4 kwi 2015

,,Kiedy na mnie patrzysz" - Agata Czykierda-Grabowska [przedpremierowo]

*okładka wstępna, nie posiada uszlachetnienia*
Tytuł: Kiedy na mnie patrzysz
Autor: Agata Czykierda-Grabowska
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: [zapowiedź] 2015 rok
Ilość stron: ok. 490 [ilość stron może ulec zmianie]


~~***~~


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości akcji Polacy nie gęsi i swoich autorów mają

 
„Kiedy na mnie patrzysz” to historia o wypełnionej namiętnością, wielkiej miłości dwojga młodych ludzi. Wszystko zaczyna się od przypadku, który z czasem staje się przeznaczeniem, potem dochodzi do głosu zauroczenie, aż w końcu Karina i Aleksander wpadają w sidła pożądania. Jednak na drodze do szczęścia staje trudna przeszłość, a pogodzenie się z nią nie jest łatwym zadaniem, szczególnie że jedno z nich uważa ją za zamknięty rozdział, do którego nie chce wracać.
 
Karina i Aleksander poznają się przypadkiem w deszczowy wakacyjny dzień, ratując potrąconego psa. Oboje są młodzi i straszliwie samotni. Szybko rodzi się między nimi intensywne, namiętne uczucie, ale na jego drodze stoi tragiczna przeszłość Kariny, tajemnica Aleksandra i ogromna odległość – ona na stałe mieszka w Polsce, on w Kanadzie.

„Kiedy na mnie patrzysz” to poruszająca opowieść o uzdrawiającej mocy miłości, która jest najlepszym lekarstwem na głębokie psychiczne rany, a także o intymności i erotycznej bliskości pomiędzy dwojgiem ludzi.
źródło: Novae Res, opis roboczy może ulec zmianie; jest dostępny na portalu Lubimyczytac.pl

Przyznam, że opis po części wprowadził mnie w błąd. Pojawia się w nim wzmianka o ogromnej odległości dzielącej bohaterów, przez co myślałam, że będzie poruszany temat związku na odległość. W rzeczywistości sytuacja ukazana w „Kiedy na mnie patrzysz” jest nieco inna. Ponadto w powieści łączą się życiowe ścieżki należące nie tylko do Kariny i Aleksandra, ale także do ich krewnych i przyjaciół: siostry Aleksandra, Anny i jej przyszłego męża Jamesa; Marty, najlepszej przyjaciółki Kariny; Adama, w którym Marta podkochuje się nieprzytomnie; Ewy, matki Kariny oraz rodziców i dziadków Aleksandra i Anny. Krzyżujące się więzi podkreślają burzliwy związek Kariny i Aleksandra, w którym nie brakuje zazdrości, niezrozumienia, tajemnic, a także pasji i pożądania. Ich perypetie rozpoczynają się jako wakacyjny romans, ale gdy do głosu dochodzą dawne problemy i rodzinne komplikacje, historia zamienia się w kalejdoskop ludzkich losów.

W „Kiedy na mnie patrzysz” pobrzmiewają echa motywów wykorzystanych w innych historiach miłosnych. Mamy klimaty nawiązujące do Nicholasa Sparksa, które skrzyżowano z popularnymi ostatnio autorkami New Adult, takimi jak J. Lynn czy Sandi Lynn. Czy mi to przeszkadzało? Nie aż tak bardzo, jakby się można było tego spodziewać. Oczywiście wolę być zaskakiwana nieszablonowymi rozwiązaniami, z którymi wcześniej się nie zetknęłam, jednak w przypadku historii miłosnych jestem w stanie znieść pewną dozę typowości. Może to szkodliwa pobłażliwość, ale na widok romansu nie spodziewam się intelektualnej uczty i pochwały oryginalności… Oczekuję za to popkulturowej trójcy: lekko, łatwo, przyjemnie – i właśnie to od „Kiedy na mnie patrzysz” dostałam.

Tutaj również pojawia się pewna refleksja związana z komediami romantycznymi jak i romansami w ogóle – chyba największy (kasowy) sukces odnoszą te, które w jakimś stopniu stanowią „powtórkę z rozrywki”, czy to patrząc z działu blockbusterów czy bestsellerów. Ciągle łakniemy tych samych baśni w nowoczesnych dekoracjach i każda kolejna wersja podoba nam się tak samo, jak poprzednia. Dowód widać powyżej. Najwyraźniej lubimy żyć w zgodzie z powiedzonkiem inżyniera Mamonia.

Myślę, że można określić „Kiedy na mnie patrzysz” mianem polskiego New Adult. Mamy tutaj do czynienia ze stałymi elementami tego nurtu, czyli młodymi, dwudziestokilkuletnimi bohaterami - dobrą dziewczyną i pozornie złym, wytatuowanym chłopcem, łączącą ich wielką, ale i burzliwą miłością, demonami przeszłości, skrywaną tajemnicą, wspólnym leczeniem duchowych ran i podejmowaniem ważnych decyzji odnośnie dorosłego życia. Nie można również zapomnieć o scenach erotycznych, których w powieści nie brakuje. To pozwala mi na stwierdzenie, że „Kiedy na mnie patrzysz” to idealna historia dla wrażliwych romantyczek, szczególnie tych, które cenią sobie romanse w ujęciu New Adult.

Zakończenie powieści bardzo nie przypadło mi do gustu. Jest za mocno utrzymane w klimatach twórczości Nicholasa Sparksa i w moim odczuciu ta historia w ogóle go nie potrzebuje. Za dużo tego "sparksizmu", za dużo. Taki cukierkowy zbieg okoliczności wykorzystano już wcześniej w kilku filmach i powieściach, co również nie przemawia za tym rozwiązaniem. Wystarczyłoby zmienić jedno wydarzenie, przez co zakończenie stałoby się o wiele lepsze, jednocześnie nie tracąc nic ze swojej romantyczności.

„Kiedy na mnie patrzysz” to debiut, który ma kilka słabych stron, ale ogółem przeważają pozytywne wrażenia z lektury. Historia Kariny i Aleksandra to dobry materiał na komedię romantyczną, która pozwala się odprężyć i na chwilę oderwać od codziennego świata. Jest to dobra propozycja dla wiernych czytelniczek literatury kobiecej – szczególnie jeśli lubią czytać o losach wchodzących w dorosłość bohaterów, których połączyło żarliwe uczucie i wywróciło ich świat do góry nogami.

16 komentarzy:

  1. Niestety książka zdecydowanie nie dla mnie... ;) pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mogę podpisać się pod komentarzem wyżej, mnie również raczej ta historia nie przekonuje.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak na razie nie mam ochoty na tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety, ale komedie romantyczne dyskwalifikują dana książkę w moich oczach.

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja jeśli na nią trafię, dam jej szansę ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie przekonuję mnie ta tematyka.

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej,dostałaś moje maile odnośnie konkursu? Bo wysłałam 2 i ani widu,ani słychu... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dostałam, dostałam - i odpisałam. Przez Święta nie sprawdzałam maili na bieżąco :).

      Usuń
  8. Nie przekonuje mnie ta historia - m.in. przez ten beznadziejny finał, ale w ogóle także dlatego, że książki pokroju Na krawędzi nigdy mnie najzwyczajniej w świecie nudzą i męczą. Podziękuję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie "Na krawędzi nigdy" się podobało, mam jakąś słabość do takich historii, choć jednocześnie nie jestem ślepa na ich wady :).

      Usuń
  9. Rzadziej sięgam po literaturę dla kobiet, choć w ostatnim czasie mi się to zdarzało. Jak będę miała okazję, to przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Czasami lubię poczytać tego typu historie, nawet jeżeli są nieco słabiej napisane. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ważniejsze to fakt, że książka ma zalety i nawet potknięcie da się wytłumaczyć. W końcu to debiut ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Może gdybym ktoś mi sprezentował to książkę to może bym przeczytała, jednak sama jakoś nie za bardzo czuje się zachęcona fabułą. Pozdrawiam
    www.eksperyment-zycie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Lubię "sparksizm" więc chyba powinnam się skusić na tę pozycję ;)

    OdpowiedzUsuń