28 kwi 2014

,,Księżyce Jowisza" - Alice Munro [przedpremierowo]


Tytuł: Księżyce Jowisza
Autor: Alice Munro
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: [zapowiedź] 21 maja 2014
Ilość stron: 384
Cena: 38 zł - miękka oprawa
              44,90 zł - twarda oprawa



~~***~~


Książkę do recenzji udostępniło Wydawnictwo Literackie


Z Alice Munro po raz pierwszy spotkałam się dzięki książce Taniec szczęśliwych cieni, która uświadomiła mi, że moja niechęć do sięgania po opowiadania może być dużym błędem. Myślałam, że krótkie historie zazwyczaj pozostawiają czytelnika z poczuciem niedosytu, nie pozwalają mu zżyć się z bohaterami i dobrze zagłębić w ich świat. Teraz mogę powiedzieć, że zostałam z tego błędu wyprowadzona.

Księżyce Jowisza to książka, która swoją premierę miała w 1982 roku. Po trzydziestu dwóch latach do rąk czytelników trafi polski przekład. Tomik otwiera wstęp napisany przez autorkę, który jest nie mniej interesujący niż same historie. Munro pisze o jej stosunku do opowiadań oraz procesie ich powstawania. Okazuje się, że linia fikcji i linia biografii mogą splatać się ze sobą na wiele sposobów. Gdy czytelnik już na progu jest witany przez pisarkę tak ciekawymi anegdotami, to już wie, że dalsze spotkanie będzie bardzo interesujące.

Na Księżyce Jowisza składa się jedenaście opowiadań, w tym jedno dłuższe, podzielone na dwie części. Początkowo planowałam omówić każde z nich z osobna, ale po zastanowieniu zaniechałam tego. Odkryjcie Księżyce Jowisza sami, bez mojego uprzedzania, co was czeka po drodze. Niech ten tom będzie dla was kompletną niespodzianką i tajemnicą, byście mogli poznawać bohaterów nie znając ich historii z drugiej ręki.

Wszystkie opowiadania, choć spięte wspólną klamrą relacji międzyludzkich i przemian bohaterów, różnią się od siebie. Niektóre obejmują potężny kawałek czasu, inne skupiają się na chwilach. Mówią o miłości, przyjaźni i zdradzie; o tym, że kochać i zdradzić można nie tylko drugiego człowieka, ale i swoje pochodzenie. Niektóre przemiany dokonują się cicho, ledwie dostrzegalnie i nie zawsze dotyczą głównej postaci, a inne z kolei przetaczają się po linijkach niczym burza. Autorka osadza każde opowiadanie w konkretnym, czasem zaskakującym miejscu, udowadniając, że subtelne relacje między ludźmi mogą mieć miejsce zarówno w murach szkoły, jak i… ubojni indyków. Pisze o osobach młodych i starszych, o małżeństwach, narzeczeństwach, rozwodnikach i samotnikach. O pracujących umysłowo i fizycznie. O dzieciach, kobietach i mężczyznach. Pisze o codzienności każdego i robi to w taki sposób, że fascynuje nas historia, którą tak naprawdę znamy i słyszeliśmy z milion razy. Urok prozy Noblistki tkwi w jej obserwacjach, w zauważaniu małych codzienności, które my pomijamy, bo są dla nas tak zwyczajne, że aż niewarte uwagi. Pisarka potrafi w kilku słowach nakreślić sylwetkę bohatera, którego czytelnik z łatwością może sobie wyobrazić, bo, po raz kolejny, jest to ktoś ,,z sąsiedztwa".

Słowa Munro się chłonie i delektuje. Powoli, nieśpiesznym tempem przechodzimy przez kolejne opowiadania, przyglądając się każdemu bohaterowi i każdej bohaterce. Mamy sposobność, by pożyć przez chwilę cudzym życiem i doświadczyć, w jaki zaskakujący sposób mogą splatać się ludzkie losy. 

Dla mnie te historie są pełne – nie pragnę wiedzieć więcej a i niczego mi w nich nie brakuje. Nie znaczy to w żadnym wypadku, że autorka źle pisze i że najzwyczajniej w świecie nie interesują mnie losy bohaterów. Jest zupełnie odwrotnie. Po prostu czuję, że wszystko, co mogło zostać opowiedziane, opowiedziane zostało. Nie pominięto żadnego elementu czy wydarzenia, nawet najmniej istotnego. To proza, która syci czytelnika.

Gdybym miała krótko podsumować pierwszy (Taniec szczęśliwych cieni) i drugi (recenzowane Księżyce Jowisza) tom opowiadań Alice Munro, to chyba zdecydowałabym się na słowa ,,niezwykłość codzienności”. Każda historia jest wyjątkowa, choć przedstawia życie, które na dobrą sprawę może toczyć się tuż za ścianą albo w naszym domu.

Jeśli jeszcze nie znacie twórczości Alice Munro, to Księżyce Jowisza świetnie nadają się jako książka na pierwsze spotkanie, a jeśli macie za sobą jeden tom bądź więcej, to dobrze wiecie, że jest to proza, z którą warto spotykać się wielokrotnie.

23 kwi 2014

Stosik z okazji Światowego Dnia Książki

Co prawda nie należę do ,,stosikowców", nie wstawiam zdjęć swoich zbiorów, choć wprost uwielbiam oglądać cudze książkowe stosy. Dzisiaj jednak zrobię mały wyjątek i też pochwalę się tytułami, które w najbliższym czasie mam zamiar przeczytać. W końcu Światowy Dzień Książki trzeba jakoś uczcić :)

Większość to tak zwane ,,zakupy własne", niektóre książki wygrałam w konkursie i pojawił się nawet jeden egzemplarz recenzencki.



 

Od góry:


Księżyce Jowisza Alice Munro - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Literackiego; premiera 21 maja 2014. Ja przepadłam już po kilku pierwszych stronach i mam głęboką nadzieję, że cały tom jest równie urzekający.

Tonąca dziewczyna Caitlín R. Kiernan - zakup własny. W prawie każdej recenzji tej powieści pojawiają się słowa ,,mroczna" i ,,niepokojąca". Jak dla mnie - to nie ma lepszej rekomendacji.


Nowy Jork
Magdalena Rittenhouse - zakup własny, upolowany na chwilowej przecenie na empik.com - 32 zł zamiast 45 to JEST promocja :). Miłości do NY ciąg dalszy. Poza tym, to Wydawnictwo Czarne, znaczy - można brać w ciemno, bo wiadomo, że to kawał dobrej książki.


Ciemno, prawie noc
Joanna Bator - wygrana na LubimyCzytac.pl. Perełka stosiku - z autografem. Dwie poprzednie powieści tej autorki mnie zachwyciły, teraz mam szansę zapoznać się z książką uhonorowaną Nagrodą Nike.


Brudny świat Agnieszka Lingas-Łoniewska - wygrana w blogowym konkursie. Autorka ma wiele fanek, co widać na blogach. Dla mnie będzie to pierwsze spotkanie z jej twórczością, zobaczymy co z tego wyniknie.


Wszystko zostaje w rodzinie Aneta Jadowska - zakup własny. Powiem krótko: Dora Wilk i jej kompania. Zaczytywałam się w trzech poprzednich tomach, więc i najnowszej powieści nie mogło u mnie zabraknąć.

Sto imion Cecelia Ahern - wygrana w blogowym konkursie. Autorkę znam tylko z powieści P.S. Kocham Cię, którą zaliczam do swoich ulubionych. Coś czuję, że ja i jej dalsza twórczość się polubimy :) Dodatkowo na wewnętrznym skrzydełku okładki widnieje zapowiedź najnowszej powieści Ahern - ja już z wyprzedzeniem nie mogę się doczekać.

Jej wszystkie życia Kate Atkinson - zakup własny. Zdobywczyni m.in. Goodreads Choice Awards 2013, tytułu przyznawanego przez czytelników. Książka, której anglojęzyczne wydanie swego czasu widziałam wszędzie. Czytelnicy chwalą, a ja mam zamiar się przekonać ,,o co ten szum".

Zimowa opowieść Mark Helprin - zakup własny. Rzekomo arcydzieło. Przed premierą bardzo intensywnie reklamowana. Wielopłaszczyznowość i realizm magiczny. Nowy Jork. Oby rzeczywiście była tak dobra jak mi się wydaje.

Złodziejka książek Markus Zusak - zakup własny. Książka, którą czytali chyba wszyscy oprócz mnie. Już od dawna chciałam się z nią zapoznać, a teraz mam dodatkową motywację w postaci ekranizacji. Jak powszechnie wiadomo - książka przed filmem.



To tyle. Zdecydowanie powyższe tytuły umilą mi oczekiwanie na premierę
City of Heavenly Fire C.Clare (już za 35 dni!) oraz Mr Mercedes S.Kinga 
(41 dni).

22 kwi 2014

,,Deadly" - Sara Shepard

15851928

Tytuł: Deadly
Autor: Sara Shepard
Wydawnictwo, rok wydania: HarperTeen, 2013
Ilość stron: 305


Polskie wydanie

Dotychczasowe tomy wydawało wydawnictwo Otwarte, więc możemy spodziewać się, że i ten tom wkrótce się pojawi.
Jak na razie, brak konkretnych informacji.



~~***~~


Deadly, czternasty tom serii Pretty Little Liars, przynosi jeszcze bardziej soczyste skandale, mroczne sekrety i szokujące zwroty akcji.

Aria, Emily, Hanna i Spencer zrobiły straszne rzeczy – rzeczy, które posłałby je za kratki, gdyby ktokolwiek się o nich dowiedział. Ich prześladowca A wie o każdym z tych grzeszków…

Do tej pory A zatrzymywało dla siebie sekrety dziewczyn, używając ich, by móc je torturować. Teraz zmieniły się zasady gry. Nagle Emily, Spencer, Hanna i Aria są wzywane na przesłuchania, a ich świat zaczyna się walić. Jeśli plan A się powiedzie, Kłamczuchy z Rosewood mogą zostać uwięzione na dobre…


Powiem bez ogródek: Deadly to kolejny zapychacz w serii, który przeciąga wątki z poprzednich tomów – nieudolne śledztwo policji, powtarzanie w kółko przez dziewczyny, że Alison żyje, wracania pamięcią do wakacji na Jamajce. Powtórka z rozrywki, ot co. Z marazmu czytelniczego wyrwało mnie tylko jedno wydarzenie: gdy na czyichś nadgarstkach zatrzaśnięto kajdanki. Autorka rozwleka każdą sytuację, po raz kolejny pisząc o tym samym (przykładowo: ile razy czytaliśmy już o tym, że Hanna i jej ojciec się nie dogadują, bo on woli drugą rodzinę i politykę albo że Emily jest w wiecznym konflikcie ze swoją rodziną?). Poza tym notorycznie przypomina informacje, o których… przypominała już w poprzednich książkach.

W ogóle nie poczułabym, że sięgnęłam po nową powieść z serii, gdyby nie zakończenie. Na to czekałam!

Trzy ostatnie rozdziały przyniosły finał! Poznajemy tożsamość pierwszego i drugiego A, intryga ledwo, bo ledwo, ale zostaje rozplątana, sypie się konfetti, strzelają korki od szampana… To jest tom, który powinien wszystko zakończyć.

Powinien.

Gdyby tylko autorka wprowadziła małą zmianę w finałowej potyczce, wszystko perfekcyjnie zamknęłoby się w czternastej książce. Ale nie! To nie jest finalny finał, to zaledwie finał-przed-finałem. Czekają na nas jeszcze dwa tomy, bo Sara Shepard po raz kolejny zostawiła sobie otwartą furtkę. Słowem: rozciągnęła finał na trzy tomy. Chyba planuje stworzyć końcową bitwę z udziałem wojska i kosmitów pod wodzą A, w międzyczasie umieszczając retrospekcję z życia każdego bohatera. Już Deadly, pomijając zakończenie, było właściwie o niczym, więc nie wiem, czy można jeszcze bardziej rozwodnić wydarzenia, by opisów starczyło na dwie, ponad trzystustronicowe powieści.

Zarzekałam się, że przeczytam całą serię, ale teraz nie jestem tego taka pewna. Mam już Kłamczuchowstręt i skoro poznałam tożsamość A, to po co mi w to dalej brnąć?

21 kwi 2014

,,The Elite/Elita" - Kiera Cass

Tytuł: The Elite
Autor: Kiera Cass
Wydawnictwo, rok wydania: HarperTeen, 2013
Ilość stron: 336


Polskie wydanie
Tytuł: Elita
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: [zapowiedź] 21 maja 2014



~~***~~



Są książki, czy też serie, które są tak przewidywalne, że porzucamy je w połowie lektury. Są też równie przewidywalne powieści, których jednak nie porzucamy, a doczytujemy do samego końca i nawet sięgamy po następny tom, jeśli takowy istnieje. Cóż to za magia tkwi w tej przewidywalności, że raz nas odstręcza, a raz przyciąga?

Cukierkowo-baśniowe Rywalki wypadły dość przeciętnie w moich oczach, choć przyznać muszę, że dzięki swojej prostocie spisały się świetnie jako lekki, popołudniowy umilacz. Nie byłam pewna, czy warto w ogóle sięgać po Elitę, bo mając w pamięci potworne niezdecydowanie głównej bohaterki oraz niedopracowanie świata przedstawionego, wydawało mi się, że stracę tylko czas na ,,powtórkę z rozrywki”. Ale że te powieści mają w sobie przewidywalność przyciągającą, w końcu ponownie wylądowałam w pałacu księcia Maxona.

Sporo się tu pozmieniało. W Selekcji pozostało tylko sześć kandydatek, które otrzymały miano tytułowej Elity. Potencjalne księżniczki są poddawane coraz trudniejszym próbom, które mają pokazać im, co to znaczy być przyszłą królową. Życie w pałacu, której wcześniej wydawało się bajkowe, teraz pokazuje swoją ciemniejszą stronę. Rebelianci coraz zacieklej atakują pałac, a na granicach państwa wybuchają bunty. Pojawiają się głosy, by jak najprędzej zakończyć Selekcję. Presja wywierana na księcia Maxona, który stara się ukryć swój bolesny sekret, zaczyna odbijać się na Americe, która boryka się z własnymi problemami…

Bogactwo, przepych, piękne suknie i… korona – to skutecznie zwabiło do zamku potencjalne kandydatki na żonę dla księcia. Zachwycone bajkowym życiem dziewczyny nawet nie zdawały sobie sprawy z tego, że słodycz bycia wybraną może nie być wystarczająca, by osłodzić im gorycz życia na dworze.

America nadal nie podjęła decyzji, komu ofiarować swoje serce. Niestety. Jej rozdarcie pomiędzy księciem a strażnikiem znowu utrzymuje się przez całą powieść, tak samo, jak miało to miejsce w Rywalkach. Czy to irytuje? Oczywiście. Choć przyznać muszę, że w tym tomie odrobinę lepiej rozumiałam wahanie głównej bohaterki, bo autorce udało się wpleść kilka interesujących wydarzeń w fabułę. W końcu Mer ma jakąkolwiek podstawę do zmiany zdania. Nie, żeby ta podstawa była jej szczególnie potrzebna – nasza chorągiewka na wietrze w jednym rozdziale potrafi zmienić zdanie odnośnie każdej kwestii, jaka jej dotyczy. Tak jest od początku do końca powieści. Jeśli America zostanie królową, to ja obawiam się o losy kraju.

,,Wypowiadam im wojnę! Albo nie… A nie, jednak tak! Walczymy! Chociaż…”

Sami widzicie. Trudno kibicować w walce o koronę komuś, kto nie ma w swoim życiu ani jednej trwałej wartości, którą sam wybrał i jej się trzyma. Poza tym główna bohaterka za dużo płacze, ba! praktycznie zalewa się łzami non stop. Owszem, są sytuacje, które doprowadzają do rozpaczy, ale w większości wypadków America płacze bo… bo tak. Bo jest problem/bo go nie ma. Widać, przygryzanie wargi albo czerwienienie się były już zajęte. Naprawdę, będzie z niej fantastyczna królowa. Zamiłowanie Mer do skrajności i zmieniania zdania widać również w jej charakterze. Pojawiają się u niej cenne momenty siły i waleczności, które zdradzają, że pod tym całym niezdecydowaniem, płaczliwością i nieporadnością kryje się dziewczyna godna korony. Szkoda tylko, że Mer tak słabo pokazuje swój pazur i nie wykorzystuje wielu danych jej szans.

Wspomniane wcześniej interesujące wydarzenia sprawiły, że mimo wszystkich zarzutów, jakie mam w stosunku do Elity, powieść podobała mi się bardziej, niż jej poprzedniczka, Rywalki. Choć popełnia większość błędów pierwszego tomu, to jednocześnie częściowo naprawia inne potknięcia.

W końcu mniej więcej (tak, to naprawdę jest mniej więcej) dowiadujemy się, o co walczą rebelianci i dlaczego atakują zamek. Co prawda ujawnienie tego faktu budzi kolejne pytania i liczę na to, że Kiera Cass odpowie na nie w finałowym tomie, bo szkoda byłoby, gdyby zakończyło się to ślepą uliczką. Zresztą, wątek buntowników jest chyba najciekawszy w całej powieści. Dotyka on historii powstania państwa i splata się bezpośrednio z Americą, która staje się powierniczką pewnego sekretu. Interesujące było obserwowanie ujawniania grzeszków rodziny królewskiej. Choć ten wątek jest płaski, jak zresztą każdy w tej powieści i pobieżnie opisany, to jednak czytanie o czymkolwiek, co nie jest trójkątem miłosnym, wydaje się niezmiernie fascynujące.

Bohaterowie nie stali się spektakularnie barwni, kolejne imiona pojawiają się i znikają na kartach powieści. Kandydatki, poza irytującą Americą, nadal są bezbarwne i nijakie. Myślałam, że ta szóstka zacznie się czymś różnić od siebie i zdołam kogoś polubić na tyle, by kibicować jej w walce o koronę. Niestety, prawie wszystko zdominowała Mer i jej miłosny dylemat. Napisałam ,,prawie”, bo pojawiło się dwóch bohaterów, którzy zdradzają aspirację do bycia kimś więcej, niż tylko imieniem na stronie. Mówię tu o księciu Maxonie i królu Clarksonie. Tak! Oni pokazują przebłyski charakteru! Nawet ktoś tutaj ma zadatki na drania! Biorąc pod uwagę to, co oferuje powieść, z tego naprawdę należy się cieszyć. A Aspen? Haha, Aspen… Aspen jest. Niezmiennie od pierwszego tomu – jest. Tyle.

Jeśli podobały wam się Rywalki, wydaje mi się, że Elita również powinna wam przypaść do gustu. To nadal ta sama baśniowa historia, choć pojawia się w niej więcej mrocznych barw. Ja jestem daleka od zachwytów, bo te powieści są strasznie niedopracowane, jednak muszę przyznać, że mimo wad, Elita wciągnęła mnie i bawiłam się całkiem nieźle w trakcie lektury. I tak, sięgnę po trzeci tom zatytułowany The One, bo chociaż wydaje mi się, że wiem, jak skończy się ta historia, to coś mnie ciągnie do baśniowego świata. Po cichu liczę na to, że Kiera Cass czymś mnie zaskoczy, a cała bajka niespodziewanie nabierze głębi.

18 kwi 2014

Liebster Blog Award #2

Zostałam nominowana do Liebster Blog Award przez blogerkę Marre S z bloga miedzysklejonymikartkami.blogspot.com


Na czym polega LBA?

,,Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób, informujesz ich o tym oraz zadajesz im 11 pytań. Nie można nominować bloga, który Cię nominował."

Za kolejną nominację dziękuję, a oto moje odpowiedzi :)




~~***~~



Dlaczego czytasz?

…bo jestem kiepską sportsmenką i nie potrafię rysować *złowieszczy śmiech*

A tak na serio – to już uzależnienie. Nie mogę nie czytać, nieważne, czy mówimy o popularnej, niezbyt ambitnej literaturze, którą wciągam taśmowo, czy o bardziej wymagających tytułach. Czytam, bo lubię; czytam, bo moja wyobraźnia to głodomór i ciągle domaga się jedzenia :) ; czytam, bo książki zainteresowały mnie, gdy byłam dzieckiem i tak mi już zostało; czytam, bo tylko tak mogę być w wielu miejscach na raz i żyć życiem innych osób; czytam… bo tak.


Jaki gatunek najchętniej czytasz?

Nie mam konkretnego gatunku, częściej skupiam się na autorze czy zagadnieniu, jaki porusza książka. Jednak są gatunki, które najczęściej powtarzają się w mojej biblioteczce:

- horror,
- powieści obyczajowe wszelkiej maści, w tym New Adult & Young Adult,
- książki podróżnicze,
- reportaże/literatura faktu,
- fantastyka ze swoimi podgatunkami


Jacy są twoi ulubieni autorzy i dlaczego?

Tutaj też paskudnie nieoryginalna będę. Moimi ulubionymi autorami są:

- Stephen King
Miewa książki lepsze i gorsze, wiem to dobrze jako fanka. Podziwiam jego niesamowitą wyobraźnię oraz kawał porządnego warsztatu. King potrafi stworzyć horror, jak i powieść o dorastaniu. Sprawdza się w prawie każdym gatunku i oprócz atmosfery, fabuły i lokacji, nie zaniedbuje również portretów psychologicznych postaci. Po prostu dba o każdy element powieści, a ja, jako czytelnik, zatapiam się w tym świecie i w większości przypadków nie chcę go opuścić, nieważne, jak krwawe i straszne wydarzenia mają tam miejsce.

- J.K. Rowling
Ludzie mogą mówić co chcą, ale ja nie wyobrażam sobie swojego dzieciństwa bez Harry’ego Pottera. To w dużej mierze dzięki niemu stałam się molem książkowym. Jasne, wcześniej też czytałam książki, ale magia Hogwartu jeszcze bardziej wciągnęła mnie w czytelniczy świat. Poza tym, ,,Trafnym wyborem” autorka udowodniła mi, że potrafi pisać nie tylko dla dzieci i nie tylko o magii.

- Ellen Hopkins
Jest to autorka w Polsce nieznana, a wielka szkoda. Przeczytałam pięć tomików jej pióra i mam wielką ochotę na kolejne. Specjalizuje się ona w poruszaniu trudnych tematów, m.in.: uzależnień, przemocy, problemów z rodzicami, z wiarą, ze związkiem, z samookaleczeniem, z akceptacją… Co jest niezwykłe w jej twórczości to to, że czyni ona z prozy poezję. Kolejne zdania formuje w wersy, często rozbija je na graficzne znaki, a kolejne rozdziały mają formę białych wierszy. Autorka korzysta z niecodziennych metafor i zamieszcza w swoich książkach wiele trafnych, ale niewygodnych dla niektórych, spostrzeżeń.

- Haruki Murakami
Nie spodziewałam się, że jego, bądź co bądź, specyficzna twórczość trafi i do mnie. Po przeczytaniu Norwegian Wood przepadłam kompletnie. Nieprosta prostota i pozorne nieskomplikowanie jego twórczości wciągają czytelnika do innej rzeczywistości. Lubię tę otoczkę tajemniczości, która otacza wszystkie jego książki. Choć często buduje swoją historię z tych samych elementów, to nigdy nie wiem, do czego mnie to doprowadzi.

- Jodi Picoult
Picoult lubię za poruszanie ciekawych i jednocześnie trudnych zagadnień. Często zmusza mnie do myślenia ,,co ja bym zrobiła w takiej sytuacji?”. Nieważne, nad jakim problemem Picoult się pochyla, zawsze jest merytorycznie przygotowana do opisywania go.

- Neil Gaiman
Czy jest coś, za co można Gaimana nie kochać? Jego książki są fantastyczne w każdym znaczeniu tego słowa, dając świadectwo nieposkromionej wyobraźni. I do tego zawsze czyha gdzieś w tle groza… Poza tym, tak pozaczytelniczo, łączy nas miłość do czarnego koloru :)


Która z książek, jakie przeczytałeś/-aś, najbardziej oczarowała cię stylem, językiem? (może być ogólnie autor)

Frapujące pytanie. Ostatnio oczarowały mnie ,,Piaskowa góra” i ,,Chmurdalia” Joanny Bator. Przytoczę tu fragment mojej recenzji ,,Autorka fantastycznie włada słowem, co w połączeniu z równie dobrym zmysłem obserwacji daje niezwykły efekt. Przyziemna codzienność styka się z duchowością, prosty język niepozbawiony wulgaryzmów sąsiaduje z poetyckimi metaforami.”


Gdzie najczęściej czytasz (dom, szkoła, środki komunikacji publicznej itp)?

Zdecydowanie w domu, choć, przy sprzyjającej pogodzie, lubię również czytać na łonie natury, czy to w parku, czy na działce.


Na co najbardziej zwracasz uwagę w księgarni/bibliotece, jeśli zupełnie nie znasz znajdujących się tam pozycji ani autorów?

Hmm… Ciekawe pytanie. Zazwyczaj rozglądam się za znanymi mi autorami albo tytułami, o których wcześniej coś słyszałam/czytałam. Rzadko wstępuję do księgarni ,,na ślepo”, bo mam tak długą listę książek do przeczytania, że zawsze rozglądam się za czymś konkretnym. Jeśli jednak żaden z tytułów/autorów nic mi nie mówi, to kieruję się kilkoma innymi elementami: tytuł – jeśli mnie zaciekawi, wtedy sięgam po książkę, by zapoznać się z opisem z tyłu okładki; sama okładka – wiadomo, oprawa graficzna potrafi przyciągnąć wzrok i skusić czytelnika; jeśli już mam książkę w ręce, to oczywiście zwracam uwagę na opis, zaglądam do środka i czytam fragment.


Wymieniasz się książkami, sprzedajesz, czy zostają one z tobą na zawsze?

Wymieniam się, ale na zdecydowanie mniejszą skalę niż dawniej. Często sprzedaję książki bądź oddaję pojedyncze egzemplarze za darmo. Są książki, które zatrzymuję i takich jest najwięcej, ale są też tytuły, które mnie rozczarowały i nie widzę powodu, by trzymać je na półce. Zatrzymuję głównie tytuły, które mnie zachwyciły, bądź zrobiły na mnie wrażenie. Albo po prostu miło spędziłam z nimi czas :) W przypadku pozostałych, liczy się dla mnie sam fakt obcowania z daną książką i ukrytą w niej historią a nie to, że jej papierowa wersja stoi na mojej półce.


Masz jakieś strategie podczas kupowania książek (przez Internet, wyprzedaże)?

Zazwyczaj kupuję przez Internet, bo mimo, że uwielbiam księgarnie i ich klimat, to często wirtualne zakupy pozwalają zaoszczędzić więcej pieniędzy. Korzystam z wyprzedaży, ale specjalnie nie czatuję na okazje. Mam listę książek, które muszę przeczytać/kupić i jej się trzymam – jeśli w tym samym czasie natrafię na promocję, to z niej korzystam.


Dlaczego założyłeś/-aś bloga?

Na początku miałam jedynie konto na LubimyCzytac.pl, gdzie z czasem zaczęłam publikować swoje recenzje. Obserwując innych użytkowników, zauważyłam, że coraz więcej z nich otwiera własne blogi z recenzjami. Spodobał mi się taki pomysł – posiadania własnego kawałka Internetu, wygospodarowanie kącika w blogosferze dla siebie. Tak oto, w listopadzie 2011 roku, zainspirowana utworem oraz teledyskiem mojego ukochanego zespołu, wręczyłam samej sobie klucze do pokoju o numerze 6277 :)


Jak inaczej spędzasz czas niż czytając i blogując? Jakieś hobby?

Jeśli chodzi o hobby, to:

- lubię słuchać muzyki,
- interesuję się fotografią (zarówno cudzymi pracami, jak i sama pstrykam od czasu do czasu),
- uwielbiam podróżować, nawet jeśli są to jednodniowe wypady gdziekolwiek. Sama myśl o podróży, nieważne jak malutkiej, dodaje mi energii :)
- i chyba moja największa miłość, czyli pisanie. Czytam i amatorsko recenzuję, a z drugiej strony sama piszę, już od kilku dobrych lat. Gdy zaglądam do szuflady ze swoją dawną twórczością, na przykład ze szkoły podstawowej, to nie mogę powstrzymać uśmiechu, gdy widzę swoje pierwsze, nieporadne próby ;) Skończyłam swoją pierwszą powieść, która ma już za sobą etap ,,leżakowania” i poprawek, teraz czekam na to, co w związku z nią przyniesie los ;)


Lubisz słuchać muzyki? Jak tak, to jakiej (gatunek, wykonawcy)?

Gatunki… Nie lubię się bawić w gatunki, bo to prosta droga, by wpaść w milion kategorii i podkategorii, i się z tego nie wyplątać. Generalnie lubię rock i jego pierdyliard odmian. Pop też lubię. I pop-rock. I punk. I…

Kurczę, widzicie do czego prowadzi wymienianie ulubionych gatunków? Człowieka prędzej szlag trafi niż dojdzie z tym do ładu. Ktokolwiek wymyślił, że szufladkowanie cokolwiek ułatwia, chyba nie wiedział, ile tych szufladek można stworzyć.

Wymienianie ulubionych wykonawców to nieco łatwiejsze zadanie. No to lecimy:

- 30 Seconds to Mars
- Bring Me the Horizon
- Young Guns
- Linkin Park (w nowszych kawałkach próbuję się zakochać, ciężko mi to idzie, zdecydowanie wolę ich starsze płyty. Przynajmniej na razie)
- Muse
- Panic! At the Disco
- Poets of the Fall
- Three Days Grace
- Paramore
- Fall Out Boy
- Imagine Dragons
- My Chemical Romance
- AFI
- Florence and the Machine
- Evanescence
- Breaking Benjamin
- Pidżama Porno
- Strachy na Lachy
- Nine Inch Nails
- One Republic
- Pink

Plus milion pojedynczych utworów różnych wykonawców, którzy okazjonalnie przewijają się na mojej playliście. Jak widać, ortodoksyjny przeciwnik współczesnej muzyki powiedziałby, że słucham komercyjnej papki, ale mam to centralnie… Wiadomo gdzie.

To koniec na dziś. Pozdrawiam! :)