28 sty 2014

,,Planeta dobrych myśli" - Beata Pawlikowska

Planeta dobrych myśli - Beata Pawlikowska


 Tytuł:  Planeta dobrych myśli
Autor: Beata Pawlikowska
Wydawnictwo, rok wydania: G+J Gruner&Jahr, 2013
Ilość stron: 226
Cena: 39, 90 zł



 ^^^^^^^^^^^^^^^


Wiedzieliście o tym, że książka może być sympatyczna? To chyba nie jest określenie zazwyczaj używane w stosunku do książki. Ja niedawno znalazłam tomik, który z kolei nie może być opisany trafniej niż słowem ,,sympatyczny” właśnie.


,,Planeta dobrych myśli” autorstwa Beaty Pawlikowskiej to pełen kolorów zbiór myśli i anegdot, okraszonych słynnymi już odręcznymi obrazkami. Ta mieszanka to zastrzyk pozytywnej energii i dobrego samopoczucia. Podróżniczka dzieli się swoimi refleksjami na temat zdrowia, szczęścia, samoakceptacji i życia w zgodzie z drugim człowiekiem. Skupia się również na harmonii pomiędzy ciałem a duszą, udowadniając, że ważne jest nie tylko to, czym żywimy swoje myśli, ale także to, czym żywimy swój organizm. Radzi, jak w pełnym pośpiechu i hałasu świecie znaleźć czas na spokój i ciszę. Poprzez wolne miejsca na stronach zachęca również do notowania własnych przemyśleń.


Zdjęcie
Wiadomo, takich poradników jest wiele. Jednak nie w każdym przypadku możemy zweryfikować, czy autor sam stosuje się do swoich porad i czy faktycznie wie, jak to jest czuć się szczęśliwym i spełnionym człowiekiem. W przypadku Beaty Pawlikowskiej wystarczy sięgnąć po jedną z jej książek bądź posłuchać audycji radiowej by móc to sprawdzić. Podróżniczka nie ukrywa, że w przeszłości borykała się z wieloma problemami m.in. z uzależnieniami, zaburzeniami odżywiania czy przemocą. Jej droga do miejsca, w którym się dziś znajduje, była bardzo wyboista i kręta. A jednak posiadając taki bagaż doświadczeń w ręce, autorka jawi się jako uosobienie szczęśliwego i spełnionego człowieka. Zaraża optymizmem, zachwyca się światem, nie marudzi.


Jakim cudem jej się to udało? Jaka jest recepta na szczęście? Pani Pawlikowska chętnie dzieli się swoimi spostrzeżeniami i wypróbowanymi metodami – swoją miłość do świata przedstawia w książkach podróżniczych, a sposoby na szczęście i samoakceptację zawiera w serii poradników do treningu osobistego. ,,Planeta dobrych myśli” to właśnie taki poradnik w pigułce. Cieszy nie tylko umysł, ale i oczy – dzięki szacie graficznej.



Jeśli szukacie lektury, która podniesie was na duchu bądź prezentu dla osoby zmęczonej bieganiną dnia codziennego, to warto kupić bilet na ,,Planetę dobrych myśli”.

________________________
źródło żółtych karteczek: facebook autorki
https://pl-pl.facebook.com/BeataPawlikowska

23 sty 2014

,,Eli, Eli" - Wojciech Tochman, zdjęcia Grzegorz Wełnicki

http://s.lubimyczytac.pl/upload/books/140000/140624/176459-352x500.jpg

Tytuł: Eli, Eli
Autor: Wojciech Tochman, zdjęcia Grzegorz Wełnicki
Wydawnictwo, rok wydania: Czarne, 2013
Ilość stron: 152
Cena: 44,90 zł

strona fotografa:
http://grzegorzwelnicki.com/


~~***~~


Bóg im towarzyszy, choć ich opuścił

Bieda, okrucieństwo, makabra, ułomność, choroba  - to zjawiska, które fascynują. Czasem wstydliwie, a czasem wręcz chorobliwie. Można rozejrzeć się na boki, czy nikt nie obserwuje, po czym zanurzyć się w tej ciekawości. Po cichu, dyskretnie, jak przy każdej grzesznej przyjemności. Można też z siłą eksplodującego dynamitu epatować swoją odwagą, pochwalić się, że oto jestem osobą, która odważyła się zaczerpnąć ze źródła mrocznej egzotyki. Że mam dość pieniędzy na biedę, dość zdrowia na ułomności.

Pstryk, pstryk.

Pstryk, pstryk.

Wrócę po tym do swojego sterylnego świata i może jeszcze na tych zdjęciach zarobię. Przecież niosę światu nowinę, jak źle tam jest!

W książce ,,Eli, Eli” Wojciech Tochman wraz z fotograficznym akompaniamentem Grzegorza Wełnickiego zanurza się w głąb filipińskich slumsów. Każda z niezwykłych fotografii staje się punktem wyjścia do opowiedzenia nie tylko historii poszczególnych bohaterów, ale i historii Filipin. Podnosimy podarte zasłony, odkrywając przeszłość, mającą niebagatelny wpływ na życie mieszkańców, oraz teraźniejszość – czyli przemoc dotykającą każdego bez wyjątku, bród i ubóstwo oraz dużo, dużo cierpienia. To, co zastaniemy w Onyksie, dzielnicy dla biedoty, będzie dla czytelnika wstrząsające.

Rodziny mieszkające na cmentarzach, dla których domem są grobowce; dziewczynki udające o wiele starsze, niż są w rzeczywistości, by móc w barach sprzedawać turystom swoje ciała; kilkuletnie dzieci pracujące po czternaście godzin dziennie; ciała zaniedbane i pokryte bliznami, wrzodami; niemowlęta sprzedawane na ulicy… Opowieści o tym, jak religia jednym błogosławi, a dla innych jest przekleństwem. To początek zaledwie. Nie mówiący nic, bo taka wyliczanka nie oddaje nawet cienia tego, co można w ,,Eli, Eli” znaleźć. 

Wojciech Tochman dzięki fantastycznemu warsztatowi językowemu potrafi przełożyć na słowa trudne do uchwycenia sceny z manilskiej dzielnicy. Zatrzymuje je w kadrze za pomocą zdań. A nie są to piękne kadry – zarówno rozmyślania autora, jak i historie przedstawiane przez bohaterów.  Właściwie opowieść o mieszkańcach Onyksu to punkt wyjścia dla głosu Tochmana na temat zawodu fotografa i dziennikarza oraz ,,nowoczesnego kolonializmu”. Zastanawia się nad granicą pomiędzy żerowaniem a tworzeniem reportażu, pomiędzy zaspokajaniem chorobliwej ciekawości a świadomości dotyczącej własnego postępowania.  Zadaje pytania na temat tak zwanej ,,biedaturystyki”, pyta o relację twórcy reportażu z jego bohaterem i turysty z mieszkańcem. Pyta o prawo do zarabiania na cudzej biedzie i nieszczęściu i czy takowe w ogóle istnieje. Co jest niezmiernie interesujące to fakt, że Tochman nie rzuca tych pytań w przestrzeń. Nie kieruje ich wyłącznie do ogółu, ale również do siebie. Przyznaje, bez owijania w bawełnę, że i on jest z tych zarabiających; że należy do tego łańcucha pokarmowego, który połyka cudze historie i żywi się nimi.  Swoją postawą prowokuje do dyskusji, dotykając kilku czułych punktów. ,,Eli, Eli” można nazwać książką niewygodną – niewygodną, bo zwraca uwagę, a wiele osób nie lubi, gdy im się to robi; bo zadaje pytania; bo budzi dyskomfort. Może i nawet oskarża. Opowiada o rzeczach, o których zazwyczaj nie chce się słuchać, bo nie daj Boże, jeszcze wzbudzi w nas poczucie winy.

Bieda, okrucieństwo, makabra, ułomność, choroba  - to zjawiska, w które ,,Eli, Eli” wciąga czytelnika i nie daje mu odetchnąć. Atakuje pytaniami, ironizuje, nie leje miodu na serce. Obnaża rzeczy straszne, będące dla mieszkańców Onyksu codziennością.  To niełatwa lektura, która pod żadnym względem nie jest przyjemna.

Za to jest szczera i nie zwalnia z myślenia – a to chyba najważniejsze.

20 sty 2014

,,Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa" - Haruki Murakami

Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa - Haruki Murakami

Tytuł: Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa
Autor: Haruki Murakami
Wydawnictwo, rok wydania: Muza, 2013
Ilość stron: 352
Cena: 34,99 zł


~~***~~


Tsukuru Tazaki czuje się bezbarwny. Co prawda ma ukochaną pracę, stanowiącą przedłużenie jego zainteresowań; jest zdrowy, wykształcony, dość majętny i raczej nie narzeka na brak zainteresowania ze strony kobiet.

Nie zawsze w jego życiu brakowało kolorów.

Niegdyś, jako nastolatek, miał przyjaciół, z którymi łączyła go mocna i niezwykła więź. Oni ubarwiali jego życie i nikt, kto nigdy nie przeżył takiej przyjaźni, nie zrozumie, jaka harmonia panowała wtedy w jego życiu.

Ale przyjaciele go odrzucili.

Teraz, szesnaście lat po tamtych wydarzeniach, które w wielkim stopniu wpłynęły na jego życie, Tsukuru jest gotowy, by dowiedzieć się, dlaczego został odepchnięty. Decydując się na podróż, nawet nie przypuszcza, jak bardzo mogła zmienić się dawna przyjaźń oraz niegdyś połączeni nią ludzie.

,,Bezbarwny Tsukuru Tazaki” sięga po motywy znane już z innych powieści Murakamiego. Znów mówi on o samotności, o podróży, o niepokojących snach przesączających się do rzeczywistości głównego bohatera, który jest niewyróżniającym się mężczyzną. Niby można zarzucić pisarzowi, że kręci się wokół tych samych punktów, ale sprawa wcale nie jest taka prosta. Okazuje się bowiem, że te same elementy, ułożone w ten sam sposób, za każdym razem tworzą nową historię.

Nie można też zapomnieć o znaku firmowym Murakamiego, jakim jest prostota. Pozorna prostota. Ważną częścią jego twórczości jest opisywanie codziennych, wręcz banalnych czynności i używanie dość prostych słów. To sprytna pułapka zastawiona na czytelnika, by przez nieskomplikowanie wciągnąć go do zupełnie innej rzeczywistości. Nagle codzienność staje się mroczniejsza, pojawiają się tajemnice i pytania bez odpowiedzi. To nadal ta sama ,,zwyczajność”, ale autor nakłada na nią filtr, który wyostrza niezwykłość. Wyostrza barwy, których do tej pory Tsukuru nie dostrzegał.

Życie Tsukuru nie jest bezbarwne i właściwie nigdy nie było. Stanowi ono białe płótno, na powierzchni którego łączą się kolory – życiorysy innych osób. I nieważne jak bardzo Tazaki mógłby się starać, to nigdy nie wywabiłby tych barw. Jego rzekoma przeźroczystość nasiąka kolorami, które mieszają się i z czasem bledną, by zostać pokryte przez kolejne warstwy. Poszukiwanie czwórki przyjaciół było dla Tazakiego tak bardzo ważne, ponieważ poznał ich w jednym z najważniejszych momentów życia – będąc u progu dorosłości i stanowili oni jego barwy podstawowe. Odrzucenie przez grupę było aktem wandalizmu, wyrwaniem z płótna kolorowego fragmentu.

Pielgrzymka Tsukuru prowadzi nie tylko do Japonii i Finlandii, ale także w przeszłość. Każde spotkanie odsłania kolejne tajemnice, odpowiedzi zamieniają się od razu w pytania. Nie łudźcie się, że wszystko zostanie wam wyjaśnione. Autor igra zarówno z czytelnikiem i z własnym bohaterem. Buduje niektóre sytuacje na takiej samej zasadzie jak wtedy, gdy po przebudzeniu z bardzo realnego snu, próbujemy odróżnić jawę od wyobrażeń.

Murakami budzi skrajne emocje, ale trzeba mu oddać to, że jak mało kto potrafi fascynować się codziennością i wciągnąć w tę fascynację drugą osobę. Zwraca uwagę na elementy pomijane bądź niedoceniane i kładzie je na granicy (nie)rzeczywistości. Biorąc pod uwagę wielość interpretacji na temat jego książek, można dojść do wniosku, że cechują się one pewnym rodzajem uniwersalności – każdy czytelnik widzi w nich coś innego i o dziwo, zazwyczaj żaden z nich się nie myli. To dopiero jest magia.

,,Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa” to książka, która nie tyle zyskuje po bliższym poznaniu, a… po rozstaniu. W trakcie lektury nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, ile pytań i refleksji na temat powieści pojawia się w naszych myślach. Dopiero po odłożeniu książki na półkę zostajemy zalani tymi myślami i im bardziej próbujemy nie myśleć o życiu Tsukuru, tym bardziej jaskrawe robią się ślady jego pielgrzymki w naszym umyśle.

8 sty 2014

,,Chmurdalia" - Joanna Bator

Tytuł: Chmurdalia
Autor: Joanna Bator
Wydawnictwo, rok wydania: W.A.B., 2013
Ilość stron: 504
Cena: 39, 90 zł


~~***~~


Joanna Bator uwięziła mnie na szczycie Piaskowej Góry i nie pozostało mi nic innego, jak tylko sięgnąć do chmur. Porwana przez wiatr, po raz kolejny przemierzałam miejsca i czasy, za kompanów mając niesamowite historie.

Opowieść rozpoczęta w ,,Piaskowej Górze” teraz toczy się dalej. Gdy w niemieckiej klinice Dominika dochodzi do siebie po tragicznym wydarzeniu, decyduje się nie wracać do Polski. Wraz z przyjaciółką, pielęgniarką Sarą Jackson, rusza w świat. Ten krok odsłania przed nią nie tylko kolejne kraje, ale przede wszystkim niezwykłe opowieści i plątaninę ludzkich losów. O ile w ,,Piaskowej Górze” świat był mały, ciasny, obracał się w kręgu mieszkańców, o tyle teraz zdecydowanie się rozrósł i jest zdolny pomieścić większą ilość bohaterów i ich opowieści. 

Polska, Niemcy, Francja, Ameryka, Anglia, Grecja… Wszędzie czekają ludzie, którzy chcą, by ich historia została wysłuchana. Wszystko zaczyna się od Grażynki Rozpuch, która pomogła załatwić dla Dominiki leczenie w niemieckim szpitalu. To właśnie te dwie kobiety stają się punktem dla rozgałęziającej się historii o opowieściach – w przypadku Grażynki sięga ona do przeszłości, której bohaterowie nieoczekiwanie wplątują się w teraźniejszą opowieść Dominiki. Mamy opowieść o fotografie, który obawiał się fotografować, bo na zdjęciach widział śmierć; o fryzjerze odurzającym się ludzkim strachem; o ciociach Herbatkach, które przygarnęły Grażynkę; o Icku Kacu, który stał się pomostem pomiędzy bohaterami; o Hotentockiej Wenus; o niezwykłym cukierniku… A to tylko kilka przykładów. Wszystko, niczym klamra, spina motyw nocnika Napoleona.

,,Chmurdalia” to powieść o wielu znaczeniach podróży: czy to do wnętrza siebie i odkrywaniu zmian, czy to w przeszłość albo do kolejnego miejsca na mapie świata. Tutaj podróżujemy jednocześnie w wielu wymiarach, przekształcając się wciąż i wciąż na nowo, a z każdej historii rodzi się następna.

Historie, rodzinne opowieści, czy nawet mity, mają dla bohaterów ogromne znaczenie. Pozwalają im wrócić do szczególnych miejsc w przeszłości i odczuć, że posiadają oni korzenie. Nic nie liczy się dla nich bardziej, niż wspomnienia, a jeśli coś w przeszłych czasach jest tajemnicą, robią wszystko, by to wyjaśnić. To przywiązanie do pamięci, do odtwarzania na nowo i wręcz ubarwiania niektórych wydarzeń, stanowi nieodłączny element budowania swojej tożsamości. Cudze opowieści również pomagają ludziom się zmieniać, wystarczy spojrzeć na Jadzię Chmurę, matkę Dominiki, która pod wpływem opowieści córki zaczyna zmieniać swoją historię.

,,Chmurdalia” to również spojrzenie na życie ludzi, którzy opuścili swój kraj w poszukiwaniu lepszego życia. Dla nich wspomnienia to azyl, do którego uciekają, gdy teraźniejszość nie spełnia pokładanych w niej oczekiwań. Tak samo jak w ,,Piaskowej Górze”, tak i tutaj autorka przygląda się pewnym przywarom i zwyczajom. Zwraca uwagę na przeszczepianie swojskich elementów do krajobrazu na obczyźnie i próbuje odpowiedzieć na pytanie: skąd taka potrzeba tworzenia w obcym kraju polskich kościołów, dzielnic, sklepów czy szkół? 

Język ,,Chmurdalii” to nadal to, co znamy z ,,Piaskowej Góry” – autorka fantastycznie włada słowem, co w połączeniu z równie dobrym zmysłem obserwacji daje niezwykły efekt. Przyziemna codzienność styka się z duchowością, prosty język niepozbawiony wulgaryzmów sąsiaduje z poetyckimi metaforami. O tej powieści można napisać o wiele, wiele więcej. Można przyglądać się każdemu wątkowi, każdemu bohaterowi, każdej aluzji, każdemu poruszonemu problemowi… Samo wymienianie tego, co można w książce znaleźć, to istna litania. Zadziwiające jest to, jak przy takiej wielości elementów, wszystkie dobrze ze sobą współgrają. 

Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zachęcić was do sięgnięcia po opowieść o opowieściach, po podróż pomiędzy podróżami i szkatułę pełną niezwykłych splotów wydarzeń, jaką na szlaku swojej Odysei uzbierała Dominika.