29 sie 2015

„Cudze jabłka” - Agnieszka Krakowiak-Kondracka


Tytuł: Cudze jabłka
Autor: Agnieszka Krakowiak-Kondracka
Wydawnictwo, rok wydania: Wydawnictwo Literackie, 2015
Ilość stron: 296
Cena: 34,90 zł


~~***~~


Książkę udostępniło do recenzji Wydawnictwo Literackie



W razie zgryzot – zwróć się do natury? Można dojść do takiego wniosku, czytając powieści obyczajowe. Historie osób, które decydują się na przeprowadzkę do małego miasteczka czy na wieś, są bardzo popularne i nietrudno zauważyć zależność: życie bliżej natury zmienia się na lepsze, zaś wielkie miasta sprzyjają pośpiechowi i unieszczęśliwiają bohaterów. Czyżby dystans mierzony w kilometrach pozwalał również nabrać dystansu do własnego życia? Nie inaczej jest w „Cudzych jabłkach”, choć dla Ewy i jej rodziny zmiana otoczenia nie od razu jest lekiem na całe zło. Ba, traktują przeprowadzkę jako kolejny gwóźdź do trumny i powód do kłótni. Marek, mąż Ewy i Pola, jej córka, ciągle mocno związani z miastem, czują się na wsi jak na wygnaniu, tymczasem Ewa… Zaczyna wsłuchiwać się w głos, który niegdyś został zagłuszony przez wielkomiejski zgiełk i szum pieniędzy.

Wszystko zaczęło się od sielanki. Duży dom w modnej dzielnicy, najlepsza, prywatna szkoła w mieście dla córki, przesiadywanie w eleganckich restauracjach, zagraniczne wakacje dla całej rodziny, drogie ubrania i kosmetyki oraz zero zmartwień czy starczy „do pierwszego”. Życie Dragonów było godne pozazdroszczenia. Było, bo gdy nowa inwestycja Marka nie wypaliła, a o długi upomniał się komornik, z bogactwa nic nie pozostało. Odeszła kolorowa codzienność. Pogarszająca się jakoś życia, stres i kłopoty finansowe sprawiają, że małżeństwo Ewy i Marka zostaje wystawione na próbę. Czy w tym nieszczęściu zdołają odnaleźć choćby okruch szczęścia?

„Cudze jabłka” mają potencjał, by być o wiele lepszą książką; lepszą, nie tylko dobrą obyczajówką – to w gruncie rzeczy komplement, bo historia kryje w sobie wiele interesujących zagadnień, które zdecydowanie powinny być pogłębione i rozbudowane. W obecnej formie budzą niedosyt i wrażenie, że niektóre elementy zostały pobieżnie opisane. W pozornie lekką, łatwą i przyjemną powieść wpleciono wątki dotykające konsumpcjonizmu oraz szaleńczej pogoni za pieniądzem. Autorka zastanawia się, czy i kiedy człowiek przekracza granicę, która oddziela spełnianie marzeń i potrzebę godnego życia od wyścigu szczurów i chorobliwej potrzeby gromadzenia. Bohaterowie twierdzą, że zarobią „jeszcze trochę” i już będzie dobrze; sęk w tym, że zawsze można zrobić coś więcej, kupić coś droższego, zaimponować nowej osobie. Przekładają rodzinny czas na później, bo są przekonani, że jeszcze zdążą na miłość i przyjaźń. Szczęście staje się metą w niekończącym się wyścigu. Gdy w tym maratonie tracą wszystko i muszą zaczynać od nowa, mają poczucie, że świat im się zawalił. Bo co pozostaje w życiu, gdy znikają pieniądze, zaś cała reszta była odkładana „na potem”? Dla Ewy i Marka przewartościowanie zostaje wymuszone przez bolesne zderzenie z rzeczywistością – nowa perspektywa może być inspirująca, albo może wszystko zrujnować. Bezsprzecznie pomysł na historię jest rewelacyjny i daje do myślenia, choć wiele refleksji czytelnik musi sam dołożyć do lektury. Warto by wyeksponować rozmaite przekonania, które tylko zasygnalizowano w wielu miejscach. W końcu jedni wierzą, że można być biednym i szczęśliwym, dla innych liczy się przede wszystkim zdrowie, są też tacy, który wierzą w biznes, a nie w miłość… Istnieje wiele poglądów opartych na różnych wartościach.


Pomimo problemów, z którymi borykają się bohaterowie, powieść ma w sobie mnóstwo optymizmu i oferuje garść zdrowego rozsądku, dotykając aktualnego i przecież niezbyt wesołego zagadnienia. Nie ma w sobie bajkowości, która zadziwiająco często cechuje powieści obyczajowe, ale z drugiej strony nie pogrąża się w czarnej rozpaczy. Choć powiedzenie zawsze może być gorzej" kojarzy się raczej ze śmiechem przez łzy, równie może stanowić ono punkt wyjścia do dostrzeżenia, co już mamy w życiu dobrego. Ewa może wam powiedzieć coś o zmianie perspektywy - niegdyś miejsce, w którym się znalazła, kojarzyło jej się z najgorszym scenariuszem. Później okazało się, że... akurat tego scenariusza nie doczytała do końca, bo na kolejnych stronach czekało coś dobrego. 

Doświadczenie scenarzystki uwidacznia się w zręcznym splataniu ludzkich losów. Co prawda, nie mamy tutaj serialowego przeskakiwania w obrębie jednego odcinka pomiędzy rodzinami, które z różnych względów są ze sobą połączone, bo cały czas trzymamy się postaci Ewy, ale poprzez perspektywę kobiety uwzględniono namiastkę tej sieci powiązań. Dawni przyjaciele, nowi współpracownicy i osoby napotkane po drodze stają się zalążkiem nowych historii. Autorka „ma oko” do obserwacji ludzi, ich zachowań i nawyków, dzięki czemu postacie są zróżnicowane i realistyczne. Ich perypetie mogą być naszymi perypetiami. Powiedziałabym nawet, że bohaterowie drugoplanowi w „Cudzych jabłkach” zasługują na to, by obszerniej opisać ich losy oraz zachodzące pomiędzy nimi interakcje, szczególnie myślę tutaj o przyjaciółkach Ewy. Każda z nich ma swoje sekrety i odmienny stosunek do pieniądza i miłości, a ten pojedynek rozumu z sercem mógłby dołożyć ważną cegiełkę do opisywanego tematu. Jeśli jesteśmy już przy losach postaci, to warto wspomnieć o tym, że wątek związku Ewy i Marka rozpoczął się świetnie. Krótkie wspomnienia z młodości z powodzeniem mogłyby stanowić kanwę osobnej powieści dla młodych dorosłych. Mamy szkolną miłość, dylematy związane z przyjaźnią, tragedię, plany na przyszłość oraz pierwsze kroki w rodzicielstwie. Brakowało mi za to uważniejszego wejrzenia w relację doświadczonego już małżeństwa. Ich relacja jest niejako podporą powieści, dlatego chętnie poznałabym więcej wspomnień, więcej refleksji odnośnie samego związku. Ponieważ autorka skupia się przede wszystkim na Ewie, postać Marka, jakże ważna, nie otrzymuje odpowiedniej dawki uwagi. Mężczyzna przemyka przez karty powieści, nie zdradza swoich myśli ani motywacji i przez cały czas pozostaje zagadką dla czytelnika. Jak na dwie strony związku, to niestety miał bardzo mało do powiedzenia. Myślę, że dobrym rozwiązaniem dla tej powieści byłoby wprowadzenie dwóch płaszczyzn czasowych w przeplatających się rozdziałach. Wymienne opisywanie przeszłości i teraźniejszości jest dość wyświechtanym zabiegiem, ale to wcale nie znaczy, że nie można z niego zrobić użytku. Zestawienie młodej pary, borykającej się z poważnymi problemami oraz tych samych osób, bogatych w przeżyte lata i doświadczenia, mogłoby świetnie podkreślić nie tylko metamorfozę bohaterów, ale i łączącego ich uczucia.

Historie z cyklu „od pucybuta do milionera” często kryją w sobie przesłanie, że to w pieniądzach kryje się szczęście. „Cudze jabłka” postanowiły pójść pod prąd i sprawdzić, co pozostaje z życia, gdy zostaje ono oddarte z materialnego bogactwa. Czy da się znaleźć złoty środek bez posiadania złotej biżuterii? W swojej najnowszej powieści, Agnieszka Krakowiak-Kondracka zastanawia się, czy można wyznaczyć granicę pomiędzy pragnieniami a chciwością i czy żądając zbyt wiele, można stracić w życiu rzeczy najcenniejsze. „Cudze jabłka” to interesująca powieść obyczajowa, która zawiera w sobie spory ładunek optymizmu i przede wszystkim skłania do refleksji.

Tak na koniec - powieść zainspirowała się cytatem utrzymanym w klimacie „Fight Clubu”*, co zaowocowało ciekawym zderzeniem dwóch podejść do tematu materializmu. Filozofia Tylera Durdena wygrywa z miażdżącą przewagą, ale i tak doceniam włożony wysiłek.

___________
*napisałam „utrzymanym w klimacie” zamiast „pochodzącym z”, bo sam cytat ma kilka, odrobinę różniących się wersji i każda z nich przypisywana jest do innego nazwiska (Rogers, Ramsey, Hamilton, Slezak).

31 komentarzy:

  1. Wszędzie się ostatnio natykam na tę książkę. Nie przeczytałabym jej, bo to nie mój klimat, ale jeśli ktoś mnie o nią zapyta, wstępnie będę chyba polecać, bo recenzje zbiera nawet dobre. Mnie urzeka jej okładka, nie mogę wzroku oderwać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @PannaKac
      Myślę, że to niezła propozycja dla kobiet, które lubią polską lit. obyczajową utrzymaną w takich "serialowych klimatach". Po lekturze powieści, okładka zdecydowanie nabiera dodatkowej wymowy :)

      Usuń
  2. Nie przepadam za obyczajówkami, toteż nie skuszę się na nią - przynajmniej nie w najbliższym czasie. Może kiedyś przyjdzie mi na nią ochota :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nie przepadasz za tym gatunkiem, to nie namawiam - to typowa, "babska" obyczajówka, a takie po prostu trzeba lubić, by czerpać przyjemność z lektury.

      Usuń
  3. Ojej, nie przepadam za literaturą obyczajową, odkąd miałam styczność z książkami pani Grocholi... Może kiedyś moje podejście się zmieni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam książek pani Grocholi na tyle, by porównać je do omawianego tytułu, ale mam podejrzenia, że mogą mieć ze sobą wiele wspólnego.

      Usuń
  4. Niestety nie moje klimaty :)

    Kochana poklikasz w linki w najnowszym poście ?
    Bardzo proszę :* Z góry ślicznie dziękuję ! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zaciekawiła mnie, nigdy przedtem o niej nie słyszałam. Przepadam za obyczajówkami.

    http://zaprzedanaduszyczka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie powinnaś zerknąć do książek pani Krakowiak - Kondrackiej :).

      Usuń
  6. To nie moja bajka :)
    Pozdrawiam
    http://czytaniapasja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo, bardzo lubię!
    Polecam!

    A na moim blogu wywiad z autorką - zapraszam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chętnie zajrzę i przeczytam, dziękuję za informację.

      Usuń
  8. Oglądałam jeden z programów śniadaniowych, właśnie z panią Agnieszką, która powiedziała, że to dzień premiery jej książki. Fajnie, że spróbowała swoich sił w literaturze, bo scenariusze pisze świetne (czasami tylko na chwilę przysiadam, ale zostaję do końca odcinka i jestem ciekawa tego, co będzie dalej). Myślę, że z czystej ciekawości kiedyś sięgnę po tę książkę. Spojrzenie na ludzi, którzy nagle stracili wszyscy, a w dodatku zdali sobie sprawę, że w tej pogoni za pieniędzmi zapomnieli o przyjaźni i miłości, może być interesujące i wartościowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W powieści widać to doświadczenie zdobyte w pracy nad serialem. Chętnie przeczytałabym dłuższą, wielowątkową powieść pani Kondrackiej - mam nadzieję, że kiedyś skusi się na "potężniejszą" historię :)

      Usuń
  9. Przyglądałam się jej dzisiaj będąc w Empiku jednak odłożyłam na półkę... następnym razem skuszę się na pewno :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skąd ja to znam :) Oglądam, odkładam, a potem jednak żałuję, że nie kupiłam danego tytułu - z drugiej strony, książka nie zając, nie ucieknie z księgarni.

      Usuń
  10. Po obyczajówki sięgam naprawdę rzadko, więc myślę, że na razie sobie odpuszczę tę książkę ;)
    http://alejaczytelnika.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo podoba mi się Twoja recenzja. Podkreślasz zalety i punktujesz "niedoróbki", z chęcią przeczytałabym tę powieść.
    Nie jestem fanką tego typu historii, ale lubię sprawdzić co w "trawie piszczy".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Ja od czasu do czasu lubię sięgnąć po polską obyczajówkę; spisują się, jeśli chodzi o leniwe popołudnie.

      Usuń
  12. Lubię czasami przeczytać obyczajówkę, a skoro ta jest bardzo dobrą to będę miała tytuł na uwadze :)

    OdpowiedzUsuń
  13. To straszne, ile książek ,,ma potencjał", ale go w pełni nie wykorzystuje. Dobra obyczajówka nie jest zła, więc może uda mi się tę powieść upolować. :)
    Pozdrawiam,
    www.kaniafrania.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdarzają się takie powieści, zdarzają... Dobrze, że mają również inne, pozytywne strony.

      Usuń
  14. Mam mieszane uczucia co do tej książki, może kiedyś...
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  15. Mam straszną ochotę na tę książkę :)

    Insane z przy-goracej-herbacie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Hmm. Trochę ostatnio za dużo szumu przy tej książce. Poczekam, aż szał na nią opadnie i wtedy chętniej po nią sięgnę gdy już będzie trochę zapomniana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczekanie popularności to też niezła metoda, przynajmniej można zdystansować się od zalewu cudzych wrażeń.

      Usuń
  17. Lubię obyczajówki, a ten tytuł jest już na mojej liście książek do przeczytania ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim wypadku mam nadzieję, że będzie okazja, by przeczytać Cudze jabłka :)

      Usuń
    2. Również mam taką nadzieję :)

      Usuń