24 lip 2015

„Mroczny zakątek” - Gillian Flynn

„Kawa doskonale pasuje do nagłej śmierci.”*

Ja dodałabym jeszcze papierosa w drżącej dłoni i telefonowanie nad ranem. 



Tytuł: Mroczny zakątek
Autor: Gillian Flynn
Wydawnictwo, rok wydania: Znak, 2014
Ilość stron: 512
Cena: 36,90 zł  


~~***~~


"Co naprawdę wydarzyło sie tej nocy, kiedy zamordowano matkę i dwie starsze siostry Libby Day?

Libby Day była małą dziewczynką, gdy zamordowano jej matkę i dwie starsze siostry. To jej zeznania doprowadziły do skazania jej piętnastoletniego brata Bena na dożywocie.

Dziś, po dwudziestu pięciu latach, Ben nadal siedzi w więzieniu, a Libby desperacko potrzebuje pieniędzy. Kiedy więc członkowie Klubu Zbrodni, stowarzyszenia, które fascynuje się tajemniczymi zabójstwami uznają, że Ben został niesłusznie skazany i proponują jej pieniądze w zamian za pomoc w jego uwolnieniu, Libby nie może się nie zgodzić. Musi poradzić sobie z demonami przeszłości, ocenić, co naprawdę pamięta z tamtej nocy, a co wmówiono jej w trakcie śledztwa i wreszcie poznać prawdę o swojej rodzinie. 


Czy brutalnego morderstwa dopuścił się brat, posądzany o satanizm? Czy śledczy popełnili błąd?"
źródło: Wydawnictwo Znak

Zbrodnia żyje dzięki cudzej śmierci, czasem nawet zyskuje nieśmiertelność. Nie pozwalamy jej odejść – przynajmniej nie za szybko. Jeśli akurat nie fascynują nas sylwetki prawdziwych morderców, to ku uciesze i rozrywce wymyślamy setki fikcyjnych. Kryminały, thrillery nasączone prawdziwymi historiami – bo chcemy wiedzieć, jak było, jak bardzo strasznie, jak okrutnie. Powstają reportaże, powieści, rekonstrukcje filmowe bazujące na aktach ze śledztwa. Mrożące krew w żyłach szczegóły są w cenie. Rzeczy należące do morderców bądź zamordowanych stają się „gadżetami” sprzedawanymi na spore sumy. Niektóre miejsca zbrodni stają się muzeami. Przestroga na przyszłość, chęć uczczenia pamięci skrzywdzonych czy zwykła ciekawość? Ludzie są spragnieni doniesień, niektórzy żyją nimi długo po zakończeniu śledztwa. Snują teorie, gromadzą dokumenty, dzielą się spostrzeżeniami z innymi, bo dla nich sprawa żyje, oferując zastrzyk zwietrzałej adrenaliny. Niektórzy są geniuszami, którzy potrafią rozszyfrować sekrety zmarłych. Pozostaje pytanie – co nimi kieruje? „Mroczny zakątek” oferuje wgląd w jedną z takich grup. Klub Kryminalnych Ciekawostek sprzymierza się z Libby Day, postanawiając rozwikłać tajemnicę bestialskiego zabójstwa, którego ofiarą padły dwie siostry i matka Libby. Według policji był tylko jeden winny: Ben Day, najstarszy z dzieci. Skazany jako piętnastolatek, od dwudziestu pięciu lat odsiaduje wyrok dożywocia. Według Klubu KC, w trakcie śledztwa pominięto zatrważającą ilość dowodów i niesłusznie oskarżono Bena o potrójne morderstwo. Doszczętnie spłukana Libby widzi w prywatnym śledztwie Klubu szansę na zarobek. Angażując się w zbieranie kolejnych elementów układanki, próbuje zrozumieć, co tak naprawdę wydarzyło się tamtej tragicznej nocy, a co było tylko skutkiem masowej histerii. Próbuje nie dopuszczać do siebie myśli, że jej zeznania mogły wtrącić za kraty niewinnego człowieka. Tylko czy w tej sprawie w ogóle ktoś jest niewinny?

Z pewnością trzeba oddać Flynn to, że świetnie zarysowuje tło kulturowe i społeczne. Eksploruje zbrodnię nie tylko poprzez śledztwo i bezpośrednie motywy sprawcy, ale odwołuje się również do środowiska, które może rozciągać się na cały kraj – ba, na świat! Przygląda się osobom dotkniętym przez zbrodnię: tym, którzy popołudniami zabierają dzieci do domu i każdej nocy zatrzaskują drzwi; tych, którzy układają kolejne scenariusze i przypomina im się, jak rzekomo tydzień temu widzieli, że podejrzany dziwnie się zachowywał; są też ci, którzy gorliwie wierzą w niewinność oskarżonego i chcą zrobić wszystko, by go uwolnić. Każdy jakoś próbuje wytłumaczyć sobie to, co się stało. Jak na znalezienie domniemanego mordercy reagują ludzie? Och, jak chętnie wydają wyroki, jak barwnie opisują, co by z nim zrobili. Wychodzą z założenia, że za niewinność go nie zgarnęli. Już samo bycie podejrzanym przekreśla człowieka. Gdy machina rusza, trzeba naprawdę silnych psychicznie stróżów prawa, którzy są w stanie oderwać się od rozgorączkowanego tłumu i dokładnie zbadać każdy dostępny trop. Bez sugerowania się, bez zawężania swoich horyzontów. W „Mrocznym zakątku” Flynn skupia się na osobach, które nie mają takiej siły i kreuje bardzo realny scenariusz, w którym to KTOŚ ma zostać ukarany, bo na KOGOŚ musi wskazać policja. Upersonifikowane zło wsadzone za kraty sprawia, że od razu czujemy się bezpiecznie. Prawda staje się tym, w co wierzą – niekoniecznie zaś tym, co wydarzyło się naprawdę. W ich rzeczywistości Ben Day zabił, ale czy rzeczywiście tak było?

Flynn wybrała interesujący okres na zbrodnię i by w pełni zrozumieć „Mroczny zakątek”, trzeba sięgnąć do nieodległej historii. Nie mamy tutaj do czynienia wyłącznie z morderstwem, ale również z jednym z niezwykłych zjawisk kulturowych. Otóż w latach 80. i 90. w Stanach wybuchło tak zwane „satanic ritual abuse panic” znane również pod nazwą „Satanic Panic”, czyli fala paniki opartej na przekonaniu, że dzieci i dorośli masowo padali ofiarą satanistycznych obrzędów, a za wszystkimi brutalnymi morderstwami stali sataniści, którzy w ten sposób oddawali cześć złu. W tym samym czasie, pokrywając się z „Satanic Panic”, rozgrywała się również „Day-care sex-abuse hysteria”, która z kolei dotyczyła molestowania i znęcania się nad dziećmi w przedszkolach oraz często była łączona z rzekomym satanizmem opiekunów. Do wybuchu paniki przyczyniło się m.in. wydanie w 1980 roku książki „Michelle Remembers”, napisanej przez psychiatrę Lawrence Pazdera i jego pacjentkę, Michelle Smith. Opisano w niej przypadek kobiety, która za sprawą terapii odzyskuje wspomnienia i twierdzi, że jako dziecko była torturowana i poddawana satanistycznym obrzędom. Podobno był to pierwszy tytuł, który podjął temat rytualnego wykorzystania przemocy. Później udowodniono, że informacje zawarte w książce były fałszywe – ale zło już się stało. Silne zakorzenione w kulturze chrześcijaństwo pomogło histeriom rozprzestrzenić się na cały kraj, przybierając rozmiary niemal biblijnego pojedynku dobra ze złem. Księża i wierni upatrywali w tym działań samego diabła. Czy trudno się temu dziwić? Raczej nie. Brutalne okaleczenia i zabójstwa wtłoczone w ramkę satanizmu stały się realnym i nazwanym wrogiem. Ludzie byli przekonani, że wiedzieli z czym muszą walczyć i jak to zrobić. Na celowniku znalazła się również ówczesna popkultura. Jednak, jak zawsze, histeria całkowicie zepchnęła rozsądek na margines. Można by się śmiać z tej obsesji na temat strachu, który ma wielkie oczy, gdyby nie fakt, że polowanie na czarownice podsycane miejską legendą i krwawymi plotkami zaowocowało… naprawdę sporą liczbą osób skazanych na wieloletni pobyt w więzieniu. Prawda jest taka, że satanizm nie miał nic wspólnego z tymi przestępstwami, często jako kozły ofiarne osądzano niewinne osoby - na dodatek wiele oskarżeń o przemoc i molestowanie było nieprawdziwych; zmyślonych wskutek histerii. Wystarczy wymienić takie głośne sprawy jak: Trójka z Memphis, małżeństwo Keller z Oak Hill, Kimberly Simon czy przedszkole McMartin. Na tej płaszczyźnie, „Mroczny zakątek” przypomina mi m.in. film „Diabelska przełęcz” luźno bazujący na książce Mary Leveritt, opowiadającej o prawdziwej, nierozwiązanej od 1993 roku sprawie „Trójki z Memphis” (West Memphis Three), nastolatków oskarżonych o satanizm i wyjątkowo okrutne morderstwo. Klimatyczno-tematyczny posmak tamtej historii sprawia, że z łatwością można dostrzec to, jak dobrze orientuje się Flynn w ówczesnych obsesjach społeczeństwa. Tragedia Dayów jest fikcyjna, ale równie dobrze można ją potraktować jako symbol tego, co się wtedy naprawdę działo. Ben Day ma wiele wspólnego z jednym ze skazanych z Memphis, Damienem Echolsem, ale w gruncie rzeczy nie jest to nic dziwnego. O satanizm (a w związku z tym o popełnienie zbrodni) oskarżano osoby spełniające pewne warunki: pochodziły z ubogich czy też rozbitych rodzin, nosiły się na czarno, słuchały ciężkiej muzyki, oglądały krwawe filmy grozy, czytały horrory i dorośli uważali, że „dziwnie” się zachowują. W przypadku Trójki, społeczeństwo również się podzieliło – część toczyła wieloletnią batalię o uwolnienie skazanych, zaś ich przeciwnicy do tej pory przedstawiają nowe argumenty przemawiające za ich winą.

Media w mniejszej bądź większej części obrywają w każdej z powieści. „Zaginiona dziewczyna” dała temu prawdziwy popis. Śledztwo na żywo z dostawą do domu – istne reality show ze śmiercią jako celebrytką, otoczoną pięknym korowodem plotek i tabloidową pogonią za sensacją. Autorka bezlitośnie obnażyła rozdźwięk w myśleniu, które oczywiście potępia zło i jest oburzone, ale jednocześnie rozwlecze te flaki na wizji, bo ktoś inny chętnie autopsję obejrzy. Rzetelność umarła pierwsza, bardziej liczy się to, kto wyżej wejdzie po cudzych trupach – awanse w policji, rosnąca oglądalność, sprzedaż książki. Po części Flynn wskrzesza ją w „Mrocznym zakątku”, ale i tak ma długą drogę do przejścia. Najpierw musi przedrzeć się przez idee wszelakich „pisanych na gorąco” pseudo reportaży, które dokładają swoją cegiełkę do histerii, plotek krążących szybciej niż fakty i zakłócających osąd wielu osób oraz polowania na czarownice. Na tej płaszczyźnie „Mroczny zakątek” robi piorunujące wrażenie. Drobiazgowość, tło akcji, odwołania do głośnych morderstw i nawiązania do satanistycznej histerii kreują atmosferę znaną z innych powieści Flynn. Przygnębienie, mrok, niepokój to obowiązkowa trójca. Osoby szukające „tego” klimatu i emocjonalnego bagna nie będą zawiedzione.

Zbrodnicza maskarada w życiu i nieżyciu Dayów trwa od dwudziestu pięciu lat. Czytelnik poznaje ją dzięki przeplatającym się płaszczyznom – przeszłości, która odlicza kolejne godziny do masakry oraz teraźniejszości, w której dorosła Libby próbuje odtworzyć te same godziny. Historia krążyła i krążyła, i krążyła niczym sęp nad padliną, powoli zataczając coraz ciaśniejsze kręgi. Trochę czasu zajęło jej zatopienie pazurów w resztkach. Libby chodzi od osoby A do osoby B, potem C, D, E… Zbiera relacje z tragicznej nocy i próbuje rozerwać kokon milczenia, który otula wspomnienie zabójstwa. Teraźniejsze rozdziały poświęcone prywatnemu śledztwu niestety nie były pozbawione dłużyzn. Jako czytelnik byłam biernym obserwatorem rozmów – nie mogłam nawet spróbować rozwiązać zagadki (choć na jeden ważny element wpadłam nadspodziewanie szybko), dlatego że do samego końca autorka nie zdradza zbyt wiele i nawet jeśli bohaterka bądź jej pomocnicy na coś wpadają, to zatrzymują to dla siebie. Przynajmniej przez pewien czas. Zdecydowanie ciekawsze były rozdziały z przeszłości. Obserwowanie perypetii Dayów, wiedząc, jak wszystko się zakończy, oferuje naprawdę duży dreszczyk emocji. Niecierpliwie wyczekiwałam, aż autorka odsłoni całą intrygę. Pozostaje tylko pytanie – czy jestem z niej usatysfakcjonowana? Tak, choć poziomem bliżej jej do „Ostrych przedmiotów” niż „Zaginionej dziewczyny”. Taka satysfakcja bez okrzyku „wow!” i bez szokowania.

Libby Day jest dość interesującą postacią. To kolejny przykład flynnowskiej bohaterki „po przejściach”. Libby żyje, bo umrzeć jeszcze zdąży. To jedno jej nie ucieknie, na to zawsze będzie czas. Depresyjny instynkt przetrwania popycha ją na skraj przepaści i tak trzyma – czasem za rękaw, czasem za szlufkę od paska. Choć nie może się cofnąć, to brakuje jej również impulsu, by się wyrwać i spaść. Od prawie dwudziestu pięciu lat wegetuje, żerując na śmierci własnej rodziny. Pogrążona w marazmie, nic nie robi, bo datki od współczujących przez dłuższy czas spływały szerokim strumieniem. Od pierwszych stron jest tak złośliwa, że aż mnie to bawiło, istna siostrzyczka Amy Dunne czy Camille Preaker. Aspołeczna, niesympatyczna, odcięta od świata – umówmy się, kto by taki nie był po tym, co jej się przytrafiło? Libby ma wielką bliznę na psychice i w tym przypadku tragedia upadła na bardzo podatny grunt. Dziecko-odludek, które rzeczywiście zostało samo, zamieniło się w dorosłą, która chciała być sama; morze łez przelało się w morze wyrzutów sumienia i alkoholu. Libby niemalże stała się kolejną ofiarą oprawcy, ale nie tylko on przyczynił się do jej krzywdy. Okaleczyło ją również to, że „w sprawie” stałą się kukiełką, która miała odpowiadać na pytania. Porzucono ją, gdy spełniła swoją rolę, choć była wtedy małą dziewczynką. Gdyby autorka zdecydowała się na stworzenie wesołej, optymistycznej Libby, która z pokorną podchodzi do życia i dzielnie znosi cierpienie – to zupełnie bym w to nie uwierzyła. Nie po takich przejściach.

„Mroczny zakątek” to dobry
thriller, ale jednocześnie nie zaliczę go do najlepszych powieści Gillian Flynn. Początek wzbudził moją ciekawość, środek połowicznie mi się dłużył i dopiero widmo finału ponownie zachęciło mnie do zaangażowania w lekturę. Drobiazgowa i interesująca jak diabli historia, poprzez zbyt rozwlekłe opisanie, hamuje czytelnika przed błyskawicznym pochłonięciem książki. Jednak mimo nierównego tempa, absolutnie nie żałuję lektury, bo była fantastyczna. Istnieją książki, które potrafią uchwycić zapach zła – myślę, że „Mroczny zakątek” jest jedną z nich. Pachnie spalenizną, krwią, wilgotną ziemią, rani jak żyletka i wciąga w bagno umysłów. Tutaj wszyscy są winni, tyle że nie każdy zrobił to, o co się go oskarża. Mam nadzieję, że Gillian Flynn nie skończy swojej pisarskiej przygody na trzech powieściach. Z takim talentem do kreowania wżerającego się mroku, nie może pozostawić czytelników tylko na pastwę Amy Dunne, Camille Preaker i Libby Day.

Czekamy na kolejną diablicę. 


_____________________
* cytat z: „Mroczny zakątek” G. Flynn

27 komentarzy:

  1. Lubię thillery więc to coś dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Brawo za recenzję. Napisałaś świetny i wnikliwy tekst. Bardzo podoba mi się nawiązanie do przedziwnych zjawisk, które przetoczyły się przez Stany. Z całą pewnością miały one wpływ na odbiór pewnych zdarzeń. Jeśli chodzi o książkę to nie zrobiła na mnie wielkiego wrażenie. Historia była dla mnie zbyt czytelna, brakowało mi zaskoczeń, jakiegoś szoku, nagłego zwrotu akcji. Klimatycznie powieść dobrze wypada, ale to jednak nie to, co moje ulubione "Ostre przedmioty". Mimo to jestem ciekawa filmu. Mam nadzieję, że będzie równie dobry co "Zaginiona dziewczyna".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Faktycznie w "Mrocznym zakątku" brakowało nagłego zwrotu akcji i pozostawało jedynie oczekiwanie na rozwiązanie zagadki. Flynn świetnie radzi sobie z klimatem, ale tempo czasem wymyka się jej spod kontroli.

      Usuń
  3. Tak się właśnie zastanawiam czy nie warto byłoby się zmierzyć z tą książką :) Na pewno dam się namówić na Zaginioną dziewczynę ;)
    Thievingbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo polecam twórczość Flynn. Czasem wpada w dość wolne tempo, ale warto to znieść :)

      Usuń
  4. Ja po prostu lubię sposób pisania Flynn. To, jak pisze o rodzinach, o kulturze małych miejscowości. Przemawia do mnie. Tej pozycji jeszcze nie czytałam - jeszcze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z tobą - Flynn ma swój styl i jest wnikliwa, niby opisuje podobny zestaw tematów - ale się nie powtarza. Kreuje frapujące związki międzyludzkie i nieoczywiste więzi.

      Usuń
  5. Naprawdę dobra recenzja, mimo że nie czytam wielu kryminałów, to bardzo mnie ona zainteresowała.

    Przychodzę z nominacją do Social Media Book Tag :)
    http://w-krolestwie-slow.blogspot.com/2015/07/kolejne-book-tagi.html

    OdpowiedzUsuń
  6. O, intrygująca książka. Na pewno przeczytam :)
    http://gabrysiekrecenzuje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam tę autorkę więc po książkę sięgnę na pewno :)
    świetna recenzja :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Ależ szczegółowa recenzja, dużo serca w nią włożyłaś, brawo :) Książka bardzo mnie zainteresowała, także myślę, że prędzej czy później po nią sięgnę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję - zawsze lubię się rozpisać na temat, który mnie szczególnie interesuje. Myślę, że warto poznać Flynn chociażby z tak płytkiego powodu jak to, że często nowsze thrillery szukają swojej "drugiej Flynn" i stała się ona pewnym wyznacznikiem popularności.

      Usuń
  9. Dlaczego to tak wszystko pięknie brzmi? Tyle książek czeka na czytanie a ja kolejne dokładam do listy :)
    http://ksiazkomiloscimoja.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam ten ból - a potem finanse, półki i czas cierpią :)

      Usuń
  10. Ta mroczna okładka mnie kusi, ale ten dłużący się środek... Może kiedyś spróbuję;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest tragicznie, ale jeśli ktoś nie przepada za zwalniającym tempem, to może mieć problem z lekturą.

      Usuń
  11. Od razu zwróciłam uwagę na okładkę tej książki, która bardzo zachęca do przeczytania. Oprócz tego, treść wydaje się być interesująca, także na pewno sięgnę po tą powieść ;)
    http://alejaczytelnika.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładka zapowiada klimat, który w powieści jest o wiele bardziej gęsty i mroczny.

      Usuń
  12. Lubię takie książki więc może kiedyś :)

    OdpowiedzUsuń
  13. świetna recenzja, mimo iż nie oceniłaś książki jako arcydzieło, udało Ci się mnie nią szczerze zainteresować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Faktycznie nie jest arcydziełem, ale czy każda powieść musi nim być? :)

      Usuń
  14. Libby doprowadzała mnie do szału. Też wydaje mi się, że nie jest to najlepsza książka autorki, ale wszystkie wyjątkowo mi się podobały :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Libby ma charakterek, to trzeba przyznać, jednak biorąc pod uwagę kobiety w twórczości Flynn, to i tak jedna z łagodniejszych bohaterek.

      Usuń
  15. Fajna pozycja, coś zdecydowanie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie wypada mi tylko polecić raz jeszcze :)

      Usuń