30 maj 2014

Fanfiction – niechciane dziecko popkultury czy dochodowy interes?



Są takie powieści, gry komputerowe, anime, mangi, komiksy i filmy, z którymi fani zżywają się tak mocno, że decydują się eksplorować i poszerzać fikcyjny świat na własną rękę. Inni z kolei darzą tak mocnym uczuciem gwiazdy kina i muzyki, że czynią z nich bohaterów własnych opowiadań. W taki sposób powstaje fanfiction (znane również jako ff bądź FF, fan-fiction, fan fic, fikcja fanowska, fanfik)[1], które, mówiąc w dużym skrócie, wykorzystuje cudzą twórczość bądź życiorys realnych osób jako podstawę do własnych opowiadań. Często to podłoże przechodzi szokującą dla postronnych transformację. Przykład? Pełen agresji i erotyki związek Belli Swan i Edwarda Cullena (co w grzecznym i romantycznym Zmierzchu jest nie do pomyślenia), bądź buzujący od hormonów Hogwart (flirt Harry’ego Pottera z Draco Malfoyem albo flirt Hermiony Granger z Draco Malfoyem – to by nigdy nie przeszło w oficjalnej serii. Ale w Internecie, owszem).

Samo fanfiction ma mnóstwo odmian, które grupujemy ze względu na formę bądź temat, ale nie to chcę dzisiaj omówić. Na temat struktury fikcji fanowskiej trochę już napisano[2], a mnie bardziej interesuje wpływ FF na… literaturę popularną. Jest on o wiele większy niż może nam się wydawać.


Cudza twórczość własna

Przyznam się bez bicia: gdzieś w okolicach wieku gimnazjalnego sama pisywałam fanfiction. Jedno z nich dotyczyło Zmierzchu, a drugie moich dwóch ukochanych zespołów muzycznych. Zdecydowanie łatwiej było mi fantazjować, gdy nie musiałam tworzyć wszystkiego od podstaw. Wystarczył jeden wątek bądź bohater, by historia ruszyła z kopyta i toczyła się swoim torem. Dość szybko to rzuciłam i zaczęłam okazjonalnie podczytywać cudze historie.

Fanfiction wygospodarowało sobie w sieci wygodny kąt i przez lata generalnie nikomu nie przeszkadzało. Do czasu. Gdy w grę zaczęły wchodzić pieniądze, przestało być przyjemnie a zaczęło się robić poważnie. ,,Ale jak to?!” zapytacie ,,Jakim cudem na scenie pojawiły się pieniądze?”. Otóż historia jest krótka i nieskomplikowana - zarobić można na wszystkim, a fanfiction z dużą ilością odsłon i wiernych czytelników to żyła złota, która tylko czeka na to, by ją odkryć. Wpadły na to i autorki, i wydawcy. Sygnał dała E.L. James, która zyskała rzeszę fanek dzięki swojemu ff
Master of the Universe, który później stał się bestsellerowymi Pięćdziesięcioma twarzami Greya. Na odzew nie trzeba było długo czekać - w znakomitej ilości przypadków zdjęto najchętniej czytanie FF z portali, zmieniono imiona i nazwiska bohaterów, po czym darmowa historia z sieci stała się książką, za którą trzeba zapłacić. Ponieważ teraz modne są ekranizacje, każdy tytuł, który wzbudza zainteresowanie, ma szansę na swoje pięć minut.

Proste? Proste.

Sytuację dodatkowo ułatwia fakt, iż fanfiction często osadzone jest w innym gatunku niż oryginał, wystarczy choćby spojrzeć na Zmierzch i Pięćdziesiąt twarzy Greya – romans paranormalny dla nastolatek i erotyk. W przypadku pani James, ff okazał się piekielnie dochodowym interesem. Autorka w rok (czerwiec 2012 - czerwiec 2013) zarobiła 95 milionów dolarów.*


Czytelnicy się buntują, pisarze są podzieleni

Przeniesienie fanfiction na karty powieści bądź srebrny ekran, nie u wszystkich budzi pozytywne odczucia. Są osoby, które otwarcie mówią o tym, iż jest to żerowanie na cudzej twórczości, inni z kolei nie wiedzą, co mają o tym myśleć i jak to traktować. Gdzie zaczyna się i kończy inspiracja? Czy rzeczywiście powinno się wykorzystywać cudze wątki i bohaterów, by później, po kosmetycznych zmianach, opublikować twórczość jako własną? Czy da się oderwać powieść od fanfiction, którym niegdyś była? Wielu czytelników buntuje się przeciwko sprzedawaniu fanfiction i nie mają oporów, by wystawić takiej powieści miażdżącą opinię. 

Pomimo tych kontrowersji, takie transfery mają się świetnie i są coraz bardziej popularne. Szlak przetarty przez E.L James musi teraz pomieścić gigantyczną kolejkę chętnych, którzy chcą iść w jej ślady. W końcu kogo nie skusi wizja międzynarodowej sławy, dużych pieniędzy i nadchodzącej ekranizacji? Wielu się to udaje; wystarczy odwiedzić portal Goodreads.com, by znaleźć zatrzęsienie tytułów wywodzących się od ff, między innymi: wspomniane Pięćdziesiąt twarzy Greya (E.L. James), Piekło Gabriela (Sylvain Reynard), Beautiful Bastard (Christina Lauren), Wallbanger (Alice Clayton), Sempre (J.M. Darhower), Poughkeepsie (Debra Anastasia)… A są to tylko tytuły, które były FF Zmierzchu. Te powieści nie na darmo określane są mianem ,,instant bestseller” (natychmiastowy bestseller). Dyskusja związana ze sprzedawaniem fanfiction plus wierni czytelnicy napędzają sprzedaż, wciągając w ten wir postronnych, zaciekawionych sprawą obserwatorów.

Wśród pisarzy zdania na temat pisania fan fiction są podzielone. Jedni są na tak, wśród nich można znaleźć osoby, które same pisały, czy nawet wydały powieści bazujące na FF, inni są z kolei na nie. Chociażby Cassandra Clare, zanim zasłynęła serią Dary Anioła, zajmowała się pisaniem fanfiction ze świata Harry'ego Pottera. George R.R. Martin wypowiada się w ten sposób: ,,Jestem przeciwko temu (…) Każdy pisarz musi nauczyć się, jak tworzyć własne światy, bohaterów i zasady. Korzystanie ze świata stworzonego przez kogoś innego to zwykłe lenistwo”.[3] J.K. Rowling nie ma nic przeciwko ff jako takiemu, ,,cieszy ją zainteresowanie związane z Harrym oraz to, że ludzie poświęcają swój czas na tworzenie własnych historii” ale pod warunkiem, że ,,nie będzie to działalność zarobkowa i nie będzie powielana w tradycyjnym druku.”[4] Anne Rice wypowiada się w zdecydowanie ostrzejszych słowach: ,,Nie pozwalam na tworzenie fan fiction z wykorzystaniem mojej twórczości. Bohaterowie są chronieni prawem autorskim. Strasznie złości mnie samo myślenie o fanfiction z użyciem moich bohaterów. Radzę moim czytelnikom, by pisali własne, oryginalne historie z użyciem własnych postaci. Koniecznie uszanujcie moje życzenie.”[5] Ursula K. LeGuin na pytanie dotyczące FF odpowiedziała ,,Co do osób publikujących historie ,,wywodzące się” z mojej twórczości; jestem temu absolutnie przeciwna i nigdy nie zezwoliłam nikomu na zrobienie tego. Miło jest ,,dzielić światy”, jeśli twoja wyobraźnia działa w ten sposób – moja nie. Dla mnie to nie jest dzielenie się, ale inwazja; dosłownie, obcy przychodzi i przejmuje kraj, w którym żyję”.[6] Diana Gabaldon nie pozostawiła na fanfiction suchej nitki: ,,OK, mój stosunek do ff jest raczej jasny: myślę, że jest to niemoralne, wiem, że jest to nielegalne i sprawia, że chce mi się rzygać ilekroć przypadkowo natrafię na takie historie z udziałem moich bohaterów”, później skasowała tą wypowiedź i zamiast niej umieściła informację nieco łagodniejszą w swej wymowie: ,,Wiecie, schlebia mi to, że niektórym z was tak bardzo podobają się moje książki, że czujecie potrzebę zaangażowania się [w pisanie] w sposób bardziej osobisty niż zazwyczaj robią to czytelnicy. Jednak z powodów prawnych i osobistych nie czuję się komfortowo z myślą o fanfiction bazującym na mojej twórczości. Proszę, byście nie pisali, nie wysyłali do mnie i nie publikowali czy to w sieci, czy w druku, fanfiction związanego z moją twórczością.”[7] Dłuższą listę, obejmującą ponad stu autorów oraz fragmenty ich wypowiedzi odnośnie fanfiction można znaleźć na stronie Fanlore.org w artykule pod tytułem ,,Professional Author Fanfic Policies”.[8]


#hessa

Do rozmyślań na temat fanficiton zainspirowała mnie wiadomość, którą zamieszczono między innymi na stronie Page to Premiere.[9] Na pierwszy rzut oka to prawie zwykłe doniesienie o podpisaniu umowy wydawniczej i planowanej ekranizacji. Dlaczego ,,prawie”? Wprawny czytelnik od razu wyłowi słowo ,,fanfic”. Otóż wydawnictwo Simon&Schuster zakupiło prawa do wydania serii After, która nadal funkcjonuje w sieci jako fanfiction, mające ponad
800 mln odsłon[10]. Anna Todd, fanka książek Pięćdziesiąt twarzy Greya i Beautiful Bastard, swoją historię zbudowała wokół związku fikcyjnej bohaterki Tessy Young oraz członka zespołu One Direction – Harry’ego Stylesa. Opowieść o parze, którą pokochali czytelnicy, nadając im pieszczotliwe przezwisko ,,Hessa”, już dawno wykroczyła poza platformę Wattpad.com, na której autorka co kilka dni umieszcza kolejny odcinek serii. After, poza stroną graficzną, złożoną ze zdjęć i tzw. ,,fan artów”, posiada także własną linię biżuterii![11] Co jeszcze bardziej działa na wyobraźnię, to fakt, iż nabyto prawa do ekranizacji, zanim w ogóle After zdobyło wydawcę.

Z After, jak z każdym fan fiction ,,o sławnych” sprawa ma się nieco inaczej niż z fan fiction na podstawie cudzej twórczości. Tutaj sprawa jest w pewien sposób delikatniejsza, bowiem bazuje się na wizerunku żyjącej osoby. By uniknąć przysłowiowego ,,przeciągania struny”, Anna Todd będzie musiała edytować historię i zmienić dane głównego bohatera, jednak, jak poprzez Twittera zapewniła swoje fanki - ,,Hessa pozostanie”.


Co słychać u nas?

Polakom zjawisko pisania fanfiction wcale nie jest takie obce. Ewa Białołęcka, polska pisarka fantasy, kiedyś tworzyła ff rozgrywające się w świecie Harry’ego Pottera.[12] Agnieszka Lingas-Łoniewska zainspirowała się sagą Zmierzch przy tworzeniu powieści Brudny Świat.[13] Popularna wśród czytelniczek Ostatnia spowiedź oraz jej kontynuacja autorstwa Niny Reichter, wcześniej funkcjonowała jako fanfiction o zespole Tokio Hotel.[14] Książka Kroniki ciemności. Łowca demonów pióra Agnieszki Michalskiej powstał dzięki inspiracji serialem Czarodziejki.[15]
 
Jak widać, fanfiction walczy dzielnie o to, by zasłużyć na miano literatury. Droga z wirtualnej bądź realnej szuflady do półki w księgarni jest długa i wcale nie taka prosta, biorąc pod uwagę negatywne głosy. Czy uczniowie w końcu przerosną mistrzów, których naśladują? Czas pokaże.

___________________________________
[1] http://pl.wikipedia.org/wiki/Fan_fiction
[2] Warto chociażby zajrzeć tutaj: http://forum.mirriel.net/viewtopic.php?f=36&t=17954
*http://www.washingtonpost.com/blogs/style-blog/wp/2013/08/14/e-l-james-made-95-million-in-a-year-making-her-forbess-top-earning-author/
[3] http://www.georgerrmartin.com/for-fans/faq/
http://grrm.livejournal.com/151914.html?page=3
[4] http://news.bbc.co.uk/2/hi/entertainment/3753001.stm
[5] http://www.annerice.com/ReaderInteraction-MessagesToFans.html
[6] http://www.ursulakleguin.com/FAQ.html#FF
[7] http://www.dianagabaldon.com/misc/dianas-fan-fiction-policy/
[8] http://fanlore.org/wiki/Professional_Author_Fanfic_Policies
[9] http://www.pagetopremiere.com/2014/05/anna-todds-harry-styles-fanfic-after-to-be-published-by-simon-schuster/
http://www.pagetopremiere.com/2014/04/uta-signed-to-obtain-movie-rights-to-wattpads-harry-styles-fanfic-after/
[10] Dla osób znających j. angielski: http://www.wattpad.com/after
[11] Żeby nie być gołosłownym: http://www.jewlr.com/after
[12] http://www.encyklopediafantastyki.pl/index.php?title=Ewa_Bia%C5%82o%C5%82%C4%99cka
[13] http://www.encyklopediafantastyki.pl/index.php?title=Fanfiction
[14] http://tokiohotel-news.pl/letzte-beichte/
[15] http://recenzje-ania-annie.blogspot.ie/2014/02/wywiad-z-agnieszka-michalska.html

28 maj 2014

,,Honor" - Elif Şafak


Tytuł: Honor
Autor: Elif Şafak
Wydawnictwo, rok wydania: Wydawnictwo Literackie, 2013
Ilość stron: 500
Cena: 39,90 zł


 ~~***~~


Książkę do recenzji udostępniło Wydawnictwo Literackie

 
Zabójstwo honorowe to zjawisko, które przeraża. Gdy czytamy bądź słyszymy o oblaniu kwasem, rozstrzelaniu, biczowaniu czy ukamienowaniu kobiet to powiedzieć, że wtedy włos nam się jeży na głowie, to zdecydowanie za mało. Jakże można pojąć fakt, że ktoś może komuś zgotować taki los, że wolność i prawo do decydowania o sobie mogą być wyrokiem śmierci? Niestety ciągle istnieją miejsca, w których zabójstwo honorowe jest dla mężczyzn naturalnym środkiem do ochrony honoru rodziny. Ich bardziej przeraża splamiony honor niż cierpienie i śmierć, które mają zamiar zadać. Wymagają od matek, sióstr, żon i córek całkowitego posłuszeństwa, a jeśli takowego nie otrzymają… Kobieta, która w ich mniemaniu źle się prowadzi, jest jak skaza. Niestety to też nie jest koniec. Zgwałcona czy uprowadzona kobieta również jest karana za cudze przewinienie. Rzekome bądź prawdziwe naruszenie jej ciała to też plama na honorze pana domu. A takich plam też się nie zachowuje. Je się usuwa.

Tradycja. Rodzina. Wiara. Honor. To słowa, które w rodzinie Pembe i Jamili są powtarzane od pokoleń. Piękne to wartości, ale nawet je ludzie są w stanie wypaczyć. Wartości, których źródłem jest szacunek do drugiego człowieka, w rodzinie Pembe i Jamili od pokoleń noszą na sobie rysy. Honor, który innym nie pozwala skrzywdzić ani zabić drugiego człowieka, w ich rodzinie oraz w wielu innych staje się pretekstem do morderstwa. Uwięzione w klatce uprzedzeń, wychowania i męskiej władzy, kobiety nie przestają tęsknić za wolnością. Niektórym udaje się uwolnić, inne zostają pochwycone i ukarane. Taka wielopokoleniowa historia z różnymi barwami honoru w tle została opisana przez Elif Şafak w powieści Honor.

Ostatnio mam wiele literackich pierwszych spotkań. Ku swojemu zadowoleniu muszę przyznać, że znakomita większość z nich zalicza się do tych udanych. A jakie odczucia mam po zetknięciu z prozą Elif Şafak? Jestem całkiem bliska tego, by się zachwycić. Od języka powieści, poprzez kreacje bohaterów, na historii jako całości kończąc – żaden z elementów nie zawodzi czytelnika. Choć w żadnej mierze nie jest to baśń, a realistyczna do bólu opowieść, to jednak ma ona w sobie coś magicznego, co na wzór baśni urzeka czytelnika. Pisarka wtłacza w każde słowo emocje, zapachy i smaki, tka kolejne opowieści, które – choć w większości są piękne – to nie są pozbawione goryczy i cierpienia. Poczucie godności wplata się pomiędzy wątki i zespaja je, tworząc mozaikę czasów i losów. Śledzimy historię rodziny Topraków, która rozpoczyna się w kurdyjskiej wiosce i z czasem przenosi do Londynu, po drodze rozrzucając krewnych po świecie. Takie przenosiny musiały wywołać szok – i wywołały. Nieskrępowany i wolny Londyn za żadne skarby nie pasował do dawnej, wysłużonej miary, która tak niezawodnie pozwalała uszyć sobie życie według wiary ojców. Zderzenie dwóch kultur uwypukliło między innymi różnice w postrzeganiu honoru, co pozwoliło autorce na uświadamianie nam, jak bardzo mogą różnić się dwa spojrzenia na tą samą wartość.

W Honorze sporo jest scen, które zapadają w pamięć. Niektóre z nich mają wydźwięk humorystyczny, inne romantyczny, ale przodują te, które mają za zadanie wstrząsnąć czytelnikiem. Pisarce wystarczy jedno celne zdanie, by rzucić całkiem nowe światło na daną scenę czy historię. Choć już od progu zdradza, co się stało, to tak naprawdę nie mówi nam nic. Odsłania kolejne karty, wydarzenia z przeszłości i do samego końca nie mamy pełnego obrazu jej opowieści.

Autorka zwraca uwagę na istnienie podwójnych standardów, które zaprzeczają wszelkim prawom logiki. Otóż popadający w uzależnienie mężczyzna, który opuszcza swoją rodzinę dla striptizerki nie jest potępiany, ale kobieta, która zażąda rozwodu i spróbuje ułożyć sobie życie z kimś innym, zasługuje na dotkliwą karę. W sercu czytelnika rodzi się bunt i niezgoda na taką sytuację. To przerażające, że w świecie zbrodni honorowej o wadze przestępstwa nie stanowi zadana krzywda, ale płeć zbrodniarza. Nie mniej przerażające jest bestialstwo, które budzi się w niektórych bohaterach, gdy wydaje im się, że splamiono honor rodziny. Miłość i więzy krwi zostają przyćmione, cała wspólna przeszłość zostaje objęta niepamięcią i liczy się tylko kara.

Honor jest niesamowitą książką, którą polecam każdemu, bez wyjątku. Wielowątkowa opowieść o zetknięciu się dwóch kultur i miłości w cieniu honoru zdecydowanie zasługuje na waszą uwagę.

22 maj 2014

,,Hopeless" - Colleen Hoover [przedpremierowo]


Tytuł: Hopeless
Autor: Colleen Hoover
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: [zapowiedź] 16 czerwca 2014
Ilość stron: 424
Cena: 34,90zł



~~***~~


Książkę do recenzji udostępniło Wydawnictwo Otwarte

,,– Obiecaj mi, że za każdym razem, kiedy znów zrobi ci się smutno z jego powodu, pomyślisz o niebie, dobrze?
Ponownie kiwam głową, choć nie wiem, czemu chce, żebym mu to obiecała.
– Dlaczego? – pytam.
– Dlatego, że... – odwraca się z powrotem do gwiazd – dlatego, że niebo jest zawsze piękne. Nawet wtedy, gdy jest ciemno, deszczowo czy pochmurnie. To moja ulubiona rzecz na całym świecie, bo wiem, że nawet jeśli kiedyś się zgubię, będę samotny albo przerażony, ono i tak zawsze będzie nade mną. I będzie piękne.(…)
Wpatruję się w niebo, myśląc nad tym, co powiedział. Miło jest mieć takie miejsce, do którego można uciec, gdy się nie chce być tam, gdzie się trafiło. Od teraz, gdy będę się czegoś bała, spróbuję pomyśleć o niebie, a ono być może pozwoli mi się znów uśmiechnąć, ponieważ niezależnie od wszystkiego, zawsze będzie piękne.”

Hopeless!

Tak… Hopeless

Co ja mam wam powiedzieć o tej powieści? Mogłabym teraz wykonać gest rękoma, który oznacza, że nie mogę się wysłowić. Ewentualnie napisać ,,bo tak” i darować sobie dalszą recenzję. Nie zrobię tego, ale ostrzegam, że poniższy tekst może być chaotyczny. 

Moja ogólna refleksja jest taka, że Hopeless, jak i New Adult w ogóle, zostało stworzone po to, by rozszarpywać serca biednych czytelniczek i zalewać je falą sprzecznych odczuć. Kropka. Nigdzie nie naczytałam się tylu smutnych i wstrząsających historii, jak tylko w tej kategorii. Inna sprawa, że nie wszystkie autorki dobrze radzą sobie z tym, co biorą na warsztat. Niektóre znęcają się nad schematem i kreują oklepany romans, dla którego trudne zagadnienie jest tylko bezbarwnym tłem. Na całe szczęście Hoover należy do tej drugiej kategorii – pochyla się nad problemem, który ma zamiar poruszyć i sprawia, że znaczy on tyle samo, co wątek romansowy. Dzięki temu historia nie jest płytka jak przydrożna kałuża, a powiedziałabym nawet, że zasiewa ziarna refleksji.

Żeby nie było zbyt słodko, to przyznać muszę, że zauważyłam małą słabość autorki… Colleen Hoover w moim odczuciu ma problem z tylko jedną rzeczą – mianowicie średnio radzi sobie z rozpoczynaniem opowieści. Zauważyłam to przy okazji lektury Pułapki uczuć i widzę to również tutaj. Wrzucanie bohaterów w sidła niezbyt wiarygodnej natychmiastowej miłości to chyba nie jest najbardziej fortunny zabieg. ,,Dopiero cię zobaczyłam, ale już cię kocham!” – nie, to tak nie działa. Szczególnie, że na początku Hopeless jeden z bohaterów zachowuje się naprawdę dziwnie, niczym stalker, co każdą dziewczynę by wystraszyło, a nie zauroczyło. Że jest przystojny? A co, potencjalny psychopata przystojny nie może być? Ten element autorka mogłaby poprawić, wtedy powieść byłaby doprawdy wzorem dla reszty New Adult. Te dwa elementy, które można zamknąć w słowie ,,początek” (nieszczęsny początek), to jedyny minus powieści, przynajmniej w moim odczuciu. A jeśli później pojawiają się jakieś minusy, to ja ich nie zauważyłam, bo wpadłam w emocjonalny sztorm czy inną burzę i ostatnim, co przychodziło mi do głowy, było szukanie dziury w całym.

Gdy w Hopeless przekroczymy pierwsze spotkania i pierwsze westchnienia, wtedy możemy zagłębić się w niezwykłą i zagmatwaną historię, która wciąga w swój wir i wypuszcza dopiero o drugiej w nocy, wraz z przeczytaniem ostatniej linijki. Dobrze, że młoda jestem, bo miejscami myślałam, że moje serce nie wytrzyma. Historia Sky i Holdera przejeżdża po czytelniku jak czołg, a potem posypuje go płatkami róż. Podstawą Hopeless jest schemat uwielbiany przez New Adult – ona i on dręczeni przez przeszłość, walczą o swój związek. Tylko, jak już wyżej pisałam, dla autorki jest to zaledwie punkt wyjścia, którego nie trzyma się kurczowo. Ona buduje własną historię i nasącza ją taką ilością emocji, że nie sposób przez całą lekturę pozostać obojętnym. Po prostu się nie da. Mamy tutaj typową dla tej kategorii mieszankę smaków: dużą dawkę gorzkiego smutku, gdy odkrywamy wstrząsającą przeszłość; mamy słodycz pierwszego związku i odrobinę pieprzu w postaci scen erotycznych. Nie można też zapomnieć o dużej dawce humoru – przewrotne przekomarzania i powiedzenia bohaterów nie raz i nie dwa pozostawiały uśmiech na mojej twarzy.

Hopeless skupia się przede wszystkim na metamorfozie, jaką przechodzą bohaterowie. Początkowo to sympatyczna nastolatka i zadziorny nastolatek. Początkowo to tylko licealny romans. Początkowo… Nastrój się zmienia, a my zagłębiamy się w przeszłość postaci. Dwie płaszczyzny – wstrząsająca przeszłość i słodko-gorzka teraźniejszość coraz mocniej się przenikają, nadając historii głębi. Zmieniają się bohaterowie i zmieniają się relacje pomiędzy nimi. Odkrycie prawdy dosłownie wywraca wszystko do góry nogami. W trakcie lektury w mojej głowie pojawiało się wiele pytań, na które autorka udzieliła mniej bądź bardziej wiarygodnych odpowiedzi. Generalnie jestem w stanie uwierzyć w jej wyjaśnienia dotyczące książkowych wydarzeń.

Hopeless to kapitalne New Adult, tytuł obowiązkowy dla fanów i naprawdę ciekawa propozycja dla tych, którzy jeszcze nie zapoznali się z tym odrobinę specyficznym gatunkiem. To poruszająca historia o miłości i radzeniu sobie z ranami na psychice, o desperackich próbach spajania rozbitego życia i dorastaniu do tego, by spojrzeć wstecz. Colleen Hoover potrafi grać na emocjach, dlatego jeśli chcecie poczuć coś w trakcie lektury – jest to książka dla was. Może będzie to smutek, a może radość. Szok, zdenerwowanie, irytacja bądź zdziwienie.

Przekonajcie się sami, patrząc wraz z bohaterami w niebo pełne nadziei.

19 maj 2014

,,Wszechświat kontra Alex Woods" - Gavin Extence


Tytuł: Wszechświat kontra Alex Woods
Autor: Gavin Extence
Wydawnictwo, rok wydania: Wydawnictwo Literackie, 2014
Ilość stron: 424
Cena: 39,90 zł 


 ~~***~~


Książkę do recenzji udostępniło Wydawnictwo Literackie



Gdy niebo (tak jakby) spada ci na głowę

Po lekturze powieści Wszechświat kontra Alex Woods poczułam się, jakbym to ja dostała w głowę meteorytem. Zaćmiło mnie na dłuższą chwilę a każda sformułowana opinia zostawała na końcu języka. Zaniechałam w końcu układania recenzji i zamiast tego zatopiłam się w rozmyślaniach na temat losów Alexa. Jest o czym rozmyślać – wielość zagadnień rozrzuconych po całej książce uderza odłamkami w czytelnika.

Coś wam powiem, tak na wstępie – pod całym tym humorem i sarkazmem to jest kosmicznie smutna powieść.

Brytyjczyk z blizną na głowie

Alex Woods nie ma w życiu lekko. Bliskie spotkanie z meteorytem zaowocowało nie tylko sławą, ale i chorobą. Padaczka i blizna na głowie oraz zamiłowanie do literatury i nauki czynią z niego cel dla szkolnych dręczycieli. Nie pomaga mu bycie wychowywanym przez samotną matkę, właścicielkę sklepu ezoterycznego. Świat nie ma litości dla nawet najmniejszej inności, a inność i bycie nastolatkiem zdecydowanie nie idą ze sobą w parze. Dzięki niefortunnemu wypadkowi Alex zaprzyjaźnia się z panem Petersonem, weteranem wojennym. Nietypowa przyjaźń staje się lekiem na samotność, zarówno dla chłopca, jak i starszego mężczyzny.

Najważniejszy dla Alexa jest rozum. Racjonalność i nauka to filary jego wiary i narzędzia, którymi próbuje okiełznać świat. Nic więc dziwnego, że w trakcie lektury powieści jesteśmy raczeni informacjami na temat fizyki. Dzięki swojej chorobie Alex fascynuje się również zagadnieniami dotyczącymi mózgu oraz… astronomii. Do tego dorzućmy zainteresowanie twórczością Kurta Vonneguta. Ambitny z niego chłopak, nieprawdaż?

Wszechświat kontra Alex Woods to scena dla trzech aktorów: Alexa, jego matki i pana Petersona. Reszta w dużej mierze jest milczeniem. To ich relacje są najciekawsze, stanowiąc podstawę powieści. To poprzez nich autor porusza trudne tematy, kreując słodko-gorzką, ale i inteligentną opowieść o życiu. Napisałam wcześniej, że jest to również smutna powieść – nadal tak twierdzę. Pomimo humorystycznego zacięcia, pomiędzy wierszami książki Wszechświat kontra Alex Woods pełno jest samotności, choroby i śmierci. Współczułam Alexowi, który musiał zmagać się z tym wszystkim. Czasem można było odnieść wrażenie, że wszystko sprzysięgło się przeciwko niemu.

Akcja toczy się raczej nieśpiesznie. Extence daje sobie czas na dygresje i retrospekcje. Wplata w tekst informacje z różnych dziedzin nauki, kluczy pomiędzy bohaterami, by później nieco przyśpieszyć. Poprzez swoje pióro nie szczędzi humoru i ironii, którymi przyozdabia obserwacje dotyczące relacji międzyludzkich, jak i życia w ogóle.

…bo świat to za mało

Gavin Extence niestety nie wystrzegł się kilku błędów. Pierwsze, co najmocniej rzuca się w oczy, to fakt, że początkowa wielowątkowość gdzieś po połowie powieści rozpada się, pozostawiając tylko jeden wątek. Z wielu interesujących tematów wybrano jeden, a resztę posłano do diabła. Dlaczego? Odniosłam wrażenie, że autor śpieszył się, by przedstawić swoje poglądy, zanim dotrze do finału. Rozumiem, że chciał położyć nacisk na to konkretne zagadnienie, ale zapomniał, że potrzebuje ono dobrego tła.

Czy nam się to podoba, czy nie, nie da się pisać o nastolatku, nie dotykając okresu dojrzewania. Extence chyba też o tym wie, ale jednocześnie próbuje to ominąć. Z niezbyt zadowalającym skutkiem. Najwyraźniej z tego niezdecydowania powstał wątek przyjaźni Alexa z Ellie, który jest zbyt nieporadny, by był wart uwagi. Zmarnowany potencjał? Można i tak to nazwać. Motyw pierwszego, może i naiwnego zauroczenia byłby idealną przeciwwagą dla trudnej przyjaźni z panem Petersonem. Odarcie historii Alexa z typowego elementu okresu dojrzewania zubożyło książkę. Nie chodzi tylko o wątek romantyczny (tudzież jego brak). Powieść obejmuje kilka lat z życia młodego człowieka, lat metamorfozy, które zazwyczaj są określane mianem najbardziej burzliwych. U Alexa nie widać tego w prywatnym sensie, bo ogólnie jego życie jest naprawdę burzliwe. Wątek pana Petersona trochę go przyćmił.

Pomimo tych potknięć, uznaję pierwsze spotkanie z autorem za bardzo udane. Wszechświat kontra Alex Woods to nietuzinkowa powieść i, być może, zapowiedź nowej gwiazdy na pisarskim firmamencie. Gavinowi Extence jak na razie brakuje do ogłoszenia go literackim objawieniem, ale zdobywanie szczytu zaczyna z całkiem niezłym przygotowaniem. Kolejne powieści mogą albo zrzucić go w przepaść, albo pchnąć ku gwiazdom. Mam nadzieję, że Wszechświat kontra Alex Woods nie będzie jednorazowym wybrykiem autora i że w przyszłości jeszcze o nim usłyszymy.

15 maj 2014

,,Wykolejony" - Michael Katz Krefeld [przedpremierowo] + zaproszenie


 Tytuł: Wykolejony
Autor: Michael Katz Krefeld
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: [zapowiedź] 5.06.2014
Ilość stron: 364


 ~~***~~


Książkę do recenzji udostępniło Wydawnictwo Literackie


Zostać wykolejonym wcale nie jest trudno. Czasem jedna zła decyzja w połączeniu z niesprzyjającymi okolicznościami, wywołuje lawinę konsekwencji. Niektórzy ludzie upadają na dno przez własne błędy, a inni zostają tam zepchnięci. Wie coś o tym Thomas Ravnsholdt, stróż prawa, któremu cudzy błąd roztrzaskał życie. Wie coś o tym Masza, młoda dziewczyna, która popełniła błąd, ale to ktoś inny rozerwał jej życie na strzępy. Każde z nich myśli, że od dna dzieli ich niewiele. Nie mają nawet pojęcia, przez co będą musieli przejść, zanim rzeczywiście się tam znajdą…

Wykolejony to przede wszystkim kawał interesującej i klimatycznej powieści. Początkowo odrębne historie splatają się ze sobą, tworząc wyrazisty i wstrząsający obraz świata, w którym króluje okrucieństwo, narkotyki i seks. Hasło reklamowe powieści nie kłamie - dosłownie schodzimy do piekła, stopień za stopniem, coraz niżej. Atmosfera gęstnieje, opowieść staje się mroczniejsza. Robi się duszno i klaustrofobicznie… 

Już na wstępie trzeba przyznać, że Krefeled ma dobrą rękę do kreowania pełnego niepokoju klimatu. Tutaj nie znajdziecie optymistycznych akcentów, bo szarość ustępuje miejsca tylko czerni. To samo jest z lokacjami – kluby, ulice, mieszkania czy tajemnicza Arizona – zniszczone, ciemne, po sufit wypełnione brakiem nadziei.

Niektóre rozwiązania, po które sięgnął autor, są dość wyświechtane czy też typowe, ale po wymieszaniu ich z jego własnymi pomysłami, całość nieźle się broni. Mówiąc o wyświechtaniu, mam tutaj na myśli kreację głównego bohatera. Thomas ,,Ravn” Ravnsholdt jest typowym przedstawicielem kryminalnej braci – po traumie, która go dotknęła, topi smutki w alkoholu i nie może pogodzić się z przeszłością.

Kolejny typowy element to wykorzystanie zabiegu czasowego, który znamy już z innych kryminałów – splatanie ze sobą wydarzeń z przeszłości i teraźniejszości. Autor poprzez lata 1979 - 2010 - 2013 łączy ze sobą ofiarę, oprawcę i policjanta. Poprzez ofiarę, czyli Maszę, trafiamy do mafijnego świata, który jest… przerażający. Tyle. Odmawiam dalszego składania zeznań. Wydaje mi się nawet, że bardziej niż na kryminalnej zagadce, autorowi zależało właśnie na dokładnym przedstawieniu podróży bohaterki przez piekło. Sam wątek tego, kto zabija, jest bardziej wplecionym dodatkiem w ramach rozwinięcia intrygi niż daniem głównym. Czy to dobrze, czy źle? Powiem tak: jeśli nastawicie się wyłącznie na śledztwo policji związane z psychopatą, to się rozczarujecie. To zupełnie nie o to tutaj chodzi.

Czego mi w powieści brakowało? Nieco głębszego wejrzenia w psychikę czarnych charakterów: chociażby głównego gangstera oraz mordercy. Jeśli chodzi o zabójcę, to w rozdziałach mówiących o przeszłości opuszczamy go, gdy jest dzieckiem na początku wstrząsającej metamorfozy. Później wracamy do dorosłego psychopaty w rozkwicie. Brakowało mi tego dosłownego i symbolicznego okresu dojrzewania zbrodniarza. Gangster jest postacią bardzo interesującą, mogłoby się wydawać, że nie ma w sobie ani krzty dobra, za to posiada nieskończone pokłady agresji. Jest on bohaterem, którego nawet czytelnik się boi. Slavros, bo tak się zwie, sam o sobie mówi, że walczył na wojnie i robił ,,różne” rzeczy, a jednocześnie wspomina o tym, że ma rodzinę i najwyraźniej się o nią troszczy. Trudno mi uwierzyć w to, że ktoś taki jest w stanie żywić do kogokolwiek ciepłe uczucia. Właśnie dlatego chciałabym mieć lepszy wgląd w jego psychikę, zobaczyć co nim kieruje, dlaczego stał się takim dwulicowym potworem. Krefeld ma niewątpliwy talent do kreowania atmosfery niepokoju oraz sylwetek bohaterów lubujących się w przemocy i plugawości, więc wystarczyłoby, gdyby przełożył cały zewnętrzny brud świata przedstawionego na wewnętrzne mechanizmy psychiki. Ponieważ Wykolejony jest pierwszym tomem serii, liczę na to, że w następnych książkach autor pozwoli nam zajrzeć do świata najmroczniejszego ze wszystkich – myśli sadysty. 

Michael Katz Krefeld ma szansę podbić serca miłośników kryminału. Wie, jak połączyć interesującą historię i wykreować odpowiadającą jej atmosferę. Co prawda musi jeszcze popracować nad rozwojem psychiki bohaterów, ale ma ku temu okazję – w końcu Wykolejony to zaledwie początek serii.

Czy będąc na dnie piekła, można upaść jeszcze niżej? Wykolejony udowadnia, że nie ma czegoś takiego, jak dno. Zawsze może być jeszcze gorzej, jeszcze brutalniej, jeszcze straszniej. W świecie pozbawionym litości, oczekiwanie na pomoc wydaje się być zbędnym luksusem.

Krew ścina się w żyłach na samą myśl, że ta fikcja wcale nie leży tak daleko od prawdy…  

 
~~***~~ 


fot. Thomas A.
Międzynarodowy Festiwal Kryminału i Wydawnictwo Literackie zapraszają na spotkanie z debiutującym w Polsce, uznanym w Skandynawii, duńskim autorem

MICHAELEM KATZEM KREFELDEM

29 maja (czwartek), godz. 20.30,
Mediateka, pl. Teatralny 5, Wrocław.

Z autorem Wykolejonego rozmawiał będzie Piotr
Bratkowski (Newsweek).
Michael Katz Krefeld w rodzinnym kraju nie musi już nikogo przekonywać do swego kunsztu pisarskiego. W 2007 roku jego powieść Before the Storm otrzymała nagrodę za najlepszy debiut w kategorii literatury kryminalnej, kilka lat później czwarta książka Krefelda Black Snow Halling została wyróżniona statuetką najlepszej powieści tego gatunku.