7 lip 2015

„Grey (Pięćdziesiąt odcieni tom 1.5)” - E.L. James


Dzisiejszy wpis sponsorują słowa: fidgeting (wiercić się, być niecierpliwym, wykonywać nerwowe ruchy rękoma bądź nogami), vulva (srom) i cock (penis).

Ojejku, jejku, właśnie streściłam powieść!

Jednak czy wszelakie „spoiler alert” obowiązują w przypadku książki, która jest tak naprawdę przepisaną historią?

Zresztą, ten post jest wypchany spoilerami – i nawet nie jest mi z tego powodu przykro.

Czas rozprawić się z Greyem raz na zawsze. 


Tytuł: Grey
Autor: E.L. James
Wydawnictwo, rok wydania: Arrow Books, 2015
Ilość stron: 564

Polskie wydanie
 Polski przekład „Greya” zostanie wydany 10 września przez Wydawnictwo Sonia Draga


 ~~***~~ 


„Druga perspektywa” ostatnio zrobiła się bardzo modna i o ile można ją znieść jako urozmaicenie w jednej powieści, o tyle produkowanie dwóch (trzech, czterech, dziesięciu) osobnych tytułów, które przedstawiają to samo wydarzenie oczami różnych bohaterów, to najczęściej skok na kasę czytelników. Nawet moja ulubiona Colleen Hoover nie do końca dała sobie z tym radę, bo o ile zestaw
Hopeless" + Losing Hope" świetnie się uzupełniał, rzeczywiście wnosząc coś do historii Sky i Holdera, o tyle prawie przysnęłam nad „This Girl”, które opowiada o wydarzeniach z „Pułapki uczuć” i „Nieprzekraczalnej granicy” oczami Willa.

Jaki jest przepis na sukces drugiej perspektywy? Musi ona uzupełniać, a nie powielać znaną historię. Nie chodzi tylko o przepisanie dialogów i tych samych scen, urozmaicając je jedynie o myśli i uczucia innej postaci. Jest to przede wszystkim miejsce na rozwinięcie wątków, które w poprzednim tomie zostały nakreślone, na wprowadzenie retrospekcji i wyjaśnienie zachowań bohatera, które mogły się wydać czytelnikom osobliwe, bo nie mieli dostępu do jego głowy. Trzymając się tej zasady, można dojść do wniosku, że „Grey” musi być kapitalny, skoro w oryginalnej trylogii Christian „Pan Tajemniczy” Grey nie bardzo chciał przyznać, o czym myśli, a historię bolesnego dzieciństwa i burzliwego dorastania poznaliśmy w strzępkach. Jaka to kopalnia pomysłów, ile nowych historii! Podróż od biedy do bogactwa, od zagubionego chłopczyka do zranionego mężczyzny, od uległości do dominacji. Nic, tylko przebierać i wybierać opowieści.

Zobacz na nowo świat „Pięćdziesięciu odcieni” oczami Christiana Greya. 

Poprzez słowa, myśli, refleksje i marzenia Christiana, E.L. James oferuje świeże spojrzenie na historię miłosną, która zafascynowała miliony czytelników na całym świecie. 

Christian Grey sprawuje nad wszystkim kontrolę; jego świat jest schludny, uporządkowany i całkowicie pusty – aż pewnego dnia Anastasia Steele wpada do jego biura, w plątaninie zgrabnych kończyn i brązowych włosów. Próbuje o niej zapomnieć, ale zamiast tego porywa go burza emocji, których nie potrafi zrozumieć ani im się oprzeć. W przeciwieństwie do innych kobiet, nieśmiała, nieziemska Ana zdaje się dostrzegać jego zimne, zranione serce, ukryte za maską genialnego biznesmena i wystawnego życia.

Czy związek z Aną rozwieje okropieństwa z dzieciństwa, które prześladują Christiana każdej nocy? A może jego mroczne seksualne żądze, przymus kontroli i odraza do samego siebie, która wypełnia jego duszę, odepchnie dziewczynę i zniszczy kruchą nadzieję, którą mu oferuje?"
źródło: Arrow Books, tłumaczenie: własne

Wiecie, że ja naprawdę liczyłam na coś ciekawego? Liczyłam na to, że po spektakularnym sukcesie, James otoczy się dobrą ekipą wydawniczą, która doradzi jej, poprowadzi proces twórczy i zadba o to, by nie pojawiły się błędy, z których znany był debiut. Wiecie, że liczyłam na postęp? A co dostałam? „Grey” skupia się wyłącznie na scenach seksu Any i Christiana, okazjonalnie zerkając do telefonicznych rozmów Greya z jego współpracownikami. Tyle. James nie eksploruje trudnego dzieciństwa mężczyzny, ani jego relacji z Dominą czy późniejszych podbojów miłosnych z innymi Uległymi. Nie dowiemy się niczego nowego! Dialogi, słynne powiedzonka i identyczne sceny wypełniają niemalże sześciuset stronicowy tom. Czyli krótko mówiąc - w kwestii opowieści można przeczytać recenzję
Pięćdziesięciu twarzy Greya".

Tak, ta „kultowa” scena z tamponem też zajmuje zaszczytne miejsce w umyśle Christiana.

„Grey” to przepisane „Pięćdziesiąt twarzy Greya” z okazjonalnie dorzuconą króciutką retrospekcją, która właściwie niczego nie wnosi. Obietnica „świeżej perspektywy” jest paskudnym kłamstwem, bo nie dość, że to odgrzewany kotlet, to na dodatek śmierdzi zepsuciem i zgnilizną. Poprzednie trzy tomy jakoś dawały sobie radę w odpieraniu zarzutów krytyków dotyczących gloryfikacji przemocy. „Grey” nie ma już żadnego argumentu, by sobie pomóc. To erotyk wypełniony pogardą w stosunku do kobiet, idealizowaniem toksycznego związku i pokracznym, skrzywionym obrazem relacji BDSM.

Dmuchane lale, czyli jakim cudem ten mizogin podbił serca czytelniczek?

W „Pięćdziesięciu twarzach Greya” Christian był tajemniczy, małomówny i nie zdradzał zbyt wiele ze swoich myśli.

Szkoda, że autorka postanowiła to zmienić.

Teraz zajrzeliśmy do głowy Szarego i resztki jakiegokolwiek uroku prysły. Przystojny, młody i zraniony zamienił się w obrzydliwego, chamskiego gbura. Jeśli po przeczytaniu „Greya” jakaś czytelniczka nadal będzie się w nim podkochiwać, to zwątpię – nie wiem jeszcze w co, ale zwątpię. Jak można marzyć o facecie, który ma tak niezdrowy, lekceważący stosunek do płci przeciwnej i zdradza cechy psychopatycznego zaburzenia osobowości*? Kobiety w świecie Greya składają się wyłącznie z dziur, w które może… ekhem… wpychać różne rzeczy i definiuje je (kobiety, nie dziury) na podstawie jednej cechy – albo z nim sypiają, albo desperacko pragną to zrobić. Nie mają charakteru ani zainteresowań czy doświadczenia w firmie, nie robią nic pożytecznego i wartościowego. Normalnie dmuchane lale. Christian jest święcie przekonany, że absolutnie wszystkie chcą z nim uprawiać seks i kipią z pożądania, gdy tylko przechodzi obok. Ok, nawet jeśli dziewczyny tak na niego reagują, to raczej powinno to podbudować jego ego, a nie dawać mu powód do umniejszania im. Wystarczy, że na niego spojrzą bądź z uśmiechem spełnią jego polecenie i już w myślach miesza je z błotem, jako idiotki, które mają tylko jeden życiowy cel – zaliczyć Szarego. Koleś, to że kobieta jest dla ciebie miła, wcale nie znaczy, że chce ci się dobrać do rozporka! Wyobrażacie sobie taką sytuację w prawdziwym świecie? Mężczyzna traktuje kobietę jak śmiecia, bo była dla niego miła. Zadufanie godne samca alfa byłoby do zniesienia, gdyby nie wręcz chorobliwe chamstwo. W trakcie całej powieści stosunek Greya do kobiet waha się od niepochlebnych myśli do otwartej złośliwości. Poproszona pracownica podaje kurtkę? Myśli Greya: „Boże, jaka ona głupia, jak się narzuca, desperatka chce mi się przypodobać, idź do diabła ty flądro!”. Asystentka przynosi kanapkę bez sosu? Co mówi Grey: „Wylać idiotkę, zaraz, teraz, natychmiast!”. To oczywiście nie są dosłowne cytaty, ale dawka jadu jest niezmienna. Upatrzył sobie biedną dziewczynę i z mściwą satysfakcją obserwował jej potknięcie. Jednak nie ona jedna pada ofiarą „szarego uroku” – Grey czuje się jak dar od Boga, który swoją obecnością robi łaskę wszystkim pracującym dla niego kobietom. Drażni go, że musi z nimi rozmawiać, denerwuje go okrutnie, że musi przebywać w ich obecności i najlepiej byłoby, gdyby klęczały ze spuszczonym wzrokiem i milczały. Co ciekawe, mężczyźni oczami Greya są opisywani poprzez swoje osiągnięcia i doświadczenie, wnoszą coś do historii, są pożyteczni. Aż dziwne, że taką powieść napisała kobieta i jako formę rozrywki skierowała ją do innych kobiet. Zdaję sobie sprawę z tego, że to tylko fikcja, ale o takim podejściu mówimy w kontekście powieści promowanej jako nowoczesna historia miłosna i bohatera określanego mianem idealnego mężczyzny! Ani razu nie pada choćby sugestia, że zachowanie Greya jest nieodpowiednie i na dodatek umniejszane są zjawiska stalkingu i przemocy. James ubiera je w dekoracje flirtu, jako elementy niegroźnej gry wstępnej. Prawda jest taka, że od pierwszej chwili, Christian przejmuje na własność życie Any. Jest wszędzie, przekracza granice i nie szanuje cudzej prywatności.

Wewnętrzna bogini kontra wewnętrzny psychopata

„Art.190a
§ 1. Kto przez uporczywe nękanie innej osoby lub osoby jej najbliższej wzbudza u niej uzasadnione okolicznościami poczucie zagrożenia lub istotnie narusza jej prywatność, podlega karze pozbawienia wolności do 3 lat.

§ 2. Tej samej karze podlega, kto wykorzystuje wizerunek innej osoby lub inne jej dane osobowe w celu wyrządzenia jej szkody majątkowej lub osobistej.

(…) Przykładowe zachowania definiowane jako stalking to śledzenie ofiary, osaczanie jej (np. poprzez ciągłe wizyty, telefony, smsy, pocztę elektroniczną, podarunki) i ciągłe, powtarzające się nagabywanie. Przeszło co trzecia ofiara była śledzona, dostawała niechciane listy, e-maile, smsy, wiadomości głosowe, zaczepiano też i grożono jej przyjaciołom.”**

Grey zachowuje się jak zdesperowana psychofanka z rozdwojeniem jaźni. Ma obsesję na temat seksu i jeśli akurat o nim nie myśli, to o nim śni. Bez przerwy, 24/7. To nie byłoby takie groźne, wystarczy zajrzeć do książek Emmy Chase, która z humorem podeszła do stereotypowego postrzegania umysłu mężczyzny, ale za to w „Greyu” mamy do czynienia z rasowym seksualnym drapieżcą i stalkerem. Po pierwszym spotkaniu z Aną, Grey zleca detektywowi zebranie wszystkich możliwych informacji na temat dziewczyny. Gdy biedna Ana staje się centrum seksualnej obsesji, Christian najchętniej uwiązałby ją na sznurku i ciągnął za sobą. Nachodzi bohaterkę w pracy, w szkole, w barze i w domu. Kontroluje każdy aspekt jej życia – z kim przebywa i gdzie, o czym rozmawia, co je, jak się ubiera, ile śpi, czym jeździ, jakiego sprzętu elektronicznego używa, a by upewnić się w posłuszeństwie, śledzi ją i obserwuje z ukrycia. Gdziekolwiek by nie była – znajdzie ją i to wcale nie z wykorzystaniem legalnych metod (cytat z powieści - „Znalazłbym cię. Potrafię namierzyć twoją komórkę, pamiętasz?”). Jeśli Any przy nim nie ma i w tej samej sekundzie nie odpisuje na maila, Grey od razu myśli, że dziewczyna została ciężko ranna bądź że go zdradza. Bo jak powszechnie wiadomo, kobieta ma wbudowane tylko dwie opcje – bycie uwodzoną albo bycie niewydarzoną. Na naukę, pracę, hobby czy spotkania z przyjaciółmi nie ma miejsca w świecie Pana Szarego. Bez przerwy nęka ją mailami, smsami i telefonami. Gdy w mailu Ana zapomina o dołączeniu graficznego symbolu całusa (x, skrót od xoxo, co równie dobrze można zamknąć w emotikonie :* ), Grey wpada w ciężką depresję i myśli, że to koniec związku. Nie żartuję, coś takiego naprawdę ma miejsce. Również jego obsesja na temat jedzenia wspina się na szczyty absurdu – gdy obserwuje wymiotującą Anę, zdaje sobie sprawę z tego, że dziewczyna wcześniej niewiele jadła. Tak, wyczytał to z czujnej obserwacji wymiocin. Christian nie czuje żadnych wyrzutów sumienia z powodu szantażowania i manipulowania naiwną, niedoświadczoną dziewczyną. Gdy Ana jest zirytowana faktem, że bez przerwy ją śledzi, on nie rozumie jej złości. No bo co w tym złego? Wykorzystując jej kompleksy, okłamuje ją i wmawia, iż wszyscy uważają, że jego postępowanie jest jak najbardziej w porządku. I największa perełka – w ogóle jej nie kocha i nie szanuje. Od początku do końca powieści relacja z Aną służy wyłącznie jego zaspokojeniu i traktuje ją jak transakcję biznesową. Poza tym, Grey grzebie w prywatności wielu osób. Przyjaciel Any również pada jego ofiarą – mężczyzna zleca znalezienie „brudów” na niego. Po co mu to? Co chciałby z tym zrobić? Przeczytajcie przytoczony fragment kodeksu. Coś wam świta? Każda osoba, która troszczy się o Anę bądź okazuje jej względy i chce odciąć ją od Greya, jest traktowana jak niepoważna i na dodatek jest obrażana przez Pana Perfekcyjnego. Im bardziej ktoś mu zawadza, tym więcej energii wkłada w to, by się go pozbyć. I w tej powieści to jego zachowanie jest normalne; nawet terapeuta ma głęboko gdzieś fakt, ze jego pacjent wymaga ścisłego leczenia a nie okazjonalnej pogawędki.

W „Pięćdziesięciu twarzach Greya” liczne odwołania Any do wewnętrznej bogini były równie zabawne, co irytujące. W „Greyu” odwołania Christiana do jego penisa albo samego siebie są tylko wkurzające. Bohater traktuje swoje prącie jako osobny byt, który wyraża zadowolenie, zgadza się z właścicielem i ma ulubione dźwięki (cytat z powieści - „Gwałtowny wdech jest muzyką dla mojego fiuta”). Charakterystykę bohaterów można zamknąć w takim obrazku: Ana składa się z ust, które na górnej wardze mają oczy, a z dolnej wyrastają nogi, bo poza przygryzaniem, przewracaniem i rozkładaniem nic innego nie robi. Z kolei Christian to penis owinięty krawatem i marynowany w winie, które popija co dwie strony.

Portret psychologiczny bohatera leży, kwiczy, zdycha i jeszcze dostaje kilka razy batem. Dawno nie widziałam tak pięknej niekonsekwencji w kreowaniu charakteru postaci. Grey jest bardzo pewnym siebie samcem alfa, playboyem świadomym urody i tego, jak wpływa na kobiety, choć jednocześnie jest zagubiony i czuje się niepewnie. Tutaj nie chodzi o rozdźwięk pomiędzy jego umysłem, a tym, jak postrzega go świat. Nie ma w tym żadnej pozy, Christian po prostu taki jest. Czuje się dobrze ze sobą, bo czuje się źle ze sobą. Kocha siebie tak mocno, bo tak mocno siebie nienawidzi. Normalnie co za fenomen, ma dwa różne charaktery! W zależności od tego, których cech potrzebuje scena, autorka naprędce wymyśla nowe usposobienie Greya. Gdyby bohater udawał pewnego siebie, ale wewnątrz czuł się zagubiony - to bym zrozumiała. Jednak tutaj nie mamy do czynienia z czymś takim; Christian wspina się na wyżyny pewności siebie, jednocześnie opadając na dno zakompleksienia.

I nawet nie zaczynajmy mówić o stronie językowej powieści. Nie widać żadnej poprawy w stosunku do „Pięćdziesięciu twarzy Greya”, rządzą prostota i powtórzenia. „Grey” jest jeszcze gorszy niż „Pięćdziesiąt twarzy”; to zwyczajne (i bezczelne) kopiuj-wklej które żeruje na popularności trylogii i filmu. Jeśli autorka przepisze dwa kolejne tomy, to będzie oznaczało tylko tyle, że nie ma żadnego szacunku do swoich czytelników.

Gdyby taka historia miała miejsce w rzeczywistości, Christian Grey stanąłby przed sądem, zaś Ana wystąpiłaby o zakaz zbliżania. Perspektywa panny Steele czerpała z kobiecych fantazji erotycznych, dzięki czemu książki osiągnęły oszałamiający sukces; perspektywa pana Greya jest jakby żywcem wyrwana z thrillera psychologicznego i krzywdzi zarówno bohaterów, jak i czytelników. 


Nie wiem, jaki tytuł będzie hitem 2015 roku, ale z pewnością znalazłam godnego kandydata do tegorocznego kitu.

___________
* http://psychiatria.mp.pl/zaburzenia_osobowosci/show.html?id=71276
https://pl.wikipedia.org/wiki/Osobowo%C5%9B%C4%87_dyssocjalna
**http://nawokandzie.ms.gov.pl/numer-3/wokanda-3/paragraf-na-stalkera.html
https://pl.wikipedia.org/wiki/Stalking

!Cytaty z powieści to amatorskie tłumaczenia i mogą różnić się od gotowego polskiego przekładu.

Dla osób, które znają język angielski - artykuł Buzzfeeda z najbardziej niedorzecznymi cytatami z książki: http://www.buzzfeed.com/scottybryan/i-read-the-new-50-shades-book-and-it-is-absolutely-batshit#.nrZwnJ9pG

30 komentarzy:

  1. Świetna opinia, nie czytałam Greya w żadnej wersji, ale uwielbiam czytać różne jego opinie, są niezwykle skrajne. ;) Ciekawe, czy pozostanie ktoś zakochany w Greyu, oj ciekawe... ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki za opinię, teraz wiem, żeby za tę książkę się nie zabierać - przeraziła mnie nie na żarty wizja tego, co drzemie w jego umyśle i w jaki sposób pisarka to opisała. A nie wydawał się taki groźny, przynajmniej nie, aż tak, a tu proszę ;) i ten stosunek do kobiet, godny pożałowania - jak tak można!

    OdpowiedzUsuń
  3. O szlag, lubię trylogię i miałam sięgać też po tę książkę, ale teraz chyba jednak się wstrzymam, by niczego sobie nie popsuć.

    OdpowiedzUsuń
  4. oooo. A ja naprawdę myślałam, że autorka tym razem wzbije się na wyżyny swoich umiejętności i napisze nam piękny portret psychologiczny Greya. Pani James wiedziała co przeszkadza czytelnikom w jej powieściach, więc teraz nauczona doświadczeniem powinna to zmienić. Ehh. Ludzie i tak to kupią...

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak na razie przeczytałam tylko pierwszy tom i naprawdę jestem zadowolona, ale dlatego, że ktoś już w końcu pokusił się o korektę. Co do powyższej książki nie wiem co mam myśleć, bo najpierw jednak muszę się zapoznać z kolejnymi dwoma tomami. Jednak mimo wszystko chciałabym sprawdzić na własnej skórze czy rzeczywiście jest to kit i zadziała na mnie destrukcyjnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Takie recenzje to ja lubię - z pazurem! :D

    Zdecydowanie... hmmm... dlatego trzymam się z daleka od całej trylogii!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja przeczytałam 50stron pierwszej części i odpuściłam, bo owe dzieło pisane jest tak tragicznym językiem, że nie da się przez to przebrnąć.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie czytałam nawet pierwszego tomu, więc nie wypowiem się.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie zamierzam sięgać po książki tej pani, bo po recenzjach mam wrażenie, że wiem o nich wszystko. I niestety nie jest to wiedza, którą chciałabym zgłębić.

    OdpowiedzUsuń
  10. Kontrowersyjna jest cała trylogia ,więc z ciekawości ją przeczytałam ,ale nie zrobiła na mnie wrażenia i raczej nie chcę poznać historii z punktu widzenia Greya.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja nawet nie przeczytałam pierwszowzoru, więc na pewno odpuszczę sobie również tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobnie. Więc na pewni nie przeczytam, ani jednego ani drugiego ;)

      Usuń
  12. Nigdy nie planowałam czytać tej słynnej trylogii, z pewnością nie sięgnę i po tę publikację ;) To zupełnie nie moja bajka! Pozdrawiam serdecznie :))

    OdpowiedzUsuń
  13. A ja lubię Greya i chętnie sięgnę po tę cześć. Zastanawiałam się czy zakupić anglojęzyczną wersję, le zobaczyłam cenę i odpuściłam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. To coś zdecydowanie nie dla mnie, ale miło było poczytać sobie twoją opinię :)
    Moje-ukochane-czytadelka

    OdpowiedzUsuń
  15. Dziękuję Ci za tą recenzję- serdecznie się uśmiałam! :-) No i cóż nie mam zamiaru sięgać po ten tom, ani po żaden poprzedni. Jestem już tak zniechęcona, że chyba nie dałabym rady dobrnąć nawet do połowy :-P
    Pozdrawiam!
    W Krainie Absurdu

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja podziękuję i trzymam się z daleka :D Greyowi mówimy stanowcze NIE! :D

    Bookeaterreality

    OdpowiedzUsuń
  17. Z uśmiechem czytałam tę recenzję ;)) Książek w ogóle nie czytałam,ale parę cytatów wystarczyło bym jż nigdy się na to nie zdecydowała...''Ana składa się z ust, które na górnej wardze mają oczy, a z dolnej wyrastają nogi, bo poza przygryzaniem, przewracaniem i rozkładaniem nic innego nie robi. Z kolei Christian to penis owinięty krawatem i marynowany w winie, które popija co dwie strony.'' -Boże,jesteś genialna! :D <3

    OdpowiedzUsuń
  18. Czytałam tego Greya, a właściwie próbowałam.. O ile pierwsza część była przynajmniej śmieszna, to tu było po prostu potwornie nudno - serio, prawie nic nowego, a jak już, to raczej zniesmaczało. Wybaczam jeszcze ludziom, którzy czytają trylogię, bo potrzebują jakieś luźnego czytadła (wszyscy mamay guilty pleasure!), ale tutaj nawet fani powinni być niezadowoleni.

    OdpowiedzUsuń
  19. Naprawdę fantastyczna recenzja, która daje do myślenia nawet fanom twórczości autorki. Przeczytałam Greya i trylogia przypadła mi do gustu, choć pierwsza część moim zdaniem była najsłabsza. Pewnie przeczytam z ciekawości, ale poczekam na e-book. Z twojej recenzji wynika, że szkoda wydawać pieniądze na papierową. Ciekawi mnie jak będzie wyglądam przekład na polski. Ciekawi mnie bardzo czy autorka ma zamiar napisać całą trylogię z punktu widzenia Christiana.

    OdpowiedzUsuń
  20. To prawda, że teraz mnóstwo książek jest z perspektywy drugiej strony. Jeszcze się na żadną nie skusiłam, nawet na J.Lynn, którą bardzo lubię. Książki o Grey'u dobrze wspominam, umiliły mi kiedyś podróż poślubną. Zastanawiałam się nad przeczytaniem powyższej pozycji, myślałam, że poznamy jakoś głębiej przeszłość Christiana, a tu jednak NIC CIEKAWEGO. Naprawdę szkoda:(

    OdpowiedzUsuń
  21. Przeczytałam całą trylogię i szczerze mówiąc czytało mi się ją bardzo szybko, choć przy trzeciej części trochę mnie już ta historia znudziła a wszystko stało się bardzo przewidywalne. Uważam, że ta trylogia wcale nie jest dobra, ponieważ autorka niczym się w tych książkach nie popisała. Także tę książkę raczej sobie odpuszczę. :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Mam nadzieję, że wszystkie fanki Greya przeczytają tę książkę i przestaną bronić trylogii twierdząc, że ta seria ma jakąś głębię. Doczytałam do 200 strony ebooka pierwszej części, dalej nie dałam rady ze względu przede wszystkim na język i słownictwo w książce. Co za grafomania... Ponadto bardzo niepokojące jest, że zachowania psychopatyczne i socjopatyczne są uznawane za normalne. Niestety mam w rodzinie takiego "Greya" i dziewczyna na widok tej osoby rzyga i chce tylko się od niego uwolnić.

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie wiem jak można zachwycać się Greyem, więc ani myślę by sięgać po to coś, zwłaszcza, że jak sama piszesz jest nieciekawe. Swoją drogą jak można wydać tak słabą serię i jeszcze dołożyć do niej badziew oczami tego głupka, o litości!

    OdpowiedzUsuń
  24. Przepiękny tekst, skręcałam się ze śmiechu, choć teraz wcale mi do śmiechu nie jest...Myślałam (chyba jak większość fanek Greya), że ta książka to będzie rozbudowanie przeszłości i byłych związków Greya. A tak wychodzi na to, że to spowiedź psychopaty i kolejna cegiełka budująca majątek James. Szkoda...

    OdpowiedzUsuń
  25. ło matko, nie nie i jeszcze raz nie :D Czytałam jedynie 1 tom i bardzo żałuję ! Recenzja boska haha, w życiu nie sięgnę po tę ,,wspaniałą" książkę:)

    OdpowiedzUsuń
  26. Świetna recenzja! Ale troszkę mnie zawiodłaś, ba nawet bardzo. Myślę, że sukces autorkę troszkę połechtał (zarówno książkowy i filmowy), pieniążki przybyły to po co wysilić troszkę makówkę? Ech, a lubiłam Greya...Ale jeżeli tutaj z takiego całkiem fajnego Szarego, zmienia się w gbura i nie ma nic a nic o jego pierwszej dominie, czy dzieciństwie...To ja chyba podziękuję, chociaż z lekkim bólem serca, bo naprawdę liczyłam na coś bardziej spektakularnego (jak na książki naprawdę niewysokich lotów oczywiście ;) )

    OdpowiedzUsuń
  27. Przeczytałam Twoją recenzję na lubimyczytac.pl i postanowiłam zajrzeć tutaj, żeby ją skomentować, bo jest po prostu świetna! :D Wiedziałam, że autorka nie udźwignie tematu psychiki Greya. Mnie wystarczyły krótkie fragmenty, jakie twórcy BuzzFeed przeczytali na YouTube, by wiedzieć, że ta książka będzie totalną szmirą.
    Gratuluję charakterystyki postaci - wyobraziłam sobie Anę składającą się z ust, oczu i nóg oraz Greya jako marynowany w winie penis w krawacie i nieźle się uśmiałam. :D Jesteś genialna! :D

    OdpowiedzUsuń
  28. Ja również właśnie przeczytałam Twoją opinię na Lubimy Czytać i postanowiłam ją skomentować. Dziękuję Ci - za to że dzięki Tobie nie wyrzucę pięniędzy w błoto :) Przyznam się - ja też miałam pewne oczekiwania wobec tej książki i po cichutku liczyłam na rozbudowanie pewnych wątków i dobry psychologiczny portret bohatera - jak widzę skończyło się jak zwykle. Nie mam ochoty zajmować swojego umysłu więcej tą historią i raz na zawsze zamknę temat Greya. A już już prawie ją kupiłam.

    OdpowiedzUsuń
  29. Pożyczę kawałek tego tekstu do czwartkowego posta ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń