16 mar 2015

,,Portret trumienny" - Kuba Wojtaszczyk


Tytuł: Portret trumienny
Autor: Kuba Wojtaszczyk
Wydawnictwo, rok wydania: Simple Publishing, 2014
Ilość stron: 112



~~***~~


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości akcji Polacy nie gęsi i swoich autorów mają


Ależ to… dziwna historia.

"Rodziny, nienawidzę was!" - krzyknął kiedyś André Gide. Książka Kuby Wojtaszczyka dowodzi, że ten okrzyk wciąż jest aktualny.

Bartosz Żurawiecki

„Portret trumienny” Kuby Wojtaszczyka to historia wyrośnięcia z domowego ciepełka, które staje się domowym piekiełkiem. Główny bohater, Aleks, udowadnia, że pokrewieństwo to czysto umowna kategoria i w pewnym momencie rodzina to już tylko grupa obcych ludzi. Stosunek bohatera do „gwałtu na jego intymności” cechuje duża ironia i tendencja do autoanalizy, nie przynosi ona jednak nigdy rozładowanie negatywnych emocji, przeciwnie neurotyczne rozgadanie prowokuje do coraz bardziej zaawansowanych aktów agresji. Na pierwszy rzut (czytającego) oka wydaje się to zabawne, ale z czasem zaczyna budzić przerażenie. Fantastycznie opisane rodzinne piekiełko, każda z postaci jest barwna i zapadająca w pamięć".

Robert Pruszczyński („Xięgarnia”)

Źródło: wyd. Simple Publishing

Rodzinne piekiełko to temat wdzięczny, który można eksplorować tak długo, aż się w nim ugrzęźnie. Twórcy zaglądają przez okno, dociekają, kreują kolejne scenariusze, biorą udział wraz z bohaterami w rodzinnym spotkaniu i od niego rozwijają historie. Badając siłę więzów krwi, próbują zrozumieć instytucję rodziny oraz ideę rodzinnych spotkań, których podobno nikt nie lubi, ale i tak kolejne pokolenia dzielnie tę tradycję podtrzymują. Niby krewni są nam najbliżsi – a jednak najbardziej obcy. Skąd to się bierze?

Aleksander Krzyszowski zjawia się w rodzinnym domu w celu, który mrozi krew w żyłach. Otóż organizowane są urodziny jego matki. Spotkanie z rodzicami, ciotkami, wujkami, rodzeństwem i pozostałymi krewnymi wszelkiej maści to zderzenie dwóch światów – wielkomiejskiej nowoczesności rodem z artystycznego świata oraz tradycyjnej, religijnej i konserwatywnej polskiej rodziny. Zjazd rodzinny zamienia się w ,,energiczną" stypę. To się nie może dobrze skończyć…

Wszyscy znamy powiedzenie, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu. Obawiam się, że rodzina Krzyszowskich zdążyłaby się pozabijać, zanim ktokolwiek sięgnąłby po aparat. Cóż, skoro mamy portret trumienny, to i trupy by się przydały, prawda? Dla Aleksa trupami są jego krewni, którzy nie żyją tak, jak powinni – według niego nie żyją wcale. Aleksander patrzy na swoją rodzinę z góry, wyśmiewa ich bezmyślność i wąskie horyzonty myślowe. Sam pozuje na człowieka kulturalnego, obytego, o otwartym umyśle. Rodzina Aleksa jest przekonana o tym, że stoi na straży tradycji, kultury i wiary, a Aleksander jest dla nich dzikusem, któremu się w głowie poprzewracało. Dla nich Aleks jest żywym prawie-trupem, który nie robi w życiu nic pożytecznego i zabija się na raty. Tak naprawdę są identyczni w swoim ograniczeniu. Dobrze widzicie – identyczni. Każda ze stron propaguje jedyne słuszne (w ich mniemaniu) myślenie, plują jadem równomiernie i nie przyjmują do wiadomość postawy innej, niż ich własna. Otwartość Aleksandra dotyczy tylko osób, które są mu podobne, to samo robi jego rodzina. Są niewolnikami ról, o których myślą, że sami je sobie wybrali. Nikt nikogo nie próbuje zrozumieć. Może właśnie to jest źródło każdego rodzinnego piekiełka? Żałuję, że „Portret trumienny” nie rozwinął dalej tego tematu. Czytelnik może jedynie obserwować przepychanki i… ze strony na stronę darzyć coraz większą niechęcią zarówno głównego bohatera – narratora, jak i jego rodzinę. Dawno nie zetknęłam się z tyloma bohaterami, którzy aż tak bardzo byliby pozbawieni pozytywnych cech. Same diabły wcielone i żadnego anioła w zasięgu wzroku.

Główną bolączką „Portretu trumiennego” jest powierzchowność. Na tej płaszczyźnie jest to zbieranina stereotypów nakreślonych grubą krechą. Mamy ciotki-plotkary w podeszłym wieku, Matkę Polkę Katoliczkę, jej wąsatego i brzuchatego męża, głównego bohatera - geja z dużego miasta, który obowiązkowo myśli głównie o seksie i uprawia artystyczny zawód. Polska rodzina to oczywiście gorliwi katolicy, zacofani, przaśni, ubodzy umysłowo, chamscy, zamknięci w obrębie typowo damsko-męskich ról. Ten obraz wżarł się tak mocno w naszą mentalność, że wystarczy tylko rzucić hasło „burak!” albo ostatnio popularny „cebulak!”, a już wszyscy wiedzą, o kogo chodzi. „Portret trumienny” też krzyczy „burak!”, opisując dzień z życia polskiej rodziny. Co tak naprawdę chce nam uświadomić? Ja wiem, że tak jest, spotkałam się z tym niejednokrotnie i spotykając się z tym, odkryłam, że za każdym stereotypem kryje się „jakaś” historia. W „Portrecie trumiennym” tego nie ma, są za to puste przepychanki, które do niczego nie prowadzą. Pośmialiśmy się z tego, pośmialiśmy, a tak poza tym, to nie bardzo wiemy, co mamy z tym zrobić. Przejrzeliśmy się w bardzo skrzywionym zwierciadle i nic nam po tym nie zostało, nowego spojrzenia nie zyskaliśmy. Wytykanie palcami, szydzenie, dogryzanie i narzekanie, które niczego do życia nie wnosi, to elementy składające się na obraz stereotypowego Polaka – a to oznacza, że „Portret trumienny” wpadł we własne sidła, bo też wytykał palcami, szydził, dogryzał i narzekał, ale nie ofiarował konkretnych przemyśleń.

Narzekam (cóż…), narzekam, ale to nie tak, że mi się nic w powieści nie podoba. Przede wszystkim autor „ma ucho” do potocznego języka, niedbałych dialogów, które toczą się nad stołem z wódką i bigosem. Potrafi celnie wbić szpilę, obrazowo i z humorem opisać drobiazgi z życia codziennego. Dygresja goni dygresję, zdania się rwą, wtrącenia mnożą się na zasadzie skojarzeń, które mogłyby zafrapować naukowców – i bez problemów rozmowa toczy się z werwą! Konwersacyjny fenomen, w którym większość gości się odnajduje – ale nie Aleksander, nasz postronny obserwator. Świetnie uchwycono klimat rodzinnego spotkania, które zamienia się w twór wprost nie do opisania – ma coś z przykrego obowiązku, krwawej jatki, awantury, wyczekiwanego spotkania, grzania się w rodzinnym cieple, zaduchu wspomnień i wściekaniu się na wszystkich dookoła. Wszystko na raz i jeszcze trochę. Jeśli te rodzinne spędy to takie zło koniecznie, to po co brać w nich udział? Bo tęskni się za miłością, bliskością krewnych? Tylko co to za miłość, jeśli budzi żądzę mordu? Szkoda, że „Portret trumienny” nie przyjrzał się temu bliżej. Dobrze – wcale się temu nie przyjrzał.

Zakończenie nieźle namieszało mi w głowie, zupełnie jakby w sam środek krytyki społecznej wkroczył nagle Patrick Bateman. Zaskakujący, jeżący włosy na głowie zwrot akcji, który bardzo przypadł mi do gustu. Odrobina makabry w satyrze dobrze się spisała pobudzając wyobraźnię.

Autor już zapowiada kolejną powieść, o bardzo intrygującym tytule: „Kiedy zdarza się przemoc, lubię patrzeć”. Choć „Portret trumienny” nie spełnił wszystkich moich oczekiwań, z pewnością znajdę czas, by sięgnąć po najnowsze dzieło Kuby Wojtaszczyka. Zalążek ciekawego stylu, którym się posługuje, humor, zmysł obserwacji wraz z ciężką pracą mogą zaowocować dobrą powieścią, o której będzie się szeroko dyskutować. Mam nadzieję, że się nie zawiodę.

Kuba Wojtaszczyk stworzył zaledwie zarys portretu trumiennego współczesnej polskiej rodziny. Najwyraźniej do grobu wprowadzą nas dwie rzeczy: bezmyślne jazgotanie, od którego pęknie głowa oraz uwięzienie w wąskich horyzontach myślowych, co w końcu nas udusi. Wobec tego pozostaje pytanie: co zrobić, by zamiast okrzyku „Rodziny, nienawidzę was!", wypowiedzieć „Rodzino, dogadajmy się…”?

17 komentarzy:

  1. Nieźle pokręcona historia, ale mnie zaciekawiła.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zastanawiam się jak bym odebrała tą książkę. Sam temat bardzo ciekawy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Recenzje są naprawdę zróżnicowane - od zachwytów po równanie z ziemią, więc też ciekawi mnie każdy indywidualny głos.

      Usuń
  3. Generalnie temat wydaje się ciekawy, ale nie jestem pewna, czy dałabym radę przebrnąć przez tą książkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Całkiem intrygująca fabuła :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Sama nie wiem, z jednej strony ciekawa, z drugiej boję się rozczarowania ;D

    OdpowiedzUsuń
  6. Szkoda, że w książce są takie stereotypy. Raczej nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Brzmi zadziwiająco, przez co też intryguje :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Interesująca tematyka, lubię satyrę także książkę chętnie przeczytam! Poza tym część mojej rodziny zachowuje się podobnie.. katolicy plujący jadem, ciężko się dogadać, nie raz i nie dwa zdarzały się afery i dziwne sytuacje, więc ,,Portret trumienny" tym bardziej będę mieć na uwadze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka jest różnie odbierana, więc ciekawi mnie, jak ty na nią spojrzysz, szczególnie, że znajdujesz punkty wspólne z twoim życiem.

      Usuń
  9. Czuję, że uśmiałabym się przy tej powieści.

    OdpowiedzUsuń
  10. jakoś mnie nie przekonało, za to Twoja recenzja podoba mi się bardzo, coś czuję że lepiej napisana niż wspomniana powieść ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Podobała mi się ta książka. Uśmiałam się i...miałam chwilę na refleksję. Dobra, mimo wszystko. U siebie też już dwa słowa napisałam na ten temat. Podoba mi się to, że właściwie każda recenzja patrzy na tę pozycję z innej strony. U Ciebie też znalazłam dużo dla mnie nowych rzeczy. Dzięki.

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja pierwsze słyszę (czytam) o tej książce. :) Muszę się koło niej zakręcić kiedyś.

    OdpowiedzUsuń