2 lut 2015

,,Love, Rosie" - Cecelia Ahern


Tytuł: Love, Rosie (znana także jako ,,Na końcu tęczy")
Autor: Cecelia Ahern
Wydawnictwo, rok wydania: Wydawnictwo Akurat, 2014
Ilość stron: 512
Cena: 39,99 zł


~~***~~



Książkę do recenzji udostępniło Wydawnictwo Akurat oraz Business&Culture


Dotrzeć razem na koniec tęczy, gdzie spełniają się marzenia

Irlandzka bestsellerowa pisarka, Cecelia Ahern, bez wątpienia zna magię tradycyjnych listów i to, jak wielkie znaczenie mogą one nadać życiu. W odręcznie pisanych listach liczy się wszystko, każdy szczegół może opowiedzieć fragment własnej historii. Począwszy od doboru papieru, koloru tuszu, może odrobinie perfum na skraju papeterii, poprzez charakter pisma, czasem rozedrgany, gdy do głosu dojdą emocje, kilka śladów łez, aż na uczuciach kończąc, które skrywają się pomiędzy słowami. W „P.S. Kocham Cię” listy były dla bohaterki podporą i drogowskazami na nowej drodze życia. Tymczasem w „Love, Rosie” listy są… życiem. Tradycyjne listy, zapisy internetowych czatów, zaproszenia na uroczystości, urzędowe pisma, pocztówki, notatki od nauczycieli, wydruki maili – każdy rodzaj pisemnej korespondencji, tradycyjnej i elektronicznej, jaki przyjdzie wam do głowy, posłużył Cecelii Ahern do opowiedzenia nietuzinkowej historii.

UWAGA! Książka była wcześniej wydana pt.: "Na końcu tęczy".

Po wzruszającym "PS Kocham Cię" następna powieść Cecelii Ahern została przeniesiona na srebrny ekran. W rolę Rosie wcieliła się Lily Collins, doskonale znana z filmów "Królewna Śnieżka", "Dary Anioła: Miasto kości" czy "Porwanie", Alexa zagrał Sam Claflin, odtwórca głównych ról w filmach "Uśpieni", "Królewna Śnieżka i Łowca", "Igrzyska śmierci".

Rosie i Alex od dzieciństwa są nierozłączni. Życie zadaje im jednak okrutny cios: rodzice Alexa przenoszą się z Irlandii do Ameryki i chłopiec oczywiście jedzie tam razem z nimi. Czy magiczny związek dwojga młodych ludzi przetrwa lata i tysiące kilometrów rozłąki? Czy wielka przyjaźń przerodziłaby się w coś silniejszego, gdyby okoliczności ułożyły się inaczej? Jeżeli los da im jeszcze jedną szansę, czy Rosie i Alex znajdą w sobie dość odwagi, żeby spróbować się o tym przekonać?

Czy warto czekać na prawdziwą miłość? Czy każdy z nas ma swoją "drugą połówkę"? Może dowiemy się tego po lekturze tej ciepłej i wzruszającej powieści.
źródło opisu: wyd. Akurat

Powieść „Love, Rosie” obejmuje blisko pięćdziesiąt lat z życia Rosie Dunne i Alexa Stewarta, dwójki przyjaciół mieszkających w Irlandii, którzy mają wielkie marzenia i od dzieciństwa snują wspólne plany na przyszłość. Rosie marzy o prowadzeniu hotelu, a Alex chce być lekarzem. Gdy chłopak wraz z rodzicami wyjeżdża do Stanów, dziewczyna podejmuje decyzję, by po skończeniu liceum dołączyć do niego i rozpocząć naukę w szkole hotelarskiej. Przecież odległość nie może pokonać takiej przyjaźni! Rosie i Alex są przekonani, że amerykański sen jest na wyciągnięcie ich rąk, jednak… los ma co do nich własne plany. Stojąc na progu dorosłości, muszą podjąć trudną decyzję, jednocześnie starając się pielęgnować swoją przyjaźń. Czy czas, odległość i nowe osoby w ich życiu osłabią tę więź, czy wręcz przeciwnie – przysłużą się jej? Perypetiom bohaterów przyglądają się ich rodziny i przyjaciele, którzy wymieniają pomiędzy sobą listy, komentując wydarzenia z życia Rosie i Alexa, zadając sobie pytanie „kogo łączy przyjaźń, a kogo kochanie?”.

„Love, Rosie” to powieść, którą czytelnik sam układa w swojej głowie. Za sprawą wyobraźni musimy wykreować historie stojące za poszczególnymi listami, ,,zobaczyć” wydarzenia, których świadkiem nie byliśmy i dopowiedzieć sobie to, o czym bohaterowie nie chcą mówić wprost. Cecelia Ahern wręcza nam stos korespondencji i pozwala śledzić losy osób, które ożywają dzięki czytającemu. Hasło reklamowe na okładce głosi, że jest to ,,wzruszająca opowieść o przyjaźni i miłości”. Myślę, że brakuje tam jeszcze jednego słowa ,,…o dorastaniu”, bo to ono odgrywa najważniejszą rolę. Od dojrzewania do dojrzałości, śledzimy rewelacyjnie ukazane kolejne metamorfozy przyjaźni Rosie i Alexa. Ahern dobrze zdaje sobie sprawę z tego, że wieloletnia więź nie będzie niezmienna od początku do końca – to byłoby nienaturalne. Zachowanie bohaterów budzi emocje; z jednej strony gorąco kibicuje się im w zmaganiach z życiem, a z drugiej czytelnik ma ochotę zdrowo potrząsnąć zarówno Rosie, jak i Alexem. Rosie jednocześnie potrafi być silną, upartą i odpowiedzialną kobietą, a z drugiej strony czasami staje się irytującym, impulsywnym podlotkiem. Alex bywa przesadnie zdeterminowany i tak zaślepiony osiągnięciem celu, że zdarza mu się iść po trupach… Dawno nie spotkałam bohaterów, których jednocześnie darzyłabym dużą sympatią i miała ochotę nimi potrząsnąć. Bez wątpienia są barwni, a brak perfekcji uczłowiecza ich, choć to wcale nie oznacza, że czytelnik nie zgrzytnie zębami z powodu ich zachowania. Przygotujcie się na to, że w trakcie lektury wielokrotnie pomyślicie „nie, nie rób tego, NIE!” i będziecie kręcić głową z niedowierzaniem „bo jednak to zrobił/a”. Ahern ma talent do kreowania interesujących, podnoszących na duchu historii, które jednak nie są pozbawione smutnych, trudnych momentów. Jednak w przypadku „Love, Rosie” zagalopowała się raz czy dwa – tak zagmatwała losy bohaterów, że czasem to ich „mijanie się” wydawało się przesadzone, a wśród decyzji, które podejmowali, znalazły się te dość nielogiczne. Na całe szczęście powieść ma zdecydowanie więcej zalet niż wad. Warto chociażby wspomnieć o humorze, którym wypełnione są wiadomości – wielokrotnie wybuchałam śmiechem w trakcie lektury, czy to z powodu perypetii bohaterów, czy ich przekomarzania się. Książkę pochłania się wprost błyskawicznie i nawet nie próbujcie się oszukiwać, że przeczytacie jeden rozdział i zrobicie sobie przerwę. Ja, choć najpierw obejrzałam film, to i tak nie mogłam oderwać się od powieści – znajomość zakończenia wcale nie odbiera przyjemności z czytania.

„Love, Rosie” jest niczym stary, dobry przyjaciel. Niby wiemy, że posiada wady, które od czasu do czasu potrafią nas zirytować, ale z drugiej strony ma w sobie tyle uroku i ciepła, że potrafimy mu to wybaczyć. Umie rozweselić i wskazać jaśniejszą stronę życia, gdy nad naszymi głowami zbierają się czarne chmury. Osładza nawet najbardziej gorzkie chwile. Udowadnia, że prawdziwa przyjaźń, niczym małżeństwo, oznacza bycie ze sobą na dobre i złe. Cecelia Ahern po raz kolejny stworzyła urokliwą, barwną historię (nie)miłosną i oddała głos zwyczajnym ludziom, którzy potrafią uczynić swoje życie nieprzeciętnym. Warto przeczytać listy od Rosie i jej bliskich – może dzięki nim odnajdziecie własny koniec tęczy?

Recenzja bierze udział w wyzwaniu Okładkowe Love

31 komentarzy:

  1. Wyczerpująca i ciekawa recenzja, jednak nie jest to raczej książka dla mnie;]
    Pozdrawiam serdecznie;]

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam ogromną ochotę na tą książkę. Idealna na walentynki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O książkach Cecelii Ahern słyszałam raczej dobre opinie, ale chyba i tak na razie sobie odpuszczę, bo to nie mój gatunek. Chociaż może kiedyś. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przeczytam, bo od dawna mam ją na stoliku, ale chyba nie w najbliższym czasie jeszcze :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mi osobiście się średnio podobała. Jakoś nie potrafiłam się odnaleźć w tej lekturze. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potrzebowałam chwili, by wciągnąć się w jej formę - listy, notatki, smsy... Wcześniej nieczęsto się z tym spotykałam. Wiem, że dla niektórych czytelników była to przeszkoda nie do pokonania.

      Usuń
  6. Uwielbiam tę książkę. Mam w planach kolejne książki Ahern i oczywiście ekranizacje :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Pokochałam tę książkę i choć przeczytałam ją jakiś czas temu, nie mogę ułożyć sobie w głowie kilku słów na jej temat. W powieściach Ahern jest taka ulotka magia, niby nie pisze o niczym nadzwyczajnym, a robi to tak, że nie sposób zapomnieć. I przelewa na papier emocje nie używając nawet jednego emotikona... to urocze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, ma rękę do kreowania magicznych historii - ale z trzech powieści, które do tej pory przeczytałam, ciągle za najlepszą uważam ,,P.S. Kocham Cię" :).

      Usuń
  8. Bardzo miło wspominam tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  9. "czasami staje się irytującym, impulsywnym podlotkiem" -> bardzo trafne XD
    Czytałam już, ale musiałam sobie robić przerwy od tej historii, bo momentami skrajnie mnie już irytowała. W dodatku po jej przeczytaniu postanowiłam jednak film obejrzeć w wersji dvd i nie wybierać się na niego do kina. Byłam na bank pewna, że tyle lat ile Alex i Rosie zajmuje "dotarcie do siebie", filmowy znacznie skrócą - taka wersja jest mało filmowa.
    Och, i jeszcze tak mnie irytowała córka Rosie (Katie?) -> a w dodatku poprzez jej postać i tego młodocianego dentysty praktycznie "dokładnie" powtórzyły się losy jej matki i Alexa, tylko w o wiele szybszym tempie i scenariuszu. Lubię Ahern, ale drugi raz za ten tytuł bym się nie zabierała - raz wystarczy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *"filmowcy znacznie skrócą" znaczy się :D To z tych emocji ;)
      Zapomniałam dodać, że NAJBARDZIEJ zabawna scena to ta, w której Rosie czyta maila od przyjaciółki z pracy, a tam jest opis pewnego włamania do mieszkania pewnego "bankiera" :D

      Usuń
    2. Wątek z włamaniem był cudny :)) Porównując książkę i film, odniosłam wrażenie, że ten pierwszy jest lepszy. Nie ma rozwleczonego wątku Katie i jej kumpla oraz wycięto chyba z piętnaście lat i kilka nieudanych małżeństw :)

      Usuń
  10. Czytałam o niej wiele pozytywnych opinii, ale sama do tej pory nie czytałam. Skoro jest jak przyjaciel, to chyba pora zawrzeć nową znajomość, więc uwaga "Love, Rosie", nadchodzę :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam klimat książek Ahern, a w tej jest on zdecydowanie wyczuwalny:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Przeczytałam tą książkę tak szybko, że nawet nie zorientowałam się kiedy. Czasami mnie denerwowała, tak bardzo chciałam żeby już, teraz byli razem a tu kolejny zwrot akcji.. ech.. ale była naprawdę dobra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobnie było u mnie - w pewnym momencie istniała tylko ta myśl ,,niech się już spotkają!".

      Usuń
  13. muszę to przeczytać.
    po prostu muszę :)

    OdpowiedzUsuń
  14. No cóż, nikt nie jest doskonały - może to powiedzenie powinno też dotyczyć książek. Wiem, że ta powieść nie jest idealna, bo naczytałam się naprawdę miażdżących opinii, ale mimo to.. sama nie wiem, czy chcę ją przeczytać, czy może jednak nie. Chyba zdam się na los - jeśli książka trafi w moje ręce, rzucę a nią okiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nie ciągnie cię do powieści, możesz spróbować z filmem. To właśnie on zachęcił mnie do sięgnięcia po powieść. Fakt, jest ona ciut gorsza, ale mnie nie rozczarowała aż tak mocno :)

      Usuń
  15. Książka jest zdecydowanie na mojej liście obowiązkowych lektur :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Jak natrafię na książkę to przeczytam:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Spotkałam się z różnymi opiniami na temat książki. Muszę sama się przekonać, czy mi się spodoba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak chyba będzie najlepiej. Warto mieć przed lekturą świadomość jej zalet i wad, przynajmniej nie ma się na starcie zawyżonych oczekiwań (a na nich można się mocno przejechać...) :)

      Usuń
  18. Świetna książka z świetnymi bohaterami. O książce chyba nigdy nie zapomnę :)
    pozdrawiam!
    http://pizama-w-koty.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  19. Do mnie zbytnio nie przemówiła, a sama historia Alexa i Rosie nieco mnie znużyła. Drugi raz podjęłam Ahern i drugi raz było tak jakoś średnio. Cóż, chętnie jednak zobaczę ekranizację, bo te na podstawie jej książek wychodzą świetnie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem w tym przypadku ekranizacja wypadła lepiej niż sama powieść (głównie dzięki kilku modyfikacjom w historii) - więc jeśli powieść cię nie zachwyciła, to wydaje mi się, że film złagodzi ten niesmak :)

      Usuń
  20. Ostatnio wiele osób zamieszcza recenzje tej książki :). Ja ją czytałam w zeszłym roku, ale też planuję o niej napisać kilka słów. Mi się bardzo spodobała. A wspominana przez Ciebie konieczność wyobrażania sobie wielu sytuacji jest zarówno wadą, jak i zaletą książki. Z jednej strony w listach opisano wiele wydarzeń, które chętnie "przeżyłabym" z bohaterami, ale z drugiej strony dzięki takiemu zabiegowi autorka może przedstawić kilkadziesiąt lat życia bohaterów bez przedłużania akcji.
    Filmu niestety nie widziałam (chociaż za książkę wzięłam się właśnie po to, żeby przeczytać ją przed pójściem do kina :P), ale mam nadzieję, że uda mi się to niedługo nadrobić.
    Na pewno w przyszłości będę chciała przeczytać kolejne książki autorki. Lustro Rzeczywistości poleciła mi "Porę na życie", więc pewnie po nią sięgnę w pierwszej kolejności.
    Pozdrawiam,
    Książkowe Wyzwania

    OdpowiedzUsuń
  21. Hej, jedna dziewczyna skopiowała twój post i wstawiła jako swój. Mam nadzieję, że zrobisz z tym porządek! :) http://lifebyjulka002.blogspot.com/2015/02/loverosie-cecelia-ahern.html?showComment=1425317650779#c3744623407430166549

    OdpowiedzUsuń
  22. Przeczytałam książkę, jeszcze pod starym tytułem. Byłam zachwycona. Tak samo, jak Ty, w trakcie czytania zaangażowałam się w wybory bohaterów. Pamiętam, że zdarzało mi się przechodzić od śmiechu do łez - momentami była to emocjonalna huśtawka.
    Film także widziałam, choć idąc do kina nie byłam świadoma, że to ekranizacja właśnie tej powieści.
    Właśnie dzięki "PS I love you" oraz "Na końcu tęczy/Love, Rosie" polubiłam autorkę i z przyjemnością sięgam po inne jej książki.

    OdpowiedzUsuń