23 mar 2015

,,Mosquitoland" - David Arnold


Tytuł: Mosquitoland
Autor: David Arnold
Wydawnictwo, rok wydania: Viking Books, 2015
Ilość stron: 352

Polskie wydanie
Według oficjalnej strony autora, żadne z polskich wydawnictw nie zakupiło jeszcze praw. 


~~***~~


Znacie to uczucie, gdy szybko śledzicie wzrokiem tekst, bo chcecie wiedzieć, co wydarzy się za chwilę na kartach powieści – aż nagle natykacie się na jedno zdanie, zdanie, które działa niczym próg zwalniający? Może to być nieoczekiwane wyznanie czy ukrywana do tej pory informacja. Szczegół, który krzyczy STOP! „Mosquitoland” wzbudza właśnie to uczucie. Patrzyłam na ten fragment zaskoczona, potem odłożyłam książkę i po chwili znów na niego spojrzałam. Ciągle tam był, niewzruszony w przeciwieństwie do mnie, wybitej z rytmu.

Jestem kolekcją osobliwości, cyrkiem neuronów i elektronów: moje serce jest konferansjerem, moja dusza jest artystą na trapezie, świat to moja publiczność. To brzmi dziwnie, bo takie jest, a jest takie, bo ja jestem dziwna.

Po nagłym rozpadzie rodziny, Mim Malone zostaje wyciągnięta ze swojego domu w północnym Ohio i zaciągnięta na pustkowie Mississippi, gdzie zamieszkuje ze swoim ojcem i nową macochą. Zanim kurz zdąży opaść, Mim odkrywa, że z powrotem w Cleveland choruje jej matka.

Mim porzuca swoje nowe życie i wskakuje na pokład busa Greyhound, który ma zabrać ją do prawdziwego domu i prawdziwej matki. Po drodze spotyka ekscentryczną grupę podróżników. Kiedy jej licząca tysiące mil podróż zalicza kilka niespodziewanych zakrętów, Mim musi zmierzyć się ze swoimi demonami, przedefiniować wyobrażenia o miłości, wierności i o tym, co to znaczy być zdrowym na umyśle. Opowiedziana niezapomnianym głosem, ,,Mosquitoland” jest współczesną, amerykańską odyseją, równie zabawną, co poruszającą.
Źródło: wyd.Viking Books, tłumaczenie: moje

„I am Mary Iris Malone, and I am not okay” – takimi słowami wita nas nastoletnia Mary, a raczej Mim, główna bohaterka powieści. Nie są to puste słowa, o czym przekonujemy się w trakcie lektury. 

Większość dziewczyn w moim wieku już dawno przestała mówić prawdę, a zaczęła mówić to, co wszyscy chcą od nich usłyszeć. Tymczasem ja, gdzieś na etapie gimnazjum, albo nawet wcześniej, podjęłam decyzję na temat tego, jakim dzieckiem chcę być – i co ważniejsze, jakim dzieckiem na pewno nie będę.*



Mary, główna bohaterka i jednocześnie narratorka, snuje opowieść o swojej podróży, co pewien czas pisując w notatniku listy skierowane do tajemniczej Isabel. Gonitwa myśli oparta na skojarzeniach, wspomnieniach i obecnych perypetiach szczelnie zapełnia karty „Mosquitoland”, które staje się swoistym dziennikiem z trasy. Przemieszczając się od miasta do miasta, poznajemy w autobusach, sklepach, obozowiskach i na stacjach paliw kolejne osoby, które, tak jak Mim, wybrały życie w drodze, tymczasowo bądź na stałe. Wraz z nimi pojawiają się nowe historie, które popychają Mim na nowe ścieżki. Jak w wielu innych powieściach, które wykorzystują motyw podróży, w „Mosquitoland” ważną rolę odgrywa splatająca się z nim przeszłość, którą symbolizuje rodzina Malone. Zagubiona gdzieś w połowie drogi pomiędzy normalnością a silną dysfunkcyjnością, jest dla Mary powodem do ucieczki i przystanią, do której ucieka. Czy czytelnik może ocenić ją sprawiedliwie, jeśli musi polegać wyłącznie na zmiennym spojrzeniu Mim, która w zależności od swojego stanu, różnie interpretuje wspomnienia? 
 
W szóstej klasie, na zajęciach z zaawansowanego angielskiego, nauczyciel kazał nam znaleźć jedno słowo, które najlepiej nas opisuje a potem w wypracowaniu wyjaśnić, dlaczego właśnie je wybraliśmy. (…) W końcu wybrałam „anomalię”.
W skrócie: jestem w 110 procentach Anomalią, plus może w 33 procentach Wolnym Duchem i w 7 procentach Genialną Wolnomyślicielką. Całość wynosi 150 procent, ale po żyjącej, oddychającej Anomalii właśnie tego należy się spodziewać. Boom.

Mim jest bohaterką, której czytelnik nie powinien zbytnio ufać. Nie to, że dziewczyna patologicznie kłamie, po prostu… Nie mówi całej prawdy na raz. Kroi swoje wspomnienia i w różnym czasie wraca do różnych kawałków. Dopiero po lekturze całej powieści czytelnik ma dość elementów, by chronologicznie ułożyć najważniejsze wydarzenia z życia Mim. Poza tym dziewczyna postrzega świat nieco inaczej niż większość ludzi. Dorośli twierdzą, że to przez jej chorobę, ale szczera aż do bólu Mim ma co do tego inne zdanie i nie boi się go wygłaszać. Czy jest to postać, którą polubiłam? Cóż, na pewno mnie zaintrygowała, bo jeśli chodzi o sympatię, to tutaj moja odpowiedź będzie niejednoznaczna. Jest specyficzną, ekscentryczną, zaaferowaną życiem we własnej głowie, myślącą na opak dziewczyną, która sama wybiera sobie znajomych. Mim nie czuje potrzeby „podobania się”, a taka postawa zawsze wzbudza mieszane uczucia. Może na pierwszy rzut oka wydawać się nieokrzesana, ale przy bliższym poznaniu odkrywa swoją wrażliwszą, pełną ciepła stronę. Myślę, że autorowi dobrze udało się uchwycić styl bycia Mim – dzięki temu czytelnik może poczuć to samo, co postacie przebywające w otoczeniu dziewczyny.

Jeśli chodzi o bohaterów drugoplanowych, Arnold mógł się trochę bardziej postarać. Rodzina Mim ledwie zaznacza swój ślad na kartach powieści, a osoby towarzyszące dziewczynie w podróży są przez nią przyćmiewane. Beck i niepełnosprawny Walt mają wszelkie zadatki, by stać się pierwszoplanowymi bohaterami własnych powieści i dźwigać na sobie ciężar historii. Kryją w sobie tyle sekretów, tyle nieopowiedzianych anegdot – błąkają się po drogach i bezdrożach Ameryki, wiedzą, co znaczy być opuszczonym, chorym, skrzywdzonym… i mimo wszystko szczęśliwym. Czytelnik zastanawia się, kim byli wcześniej i kim staną się później. Trochę zmarnowali się przy Mim, szczególnie Walt, którego dalsze losy naprawdę chciałabym poznać. Dawno nie spotkałam tak poruszającej historii, jeśli chodzi o bohatera drugoplanowego.

„Mosquitoland” ma dziwaczno-zabawny klimat, sarkastyczną główną bohaterkę i motyw podróży. Teoretycznie niczego nie powinno mi brakować. A jednak… Jednak powieść nie zachwyciła mnie całkowicie i nieodwracalnie. Brakowało mi w niej emocji – poza uśmiechnięciem się po przeczytaniu wyjątkowo trafnego spostrzeżenia Mim, albo jej intelektualnych przekomarzań, nie poczułam się wyjątkowo dotknięta. Nawet to wspomniane zdanie, które rzuciło nowe światło na całą historię, nie utrwaliło się w moim umyśle. Po skończonej lekturze nie przeżywałam losów Mim. Nie potrzebowałam czasu by odetchnąć, pomyśleć, bo książka nie dostarczyła mi ku temu powodów. To zdecydowanie kłóci się z tą kapitalną historią i barwnym portretem głównej bohaterki. Czy to błąd autora czy jest to sprawa indywidualnych odczuć każdego czytelnika? Może być to kwestia dyskusyjna, ale według mnie Arnold aż za bardzo skupił się na tym, by stworzyć coś nieszablonowego, a zapomniał choć trochę podroczyć się z czytelnikiem, zagrać na jego uczuciach. Włożył mnóstwo energii w to, by się wyróżniać, ale jakoś… zabrakło w tym serca? Cała mozolna konstrukcja „Mosquitoland” ma prześwity, których nie przykryła zbyt mała ilość emocji. Tylko tego brakowało do pełni szczęścia.

„Mosquitoland” to interesujący debiut utrzymany w atmosferze filmów „Juno” i „Mała miss”. David Arnold dobitnie zaznaczył swoje miejsce w świecie książek młodzieżowych i z każdą kolejną powieścią ma szansę na zajęcie podium w kategorii Young Adult. Historia Mim Malone wpisuje się w nurt opowieści o nastoletnich outsiderach, dla których okres dorastania jest jednocześnie rozliczeniem z własną rodziną, przy czym „Mosquitoland” nie jest pozbawione iskry wyjątkowości i ekscentryczności. To zakręcona, nieszablonowa opowieść z bohaterką, której niełatwo dotrzymać kroku – ale za to ten wysiłek zostaje nagrodzony. Często o takich historiach mówi się, że są one słodko-gorzkie; w przypadku Mim mamy do czynienia z dużą ilością goryczy, jaką pozostawiają na języku tabletki, zdarzają się chwile kwaśne od rozczarowania i słone od łez, pieprzne od tupetu i z metalicznym posmakiem niebezpieczeństwa, nie brakuje też słodyczy – bo na trasie swojej podróży, poza smakiem wolności, Mim poznaje również smak przyjaźni, przynależności, miłości… i prawdy. Jestem pewna, że perypetie Mary Malone użądlą prosto w serce wielu czytelników. 


Recenzja bierze udział w wyzwaniu Okładkowe Love
   
Tak prezentuje się obwoluta [wszelkie zabrudzenia i plamy to celowy zabieg] oraz kolorowa wklejka wewnątrz tomu.


_________________
* Wszystkie cytaty pochodzą z recenzowanej powieści „Mosquitoland” i są (amatorsko, czy jak kto woli - hobbystycznie) przetłumaczone przeze mnie.

13 komentarzy:

  1. Brzmi interesująco. Ciekawa jestem, czy któryś z polskich wydawców zdecyduje się na kupienie praw. Niestety znajomość języka nie pozwala mi jej przeczytać w oryginale :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do niedawna to też była moja bolączka - tyle ciekawych tytułów i brak tłumaczenia. Chęć do ich przeczytania była bardzo dobrą motywacją do pogłębiania znajomości angielskiego :).

      Usuń
  2. Nie słyszałam jeszcze o tej książce ani o autorze, ale ciekawi mnie sama bohaterka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W przypadku panny Mim Malone rzeczywiście jest czym się ciekawić, ma charakterek :).

      Usuń
  3. Tego typu powieści, a raczej same historie wzbudzają we mnie teraz największe pożądanie, dlatego nie dziw się, że tak bardzo chcę ją przeczytać. Mam motywacje, aby podszkolić swój angielski, bo nie wiem czy nasze polskie Wydawnictwa zakupią kiedykolwiek prawa do niej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio amerykańskie młodzieżówki wydaje się u nas na potęgę, więc może znajdzie się miejsce dla "Mosquitoland". Niestety, na razie nie słyszałam o żadnych planach wydawniczych.

      Usuń
  4. Dobrze zapowiadająca się książka. Może w Polsce ją wydadzą.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapowiada się naprawdę intrygująco. O ile przetłumaczą ją na nasz rodzimy język - chętnie przeczytam. Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. mam nadzieję, że wydadzą ją w Polsce, bo bardzo, bardzo mnie zaintrygowałaś. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Okładka faktycznie świetna! A sama książka - nie wiem na ile by mi się podobała. Za to siedzę i się zastanawiam, jakie słowo najlepiej mnie opisuje. Hm.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Amerykańskie wydania młodzieżówek potrafią przyciągać wzrok :). Też zastanawiałam się nad swoim słowem, ale na razie nie podjęłam decyzji...

      Usuń
  8. Zaciekawiłaś mnie tą pozycją! Jedynie ubolewam nad tym, że książka nie została wydana w w Polsce, bo anglojęzyczne zazwyczaj są u nas droższe...
    Pozdrawiam, Shelf of Books :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Mosquitoland" dopiero miało swoją premierę, więc nie ma co tracić nadziei, może ukaże się też w Polsce :).

      Usuń