28 mar 2015

,,Wieczna wiosna" - Katarzyna Zyskowska-Ignaciak


Tytuł: Wieczna wiosna
Autor: Katarzyna Zyskowska-Ignaciak
Wydawnictwo, rok wydania: Nasza Księgarnia, 2014
Ilość stron: 352
Cena: 31,90 zł


~~***~~


Książkę do recenzji udostępniło Wydawnictwo Nasza Księgarnia

http://lubimyczytac.pl/

Rozkwitnąć w promieniach gasnącego życia

Jeśli chodzi o postrzeganie roli czasu w naszym życiu, to zazwyczaj gorliwie wierzymy w jedną z dwóch maksym: „jeszcze przyjdzie na to czas” albo „już jest za późno”. Jeszcze zdążę nauczyć się języka obcego, jeszcze pojadę na wymarzoną, egzotyczną wycieczkę, jeszcze powiem, co tak naprawdę czuję, już za późno, by podjąć naukę, jestem za stara, by tułać się po świecie, okazja na wyznania już dawno przepadła… „Jeszcze zdążę” szarpie się z zegarem, aż przechodzi w stan „wiecznego później”. Czasem tylko budzi się to przekonanie, że istnieje jeszcze punkt pośredni – teraz, już, dziś – gdy nie jest ani za wcześnie, ani za późno. Widmo choroby, tragiczny wypadek bądź cudze osiągnięcie zasiewają ziarna motywacji, by nie odkładać dłużej życia na potem. Uświadamiamy sobie, że to „później” może zostać wyprzedzone przez śmierć. Wie coś o tym Łucja, bohaterka powieści ,,Wieczna wiosna” autorstwa Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak.

Łucja, pozornie już pogodzona z brakiem miłości w swoim małżeństwie, żyje w odrętwieniu u boku Marka, znanego lekarza. Jej dzieci są dorosłe, czas studiów na Akademii Sztuk Pięknych to tylko niewyraźne, zabarwione nostalgią wspomnienie. Ten poukładany świat, w którym nie ma miejsca ani na wielki ból, ani na wielką namiętność, pewnego dnia rozsypuje się niczym domek z kart. Łucja dowiaduje się, że ma raka. Czy to możliwe, aby ta wiadomość mogła jej zwrócić dawno utraconą radość życia?
źródło: wyd. Nasza Księgarnia


Czterdziestopięcioletnia Łucja, szczęśliwa matka i niezbyt szczęśliwa żona, w dobrej wierze poświęciła niegdyś swoje ambicje i marzenia. Stała się opiekuńczym duchem rodziny – wychowywała dzieci i dbała o męża, wiecznie zapracowanego lekarza. By nie myśleć o niemiłości panującej w jej małżeństwie, zajęła się codziennością. Jednak gdy Kornelia i Mikołaj opuścili rodzinne gniazdo, Łucja zdała sobie sprawę, że ze związku z Markiem nie pozostały nawet strzępy dawnego uczucia, a ona nie potrafi dłużej zagłuszyć tej pustki. Jednak dalej tak trwała, gdzieś pomiędzy „za wcześnie” a „za późno”.

I wtedy przyszła choroba.

Rak, guz, nowotwór – jakkolwiek by tego nie nazwać, to zawsze mimowolnie w myślach echem odbije się słowo „wyrok”. Bo niby wiemy, że istnieją różne odmiany, że złośliwe, niezłośliwe, że stadia takie a takie, że możliwości leczenia, że wysoki procent szans na wyzdrowienie… Kampanie społeczne i lekarze powtarzają, że „rak to nie wyrok”, ale w ludziach i tak jest strach. Choroba prędzej czy później traktowana jest jak ultimatum – zacznij żyć od teraz, bo uciekający czas właśnie stał się faktem.

A Łucja… Łucja, gdyby mogła, to usiadłaby w kącie i przeczekała chorobę. Skupienie na sobie uwagi ją przeraża. Przecież obiecała rodzinie zimowy wyjazd, dzieci są dorosłe, ale nadal jej potrzebują, mąż jest zapracowany i musi czekać na niego w domu! Własną chorobę traktuje jak skrajny przejaw egoizmu, coś zupełnie dla niej obcego. Łucja tak bardzo rozpłynęła się w rodzinie, że zapomniała o tym, że jest kobietą, jednostką z własnymi marzeniami i potrzebami. Czy w tak trudnym czasie będzie potrafiła stanąć na własnych nogach?

Spodziewałam się, że „Wieczna wiosna” będzie czymś w rodzaju pamiętnika kobiety borykającej się z chorobą. Okazało się jednak, że w tej powieści najważniejszą rolę odgrywa… życie. Przecież ono się nie zatrzymuje, diagnoza nie wycisza wszystkich codziennych spraw, tylko zastaje bohaterów „w trakcie” – w trakcie romansu, w trakcie świętowania sukcesu, w trakcie rozstania, w trakcie ciężkiej pracy. Zawsze przychodzi nie w porę. Widmo śmiertelnej choroby wisi nie tylko nad Łucją, ale nad każdym, kto jest w jakikolwiek sposób z nią związany. „Wieczna wiosna” to próba szerszego spojrzenia nie tylko na sytuację osoby chorej, ale także jej bliskich. Autorka wychodzi z założenia, że nikt nie jest samotną wyspą i śledzi kolejne linie splecionych losów, które zaczynają się przenikać. Mąż, dzieci, przyjaciele – dla każdego z nich diagnoza staje się swoistym punktem zwrotnym. Nagle okazuje się, że nic nie jest pewne, a jutro staje się przywilejem. Może już nadszedł czas, by przewartościować swoje życie? Może już trzeba przerwać rodzinne waśnie? Choroba jest również pretekstem do przyjrzenia się kondycji rodziny Kornatowskich. Autorka skupia się nie tylko na problemach małżeńskich Marka i Łucji, ale także na ich relacji z dziećmi. Porusza ważny problem międzypokoleniowego konfliktu, gdy decyzje dzieci zupełnie nie pokrywają się z rodzicielskimi oczekiwaniami i nadziejami.

Dobrze, że pisarka zdecydowała się nie tylko na wątek choroby, ale zestawiła go na równi z innymi: pracą, rodzicielstwem, małżeństwem czy romansem i zdradą. To pozwala na otrzymanie możliwie najpełniejszego obrazu rodziny Łucji i jeszcze mocniej podkreśla fakt, że spychane na margines przez inne sprawy „teraz” może wykorzystać podstępna choroba. Ważnym motywem wykorzystanym w powieści jest sztuka, która ma niebagatelny wpływ na życie bohaterów. Wyzwala ich, choć potrafi też dzielić. Przypomina o przeszłości i ukrytych w duszy pragnieniach. Dla Łucji diagnoza staje się dłutem, którym rozbija nawarstwiony czas i niepodjęte decyzje, wydobywając siebie tak, jak artysta wydobywa rzeźbę z kamienia. Porzucona w młodości sztuka staje się zwiastunem wiosny powracającej do życia głównej bohaterki. I nie chodzi tylko o porę roku. Te wiosny wybuchają feerią życia i nieokiełznanymi uczuciami. Podwójne znaczenie tytułu perfekcyjnie zamyka w sobie historię Łucji.

Jeśli z kolei chodzi o elementy powieści, które mnie nie urzekły, to nie do końca przekonało mnie to, jak szybko rozwinęła się pewna relacja i z jak dość dużą łatwością jedna z postaci zaakceptowała sytuację głównej bohaterki. Rozumiem, że w tym przypadku miłość zwyciężyła, ale tak szybko rozwiane wątpliwości w obliczu śmiertelnej choroby o ciężkim przebiegu mogą wydać się niektórym czytelnikom niewiarygodne. Godzenie się z losem to mozolna praca, wiele osób potrzebuje na to lat, a tutaj jakby nie było miejsca na bunt, na niezgodę. Czy w rzeczywistości istnieje aż tak mężna postawa bez ani jednej rysy zawahania? Chciałoby się w to wierzyć.

Tak samo jak w „Ty jesteś moje imię”, tak i w „Wiecznej wiośnie” można dostrzec mieszankę językową, jaką posługuje się pisarka. W codzienność i zwyczajność mocną nicią wplotły się poetyckie opisy i metafory. Język i rytm powieści przykuwają czytelnika już od pierwszej strony.

„Wieczna wiosna” to poruszająca powieść, opisująca historię kobiety, która w swoim „za późno” odnalazła „już”. Decyzję podjął za nią los, ona mogła tylko wybrać, co zrobić z czasem, który jej pozostał. I wybrała, zamykając w kilku miesiącach szczęście całego życia.

21 komentarzy:

  1. Jestem właśnie po lekturze swojej pierwszej książki tejże autorki ("Upalne lato Marianny") i mogę teraz śmiało sięgać po pozostałe powieści tej pani!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam jeszcze "Ty jesteś moje imię" i z pewnością w przyszłości sięgnę po kolejne książki tej autorki :).

      Usuń
  2. Jestem bardzo ciekawa tej lektury

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam twórczość tej pani ;) Dlatego staram się skompletować wszystkie jej książki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałam tylko dwie powieści, ale rozumiem skąd u ciebie taka potrzeba :).

      Usuń
  4. Moja szwagierka dziś skończyła czytać i była zadowolona i wzruszona, dała 10/10, z czego się bardzo cieszę, bo to ode mnie dostała tę powieść:))))

    OdpowiedzUsuń
  5. Kurczę, pomimo takiej zachęty, to nie moje klimaty. Moze kiedyś powrócę znowu do takiego gatunku? kto wie :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak ja się cieszę, że kupiłam tę książkę na ostatnich targach książki. Czuję, że się w tej lekturze zakocham :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie czekam na twoje wrażenia z lektury :).

      Usuń
  7. Coś czuję, że ta pozycja jednak nie dla mnie, ale recenzja świetna i myślę, ze nakłoni wielu czytelników do sięgnięcia po tą książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. A po okładce myślałam, że to jakiś banał.. Skoro książka porusza ważne tematy to ja chętnie po nią sięgnę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładka często potrafi zmylić, sama często się z tym spotykam.

      Usuń
  9. Na pewno kiedyś przeczytam:)

    OdpowiedzUsuń
  10. "Okropna" tematyka, nie wiem, czy nie rozłożyłaby mnie na łopatki, ale przyznam, że mam ochotę przeczytać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam kilka powieści o chorobie i "Wieczna wiosna" traktuje temat z wrażliwością, delikatnością, więc wydaje mi się, że nie rozłożyłaby cię na łopatki. Jednak jest to też kwestia indywidualnych odczuć, więc mogę się mylić :).

      Usuń
  11. Książka stoi już na mojej półce, z pewnością sięgnę po nią w najbliższym czasie :) To będzie moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki... pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawi mnie, jak odbierzesz książkę :). Również pozdrawiam!

      Usuń
  12. a mnie mimo wszystko pozycja nie zaciekawiła. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. "Wieczną wiosnę" czytałam nie tak dawno - ważny i trudny temat, o którym warto mówić, bo niestety dotyka coraz więcej ludzi i może, prędzej czy później, dotknąć każdego z nas...

    OdpowiedzUsuń
  14. Troszkę się boję tej lektury, ale biorąc pod uwagę styl autorki, na pewno przeczytam. Wiem ile emocji potrafi wywołać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla tej lektury warto pokonać swoje obawy :).

      Usuń