10 cze 2015

„A Court of Thorns and Roses” - Sarah J. Maas


Tytuł: A Court of Thorns and Roses
Autor: Sarah J. Maas
Wydawnictwo, rok wydania: Bloomsbury, 2015
Ilość stron: 416

Polskie wydanie
„A Court of Thorns and Roses”zostanie wydane w Polsce przez wydawnictwo Uroboros, prawdopodobnie jeszcze w tym roku


~~***~~




Nawet najpiękniejsza ma bestię za skórą 
 
„Retellings” czyli opowiedziane na nowo baśnie bądź mity – bardzo często przypisywane do gatunku Young Adult - są szalenie popularne za granicą. W Polsce pojawiło się kilka przedstawicieli tej kategorii; głównie do głowy przychodzi „Bestia” Aleksa Flinna oraz serie „Podwieczność” Brodi Ashton i „Saga Księżycowa” Marissy Meyer. Teraz do zagranicznego grona dołączyła nowa powieść: „A Court of Thorns and Roses” Sarah J. Maas, autorki serii „Szklany Tron”, który zyskał wielu fanów również w Polsce.

„Porywająca, zmysłowa seria pióra bestsellerowej autorki Sarah J. Maas, łącząca podania o wróżkach z historią Pięknej i Bestii.

Kiedy dziewiętnastoletnia łowczyni Feyre zabija w lesie wilka, zjawia się bestia i domaga się zadośćuczynienia za zbrodnię. Uprowadzona do zdradzieckiej, magicznej krainy, którą zna tylko z legend, Feyre odkrywa, że jej porywacz nie jest zwierzęciem – jest Tamlinem i należy do rasy niebezpiecznych, nieśmiertelnych wróżek, które niegdyś rządziły tym światem.

W trakcie pobytu na dworze, uczucia Feyre do Tamlina zamieniają się z lodowatej niechęci w ognistą pasję, która wypala każde kłamstwo i ostrzeżenie, jakie usłyszała na temat pięknego, niebezpiecznego świata Fae. Jednak gdy starożytny, nikczemny cień rozprzestrzenia się nad krainą wróżek, Feyre musi znaleźć sposób, by go zatrzymać… inaczej skaże Tamlina i jego świat na coś o wiele gorszego od zagłady.”
Źródło: Bloomsbury, tłumaczenie opisu: własne

Historia Feyre rozpoczyna się dość standardowo – nie tylko dla retellingu, ale dla fantastyki młodzieżowej w ogóle. Oto mamy pochodzącą z wioski młodą dziewczynę, która stanowi podporę swojej rodziny. Troszczy się o krewnych, zdobywa pożywienie, wiedzie proste, pozbawione spektakularnych czynów życie. Wielka historią ją omija, o życiu poza znanymi czterema kątami dowiaduje się od przejezdnych handlarzy. Do czasu, aż jedno wydarzenie odmienia jej los. Czy nieobiecujący początek w tym przypadku jest wstępem do czegoś zdecydowanie lepszego? 


Książkę można podzielić na dwie części, które różnią się od siebie atmosferą i tempem rozwoju wydarzeń. Początkowo opowieść toczy się nieśpiesznie, zwrotów akcji jest raczej niewiele. Tajemnice i magia powoli przesączają się przez ogrodzenie do pałacowych ogrodów; poznajemy świat poprzez perspektywę dziewczyny, która wychowała się na opowieściach o okrutnej naturze wróżek. Jej życiem na dworze kieruje strach i nienawiść do obcego gatunku. Mimo upływającego czasu, każdy dzień podobny jest do poprzedniego. Ze strzępek rozmów i śladów skrywających się w murach dworu oraz w otaczającym go lesie, Feyre układa własną mapę, której białe ślady wypełniają geografia i historia. Z czasem, stopniowo, pojawia się coraz więcej magii, historia przestaje skupiać się na Feyre i Tamlinie i zaczyna zataczać coraz szersze kręgi. Pojawiają się nowi bohaterowie, nowe wątki – czytelnik coraz mocniej wplątuje się w magiczne linie, które tkają opowieść. Im dalej w las… tym większe niebezpieczeństwo. W okolicach drugiej połowy powieści, zagłębianie się w mroczną baśń nabiera rozmachu, wzrasta niepokój. Akcja zdecydowanie przyśpiesza i znikają jasne barwy Wiosennego Dworu. Potyczki ze złem rządzą się własnymi prawami. Zarówno pierwsza, jak i druga połowa są rewelacyjne, choć przyznam szczerze, że gdyby pisarka zdecydowała się w pierwszym tomie pisać wyłącznie o życiu Feyre na dworze Tamlina, to mogłoby zepsuć całą powieść. W trakcie lektury szczególnie tego się obawiałam. Na szczęście niemalże idealnie odmierzyła wszystkie elementy. Udało jej się zachować równowagę, w odpowiednim momencie wprowadzając zmiany i kierując historię na nowe tory. Maas potrafi opowiadać i zauroczyć czytelnika tak, jak robią to wykreowane przez nią wróżki i elfy – nawet jeśli akcja jest senna i nie oszałamia rozwojem wydarzeń, styl autorki sprawia, że czytelnik z zainteresowaniem przewraca kolejne strony. Jednak pisarka nie nadużywa swojego daru i nie zadowala się historią-wydmuszką. W końcu nawet najpiękniejsze opowiadanie o niczym pozostawia uczucie pustki. W „A Court of Thorns and Roses” nie trzeba się tego obawiać. Maas stopniowo odsłania kolejne historie – konfliktu ludzi i wróżek oraz wewnętrznych walk, które targają magiczną krainą. Wykorzystuje przy tym konwencję baśni, ale nie jest jej całkowicie wierna. Przede wszystkim porzuciła prostotę i nieskomplikowaną konstrukcję fabuły. Pojawiają się za to klasyczne motywy, które stają się podporą „A Court of Thorns and Roses” i to właśnie od nich autorka dalej rozwija historię. To, co znane, staje się pożywką dla jej wyobraźni. Również wiele elementów znanych bezpośrednio z „Pięknej i Bestii” znajduje swoje odzwierciedlenie w powieści i one również padły ofiarą pomysłowości pisarki. Oszpecająca klątwa i uzdrawiająca siła miłości są zaledwie trybikami w całej historii, ciasno złączonymi z niepowtarzalnymi rozwiązaniami. Jak na baśniową opowieść przystało, „A Court of Thorns and Roses” zawiera w sobie pewną dawkę przewidywalności. Walka dobra ze złem ma oczywisty koniec, ale to wcale nie znaczy, że jej obserwowanie nie jest w stanie nas pochłonąć. Wszelakie dworskie gierki, intrygi, rozwój nowych relacji, które łączą bohaterów i barwny, magiczny świat sprawiają, że lektura nas wciąga i nie wybiegamy myślami w przyszłość.

Co ciekawe, w „A Court of Thorns and Roses” pojawiają się momenty zabarwione romansem i erotyką, więc w tym ujęciu mamy do czynienia z powieścią, która wykracza poza tradycyjne postrzeganie młodzieżówek. W żadnym wypadku nie chodzi o szczegółowo opisaną cielesność – to nie erotyka, jaką znamy z obyczajowego New Adult, w porównaniu do niego recenzowana powieść zawiera jedynie wzmianki - ale jednak cielesność jako taka pojawia się. Chemia pomiędzy Feyre i Tamlinem jest świetnie opisana i co najważniejsze - przekonująca. Na dodatek nie jest to jedyna para, która skutecznie podgrzewa atmosferę. I jak nie znoszę trójkątów miłosnych, tak mam nadzieję, że w kolejnych tomach takowy zobaczę. Bo Maas potrafi. Potrafi obrócić znienawidzony motyw przeciwko mnie i sprawić, że chcę o nim czytać. Nie wiem, jak dokładnie określić recenzowaną powieść, ale raczej nie jest to typowe Young Adult. Począwszy od wieku bohaterki, poprzez zmysłowe nacechowanych niektórych scen oraz podszycie brutalnością innych, kończąc na zachowaniach bohaterów – jest to powieść, która wykracza poza YA i może również trafić do nieco starszego czytelnika.

Przypadł mi do gustu fakt, że pisarka dba o detale związane z bohaterami. Feyre jest utalentowaną malarką i przykłada wagę do otaczających ją barw czy szczegółów, które stanowią o całości. Ponieważ poznajemy świat jej oczami, styl powieści jest bardzo plastyczny, ukierunkowany na umysł dziewczyny, która jednocześnie jest czujną łowczynią, jak i wrażliwą artystką. Bohaterka postrzega rzeczywistość jak wielki obraz – tym barwniejszy, im więcej magii w nim dostrzega. Jednak detale nie są wyłączną domeną postaci - Maas tak samo skupiła się na magii – a raczej Magii. Zrodzone z niej stworzenia, zasady, obrzędy, historie są nierozerwalnie splecione z istnieniem tytułowego dworu. 


Jest to pełna historia, którą z powodzeniem można zamknąć w jednym tomie, ale z drugiej strony zmarnowano by barwny świat i intrygujących bohaterów drugoplanowych, dlatego z zainteresowaniem oczekuję na to, co przyniesie drugi tom. Rzekomo ma bazować na micie o Persefonie i Hadesie. Intryguje mnie to jak diabli, bo po finałowych rozdziałach „A Court of Thorns and Roses” wiem, że Maas potrafi wszelkie dekoracje przerobić na swoją modłę, tym samym zaskakując czytelnika. Niestety, na razie pozostaje tylko udręka, bo na kontynuację przyjdzie poczekać okrągły rok. Dobrze, że w międzyczasie mogę sięgnąć po serię „Szklany Tron”, którą do tej pory ignorowałam. Twórczością Maas powinnam zainteresować się zdecydowanie wcześniej.

„A Court of Thorns and Roses” to powieść, na którą warto było czekać. Sarah J. Maas spełniła moje oczekiwania, budowane na relacjach innych czytelników. Jej najnowsza książka to kwintesencja baśniowych, mrocznych opowieści, które potrafią zauroczyć i wciągnąć do swojego świata. Jak przystało na historię z różami i cierniami w tle, romans łączy się z walką, piękno z brutalnością, a intrygi z prawdą – zaś wszystko splata ze sobą nieokiełznana, prastara magia.

____________
źródła:
http://thebookhangover.tumblr.com/post/120429846614
http://acotarfans.tumblr.com/
http://sjmaas.tumblr.com/post/117032656153/thelastmorozova-a-court-of-thorns-and-roses

27 komentarzy:

  1. Nie miałam jeszcze okazji zapoznać się z twórczością tej autorki, ale chyba zacznę od "Szklanego tronu" :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Najpierw chyba przeczytam Szklany Tron, ale z tym tytułem również mam zamiar się zapoznać, bo same pochwały na zagranicznym booktubie o niej słyszę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja po "Szklany tron" dopiero sięgnę, przynajmniej zapełnię rok czekania na drugi tom ACOTAR :).

      Usuń
  3. Jestem ogromną fanką "Szklanego tronu" dlatego bardzo ciekawi mnie tzw. "ACOTAR" :) Niezmiernie cieszę się, że wydawnictwo Uroboros postanowiło wydać kolejną książkę tej świetnej autorki. Mam nadzieję, że zachowają okładkę, a może nawet dostaniemy ją w twardej wersji :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twarda wersja i zdobienia - to dopiero byłaby książka rodem z baśni :). Ciekawi mnie polskie wydanie, bo poprzednia seria zachowała oryginalne grafiki.

      Usuń
  4. Jestem w połowie lektury, ale muszę przyznać, że naprawdę zapowiada się rewelacyjnie. Maas ma rękę i faktycznie dba o swoje książki z precyzją godną pozazdroszczenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie czekam na twoje wrażenia z lektury! :)

      Usuń
  5. Bardzo mnie cieszy taka twoje opinia :D Uwielbiam nowe adaptacje baśni (nawet troszkę "na siłę" upchnęłam je w swoim licencjacie - pisanym co prawda po niemiecku, ale praca po ang akurat nie była z literatury). Jeśli chodzi o "Szklany Tron" to trochę się zawiodłam na Maas, ale drugi tom serii zakupiłam (po promocji - ale zawsze). Ale podjąć się nowe adaptacji baśni i zrobić to w sposób, który ucieszy czytelnika - to spory plus! Wpisuję na listę do przeczytania :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bazując na opiniach innych czytelników, muszę ci powiedzieć, że "ACOTAR" do "Szklanego tronu" trudno porównać - jedni wierni fani go pokochali, innym się nie spodobał, u "nowicjuszy" było tak samo. W sumie jest niezły rozstrzał, bo albo przyznają 2/5 albo 5/5. Widać Maas w jakiś sposób jest specyficzna :).

      Usuń
  6. Cieszy mnie, że pojawiają się momenty zabarwione romansem i erotyką, gdyż ja uwielbiam takie wątki, dlatego chętnie sięgnę po powyższą książkę jeśli tylko ukaże się w polskim wydaniu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo się cieszę, że Ci się podobało! I w pełni się zgadzam z Twoją recenzją :) Bierz się za Szklany tron, jak dla mnie, mimo wszystko, jest odrobinę lepszy :D No i pisany w 3 osobie, więc historia jest pełniejsza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno sięgnę po "Szklany tron", bo po tym pierwszym spotkaniu polubiłam Maas. No i chyba nie muszę mówić, że w drugim najbardziej czekam na Rhysanda? :)).

      Usuń
  8. Dalej nie zapoznałam się ze "Szklanym tronem", więc najpierw zacznę od niego. A na tą książkę poczekam, aż ukaże się w języku polskim :)
    Pozdrawiam, Mz.Hyde

    OdpowiedzUsuń
  9. ''Szklany tron'' jeszcze przede mną, ale nawet jeśli nie spodoba mi się ta pozycja sięgnę po A court of thorns and roses, bo baśnie, bajki, legendy - wszystko to wypełniało moje dzieciństwo, przez co z chęcią sięgam po takie historie. :)
    mam nadzieję, że wydawnictwo zdąży wydać książkę jeszcze w tym roku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Według wpisu na Facebooku książka ma pojawić się w tym roku, ale wiadomo - przesuwanie premier nie jest rzadkim zjawiskiem...

      Usuń
  10. Cieszę się, bo jest w moim koszyku na Amazonie i chyba muszę szybciej zrealizować zamówienie! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawi mnie, jak ty ją odbierzesz :).

      Usuń
  11. Ciekawa jestem jaką będzie miała okładkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy "Szklanym tronie" i reszcie serii postawili na białe, brytyjskie edycje, więc jeśli będą wierni temu stylowi, to okładka powinna nieznacznie różnić się od powyższej, która również należy do brytyjskiego wydania. Czas pokaże :).

      Usuń
  12. Z opowiadanymi na nowo baśniami i mitami chyba nie miałam jeszcze do czynienia. Co prawda w 'Z ciemnością jej do twarzy' było jakieś odniesienie do mitologii, ale to chyba jeszcze nie to... W każdym razie cieszę się, że takie gatunki wprowadza się na polski rynek wydawniczy, bo to bardzo wdzięczny i intrygujący pomysł, a historia, którą opisujesz brzmi nader ciekawie. Uwielbiam, gdy bohaterowie są dokładnie i plastycznie odmalowani. Dzięki takim zabiegom od razu bardziej wierzę w historię, którą czytam.

    No i tak bardzo cieszę się, że ktoś uskutecznia czytanie w oryginale. Sama stanowczo zbyt rzadko się za to zabieram.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie też nieczęsto sięgałam po takie powieści, ale nazwisko Maas mnie skusiło. Ja ostatnio językowo mieszam pół na pół - trochę angielskiego, trochę polskiego. Przyznam, że czytam w oryginale z wygody; nie chciałam czekać na polskie przekłady, które często pojawiają się rok - kilka lat po premierze :).

      Usuń
  13. Ha! Wiedziałam, że Mass nie okaże się autorką jednej powieści. Co prawda troszkę się boję bardzo rozbudowanej fabuły i błądzenia w konflikty itp rzeczy. Zarys nieco przypomina mi Pocałunek Kier, który uwielbiam i już nie mogę się doczekać polskiej premiery. Chociaż roczne oczekiwanie na kontynuację jest przerażające, w dodatku znając Uroboros, pewnie nie będą się spieszyć z wydaniem drugiego tomu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie; historia, konflikty i całe to tło jest opisane nieźle, ale krótko, bohaterowie nie wdają się w wielogodzinne dysputy, więc na pewno nie zbłądzisz :). Wiem, że Uroboros jest o tom do tyłu, przynajmniej ze "Szklanym Tronem" - u nas niedługo trzeci, w Stanach w II połowie roku - czwarty... Dlatego wolę czytanie w oryginale :)).

      Usuń
  14. Muszę przyznać, że Twoja recenzja bardzo mnie zaskoczyła. Nie spodziewałam się tak pozytywnego odbioru tej książki. I gdyby nie wątek miłosny od razu biegłabym po nią do księgarni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wątek miłosny nie jest tak straszny, jakby się mogło wydawać :). Moim zdaniem jest dobrze wkomponowany w całą opowieść.

      Usuń
  15. Cześć, już w poprzedniej notce na moim blogu pisałaś do Mnie, dziękuje serdecznie ;) Szukałam Cię i znalazłam ;))
    Ciekawa książka <33 U Mnie na blogu recenzja http://segrete-parole.blogspot.com/ zostaw opinie, będę wdzięczna.
    Pozdrawiam ! Teraz czytam "W Pierścieniu Ognia" , ostatnio oglądam trzy seriale: Winxclub sezon 6 - jeszcze go wogóle nie obejrzałam, Skazanego na Śmierć - męczę go i męczę. I teraz zaczęłam śmigać "Dawno, dawno temu" świetny serial połączony z najpiękniejszymi baśniami. Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  16. O nieeee, sądziłam że ACOTAR to jednotomówka, a tu po komentarzach widzę, że to kolejna seria ... Matyldo, wkurza mnie Sarah J.Maas ;-), bo ma niezłe pióro i tak mnie przyssało do jej powieści, że normalnie wyobraźnia mi się buntuje i wymyślam własne historie do jej świata (Szklany tron za mną - czekam z utęsknieniem na 4 tom). Ehs, kobita umie przejmująco i niesztampowo pisać. Czekam na Twoje wrażenia po Szklanym tronie - pierwszy tom jest lajtowy, ledwo wstęp do całości, choć emocji nie brakuje, drugi to niezły opad szczęki (jeśli ktoś jest mniej przewidujący), a w trzecim to jak dla mnie najsmaczniejsze do tej pory cudo (w końcu w 3 tomie jest więcej Fae).

    OdpowiedzUsuń