17 sie 2015

„Collide” - Gail McHugh


Tytuł: Collide
Autor: Gail McHugh
Wydawnictwo, rok wydania: Akurat, 2015
Ilość stron: 368
Cena: 34,90 zł


~~***~~


Książkę do recenzji udostępniło Wydawnictwo Akurat
Oficjalna recenzja dla portalu Lubimy Czytać 



Wierząc w kłamstwa, wątpiąc w prawdę

„Collide” to grająca na emocjach, typowo kobieca lektura, opowiadająca o życiu w trójkącie miłosnym i toksycznych relacjach. Jest to niemalże klasyczna historia dziewczyny rozdartej pomiędzy dwoma mężczyznami. Młodzi, przystojni, bogaci – różni ich jedno: jeden jest zraniony, drugi jest potworem. Wybór powinien być prosty, prawda? Nie dla Emily. Jej związek z Dillonem przetrwał niejedną burzę i teraz, rozpoczynając nowy etap życia, jest przekonana, że nadal może liczyć na wsparcie ukochanego. Dillon jest jej wielką miłością, jej przyszłością… Do czasu. Gdy Emily spotyka Gavina, współpracownika i znajomego Dillona, stara się robić wszystko, by stłamsić pożądanie, które zaczyna odczuwać w stosunku do tajemniczego mężczyzny. Przecież jest w szczęśliwym związku i ceni sobie wierność ponad wszystko. Jednak czy wytrwa u boku Dillona, gdy los powoli zacznie wydzierać szczęście z jej rąk? Ucieczka w ramiona Gavina jest kuszącą wizją, ale nie rozwiąże problemów. Jak wysłuchać głosu serca, gdy jest ono rozdarte?

Nie ukrywam, trójkąt miłosny nie jest moim ulubionym powieściowym motywem, ale za to uwielbiają go autorki. Nieważne, czy mówimy o rozkwicie New Adult, erotykach czy książkach młodzieżowych, od obyczajowych po dystopie – trójkąty wydają się być ich nieodłącznym elementem. Niektórym wychodzą one lepiej, innym gorzej. Jak na tym tle wypada „Collide”? Początkowo jest naprawdę nieźle; wychodząc od konfliktu pomiędzy pożądaniem a przywiązaniem, McHugh kreuje opowieść o granicach wierności i lojalności w związku, który staje się więzieniem. W przeciwieństwie do wielu innych romansów, tutaj toksyczna relacja nie jest przedstawiona w romantycznej otoczce, nie jest upiększana. Autorka nazywa rzeczy po imieniu, a czytelnik, jako obserwator, nie ma żadnych wątpliwości co do natury więzi łączącej Emily i Dillona. McHugh nieźle poradziła sobie z odwzorowaniem i wpleceniem w romans elementów, które stanową nieodłączną część wszystkich historii opowiadających o przemocy w związku. Niestety, interesujący początek nie maskuje niedociągnięć, które spotykamy w trakcie dalszej lektury.

Główna bohaterka, Emily, jest miłą dziewczyną, ale wyjątkowo trudno się z nią zżyć, głównie przez wzgląd na jej usposobienie. Em jest typowym przykładem kobiety uwięzionej w toksycznym związku. W jej przypadku łańcuchem jest poczucie lojalności i chorobliwe przywiązanie, ale równie dobrze można by zamienić to na dzieci, czyli poświęcanie się dla cudzego dobra, niemożność życia w pojedynkę ze względów zdrowotnych bądź finansowych, przyzwyczajenie, strach czy przekonanie, że wybranek kocha i się zmieni. Wiele kobiet żyje w przeświadczeniu, że ich ofiara nie pójdzie na marne – niektóre z nich jeszcze kochają, inne już straciły nadzieję. Czasem przez lata tkwią w takim więzieniu i dopiero tragedia potrafi otworzyć im oczy. Włos się jeży na głowie, gdy obserwujemy brnięcie Emily w niezdrową relację, bo zdajemy sobie sprawę z tego, co wydarzy się później i pozostaje nam tylko nerwowe oczekiwanie. Jest jednak coś, co sprawia, że nie jestem do końca przekonana do kreacji bohaterki. Przede wszystkim chodzi o wprost porażającą naiwność i ślepotę związaną z zachowaniem Dillona. Im gorzej postępuje, tym mocniej Em trzyma się go, naprawiając i wygładzając problemy. Energia, którą powinna włożyć w ucieczkę, ona wkłada w upiększanie chorego związku. Desperacja zupełnie nie pasuje do ogólnego obrazu, bo jeśli już ktoś jest zdesperowany, wiele obiecuje i robi wszystko, by zatrzymać tę drugą osobę – to jest to osoba raniąca, a nie raniona. Wspomniana wcześniej, źle pojmowana lojalność nie tłumaczy nielogicznych decyzji, które podejmowała bohaterka. Czasem miałam wrażenie, że Emily nie ma w sobie za grosz rozsądku i nie potrafi odróżnić dobrego postępowania od złego; mało tego, ona w ogóle nie umie dostrzec czegoś takiego, jak postępowanie. Czym innym jest świadomość swojej sytuacji i tkwienie w niej nadal (on źle zrobił, ale ja go kocham!), a czym innym jest zachowywanie się, jakby żyło się w zupełnie innej rzeczywistości (ja go kocham! On… on źle się zachowuje? On w ogóle coś zrobił, jak to?). Jest jeszcze coś, co nie przemawia na korzyść Em – jest kobietą, która nie potrafi być sama. Gavin i Dillon wyrywają ją sobie nawzajem, rzucając jak bezwolną laleczką. Emily odczuwa przymus związku, przez co wiecznie jest w czyichś ramionach i nie potrafi stanąć na własnych nogach. Ktoś, kto ma tak duże problemy w trzeźwej ocenie prawidłowych relacji międzyludzkich, powinien pobyć sam i nabrać dystansu do związków, zanim zdecyduje się na jeden z nich. Idealnym finałem tej historii miłosnej byłoby stwierdzenie Em, że zaczęła szanować i pokochała siebie samą. Partnerujący Emily Dillon i Gavin są wykreowani przeciętnie, nie wybijają się na tle innych romansowych obiektów westchnień. Przede wszystkim brakuje im głębi, są jakby wygenerowani z gotowego zestawu. Gavin to mieszanka „o czym marzą kobiety”, czyli oprócz drogiego garnituru i pokaźnej sumy na koncie, posiada również miłą dla oka aparycję i łączy w sobie samca alfa z romantykiem. Dillon skupia w sobie cechy wspólne wszystkich mężczyzn, którzy znęcają się nad partnerkami - jest jak model pokazowy do filmiku instruktażowego.

Jedną z największych bolączek powieści jest strona językowa. Autorka zdecydowanie powinna popracować nad stylem. Używa prostych słów, co samo w sobie nie byłoby zbrodnią, ale dodatkowo topi je w dużych ilościach egzaltacji oraz nieudanych porównań i metafor, co osiąga szczyt w trakcie scen erotycznych. Gdy przeczytałam o pewnej intymnej części ciała zaciskającej się niczym imadło, to zmysłowy nastrój prysł jak bańka mydlana. Są rzeczy, które nie powinny iść ze sobą w parze, a wnoszenie do sypialni narzędzi ślusarskich, nawet metaforyczne, jest jedną z nich.

Nie jest to tytuł, którzy przekona do gatunku zatwardziałych przeciwników, bo na pewno zirytuje ich schematyczność, ale za to ma duże szanse podbić serca czytelniczek, które łakną romansu z wyraźnym erotycznym zabarwieniem. To kolejny tytuł do ich kolekcji – wciąga, oferuje huśtawkę nastrojów i niepewność o los bohaterki. W „Collide” Gail McHugh udowodniła, że nie zamierza zbyt szybko uraczyć bohaterów szczęśliwym zakończeniem. Wir nieporozumień i burza uczuć w życiu Emily, Dillona i Gavina trwają w najlepsze, doprowadzają do coraz ostrzejszych konfliktów. Czy „Pulse” przyniesie spokój czytelnikom i bohaterom? Pewnie tak, ale zanim dotrą do szczęśliwego zakończenia, w ich losach może się sporo zmienić.

22 komentarze:

  1. Mam mieszane uczucia, na czas obecny nie planuję tej lektury, ale może w przyszłości...

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie jestem dość przekonana do tej książki - a szkoda :/

    OdpowiedzUsuń
  3. Podobała mi się ta książka, chociaż nie uważam jej za coś wybitnego.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja właśnie jestem w trakcie czytania, 14 rozdział i jestem oczarowana ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja jednak za takimi tematykami nie przepadam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Książkę czytałam i mnie się bardzo podobało. Teraz czekam na kontynuację.

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj, jeśli język książki kuleje, to niedobrze. Jest on dla mnie tak naprawdę głównym wyznacznikiem tego, czy książka może mi się podobać... jest dla mnie ważniejszy niż temat powieści!

    OdpowiedzUsuń
  8. Jest schematyczna, ale mimo wszystko bardzo szybko się z nią uporałam:) Mam nadzieję, że w drugim tomie sceny seksu będą bardziej dopracowane i nie takie śmieszne;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zdecydowanie muszę przeczytać :)
    Mam nadzieję, że się nie rozczaruję ;)

    Pozdrawiam :)
    http://ksiazki-mitchelii.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Książkę czytałam, podobała mi się choć nie uważam jej za fenomen gatunku :) Była dobra i kropka nic więcej :)
    http://ksiazkomiloscimoja.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytałam i mi ona się naprawdę podobała, choć zgadzam się z tobą w niektórych kwestiach. Niesmaczne dla mnie było to, jak cały czas powtarzały się słowa "wezmę cię zaraz tu, na tym stoliku" i tym podobne. To było w pewnym momencie nawet niesmaczne, ale jak kto woli :/
    http://gabrysiekrecenzuje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie przepadam zbytnio za erotykami... ale kto wie może kiedyś przeczytam :D
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  13. Książkę mam w planach, ale jeszcze nie wiem kiedy po nią sięgnę. Jestem jej ciekawa, więc oby jak najszybciej ;)
    http://alejaczytelnika.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. A ja uwielbiam sięgam po tego typu książki, więc nie wyobrażam sobie, abym jej nie przeczytała ;) Muszę koniecznie nabyć ją, zanim do księgarń trafi kontynuacja :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie przepadam za romansami i nie lubię schematyczności, ale i tak mnie interesuję ta książka. Najwyżej przerwę, kiedy już nie będę mogła wytrzymać :)

    OdpowiedzUsuń
  16. W ogóle nie planowałam, aby przeczytać tę książkę, to zupełnie nie moja bajka ;) Pozdrawiam ciepło )

    OdpowiedzUsuń
  17. Cały czas się waham... Jak już jestem o krok od zakupu, to nagle rezygnuję. Muszę się w końcu decydować ;).

    OdpowiedzUsuń
  18. Byłam ostanio w Biedronce i przechodziłam obok tej książki. Dotknęłam, obejrzałam, przeczytałam opis i... odłożyłam. A mogłam ją kupić.. :( Pozostaje czekać na kolejną okazję :/ A i jeszcze.. nominowałam Cię do 'The Name Game Book Tag', więcej informacji znajdziesz tutaj: http://hopeinbooks.blogspot.com/2015/08/the-name-game-book-tag.html :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Zastanowię się jeszcze nad nią. Trochę zraziłam się do tego gatunku :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Oj nie lubię takich bohaterek, które nie szanują siebie i nie potrafią być same (ostatnio w serii After denerwowało mnie to strasznie), ale mimo wszystko coś mnie ciągnie do tej książki, choć na pewno nie jest to zapowiedź trójkąta :P Muszę jeszcze przemyśleć, czy na pewno chcę ją przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Lubię Collide ☺ bardzo podoba mi się wątek Dillona, to temat o którym warto pisać. A schematycznosc i zabawne sceny erotyczne, no cóż to tylko romans ☺

    OdpowiedzUsuń
  22. Widzę, że lektura nie jest idealna. Mimo to , dziś w porywach bibliotecznych, ujrzałam ją i zabrałam ze sobą, tak jak i Pulse. Cóż, te ślusarskie metafory.. Kurczę, aż topią mój zapał. No nic. I tak dam szansę, a jaki będzie efekt, zobaczymy.

    OdpowiedzUsuń