27 paź 2014

,,Miasto z lodu" - Małgorzata Warda


Tytuł: Miasto z lodu
Autor: Małgorzata Warda
Wydawnictwo, rok wydania: Prószyński i S-ka, 2014
Ilość stron: 368
Cena: 33 zł


~~***~~


Książkę do recenzji udostępniło Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Oficjalna recenzja dla portalu Lubimy Czytać

http://lubimyczytac.pl/


Znieczulenie zewnątrzemocjonalne


Gdy w górach zostaje znaleziona umierająca trzynastolatka, oczy wszystkich kierują się w stronę jej matki. Choć śledztwo dopiero co się rozpoczęło, społeczność małego miasteczka już wydała wyrok. Teresa jest samotna, atrakcyjna i chora – a więc albo była gdzieś z facetem i zapomniała o córce, albo z powodu choroby jest niezdolna do opieki nad dziewczynką. Nagonka na matkę wisi w powietrzu, wszyscy z niepokojem oczekują na przebudzenie Agaty. Czy dziewczynka przeżyje? Co tak naprawdę wydarzyło się w górach? Pojawiają się kolejne pytania, dziennikarze ścigają się z policją w odkrywaniu kolejnych sekretów. Okazuje się, że swój udział w tragedii ma nie tylko Teresa, a znieczulona na cudze nieszczęście społeczność ukrywa w swoich domach sterty tajemnic. Tymczasem czytelnik poznaje całą historię dzięki… nieprzytomnej Agacie.

Agata ma trzynaście lat i prawie nie zna Teresy, swojej matki, kiedy ta zabiera ją w podróż po Polsce. Osiedlają się w niedużym górskim mieście, gdzie próbują na nowo nawiązać więź. Piękna, samotna kobieta, od pierwszej chwili wzbudza ogromne zainteresowanie mężczyzn, wolnych i żonatych. Dwie „obce” szybko stają się głównym tematem plotek. W miarę upływu czasu niechęć, a nawet wrogość ludzi z miasteczka rośnie.

Pewnego ranka Agata zostaje znaleziona w górach, w stanie krytycznym. Nie wiadomo, co się dziewczynce stało. Lekarze walczą o jej życie, policja i dziennikarze rozpoczynają dochodzenie. Z każdą chwilą objawiają się nieznane oblicza bohaterów dramatu: matki, dyrektorki szkoły, koleżanek, mieszkańców miasteczka. Nowego znaczenia nabierają słowa „odpowiedzialność” i „manipulacja”. Niemym świadkiem wydarzeń jest pogrążona w śpiączce, nieprzytomna Agata. 
opis: wyd. Prószyński i S-ka

Opowieść dziewczynki przeskakuje pomiędzy różnymi płaszczyznami czasowymi i zdarzało się, że potrzebowałam chwili, by osadzić odpowiedni fragment powieści na linii czasowej. Konstrukcja fabuły przypomina rozrzucone puzzle – podnosimy poszczególne kawałki i choć w pojedynkę wydają się one nie mieć sensu, to i tak stanowią nieodłączny element całości. Potrzeba czasu i skupienia, by z chaotycznego zbiorowiska ułożyć coś, co jest spójne i ma sens. W zamian za ten wysiłek czytelnik zostaje nagrodzony interesującą, wielowątkową opowieścią, która niesie ze sobą przesłanie, ale nie poucza na siłę.

„Miasto z lodu” zasypane jest nie tylko śniegiem, ale i tragediami. Czasem czytelnik wręcz brnie po pas w ludzkim nieszczęściu. Aż serce boli od przeraźliwego mrozu i znieczulicy, jednak wiemy, że w tej fikcji jest jedynie prawda, a nie przesada. To codzienność, którą znamy aż za dobrze – jeśli nie z własnych przeżyć, to chociażby ze słyszenia. Wystarczy włączyć wiadomości albo sięgnąć po gazetę – nagłówki krzyczą o gwałtach, biedzie, pobiciach czy zaniedbaniach. Małgorzata Warda bardzo dobrze przyjrzała się tej rzeczywistości i poszła o krok dalej: sięgnęła poza sensacyjne doniesienia, rozdrapała medialny temat i znalazła w nim ludzi. Za nimi idą ich historie, które splotły się poprzez tragedię.

Pisarka nie wybiela swoich bohaterów. Nie mamy tutaj dwóch obozów, które skupiałyby się wokół szlachetnych oraz zepsutych. Bohaterowie stworzeni przez Wardę to ludzie poturbowani przez życie, którzy przetrwanie przedkładają nad słuszność. W „Mieście z lodu” to skrzywdzeni mogą krzywdzić najmocniej, a niektóre z podjętych decyzji sprawiają, że czytelnik kręci głową. Śledzimy drogę ich błędów, które zbijają się w śniegową kulę i nabierają rozpędu, tratując kolejne osoby na swojej trasie. Często taka kula toczy się od wielu, wielu lat. Nie można też pominąć roli postronnych obserwatorów, którzy swoimi komentarzami podgrzewają atmosferę, wiedzą lepiej i znają rozwiązanie każdego dylematu, jednocześnie odwracają wzrok i zatrzaskują drzwi przed nosem, gdy ktoś prosi ich o pomoc bądź wyraźnie sobie nie radzi. Gorliwie wierzą, że domowe brudy należy prać we własnych czterech ścianach i umywają ręce od odpowiedzialności. Czy oni są tak samo winni tragedii? „Miasto z lodu” próbuje odpowiedzieć na to pytanie.

Niezmiernie interesujący w „Mieście z lodu” jest wątek dziennikarzy. Daje do myślenia, szczególnie w kontekście wszelakich medialnych nagonek bądź też zamiatania niektórych spraw pod dywan. Sytuację Teresy ludzie oceniają na podstawie tego, co napiszą o niej dziennikarze – może w ramach współczucia zostać zagłaskana albo zlinczowana przez nienawiść. Prasa i telewizja stają się filtrami, które zatrzymują bardziej smakowite kąski. Ta sama sprawa może zostać przedstawiona jako nieszczęśliwy wypadek, który przydarzył się ciężko pracującej samotnej matce, dorabiającej do groszowego zasiłku albo jako zaniedbanie, wynikające z lekkomyślności i zbyt rozrywkowego trybu życia. Teresa jest matką wyrodną czy kochającą? A może prawda jest jeszcze inna? Zaczynamy zastanawiać się, czy to my tak naprawdę kształtujemy własne opinie, czy może robi to za nas ktoś inny, a nam się tylko wydaje, że mamy swoje zdanie. Ten wątek łączy się bezpośrednio z hejterami – anonimowymi komentatorami, który w swoim mniemaniu wiedzą lepiej, widzą więcej i są w stanie wydać wyrok na podstawie dwuzdaniowej relacji. Czasem i współczucie, i potępienie mogą być zdecydowanie przedwczesne, czasem opluwaniem można zniszczyć kogoś niewinnego.

Jeśli cierpicie na jesienną chandrę, to pod żadnym pozorem nie sięgajcie po „Miasto z lodu”. Takiej mieszanki przygnębienia, smutku i emocjonalnego chłodu nie doświadczyłam od czasów „Ciemno, prawie noc” Joanny Bator. Co prawda książka Bator to zupełnie inny kaliber, tutaj w żadnym wypadku nie chcę porównywać obydwu powieści, jednak można dostrzec pewne wspólne niuanse w kreowaniu atmosfery. „Miasto z lodu” nie sięga w głąb mroków ludzkiej psychiki tak mocno, jak zrobiło to „Ciemno, prawie noc”, jednak wysuwa podobne, zatrważające wnioski: zbyt często potrzebujący odgradzani są murem znieczulicy, a pod tym murem umierają dzieci – i nie jest to przenośnia.

„Miasto z lodu” to gorzka refleksja na temat naszej szarej codzienności – codzienności, w której ciągle nie ma miejsca dla ludzi potrzebujących, chorych, samotnych, biednych czy w jakikolwiek inny sposób niepasujących do ogółu. To właśnie odrzucenie jest największym źródłem tragedii. Przypadek Teresy i Agaty jest jednym z wielu i pewnie nie ostatnim.

Niestety.

__________

P.S. Tym, co mnie trochę drażniło w książce, był diabeł. Ki diabeł? Ten, co przysłowiowo tkwi w szczegółach. Pojawiło się kilka obcobrzmiących nazwisk i nazwy zespołów, które z jakiegoś powodu były zniekształcone. Przykłady: 30 Second tu Mars zamiast prawidłowego 30 Seconds To Mars, Tokyo Hotel zamiast Tokio Hotel, Kate Perry zamiast Katy Perry i Kristen Steward zamiast Stewart. Nie wpływa to na całościowy odbiór powieści, ale jako czytelnik lubię, gdy książka jest dopięta na ostatni guzik – szczególnie, że inne nazwy i nazwiska napisano prawidłowo.

19 komentarzy:

  1. Szkoda, że pojawiło się kilka takich drażniących szczegółów, też zawsze zwracam uwagę na takie rzeczy. Książki jeszcze nie czytałam, ale mam zamiar :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W trakcie lektury jakoś mocno nie przeszkadzają, ale z drugiej strony czytelnicze sumienie nie pozwalało ich przemilczeć.

      Usuń
  2. Jestem bardzo ciekawa tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chcę przeczytać!
    Już od dawna poluję na tę niezwykłą okładkę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, taka w sumie dość... delikatna okładka przyciąga uwagę, a i kontrastująca z nią zawartość jest również warta uwagi :).

      Usuń
  4. Dobrze to nie siegne po ta ksiazke nie mam zamiaru jeszcze bardziej sie dolowac...

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękna, kusząca okładka, a taka ponura, trudna treść:( Nie na tę porę roku dla mnie, bo jakoś złapał mnie dołek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może w takim razie wraz z wiosną przyjdzie dobry czas na taką lekturę.

      Usuń
  6. Czytałam jedną książkę autorki "Jak oddech", która mnie urzekła. Chcę poznać inne powieści Pani Wardy z "Miastem z lodu" na czele :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałam i byłam oczarowana tą książką. Zdecydowanie jedna z moich ulubionych.

    OdpowiedzUsuń
  8. Widziałam już kilka recenzji tej książki, ale to raczej nie moja tematyka, więc odpuszczę :)
    http://pasion-libros.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Wiele o niej słyszałam i mam ją w planach.

    OdpowiedzUsuń
  10. Sporo już o tej książce słyszałam i coraz bardziej się skłaniam ku lekturze ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Miałam okazję czytać inną książkę autorstwa Pani Wardy i wspominam ją całkiem dobrze więc myślę, że gdy tylko będę miała okazję sięgnę po inne powieści jej autorstwa, tym bardziej, że o "Mieście lodu" słyszałam wiele dobrych opinii, no i okładka mnie intryguje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to było pierwsze spotkanie i pani Warda zrobiła na mnie dobre wrażenie :).

      Usuń
  12. Cóż, po Twojej recenzji stwierdzam, że ten tytuł nie jest dla mnie, bo właśnie w moim sercu panuje chandra i najpierw muszę sobie z nią poradzić. ;)
    Pozdrawiam, Shelf-of-Books :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli w sercu chandra, to zdecydowanie najpierw lepiej serce podreperować czymś podnoszącym na duchu :).

      Usuń
  13. Ja jednak nie skuszę się na tę książkę, ponieważ jesienią i zimą wolę bardziej optymistyczne książki, bo wtedy mój melancholijny nastrój nieco się poprawia.

    OdpowiedzUsuń
  14. O matko, ja prawie wbiłam zęby w tą książkę na widok błędów, o których mówisz w P.S. Mam alergię na takie maltretowanie nazw własnych i imion, które można sobie wygooglować i napisać poprawnie.

    OdpowiedzUsuń