17 lis 2014

,,The Retribution of Mara Dyer" - Michelle Hodkin


Tytuł: The Retribution of Mara Dyer
Autor: Michelle Hodkin
Wydawnictwo, rok wydania: Simon & Schuster Books for Young Readers, 2014
Ilość stron: 472

Polskie wydanie
Trylogię wydaje wydawnictwo YA!/GW Foksal


~~***~~



Zasady są po to, by je łamać, a potem skutek powielać w dużych ilościach – to główna dewiza Young Adult. Do tej pory mówiło się, że to drugi tom trylogii jest zazwyczaj najsłabszy, stanowiąc swoisty ,,zapychacz” przed wielkim finałem. Teraz to się zmieniło. Drugie tomy porzuciły niechlubne miano słabeuszy na rzecz bycia najlepszym. Czy to oznacza, że całkowicie wyeliminowano słabe ogniwa w powieściowym łańcuchu? Niestety nie. Na pozycję najsłabszego weszły trzecie tomy. Zapadające w pamięć finały, na które czytelnicy czekają nawet latami, spektakularne rozwiązania wątków, satysfakcjonujące odpowiedzi… To wszystko zniknęło. Historie przestały żyć własnym życiem, a zakończenia pojawiają się tylko dlatego, że muszą – niekoniecznie dlatego, że autorki mają na nie pomysły. Często chodzi o zadowolenie fanek, które zasypują sieć wizjami idealnego rozwiązania. Wcześniej już o tym pisałam, ale powtórzę: potknęła się na tym Lauren Oliver w ,,Requiem”, Cassandra Clare w ,,Mieście Niebiańskiego Ognia”, Kiera Cass w ,,The One” (u pani Cass zakończenie okazało się ,,żarcikiem”, bo w planach ma już kolejne tomy).



Skoro najszumniej zapowiadane i najbardziej oczekiwane trzecie tomy nie wypaliły, to nic dziwnego, że obawiałam się o losy książki Michelle Hodkin. Dwa poprzednie tomy o Marze Dyer spodobały mi się ze względu na pełną niepokoju atmosferę, dużo niedopowiedzeń i pomysłowe poprowadzenie poszczególnych wątków. Cliffhanger zawarty w ,,The Evolution of Mara Dyer” oraz kilkukrotnie przesuwana data premiery tylko zaostrzały apetyt. 


Mara Dyer chce wierzyć, że coś więcej kryje się pod kłamstwami, które jej opowiedziano.
Ma rację. 

Nie przestaje myśleć o tym, dokąd zaprowadzi ją poszukiwanie prawdy.
Powinna przestać. 

Nigdy nie musiała sobie wyobrażać, jak wiele można zrobić w imię zemsty.
Teraz będzie musiała. 

Sprzymierzeńcy zostają zdradzeni, wina splata się z niewinnością, przeznaczenie i szansa zderzają się w szokującym finale historii Mary Dyer. 

Nadszedł czas zemsty.

opis: wyd.Simon & Schuster Books for Young Readers, 
tłumaczenie: własne.

Nie wiem, jak mam ocenić ten finał. Powiem tak: osoby, które lubią szczęśliwe zakończenia w romansach, będą usatysfakcjonowane. Cała reszta może zgrzytnąć zębami kilka razy. Tak, nie jestem zachwycona. Zakończenie nie robi wrażenia i nie spełnia oczekiwań. ,,The Retribution of Mara Dyer” jest jak samochód, któremu kończy się paliwo. Albo pada akumulator, co kto woli. Startujemy od zera do samobójczej prędkości w mgnieniu oka, a potem nagle tracimy prędkość, aż ledwie doczołgujemy się do mety. Właściwie to nie, nawet do niej nie docieramy. 



Ten tom jest strasznie nierówny, część rozdziałów pozostawiała mnie z wielkim WOW w myślach, a reszta wręcz usypiała i zastanawiałam się tylko ,,kiedy coś się wydarzy?”. Hodkin rozcieńczyła grozę w nudzie i choć miała pomysł na finał, to zdecydowanie zawiodło wykonanie. Zakończenie powinno przynieść odpowiedzi do wszystkich pytań, które pojawiły się przy okazji lektury poprzednich tomów. Rzeczywiście, intryga została rozwiązana, Hodkin całkiem nieźle poradziła sobie z wyjaśnieniem głównego wątku, ale zaniedbała całą resztę. Zupełnie zignorowała skutki odkrycia dokonanego przez Marę, jakby nie interesowało ją, co dalej stanie się z bohaterami. Nie wskazała kierunku opowieści, która teraz będzie toczyć się poza książką. Można odnieść wrażenie, że wyszła ona z założenia ,,okej, zrobiłam swoje, dostaliście odpowiedź, to już koniec mojej pracy”. Nieważne jak, nieważne co, byle było. Ja zaś zostałam z nieustępliwą myślą ,,Ale jak to? Przecież ich działania będą miały swoje konsekwencje! To nielogiczne, by poświęcać tyle stron na zamknięcie wątku romantycznego, a zignorować skutki śledztwa i morderstw!”. Czyżby autorka obawiała się, że pokona ją logika własnej historii i postanowiła odpuścić, zanim będzie za późno? W efekcie stworzyła wir, w którym odpowiedź rodzi nowe pytanie, jednocześnie tracąc sens z każdą kolejną próbą odpowiedzi. W pewnym momencie ten domek z kart mógłby się rozsypać, a nawet obrócić w proch.



Jednak sama powieść ma kilka nieziemsko dobrych elementów. Autorka po raz kolejny przesunęła granicę wytrzymałości bohaterów, dalej postępując w zgodzie ze swoją dewizą – po pierwsze: szkodzić. W trakcie całej powieści trup pada często i gęsto. Ten tom potwierdza to, co już wiemy: Young Adult przesuwa granicę przemocy i nie boi się na naszych oczach poderżnąć kilka gardeł. Mnie ta upiorność przypadła do gustu, bo to właśnie ona od początku odróżniała historię Mary od innych młodzieżówek. Gdyby nie ta brutalność, to usnęłabym kompletnie. Jeśli chodzi o pannę Dyer, to stała się ona swoim własnym aniołem zemsty, a jej kreacja jest dość nietypowa. Young Adult rzadko sięga po tak mroczne i zaburzone bohaterki, które w swoim postępowaniu potrafią być gorsze od Carrie. Zwariowana i psychopatyczna Mara to kolejny etap w metamorfozie Dyer – metamorfozie bardzo udanej, dodajmy. Tutaj zupełnie nie pasowałaby delikatna i szlachetna bohaterka, która ze skruchą podchodzi do swoich błędów i jest wzorem wszelkich cnót. Mara stanowi personifikację najgorszych pragnień, gdy w czyimś umyśle rodzi się życzenie cudzej śmierci i chęć surowego ukarania przewinień. Oko za oko, ząb za ząb, czyli witajcie w kodeksie Dyer. Upiorna rewelacja. 



Jako fanka dwóch poprzednich tomów, naprawdę chciałabym pisać o ,,The Retribution of Mara Dyer” w samych superlatywach, ale żadne ilości dobrej wiary nie uratują niedociągnięć, jakie popełniła pani Hodkin. Finał historii Mary jest co najwyżej przeciętny, choć posiada nieprzeciętnie fragmenty. Po raz kolejny potencjał został może nie zamordowany, ale skutecznie uciszony. Daleka jestem od stwierdzenia, że to zła książka - bo ona naprawdę nie jest zła. Jest niedopracowana. Choć autorka miała czas, to i tak niewystarczająco przemyślała szczegóły, które nadają całokształtowi smaku. Całą trylogię oceniam bardzo pozytywnie i mimo wszystko uważam, że warto było sięgnąć po ten tom. Michelle Hodkin pomysłowo połączyła ze sobą wydarzenia rozgrywające się na przestrzeni trzech powieści, a że pokonały ją pomniejsze wątki… Na to spuśćmy zasłonę milczenia. 

________
źródło:
http://michellehodkin.tumblr.com/post/48064674922/boringmundanes-my-name-is-not-mara-dyer-my
http://maradyerdaily.tumblr.com/post/101757501289/the-retribution-of-mara-dyer-has-arrived
http://maradyerdaily.tumblr.com/post/102216745559/maralovesnoahtoruins-you-shouldve-seen-the-way

25 komentarzy:

  1. Mi nie spodobała się cała trylogia - za dużo romansu, zdecydowanie za mało grozy.
    Świetna recenzja, miło się czytało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :).
      Sam wątek romansowy na początku mi nie przeszkadzał, skupiałam się głównie na ,,grach umysłu" Mary. Jednak w finale, po całej grozie, taka dawka słodyczy była przesadą.

      Usuń
  2. U mnie na półce w kolejce czeka pierwsza część i jestem bardzo ciekawa tej serii ;)
    http://pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja jestem ciekawa twoich wrażeń :). Pierwszy i drugi tom przypadły mi do gustu, może tobie też się spodobają.

      Usuń
  3. Kiedyś zapoznam się z trylogią (oczywiście polskiej wersji) niestety teraz brakuje mi czasu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dlaczego?! właśnie z rozpaczy wylewam morze łez, pokochałam pierwszy tom i miałam nadzieję na cudny finał. Cóż, poczekam na polskie wersje i będę mieć nadzieję, że oczekiwałaś za dużo ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Finał jest cudnie słodki (aż do przesady), jeśli chodzi o romans :). Haha, faktycznie - może za dużo wymagałam, dlatego nie zniechęcaj się, niedługo premiera drugiego tomu, trzeci tez powinien pojawić się w miarę szybko.

      Usuń
  5. Właśnie jestem w trakcie pierwszego tomu, w zasadzie to już malutko zostało mi do końca, ale nie czuję się zbyt poruszona... Owszem, wątek paranormalny ku mojemu zdziwieniu całkiem mi się podoba, ale wątek romantyczny niestety kompletnie nie... Mam nadzieję, że z kolejnymi tomami będzie tylko lepiej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wątek romantyczny przewija się przez całe trzy tomy. Może nie jest głównym tematem powieści, ale odgrywa niebagatelną rolę. Nie miałam nic przeciwko niemu aż do zakończenia trzeciego tomu.

      Usuń
  6. Ja jeszcze pierwszej części nie przeczytałam, a widzę, że Ty skończyłaś już 3. Szkoda, że wypadła słabiej,ale i tak mam trylogię w planach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że jeśli ktoś lubi mroczne Young Adult - to warto poznać Marę. Miewa słabsze momenty, ale i tak radzi sobie całkiem nieźle.

      Usuń
  7. eM właśnie wczoraj skończyła czytać The Retribution of Mara Dyer i powie tylko tyle: autorka chciała chyba wszystko upchnąć w jednym tomie, a coś jej nie wyszło. Gdyby trochę wcześniej zaczęła rozwiązywać tajemnice, to miałaby w ostatnim tomie więcej czasu na... Jakieś ludzkie zakończenie tego.

    Trup ścielił się gęsto- to prawda, chociaż eM się zaczęła zastanawiać czy nie powinno się przesunąć Mary z YA do czegoś innego, bo opisy tego były mocne. A eM trochę wie co mówi, ogląda Hannibala ;)
    eM wie, wie. Igrzyska też miały trupy, inne młodzieżówki też, ale tam to było jakoś... Lepiej rozegrane.
    Tutaj, tak jak napisałaś- zero przemyśleń.

    I ten ostatni rozdział (rozdziały?) ze zmienną perspektywą (eM nie będzie pisała o co chodzi, żeby komuś przypadkiem nie zaspoilerować, gdyby ktoś czytał komentarz eM)... Czy tylko eM się wydawało, że czytała coś zmierzchopodobnego? Albo tanioromansowego. Może i pomysł był dobry, ale wykonanie wyszło zbyt słodkie.

    I żeby nie było: eM nie za bardzo podobały się dwie pierwsze części. Jak dla niej, trzecia jest lepsza, chociaż szału wielkiego też nie ma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, jeśli chodzi o truposze, to Hodkin dość... malowniczo podeszła do tematu :). Zakończenie, według mnie, koszmarnie uderzyło w zmierzchopodobny romans. Totalna zmiana klimatu po tym, co zaserwowano wcześniej. W tym wypadku te skrajności były zbyt skrajne, jakkolwiek to brzmi. Nie było źle, ale zachwycająco też niezbyt.

      Usuń
  8. Szkoda, że ten tom jest taki nierówny. Mimo to i tak zamierzam poznać całą serię w polskiej wersji, gdyż pierwsza część niesamowicie przypadła mi do gustu.

    OdpowiedzUsuń
  9. Niedawno dopiero skończyłam czytać pierwszą część i już w niej znalazłam wiele niedopracowań. Świetnie mi się ją czytało, dlatego tym bardziej żałuję, że się one pojawiły. Z chęcią sięgnę po kolejne części, chociaż teraz zaczynam się trochę obawiać, co w nich znajdę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo w nich znajdziesz :). Myślę, że warto po nie sięgnąć, bo pierwszy tom tak naprawdę stawia same pytania i nie daje żadnych odpowiedzi, dopiero trzeci tom wyjaśnia całą intrygę.

      Usuń
  10. Dosłownie kilka minut temu skończyłam trzecią część i moje odczucia są podobne do Twoich. Początek książki utrzymywał poziom, akcja była wartka i podobna klimatem do poprzednich części, no a potem... Tak się trochę autorka zaczęła to wszystko rozciągać. Końcówka pozostawia wielki niedosyt, szczególnie te pomniejsze wątki. No a ta zmiana perspektywy hmhmhm, według mnie niepotrzebna i całkowicie niszcząca Noahowatość Noah.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hodkin i tak już szamotała się z domknięciem wątków, dlatego nie wiem, po co na dodatek w ostatniej chwili dorzuciła trzecią perspektywę? Wystarczyła przeszłość i teraźniejszość, a głos kolejnego bohatera tylko wprowadził chaos. Autorka chyba nie do końca przemyślała poprowadzenie pomniejszych wątków, a szkoda, bo miała szansę się wybić spośród innych pisarek YA.

      Usuń
  11. Wspomniane przez Ciebie niedociągnięcia z pewnością trochę by mi przeszkadzały w lekturze... Jeszcze nie jestem co do tej serii przekonana.

    OdpowiedzUsuń
  12. Zazdroszczę Ci tej znajomości języka, która umożliwia Ci czytanie książek przed wydaniami w języku polskim. Bardzo przydatna umiejętność :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, mam o wiele większy wybór, jeśli chodzi o interesujące książki, które albo nie są w ogóle tłumaczone, albo trzeba czekać kilka lat na coś, co wzbudza duże emocje u zagranicznych czytelników. Bycie na bieżąco to duży plus :).

      Usuń
  13. Mimo że książek z tej serii jeszcze nie czytałam, to nie wiem czy się zdecyduję. Nie lubię "słodkich romansów", wątków miłosnych ociekających lukrem, a to wydaje się być właśnie taką historyjką, do której dorzucono parę innych, by nie było nudno. Sądzę, żeby mnie zmuliło od nadmiaru cukru.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o romansowy cukier, to pojawia się on w średniej ilości w pierwszym tomie i potem wraca dopiero w zakończeniu trzeciego. Pomiędzy mamy grozę i psychodelię, więc nie jest tak źle :).

      Usuń
  14. Szkoda, że autorka nie postarała się wykazać oryginalnością, a poszła najprostszą drogą, ale co zrobić... tak wybrała, więc tak jest. Ja jeszcze nie poznałam tej serii, ale na pewno to zrobię, bo mój apetyt zaostrza się z każdym dniem. :)

    OdpowiedzUsuń