27 mar 2014

,,The edge of always/ Na krawędzi zawsze" - J.A. Redmerski


Tytuł: The edge of always
Autor: J.A. Redmerski
Wydawnictwo, rok wydania: Forever, 2014
Ilość stron: 412


Polskie wydanie


Tytuł: Na krawędzi zawsze
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: [zapowiedź] 14.05.2014



 ~~***~~


Podróż własnymi śladami



<3
,,Na krawędzi nigdy” podbiło moje serce, o czym możecie przeczytać TUTAJ. Gdy autorka obwieściła, że zamierza kontynuować losy Camryn i Andrew, z jednej strony ucieszyłam się, ale z drugiej miałam pewne obawy. Przeskoczenie tak wysoko zawieszonej poprzeczki wydawało się naprawdę trudnym zadaniem. Czy ta sztuka udała się pisarce? O tym dowiecie się w dalszej części recenzji.

Pięć miesięcy temu Camryn i Andrew, zmagając się z osobistymi problemami, spotkali się w autobusie Greyhound. Zakochali się w sobie i udowodnili, że gdy dwoje ludzi jest sobie pisanych, los znajdzie drogę, by ich połączyć.

Teraz, w niecierpliwie oczekiwanej kontynuacji ,,Na krawędzi nigdy”, Camryn i Andrew realizują swoją miłość do muzyki i żyją w pełni, tak, jak sobie obiecali. Niespodziewana tragedia wystawia ich związek na próbę. Gdy Camryn próbuje uśmierzyć swój ból, Andrew podejmuje odważną decyzję: aby odzyskać dawne życie, wybiorą się w kolejną podróż przez kraj.

Wspólnie odnajdą ekscytacje, pasję, przygody – i wyzwania, których nie mogli przewidzieć.

Opis jest bardzo ogólnikowy, ale inny być nie może, by nie zdradzić najważniejszych wydarzeń. Tak naprawdę w ,,Na krawędzi zawsze” sporo się dzieje. Historię poznajemy z dwóch perspektyw: Camryn i Andrew. Ich spojrzenia uzupełniają się i nawzajem kontynuują opowieść. Wcześniej główni bohaterowie skupiali się wyłącznie na sobie, odurzeni miłością i życiem w drodze. Teraz zatrzymali się i stoją na rozdrożu, a w ich życiu coraz większą rolę odgrywają inni ludzie. Próbując pogodzić swoje plany i marzenia, zastanawiają się nad losem. Niegdyś spychane na dalszy plan demony przeszłości powracają.

<3Motyw podróży nadal odgrywa w powieści niebagatelną rolę, choć teraz jest on ukazany w nieco innym świetle. Ważniejsze stają się dylematy bohaterów, którzy próbują nadać swojemu życiu tor. Imają się oni różnych zajęć, próbując wrócić na dawną drogę i testują kilka opcji. Wraz z nimi zaznamy zarówno domowych pieleszy, jak i życia w drodze. Ich przygody czasem rozśmieszają, czasem wzruszają, a nawet... potrafią zmrozić krew w żyłach.

Jedną z najmocniejszych strony powieści jest jej różnorodność – zarówno pod względem podejmowanych tematów, jak i zmiennej atmosfery. Bywa poważnie, wręcz dramatycznie, z chwilami zadumy i smutku, nie brakuje refleksji na temat życia i radzenia sobie z tragedią; jest również romantycznie, onieśmielająco i gorąco, gdy dochodzi do zbliżeń; nie można również pominąć zwyczajności i codzienności. To zdecydowanie dodaje powieści barw, a wyważone przejścia pomiędzy często skrajnymi stanami budzą w czytelniku całą gamę emocji.

Two words to live by :-)Okazuje się, że to już nie jest ta sama Camryn i ten sam Andrew. Trudne przejścia pozostawiły w nich kilka blizn i rys. Stali się bardziej dojrzali i świadomi. Również ich związek się zmienił. W pierwszym tomie wszystko było dla nich świeże i nowe, romans toczył się wręcz bajkowo. Teraz przyszedł czas na to, by odkryć, co kryje się pod tą bajką. 

Dobrze, że pisarka nie zdecydowała się na cukierkowy romans i nie spłyciła portretów psychologicznych postaci. Nie mamy tutaj problemów rozwiązywanych pstryknięciem palca a życie nie układa się wyłącznie cudownie. Los testuje ich związek, udowadniając, że miłość to nie tylko motylki w brzuchu, jak lubią sugerować niektóre książki z gatunku New Adult. Jako ciekawostkę można dodać, że w powieści pojawia się inna para, której autorka poświęciła swoją kolejną książkę ,,Song of the Fireflies".

Ten tom oceniam nieco niżej, bo po drodze często brakowało mi tej magii, jaką oferowała jego poprzedniczka. Cóż, trudno byłoby autorce w ogóle przebić rewelacyjne ,,Na krawędzi nigdy”. Kontynuacja jest nieco słabsza od poprzedniczki, ale, na szczęście, to nadal bardzo dobra i klimatyczna powieść.

.
,,Na krawędzi zawsze” podejmuje nowy etap podróży, przynosząc wiele niespodzianek. Od całkowitej dewastacji do uleczenia, od zagubienia do wolności, historia Camryn i Andrew zatacza koło, a ich szalona miłość dojrzewa. Zmagania z tragedią oraz następującą po niej codziennością mogą umocnić związek, bądź doprowadzić do jego rozpadu, o czym na własnej skórze przekonują się bohaterowie.

,,Na krawędzi zawsze” udowadnia, że po szczęśliwym zakończeniu rozgrywają się równie piękne, choć trudne historie. Ta książka trafi do serca każdego, kto szuka wzruszającej, ale nie cukierkowej opowieści o miłości oraz podejmowaniu niełatwych decyzji. Szukanie własnej drogi w życiu często prowadzi do ślepych uliczek i błędnych adresów, ale kiedyś w końcu wychodzi się na prostą. ,,Na krawędzi nigdy” było zaledwie początkiem podróży, ,,Na krawędzi zawsze” pokaże wam zaskakującą trasę życia Camryn i Andrew.









_______
żródła:
http://www.pinterest.com/pin/52002570669123835/
http://www.pinterest.com/pin/52002570671488478/
http://www.pinterest.com/pin/52002570671623026/
http://www.pinterest.com/pin/52002570671149336/

22 mar 2014

,,Znaki szczególne" - Paulina Wilk


Tytuł: Znaki szczególne
Autor: Paulina Wilk
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: 19 marca 2014
Ilość stron: 300
Cena: 34,90 zł


~~***~~


Książkę do recenzji udostępniło Wydawnictwo Literackie


Gdy dowiedziałam się o nadchodzącej premierze nowej książki Pauliny Wilk, od razu pomyślałam, że muszę ją przeczytać. ,,Lalki w ogniu” pozostawiły po sobie bardzo dobre wrażenie i ciekawiło mnie, cóż też nowego stworzyła autorka. ,,Znaki szczególne” ze swoją tematyką pojawiają się w dość wyjątkowym czasie, bo w tym roku wolna Polska obchodzi swoje 25-lecie.

A o czym traktują ,,Znaki szczególne”? O pokoleniu transformacji, osobach, które dziś mają około trzydziestu lat i o wpływie historyczno-politycznych zawirowań na ich życie. To zapiski o wspólnym dorastaniu wraz z demokracją; nostalgicznie spojrzenie wstecz, do czasów dzieciństwa oraz następujący po nich chaos, który wywrócił do góry nogami dosłownie każdą dziedzinę życia.

Ja, choć urodzona po roku 1989, również ze swojego dzieciństwa pamiętam niektóre elementy przytoczone przez autorkę, w tym prawdziwy ,,relikt”, czyli elektroniczną grę z wilkiem zbierającym jajka w kurniku. Wtedy to było coś! Poza tym skakanie w gumę, zabawy na trzepaku, torebki z vibovitem, przesiadywanie na klatkach schodowych i słynne ,,czy Ania może wyjść się pobawić/ na podwórko?”. To, czego resztek sama nie doświadczyłam, znam z opowiadań krewnych, bądź widziałam przechowywane drobiazgi. Teraz, jako młodsze pokolenie, dzięki ,,Znakom szczególnym" mam szansę uporządkować cudze relacje i zobaczyć pełny obraz, ten obcy-nieobcy świat i to, jak się zmieniał.

,,Polityka i historia zastały nas w trakcie zabawy” 


Autorka wraca do dzieciństwa, potem przechodzi do lat nastoletnich i dorosłości, w międzyczasie, jako przerywnik, sięgając do teraźniejszości. Śledzi rozwój każdego zagadnienia, od czasów przełomu do czasów obecnych, by potem znów sięgnąć do przeszłości, rozpoczynając nową ścieżkę rozmyślań. Jej spojrzenie jest kompleksowe – pochyla się nad polityką i jej wpływem na codzienne życie, nie zapomina również o relacjach międzyludzkich, o związkach, rodzicielstwie, technologii, dorastaniu i pracy. Obserwujemy historyczne wydarzenia jakby zza kulis, z perspektywy przeciętnego człowieka.

Paulina Wilk zestawia ze sobą świat tuż ,,przed” i świat tuż ,,po”. Sentymentalna podróż w czasie miesza się z trzeźwym spojrzeniem, a autorka występuje w podwójnej roli: bohaterki i obserwatorki. Wspomnienia na temat dziecięcych lat zostają zagłuszone pędem nowego. Nagle trzeba było sięgać wyżej, mieć więcej i wybierać z morza możliwości. Gdy tylko socjalistyczna rzeczywistość ustąpiła to, jak pisze autorka, ,,Dorośli rzucili się naprzód, chcąc może w tym nagłym przyspieszeniu zgubić przeszłość. A my pędziliśmy za nimi, upuszczając gdzieś po drodze pluszowe miśki, wystrugane z sosnowej kory łódki i plastikowe lale.”*

Rozpoczął się wyścig szczurów, którego wcześniej nie było… bo nie było do czego się ścigać. Na scenę wszedł konsumpcjonizm. Rzeczy przestały służyć lata, teraz służą aż do pojawienia się nowszego modelu. Wirtualny świat zbliża ludzi, jednocześnie oddalając ich od siebie w realnym świecie. Wieloletnie sąsiedzkie znajomości zastąpił korowód bezimiennych twarzy. Po zachwycie nowym, chłonięciu wszystkiego, co do tej pory było niedostępne, nadszedł czas na rozczarowania. Zaczęto sięgać po to, co wcześniej odrzucono. ,,Odbudowujemy więzi – lokalne, niekomercyjne. Wracamy do wymiany. Uczymy się zapomnianego – pieczenia chleba i lepienia glinianych garnków (…)”.

,,Znaki szczególne” są zupełnie odmienne od ,,Lalek w ogniu” pod każdym względem, również językowym. O ile ,,Lalki…” porwały mnie swoim nurtem i z łatwością zatopiłam się w lekturze, o tyle ,,Znaki…” wymagają większego nakładu uwagi i częstszych przerw w trakcie czytania. Czasem ciężko było mi się ,,zgrać” z językiem użytym w książce, dlatego dawkowałam sobie poszczególne rozdziały. To zdecydowanie nie jest lektura na jedno popołudnie, mimo średniej objętości.

,,Znaki szczególne”, choć traktują o pokoleniu obecnych trzydziestoparolatków, to jednak powinny przypaść do gustu szerszej grupie czytelników. Obserwowanie kalejdoskopu zmian było dla mnie niesamowitym przeżyciem. Jako czytelnik poprzez książkę mogłam nabrać dystansu, zrobić krok w tył i spojrzeć na szerszy obraz przemian. Autorka już przy ,,Lalkach w ogniu” udowodniła, że ma talent do obserwowania codzienności i ujarzmiania piórem jej chaotyczności. Co jak co, ale opisanie burzliwych czasów transformacji i jej skutków w życiu codziennym jest równie karkołomne, jak pisanie o społeczeństwie w Indiach. ,,Znaki szczególne” posiadają wiele trafnych i interesujących spostrzeżeń na temat ówczesnych i bieżących wydarzeń. Niektóre z nich wydają się być oczywiste, ale z ilu takich oczywistości nie zdajemy sobie sprawy, dopóki ktoś inny ich nie zauważy?

______________
*wszystkie cytaty pochodzą z książki ,,Znaki szczególne" Pauliny Wilk, wyd. Literackie

20 mar 2014

Życie jest jak… jajko z niespodzianką, a ,,Jajko z niespodzianką" jest jak życie! Wywiad z autorką.


Czytelnicy znajdą tu „znajomych”, o których plotkujemy

Rozmowa z Agnieszką Krakowiak-Kondracką, wieloletnią scenarzystką serialu „Na dobre i na złe” i autorką książki Jajko z niespodzianką, która 3 kwietnia ukaże się nakładem Wydawnictwa Literackiego.

fot. Adam Golec; sesję zrealizowano w Małopolskim Ogrodzie Sztuki.

Dziennikarka, scenarzystka, pisarka… Czy to naturalna kolej rzeczy? Czy marzyłaś o napisaniu książki?

 

AKK: — Byłoby fantastycznie, gdyby wszystko dało się zaplanować. Ale u mnie niestety częściej rewolucja niż ewolucja. Może to banał, ale życie naprawdę pisze scenariusze. Wczoraj, po latach miałam się spotkać się z koleżanką. Dokładnie przygotowałam program. Dokąd pójdziemy, co robimy. Tymczasem okazało się, że telefon nie działa, więc nie możemy się znaleźć, a mój klucz od samochodu stracił kontakt z polem elektrycznym, co ponoć zdarza się „raz na milion”. Wszystkie misterne plany wzięły w łeb. Niespodzianki mnie prześladują. Lubiłam być dziennikarką, to dawało wspaniałe kontakty z ludźmi. Dzięki tej pracy odwiedzałam miejsca, w których inaczej nigdy bym się nie znalazła. Jako scenarzystka musiałam sobie ludzi i świat wymyślać. Książka, powieść, to jeszcze jedna odsłona. Chyba jeszcze ciekawsza. Nie tylko można sobie wszystko wymyślić, ale wejść w głowę tych stworzonych przez siebie ludzi i dokładnie przekazać co czują. Podobało mi się to.

Czym książka różni się od serialu?


— W scenariuszu myśli się obrazem, sceną. No i konstrukcją. Ma być wyraźny początek, rozwinięcie, koniec. Pointa w scenie. W książce też nie chciałam iść za strumieniem świadomości. Uznałam, że czytelnikowi, tak jak widzowi „należy się” przyzwoicie skonstruowana historia z wyrazistym bohaterem. Więc na pewno mój debiut powieściowy jest trochę „filmowy”. Dzieje się dużo. Miałam początkowo problem z opisem miejsc, tego jak kto jest ubrany i co robi w danej chwili. Strasznie dużo didaskaliów! W scenariuszu, przynajmniej serialu, dominuje jednak dialog. Ale po jakimś czasie zrozumiałam, że żaden reżyser nie zrobi tu za mnie nastroju i nie doda nic od siebie. Pisząc książkę trzeba być jednocześnie scenografem, reżyserem i scenarzystą. Ale na szczęście nie trzeba wstawać o piątej rano, żeby dojechać w tym celu na plan.

Skąd czerpiesz pomysły?

— Wszędzie słyszy się dobre historie. Najczęściej od osób, które nie zdają sobie sprawy z tego jaki dobry film albo książka mogłyby powstać na podstawie ich losów. Lubię rozmawiać z ludźmi. Wszyscy mają w sobie coś inspirującego. Mąż wspominał kiedyś jak na imieninach, barwnie opowiadającego gospodarza, było kilkoro scenarzystów. Filmowcy zaczęli się kłócić, kto z tego i co rezerwuje dla siebie. Są też oczywiście gazety, reportaże. Ale ja wolę wyszperać coś mniej oczywistego. Mniej nagłaśnianego. Poszukać emocji. 


Jajko z niespodzianką to doskonały, przezabawny portret przedszkolnego środowiska. Pokazałaś typy rodziców i bolączki, które zaprzątają obecnie ich głowy…

— Mam nadzieję, że czytelnicy znajdą tam „znajomych”. Takich, o których plotkujemy. Lubiących zaszpanować: sobą, dzieckiem, majątkiem. Trochę denerwujących, mających się za lepszych aspirujących do bycia kimś, czasem za wszelką cenę. Ale i odkryją świat, do którego może nie mieli dotąd dostępu. Świat dużych pieniędzy, prywatnych szoferów, całodobowych niań, dzieciaków, które mają wszystko. To cała galeria bohaterów. Mam nadzieję, że niejednoznacznych i zaskakujących. Takich jak Adam, potężny biznesmen, który stwarza wrażenie niedostępnego i antypatycznego, a w rzeczywistości…

Patrycja, która jest ikoną stylu i rywalką mojej bohaterki. Tomasz — ochroniarz z przedszkola, aspirujący do lepszego życia. Maja, która wydaje się być idealną przyjaciółką. Nie mogę oczywiście zdradzić szczegółów, ale bogacze też nie zawsze są szczęśliwi. Mam nadzieję, że czytelnicy polubią też moich dziecięcych bohaterów. Często to ich oczyma będziemy poznawać świat dorosłych.

W ostatnich latach podejście do rodzicielstwa bardzo się zmieniło. Jesteśmy bardziej świadomi, niż nasi rodzice. Jak myślisz, skąd się to bierze?


— Świat się zmienił. Nie ma zabaw na trzepakach, dzieciaki nie noszą klucza na szyi. Ich codziennością są wypełnione grafiki zajęć rozwijających, dziesiątki kilometrów przemierzane w korkach. I to często, gdy berbeć nosi jeszcze pieluchę. Ilu rodziców, tyle modeli na najlepsze wychowanie. I tyle potencjalnych konfliktów. Szczepić — nie szczepić, wymagać i dyscyplinować czy dawać twórczą swobodę, pozwalać na kreskówki czy zlikwidować telewizor. Wakacje na Majorce czy w gospodarstwie ekologicznym. Mamy wiele możliwości i wiele trudnych wyborów. Decydujemy i decydujemy właściwie od urodzenia naszych dzieci. Świat daje aż za wiele możliwości, żeby się w tym nie pogubić. To często niestety rodzaj szumu informacyjnego. Wyposażamy dzieci na wyrost, a zapominamy o podstawach. Rozmowie, zabawie. A może to obawa, że jeżeli my im czegoś nie damy, to w świecie bezrobocia i bezlitosnej walki, nie będą miały szansy same tego zdobyć?

Dla małej Julki luksusowe przedszkole ma być parasolem ochronnym, trampoliną w dorosłe, spokojne życie. Czy myślisz że takie inwestycje — prywatne przedszkole, prywatna szkoła — są dobre dla dzieci dzisiaj?

— Chcemy dzieci żywić zdrowo, chronić je przed chorobami, zapewnić im najlepszy start. Jedni rodzice uważają, że dziecko tylko w zwykłym przedszkolu i podstawówce nauczy się życia, tam zawalczy o swoje. Inni sądzą, że trzeba je do lepszego życia odpowiednio wyposażyć i zaprogramować. Elitarną szkołą, przedszkolem dwujęzycznym. Nie ma jednoznacznej odpowiedzi, co jest lepsze. Obawiam się, że za każdym razem można użyć stwierdzenia „czas pokaże”. Ale na pewno za często dopingujemy dzieci do rywalizacji, a za rzadko do przyjaźni.

Jak zmienia się bohaterka książki Ada w czasie lektury? Co dało jej obcowanie z tym specyficznym środowiskiem? Jak na nią wpływa?

— Ada weszła w środowisko ludzi majętnych, mając na względzie dobro córki. Była trochę naiwna, sądząc że nic ją z tym światem nie zwiąże. Ale stała się jego cząstką. Nie wiedziała, że to dżungla rządząca się twardymi prawami. Kilka razy źle „zainwestowała” swoją wiarę w ludzi. Sparzyła się, ale w efekcie stała się odważniejsza. Nauczyła się, że czasem warto odciąć się od przeszłości, i że ryzyko może się opłacić; że jest nie tylko matką, ale i kobietą.
Mam wielką nadzieję, że czytelnicy razem z moją bohaterka i jej bliskimi będą się bawić i wzruszać. Z akcentem na „bawić”. 


Agnieszka Krakowiak-Kondracka urodziła się i dorastała w Kielcach. Zawsze chciała pisać. Swoją pasję rozwijała najpierw jako dziennikarka w kieleckich mediach. Nie podobał jej się jednak kierunek, w którym zmierzało przed laty dziennikarstwo. W końcu zakochała się w scenarzyście, a za tą miłością poszła też miłość do tworzenia – wciąż na nowo - życia na ekranie. O swojej profesji mówi: „To bajka, która opowiada o dobrych ludziach, a o złych tylko wtedy, kiedy mają szansę się zmienić i odnaleźć w sobie ten dobry pierwiastek”. Lubi tworzyć tę bajkę, brać w swoje ręce losy przeróżnych postaci i „łamać sobie głowę, jak im skomplikować życie”. Pisanie wciąż sprawia jej satysfakcję, zwłaszcza wtedy, gdy „kogoś wzruszy lub ucieszy”. Powieść to kolejny krok, rozwijanie pasji, która stała się sposobem na życie; profesji, która nie tylko pozwala na finansową stabilizację, ale nieustannie daje satysfakcję. Bohaterki Jajka z niespodzianką – Ada i mała Julka – są jej dziś równie bliskie, co lekarze z Leśnej Góry.







,,Zabawna, wzruszająca. Przeczytałam tę książkę jednym tchem."
Kamilla Baar


Agnieszka Krakowiak-Kondracka jest mistrzynią snucia obyczajowych opowieści, czego dowiodła niejednokrotnie wyciskając łzy z całej rzeszy telewidzów i wzbudzając uśmiech na ich twarzach. Taka też będzie jej pierwsza powieść – zabawna, miejscami smutna, chwytająca za serca i prawdziwa, jak życie.  Ada ma trzydzieści lat i sama wychowuje 3-letnią córeczkę. To już nie małe obciążenie, a dodać należy, że Julka ma nie w pełni sprawną rączkę, co bywa tematem drwin rówieśników i przysparza samotnej mamie nowych trosk. To jednak dopiero początek opowieści. Na kolejnych jej stronach na naszą bohaterkę czyhają – wszystkowiedząca babcia Irena, dobre przedszkole „stwarzające perspektywy”, bogaci rodzice i eko-rodzice, duże wydatki, finansowe upadki i wzloty, flirty, miłosne spojrzenia, potencjalni narzeczeni i… „były” mąż.

Jajko z niespodzianką
premiera: 3 kwietnia 2014 


Jajko z niespodzianką to pierwsza książka ukazująca się w ramach nowej serii WL. W Serii z fasonem już niebawem ukaże się Zabłądziłam Agnieszki Olejnik.
Moją recenzję na temat książki możecie znaleźć TUTAJ



______ 
źródło zdjęć, wywiadu: materiały wydawnictwa

18 mar 2014

,,Dziennik Bridget Jones" - Helen Fielding

http://s.lubimyczytac.pl/upload/books/214000/214394/252342-352x500.jpg

Tytuł: Dziennik Bridget Jones
Autor: Helen Fielding
Wydawnictwo, rok wydania: Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2014
Ilość stron: 368
Cena: 44,90 zł


~~***~~


Książkę do recenzji udostępniło Wydawnictwo Zysk i S-ka


Codziennie liczy kalorie (przynajmniej próbuje), rzuca picie i palenie (przynajmniej próbuje), osiąga wyznaczone cele (przynajmniej próbuje), zrzuca zbędne, jej zdaniem, kilogramy (przynajmniej próbuje), nie rozpacza z powodu braku męża (przynajmniej próbuje). A wszystkie swoje próby skrzętnie notuje w dzienniku.

all by myself bridget jonesBridget Jones miała mnie rozśmieszyć do łez. Cóż, przynajmniej próbowała. I w dużej mierze jej się to udało. ,,Dziennik Bridget Jones” to klasyka literatury chick-lit, czyli książek lekkich, łatwych, przyjemnych i kierowanych do kobiet. To rozrywka w postaci czystej. 

Trzydziestoletnia singielka, która w wielu aspektach jest zupełnym przeciwieństwem idealnej kobiety, zjednała sobie serca wielu pań na całym świecie. Łatwo się z Bridget identyfikować, bowiem każda z nas może w jej perypetiach znaleźć element siebie – czy to chodzi o pracę, o związki, o męczące pytania odnośnie małżeństwa i dzieci, o wagę, która nie chce spaść, o zdolności kulinarne, a raczej ich brak, o włosy, które nie chcą się układać, o finanse… Można by tak długo wymieniać. Ta nieidealność głównej bohaterki w dużej mierze przyczyniła się do wielkiego sukcesu książki. W końcu pojawiła się fikcyjna przyjaciółka, która z różnym skutkiem stara się być perfekcyjna, ale przegrywa w starciu z papierosami i słodyczami i boryka się z problemami znanymi każdej kobiecie. Jeśli do tego dodamy niefrasobliwość Bridget  w codziennym życiu, to możemy się spodziewać mieszanki wybuchowej.

 Bridget Jones’s Diary

Mimo swoich wad, Bridget ma powodzenie u mężczyzn, co dodaje otuchy samotnym paniom, które przeżywają każdą, nawet najmniejszą wpadkę. Jeśli taka panna Jones może z kimś być, nawet jeśli wcześniej skompromitowała się przed tym mężczyzną, to niby dlaczego ja nie? Helen Fielding ,,Dziennikiem…” odpowiedziała na ciche życzenia całej rzeszy kobiet, które zaczytują się w kolorowych pisemkach, marzą o księciu z bajki i chcą, by ktoś pokochał je bez względu na ich wady. 

tumblr_mn8wuf0zNz1qcga5ro1_500Jeśli chodzi o humor, to faktycznie tego książce nie brakuje. Wpadki Bridget najpierw budzą konsternację, a potem nieposkromiony chichot. Za żadne skarby nie chciałabym znaleźć się na jej miejscu w takich sytuacjach, ale za to obserwowanie ich z boku… to już inna sprawa.

Pojawiło się kilka trafnych spostrzeżeń na temat życia dorosłego, bezdzietnego singla. ,,Piekiełko” przygotowane przez rodzinę, która próbuje swatać każde wolne osoby w zasięgu wzroku; rozmowy świeżo upieczonych rodziców, w których trudno się odnaleźć czy przytyki na temat starzenia się i staropanieństwa. Te obserwacje na temat życia w pojedynkę oraz związków uważam na zdecydowanie mocny punkt książki. Okazuje się, że od roku 1996, w którym ,,Dziennik…” miał swoją premierę, niewiele się w tym temacie zmieniło.

film animated GIFPanna Jones jest przesympatyczną i rozbrajającą osóbką, choć czasem bywa irytująca i dość… niesłowna. Przez cały dziennik zarzeka się, że nie obchodzą ją słowa rodziny na temat staropanieństwa, ale jednocześnie cały czas przeżywa każdy przytyk i prawie że desperacko szuka partnera. Pomijając te ,,gorsze chwile”, nasza literacka znajomość nie ucierpiała znacząco. Śmiałam się razem z nią i łapałam za głowę, gdy widziałam, do czego zmierzają jej kulinarne próby. Zdaję sobie sprawę z tego, że jako czytelnik obserwowałam codzienne życie trzydziestoletniej singielki, więc na zwroty akcji i duże emocje nie miałam co liczyć, jednak monotematyczność dziennika w pewnych momentach zaczynała nużyć. W wersji filmowej coś takiego może przejść dość bezboleśnie, ale w książce – nie do końca.

Pomijając te drobne mankamenty, lektura ,,Dziennika Bridget Jones” skutecznie umilała moje popołudnia. To lekka literatura kobieca ze sporym ładunkiem humoru, idealna, jeśli ma się ochotę na zupełne przeciwieństwo ambitnej powieści. Roztrzepana panna Jones i jej bagaż doświadczeń skutecznie poprawią nastrój jej rówieśniczkom, które borykają się z podobnymi problemami.

love animated GIF

__________
gify:
http://gifsoup.com/view/1262959/all-by-myself-bridget-jones.html
http://pinmywings.tumblr.com/post/63805053551/bridget-joness-diary
http://amibeingcatty.wordpress.com/2013/09/10/my-bridget-jones-life/
http://giphy.com/gifs/Wsd2bAlCqKzIs
http://giphy.com/gifs/B0PusY1ofnEJ2