Nie słyszałam wcześniej o tej książce, ale muszę ją mieć :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Leci do mnie z Amazona i już nie mogę się jej doczekać. Postaram się powstrzymać od wygórowanych oczekiwań, chociaż już chyba na to za późno :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygórowane oczekiwania są straszne, ale wcale ci się nie dziwię. Co prawda u mnie Hawkins nie przeskoczyła wysoko zawieszonej poprzeczki, ale może u ciebie będzie inaczej? :) Czekam niecierpliwie na twoją recenzję.

      Usuń
  17. Chyba skuszę się na nią :) Wydaje się być całkiem ciekawa i wciągająca.

    http://recenzjewojtka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  18. Coś słyszałam o tej ksiażce, niestety nie za dużo.
    Chociaż teraz może po twojej recenzji się na nią skuszę.:)

    http://krainaksiazek00.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  19. Jezu jak Ty piszesz... to jest po prostu niesamowite. Ujęłaś w tej recenzji wszystkie wady i zalety a w dodatku nic nie zdradziłaś odnośnie fabuły. To się nazywa mistrzostwo ☺
    Co do książki nie jestem przekonana, myślę że moja romansowa dusza tego nie zniesie i zwyczajnie pogubię się w treści. Jestem ciekawa jaką akcje promocyjną wymyślą u nas ☺

    OdpowiedzUsuń
  20. Podoba mi się zagadka, jaką stanowi ta opowieść. Nie jestem tylko pewna, czy dam radę wytrzymać z Rachel. Nie muszę lubić bohaterów, jeśli tylko ich zachowanie nie jest skrajnie nielogiczne, co wpływa na opóźnienie rozwoju wydarzeń w powieści. Jednak przyznać muszę, że lubię też porządnych antybohaterów - to mogą być świetne kreacje. Nie jestem przekonana do tej lektury, ale skoro Flynn lepiej się prezentuje w tym porównaniu, to może od tamtej zacząć powinnam? Recenzja jak zawsze - czyli super :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Cóż, mam dużą ochotę na tę książkę i pewnie kupię. Staram się oderwać od tej całej machiny promocyjnej, która na dobre jeszcze u nas nie ruszyła (ale pewnie im bliżej października, to ruszy jak z kopyta). Poza tym staram się nie mieć wygórowanych oczekiwań, spodziewam się po prostu dobrego thrillera psychologicznego. Czytałam "Zaginioną dziewczynę" i bardzo mi się podobała, więc tym bardziej jestem ciekawa "Dziewczyny z pociągu".

    OdpowiedzUsuń