22 maj 2015

„Kiedy cię poznałam” - Cecelia Ahern


Tytuł: Kiedy cię poznałam
Autor: Cecelia Ahern
Wydawnictwo, rok wydania: Akurat, 2015
Ilość stron: 416
Cena: 34,90 zł


~~***~~


Książkę do recenzji udostępniło Wydawnictwo Akurat
Oficjalna recenzja dla portalu Lubimy Czytać
 
http://lubimyczytac.pl/
 


Róż potrafi zmylić, czyli to nie jest kolejna historia miłosna


Okładka
 utrzymana w odcieniach różu i fioletu, z przytulającą się, szczęśliwą parą i hasłem dotyczącym miłości, obudziła jednoznaczne skojarzenia: uwaga romans, a może i nawet romansidło. A potem na dzień dobry przeczytałam to:

Miałam pięć lat, kiedy dowiedziałam się, że umrę.


Amorki, serduszka i westchnienia rozpłynęły się i nie wróciły aż do końca powieści. Przynajmniej nie w takim natężeniu, jakiego się spodziewałam. Oprawa wprowadziła mnie w błąd i nie dostałam tego, czego oczekiwałam, ale jestem z tego powodu zadowolona. Cecelia Ahern po raz kolejny sprawnie poprowadziła historię, zwinnie omijając banał. To już chyba jej znak rozpoznawczy.

Jasmine straciła pracę i teraz jest skazana na rok czekania. Zmuszona przez szefa do wzięcia urlopu ogrodniczego, musi znaleźć sobie zajęcie, nim „wyrok” dobiegnie końca. Zajmowanie się niepełnosprawną siostrą, Heather oraz odwiedziny u kolejnych koleżanek i rodziny nie wypełniają szczelnie wolnego czasu, co powoli zaczyna kobiecie dawać w kość. Swoje frustracje wyładowuje… na przydomowym ogródku. Czas spędzany na ogrodnictwie pozwala również dobrze przyjrzeć się życiu sąsiadów, a jednym z nich jest głośny, bezczelny prezenter radiowy, Matt Marshall. Jasmine ma kilka powodów, by nie znosić Matta – a teraz pojawił się kolejny. Wyrzucony z pracy za wybitnie niesmaczną i skandaliczną audycję, Marshall zaczyna nałogowo pić i awanturować się. Aż chciałoby się powiedzieć: jak dobrze mieć sąsiada, prawda? Zbieg nieprzyjemnych okoliczności sprawia, że drogi Jasmine i Matta krzyżują się. Równie nieoczekiwana co trudna znajomość wnosi do ich codzienności burzę emocji i… pewne uczucia.

W „P.S. Kocham Cię”, „Love, Rosie” i „Stu imionach” Cecelia Ahern udowodniła, że potrafi wplatać uniwersalne zagadnienia w nieszablonowe historie. O miłości, przyjaźni, akceptacji i stracie można opowiadać na różne sposoby – ona wie, jak zainteresować czytelnika i robi to z dużym wdziękiem. Jej najnowsza powieść to potwierdza. Nie zawiodą się ci, którzy szukają dawki optymizmu i afirmacji życia, czyli stałych elementów w prozie tej pisarki. W „Kiedy cię poznałam” akcja zdecydowanie toczy się niespiesznym rytmem, można by rzec – w zgodzie z naturą. Współgra to z historią, w której przyroda odgrywa niebanalną rolę. Interesująca jest narracja, która przybrała oryginalną formę – całą opowieść poznajemy z perspektywy Jasmine, która zwraca się… do Matta. Bezpośrednie „ty” sprawia, że czytelnik staje się bohaterem-obserwatorem, bezwolnie wchodząc w skórę Marshalla.

Początkowo Jasmine jest strasznie irytującą postacią. Rok płatnego urlopu to dla niej tragedia, bo nie ma co ze sobą zrobić. Osobiście polecałabym podróżowanie albo wolontariat, rozwijanie hobby również nie gryzie, prawda? Czytelnika korci, by pokierować kobietą, by wyrwać te chwasty narzekania, zaniedbania i błędów. Oczyma wyobraźni widzimy, jak pięknie Jasmine może rozkwitnąć, jeśli tylko podejmie się pracy nad sobą. I w tym sęk – bo „Kiedy cię poznałam” to przede wszystkim historia przemiany, budzenia się do życia. Cecelia Ahern zasiewa potrzebę zmian, która kiełkuje w kolejnych rozdziałach. Jasmine poświęca się pracy w ogrodzie, co z kolei odzwierciedla zmiany w jej życiu. To dość prosta i oczywista analogia - uprawiania ogródka i praca nad sobą, zmiany pór roku i zmiany w życiu bohaterki. To nieszczególnie powalająca metafora, ale Ahern nadała jej pewną świeżość.

Powieść ma swoją gwiazdę i jest nią… Heather, siostra Jasmine. Przesympatyczna wielbicielka muzyki, która, tak się złożyło, jest dotknięta zespołem Downa. Heather, wbrew temu, co myślą o niej niektórzy, jest zaradna, odpowiedzialna i pracowita. Wiecznie zajęta, wiecznie w coś zaangażowana, sprawia, że pozostali „zdrowi” bohaterowie wypadają bardzo blado na jej tle. Wprost nie sposób nie pokochać Heather za otwartość, troskę i wrażliwość. Poświęcone jej rozdziały czytało się najprzyjemniej, jako że jest ona najciekawszą, najbarwniejszą postacią. Można nawet odnieść wrażenie, że to również najbardziej poukładana bohaterka w całej powieści. Ponieważ poznajemy historię z perspektywy Jasmine, widzimy również konkretne spojrzenie na niepełnosprawność. Ahern postanowiła nie epatować stanem Heather, pokazała za to codzienność z taką osobą – a ta codzienność jest normalna, jakimkolwiek truizmem by to nie było, choć jednocześnie niektóre elementy są dostosowane do potrzeb niepełnosprawnej. Relacja sióstr to jeden z najmocniejszych elementów powieści. Pisarka stworzyła wiarygodną więź, która nie jest taka sama od początku do końca. Metamorfoza Jasmine ma wpływ na jej podejście do Heather. Siostry razem dorastają do pewnych, nie zawsze oczywistych decyzji. Właśnie to wspólne dorastanie trzydziestokilkuletnich kobiet sprawia, że „Kiedy cię poznałam” jest fascynującą lekturą.

„Kiedy cię poznałam” ma też swoją słabą stronę i o dziwo jest nią… miłość. Wątek miłosny zaskoczył mnie, bo spodziewałam się nieco innej pary, ale z drugiej strony muszę przyznać, w oparciu o „Love, Rosie” i „P.S. Kocham Cię”, że Ahern zdarzało się kreować ciekawsze związki i ich historie. Relacja Jasmine i jej partnera jest zwyczajna i nijaka, zupełnie nie czułam pomiędzy nimi chemii. Zastawiam się, czy nie lepiej byłoby pozostawić ich na przyjacielskiej stopie, ukryć miłość w obszarze niedopowiedzenia. Może to byłoby lekiem na pobieżność. Wiem, że pisarka potrafi doskonale portretować nawet najbardziej kapryśne związki międzyludzkie, co udowadnia też w samym „Kiedy cię poznałam”, które przedstawiając barwną paletę relacji, ma również swój wyjątek i jest nim romans Jasmine. Po skończonej lekturze nadal zastanawiam się, po co go wprowadzono i nie bardzo potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Na dodatek zajął on miejsce, które należało się innemu wątkowi – rodzicom Jasmine. Autorka powinna zdecydowanie więcej napisać na ten temat i naprawdę nie miałabym nic przeciwko, gdyby cały ciężar powieści oparto właśnie na wątku rodzinnym. Rodzina patchworkowa, którą dotknęła choroba i śmierć, relacje dorosłych dzieci i rodziców, stosunek krewnych do niepełnosprawności jednego z nich to tematy, które zaintrygowały i zaznaczyły swoją obecność, ale nie rozwinięto ich ponad to.

„Kiedy cię poznałam” to przede wszystkim historia o dojrzewaniu do niełatwej decyzji – by rozpocząć od nowa. Strach przed zmianami sprawił, że bohaterowie zaczęli więdnąć, zamieniając swoje życie w jałowe pustkowie. Jednak w zgodzie z myślą, że nigdy nie jest za późno, im też dano szansę na to, by mogli rozkwitnąć. Pielęgnowanie marzeń nie jest łatwym zadaniem, ale nagroda za ten wysiłek może przekroczyć najśmielsze oczekiwania. Cecelia Ahern po raz kolejny stworzyła inspirującą powieść, w której nie brakuje wzruszeń i humoru.

22 komentarze:

  1. Troszkę naspoilerowaś, ale ogólnie fajna recenzja ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie jedna ze słabszych powieści Ahern :) Spodziewałam się czegoś lepszego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy słabsza, bo nie przeczytałam wszystkich, ale z drugiej strony nie pobiła mojego ukochanego "P.S. Kocham Cię" :)

      Usuń
  3. Nie czytałam żadnej powieści autorki, ale od dłuższego czasu mam w planach Love, Rosie, co do innych książek muszę się zastanowić. Ciekawi mnie wątek siostry chorej na Downa, to może trochę pogłębić powieść. Szkoda nie najlepszego wątku miłosnego.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecałabym "Love, Rosie" albo "P.S. Kocham Cię" - to już takie "klasyki" jeśli chodzi o twórczość Ahern :)

      Usuń
  4. Nie znam jeszcze prozy C. Ahern, ale przeczytałam już tak wiele pochlebnych opinii na temat jej twórczość, że w końcu muszę sama przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam wielką ochotę na tę książkę, bo uwielbiam styl autorki:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Przyznam się,że ja również liczyłam na romansidło,ale chyba jednak zbyt pochopnie osądziłam tą książkę.

    http://czytam-ogladam-recenzuje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Romans zajmuje o wiele mniej miejsca, niż mogłaby to sugerować cała "otoczka" książki.

      Usuń
  7. Ta książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Była niesamowita :). Uwielbiam twórczość Cecelii Ahern.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie ciekawi, co zaserwuje nam w przyszłości, bo z relacji blogerek ze spotkania z Cecelią, podobno zdradziła im, że ma zamiar napisać powieść dla nastolatków :).

      Usuń
  8. Już widzę, że polubię siostrę głównej bohaterki. Książkę mam w planach, choć obawiam się irytującej Jasmine.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heather jest wprost cudowna. Co do Jasmine - z upływem czasu irytuje coraz mnie, także nie musisz się tego obawiać :).

      Usuń
  9. Powieść jeszcze przede mną:))))

    OdpowiedzUsuń
  10. Po cichu liczę, że dostanę ją w prezencie na dzień dziecka bo bardzo chcę przeczytać :D. Ahern zrobiła na mnie dobre wrażenie po "Love, Rosie" i "Gdybyś mnie teraz zobaczył" więc teraz biorę jej książki w ciemno

    Zapraszam do siebie
    http://to-read-or-not-to-read.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Love, Rosie" znam, "Gdybyś mnie teraz zobaczył" - nie, więc gdybym miała porównywać, to powiedziałabym, że "Kiedy cię poznałam" jest nieco słabsze od "Love, Rosie".

      Usuń
  11. Kolejna pozytywna recenzja tej książki :) Okładka mocno sugeruje romans, o wiele bardziej podoba mi się oryginalna wersja :D Ale Ahern to i tak jedna z moich ulubionych pisarek, więc mam nadzieję że wkrótce przeczytam również tę książkę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta okładka mnie zwiodła i w gruncie rzeczy powiem nawet, że nie jest zbytnio adekwatna do treści. Ech, naprawdę muszę przestać sugerować się okładkami :).

      Usuń
  12. Heather dla mnie nie była najważniejszą postacią powieści, o dziwo najbardziej zżyłam się z jasmine i poczułam z nią silną więź, choć nie będę się na ten temat rozpisywać, bo musiałabym tutaj zamieśćić zbyt dużo prywaty ;)
    W każdym bądź razie, choć to nie jest moja ulubiona książka autorki, będę o niej dłuuugo pamiętac ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Miałam identycznie:) Okładka mnie zmyliła i spodziewałam się zupełnie czegoś innego. Może dlatego, że tak się nastawiłam na romantyczną historię, książka bardzo mnie zawiodła. Nie podobała mi się kompletnie, mimo że samą autorkę cenię...

    OdpowiedzUsuń
  14. Ahern czytałam jedynie ,,Love, Rosie", koniecznie chcę poznać pozostałe jej książki :)!

    OdpowiedzUsuń
  15. Ta powieść czeka na moim stosiku, który powoli dobiega końca.
    Recenzja na 5+ :)

    OdpowiedzUsuń