27 mar 2015

,,Mieć swoje miejsce na ziemi" - Danuta Kamizelska-Langpap [przedpremierowo]


*okładka wstępna, nie posiada uszlachetnienia*
Tytuł: Mieć swoje miejsce na ziemi
Autor: Danuta Kamizelska-Langpap
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: [zapowiedź] 2015 rok
Ilość stron: ok. 164 [ilość stron może ulec zmianie]



 ~~***~~


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości akcji Polacy nie gęsi i swoich autorów mają


Gdy architekt, Alicja Polańska, wygrywa konkurs na zagospodarowanie zaniedbanej dzielnicy zwanej Wyspą, nie spodziewa się, że wraz z tym wyróżnieniem spadnie na jej barki wiele problemów. Sukces przyciąga dawnych rywali i drażni obecnych. Małżeństwo odczuwa ciężar nowych zobowiązań. Niełatwa przeszłość daje o sobie znać po raz kolejny. A to dopiero początek… Zmiany na Wyspie nie podobają się neonazistom, który urządzili swoją kwaterę główną w opuszczonych budynkach i zrobią wszystko, by ją zatrzymać. Jednocześnie ich konflikt ze studencką organizacją walczącą o prawa człowieka przybiera na sile. Po stronie studentów stoi Luiza, córka Alicji, oraz jej przyjaciele. Gdy wolność i równość ścierają się z uprzedzeniami, na jaw wychodzą kolejne interesy związane z Wyspą. Córka i matka wpadają w sam środek cudzych rozgrywek – a część z nich jest niebezpieczna i nielegalna…

Powieść „Mieć swoje miejsce na ziemi” autorstwa Danuty Kamizelskiej-Langpap opowiada o losach pozornie obcych sobie osób, które zostają połączone za sprawą Wyspy; dzielnica staje się motywem przewodnim w codzienności skrajnie różnych postaci, doprowadza do eskalacji konfliktów, przypomina o dawnych uczuciach i zmusza do ujawnienia tajemnic. Jest niczym najważniejszy bohater i jednocześnie tło dla rozgrywających się wydarzeń.

Autorka ma mnóstwo pomysłów, wie, w jakim kierunku chce poprowadzić historię, obdarza każdego z bohaterów rozmaitymi perypetiami, ale samo „Mieć swoje miejsce na ziemi” sprawia wrażenie pierwszego, pośpiesznie nakreślonego szkicu. Wątki rozpoczęte w tej krótkiej powieści można rozwinąć na tyle różnych sposobów! Opisano romanse, przestępstwa, trudne dzieciństwo, wpływ przeszłości na przyszłość oraz pewną intrygę, która wywróciła do góry nogami życie niejednej postaci. Materiału jest tyle, że spokojnie pozwoliłoby to na stworzenie rozbudowanej powieści obyczajowej z mocno zarysowanych tłem społeczno-politycznym; przecież poruszane są też takie zagadnienia jak działalność neonazistów, walka o prawa człowieka czy sytuacja kobiet w różnych kręgach kulturowych. Tematy te są osadzone w polskiej rzeczywistości, nawiązując do dyskusji i wydarzeń, które obserwujemy w wiadomościach. Chciałabym pochwalić pomysłowe wplecenie tychże zagadnień, ale niestety, samo wplecenie to za mało. Spojrzenie na te problemy jest bardzo pobieżne. Myślę, że dobre chęci przegrały tutaj z wielowątkowością, której nie udało się okiełznać. Autorka poruszyła zbyt wiele tematów, na żadnym nie skupiając swojej uwagi, a tkwiący w nich potencjał nie został nawet napoczęty. Porozrzucano je chaotycznie po całej powieści i czasem miałam problem ze zrozumieniem, jaką rolę odgrywa dane zagadnienie i czy ma ono realny wpływ na akcję.

Pobieżność przekłada się również na kreację bohaterów. Czytelnik nie poznaje ich tak dobrze, jakby sobie tego życzył. Są oni wepchnięci w wir wydarzeń, związane z nimi wątki błyskawicznie toczą się w stronę finału i nie ma miejsca na przemyślenia oraz bliższe poznanie. Garść rewelacji na temat poszczególnych osób to zdecydowanie za mało, bo nie pozwoliło to nawet na zarysowanie sylwetek. Szkoda, że zupełnie nie wykorzystano tej różnorodności, która między nimi panowała. Dzięki Wyspie przecięły się losy rodziców i dzieci, walczących o równość i neonazistów, polskich studentów i ich rówieśników z innych krajów, przestępców i osób żyjących zgodnie z prawem, kochanków i małżeństw… Te różnice można wciąż mnożyć. Każde z nich miało różne interesy, poglądy, dylematy, historie i prywatne rozgrywki, które razem stanowiły niewyczerpane źródło pomysłów – istny serial na papierze. W teorii brzmi to świetnie, ale w rzeczywistości mamy do czynienia z telegraficznym skrótem losów Alicji i Luizy oraz związanych z nimi osób. Szczególnie żałuję, że nie zgłębiono przeszłości Alicji, bo jej wspomnienia związane z rodzinnym domem są w ogóle materiałem na osobną powieść.

„Mieć swoje miejsce na ziemi” to zaledwie wstęp, który mnie nie usatysfakcjonował. Jest zbyt krótki, szybko mija zagadnienia, którym powinien dokładnie się przyjrzeć. Stanowi bazę, od której dopiero powinno się rozwijać wątki, a nie je kończyć. Odniosłam wrażenie, że w książce zbyt wiele streszczono zamiast snuć opowieść, która wciągnęłaby mnie w świat bohaterów. To odczucie dominowało w trakcie lektury - „Mieć swoje miejsce na ziemi” jest niczym cudza relacja z przeczytanej książki albo obejrzanego filmu, co zupełnie nie pozwala zżyć się z bohaterami i emocjonować ich perypetiami. Mam nadzieję, że w następnej powieści autorka bardziej skupi się na swoich obserwacjach, a nie na niepotrzebnym komplikowaniu historii. Ja niestety nie znalazłam w omawianym tytule swojego miejsca na ziemi.

12 komentarzy:

  1. Szkoda, że niemożna poczuć wspólnoty z bohaterami. Nie wiem czy przeczytam, jeszcze się zastanowię.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie spodobał mi się fakt, że książka wydaję się być tylko szkicem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie znałam wcześniej tej książki, ale teraz mam ochotę ją przeczytać.
    http://okiem-ksiazkoholiczki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam tak dużo książek na liście do przeczytania, że po tę raczej nie sięgnę :) pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
  5. Fabuła jest bardzo ciekawa i gdyby niefakt że książka to tylo szkic chętnie bym ją przeczytała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możesz dać jej szansę, może inaczej odbierzesz powieść?

      Usuń
  6. Raczej nie dla mnie, więc pasuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Faktycznie niewiele stron, choć czasem i na tylu można znaleźć ciekawą opowieść. Pobieżność w kreacji bohaterów i słabo zarysowane wątki nie przekonują mnie do lektury :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, ilość stron nie świadczy o jakości powieści :) Przykładem może być "Sońka" czy "Academy Street", niewielkie objętościowo, ale bardzo interesujące.

      Usuń
  8. Szkoda, że pozycja ta nie do końca Cię usatysfakcjonowała. Debiutanci tak czasem gnają, wycinają myśli i zdania, które są konieczne a zostawiają jakieś bzdury, typu kolor sweterka ;)

    OdpowiedzUsuń