23 lip 2014

,,The Goldfinch/Szczygieł" - Donna Tartt


Tytuł: The Goldfinch
Autor: Donna Tartt
Wydawnictwo, rok wydania: Little, Brown and Company, 2014
Ilość stron: 890


Polskie wydanie
The Goldfinch [Szczygieł] ukaże się w Polsce wiosną 2015 roku nakładem wydawnictwa
Znak Literanova.

 
~~***~~


Zdobywca Pulitzera. Międzynarodowy bestseller. Powód, dzięki któremu zarówno krytycy, jak i czytelnicy zaczęli sobie skakać do gardeł. Jedni nazywają go fenomenem, drudzy nie mogą tego fenomenu zrozumieć. The Goldfinch autorstwa Donny Tartt – czy rzeczywiście można go tylko kochać albo nienawidzić? Cóż, jak w przypadku każdej książki budzącej takie emocje, można powiedzieć, że… prawda leży pośrodku.


Okładka w wydaniu, które posiadam, wygląda jak jedna wielka reklama. Upstrzona jest pojedynczymi określeniami wyrwanymi z recenzji, a jakby tego było mało, to wewnątrz książki można znaleźć cztery strony wypełnione nieco obszerniejszymi fragmentami. W samych superlatywach wypowiadają się m.in. Stephen King, The Times, Guardian, Vanity Fair, New York Times, Vogue, Observer, Daily Telegraph czy Independent. Padają takie słowa jak: ,,trzymający w napięciu”, ,,zadziwiający”, ,,mistrzowski”, ,,triumf”, ,,arcydzieło”, ,,wspaniały”. Trzeba przyznać, że już na wstępie zaostrza się czytelniczy apetyt, a i oczekiwania rosną.

Theo Decker, trzynastoletni nowojorczyk, podczas wizyty w muzeum cudem przeżywa zamach, w którym ginie jego matka. Opuszczony przez ojca, Theo zostaje przygarnięty przez rodzinę zamożnego przyjaciela. Oszołomiony swoim nowym, dziwnym domem na Park Avenue, poruszony zachowaniem szkolnych kolegów, którzy nie wiedzą, jak z nim rozmawiać i dręczony nieznośną tęsknotą za matką, Theo kurczowo trzyma się jednej rzeczy, która przypomina mu o niej: jest to mały, tajemniczo urzekający obraz wyniesiony z muzeum, dzięki któremu trafia w końcu do kryminalnego podziemia.
Jako dorosły, Theo sprawnie porusza się pomiędzy salonami bogaczy a zakurzonym labiryntem sklepu z antykami, w którym pracuje. Jest wyobcowany, zakochany - i w centrum niebezpiecznego kręgu, który zacieśnia się coraz mocniej.
The Goldfinch to hipnotyzująca powieść, która nie pozwoli ci zasnąć. Staromodna historia o stracie i obsesji, przetrwaniu i odkrywaniu siebie oraz o bezlitosnych machinacjach losu.
opis: wyd. Little, Brown and Company, tłumaczenie: własne

Mówienie o The Goldfinch nie jest szczególnie łatwym zadaniem. Zastanawiam się, od czego by tu zacząć… Tylko nie mówicie mi ,,zacznij od początku”, skoro jest on czymś na kształt trzęsienia ziemi. A potem, choć akcja nie gna na łeb i szyję, to i tak nie jest spokojniej. 

The Goldfinch (Szczygieł) 1654, C. Fabritius

Theo Decker dzieli swoje życie na etap Przed i etap Po, a punktem granicznym jest dla niego tragiczna śmierć matki. To właśnie do tego wydarzenia wraca pamięcią dorosły już bohater, przedstawiając czytelnikowi swoje ówczesne trzynastoletnie ,,ja” oraz podróż, która często stawała się dla niego ucieczką przed kimś i pogonią za czymś. Śledzimy jego losy oraz losy osób, które napotykał na swojej drodze. Bogata rodzina Barbour, która stała się dla głównego bohatera pierwszą przystanią; Pippa, która feralnego dnia również była w muzeum i na zawsze utknęła w umyśle Theo; jej opiekun oraz sprzedawca antyków, James ,,Hobie” Hobart; niezbyt wzorowy ojciec Larry Decker oraz jego dziewczyna Xandra; rozmiłowany w używkach Boris Pavlikovsky – każde z nich ma wpływ na dalszą drogę Theo.

The Goldfinch
to wielopłaszczyznowa powieść o życiu. I o śmierci. O żałobie. O tragedii. O sztuce. O nałogach. O zespole stresu pourazowego. O miłości. O pojmowaniu dobra i zła. O oszustwach. O rodzinie. O przestępczym półświatku. O trudnym dorastaniu. O dostrzeganiu sensu przykrych wydarzeń i o tym, czy może z nich wyniknąć coś dobrego. O bogatych i biednych. O Nowym Jorku. O Las Vegas. O Amsterdamie. Takich ,,o” jest zdecydowanie więcej. Tematyką można by obdzielić kilka mniejszych książek. Na dodatek każde z tych zagadnień zajmuje ważne miejsce i jest szczegółowo opisane. Co jeszcze mogę o The Goldfinch powiedzieć to to, że jest on świadectwem nie tylko ciężkiej pracy autorki, ale i jej wielkiej wyobraźni, która za punkt wyjścia obrała sobie obraz i stworzyła wokół niego praktycznie cały świat pocięty siatką międzyludzkich relacji. The Goldfinch nie stroni od trudnych tematów i filozoficznych rozważań. Cierpiący na zespół stresu pourazowego i pogrążony w żałobie Theo dąży do autodestrukcji, szamocząc się z życiem. Przechowywany potajemnie obraz stał się jego obsesją, ale i powodem do rozmyślań na temat prawdy i miejsca sztuki w życiu. Jego zmagania stają się symbolem człowieka, który pragnie tego, czego nie może mieć, bądź co bezpowrotnie utracił. Z kolei Boris wnosi refleksję na temat dobra i zła oraz szarości, których Theo początkowo nie potrafi dostrzec. Żal do siebie i do losu zaślepia go na wiele lat i dopiero postawienie przysłowiowego kroku w tył pozwala mu na dostrzeżenie pełnego obrazu jego życia, w którym tragiczne wydarzenia z czasem rodzą dobre sytuacje…

Tartt pisze dość rozwlekle, co nie wszystkim może przypaść do gustu. Oszczędność słowa? Krótkie, rwące się zdania? Nie tutaj. W The Goldfinch zdania często ciągną się przez kilka linijek, dodatkowo kryjąc w sobie wtrącenia. Oczywiście nie uważam tego za wadę, bowiem między innymi dzięki temu zabiegowi Tartt kreuje bogatą w wątki historię oraz barwny świat przedstawiony. Chodzi raczej o to, że zdarza jej się z tą obfitością przekroczyć granicę i wywołać u czytelnika przesyt. Ponadto pisarka skupia się na opisach, które czasem są zbyt drobiazgowe. Opowieść Theo pełna jest dygresji, a niektóre z jego przemyśleń są tak długie, że aż zaczynają nużyć. Potrzeba uwagi i skupienia, by móc śledzić tok myślenia głównego bohatera i sprawnie przesuwać się z wątku na wątek. Każdy nowy, bądź stary bohater, jego zmieniające się otoczenie oraz kolejne perypetie są traktowane przez autorkę jak odrębny obraz, któremu trzeba przyglądać się długo i wnikliwie. Każda scena to nowy obraz, przez co The Goldfinch można potraktować jako prywatne muzeum życia Theo Deckera.

Moja znajomość z The Goldfinch miała swoje wzloty i upadki, nie zaprzeczę. Bywały momenty, gdy wręcz nieprzytomnie się zaczytywałam, przewracając stronę za stroną i pochłaniając wydarzenia z życia Theo – ale bywały też momenty, przez które po prostu brnęłam. Jednak w chwilach kryzysu nie porzucałam książki, bo byłam piekielnie ciekawa dalszych losów Theo i pozostałych bohaterów, bo nie jest to coś, co można przewidzieć. Na dodatek pióro Tartt, sącząc opowieści do ucha, nie pozwala tak po prostu wyjść z tego złożonego i obszernego świata. Czytelnik chce tam być i łaknie kolejnych historii, nawet jeśli czasem czuje przesyt. W moim odczuciu ta powieść ma jedną wadę: wydaję się być miejscami przegadana, przez co czasem można odnieść wrażenie, że bardziej liczy się w niej sam potok słów niż historia, którą one opowiadają. Jednak, jak powszechnie wiemy, książki bez wad nie istnieją, a The Goldfinch jest bardzo dobrym dowodem na to, że brak perfekcji nie powinien zniechęcać do sięgnięcia po jakąkolwiek książkę.

Myślę: The Goldfinch, mówię: bogactwo. Bogactwo języka, bogactwo wyobraźni, bogactwo przemyśleń, bogactwo fabuły… Można by długo wymieniać. Ta powieść to papierowy skarbiec pełen perełek w postaci wielowymiarowych postaci, skrzących się niczym klejnoty inteligentnych dialogów i obrazów stworzonych starannymi pociągnięciami słów. Mimo, że Donna Tartt przedobrzyła tu i ówdzie, to nie można odmówić jej dużych umiejętności, dzięki którym wykreowała fantastyczną i wartościową opowieść, która z każdym przeczytanym rozdziałem budzi coraz większą ciekawość.

13 komentarzy:

  1. Fajnie, że książka będzie wydana u nas, bo zaciekawiłaś mnie nią. Lubię takie publikacje pełne przemyśleń, dające pole wyobraźni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że się nie rozczarujesz, gdy już książka pojawi się w polskim przekładzie.

      Usuń
  2. Naprawdę zazdroszczę Ci, że już ją przeczytałaś (:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze trochę, pojawi się polski przekład i już nie trzeba będzie mi zazdrościć. :)

      Usuń
  3. O rany, liczba stron oraz "o" robi wrażenie. Lubię, kiedy autor potrafi sprawić, żeby z jego dziełem weszło się w swoistą interakcję, tak, że książka nadal mocno oddziałuje i absorbuje nawet w chwili, gdy akurat czytamy słabszy jej fragment.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. The Goldfinch absorbuje nawet na odległość - gdy się go nie czyta, to i tak myśli krążą wokół powieści i chce się wrócić z powrotem do lektury, nawet jeśli akurat jest się w trakcie słabszego fragmentu. Zalety zdecydowanie łatają tutaj wady.

      Usuń
  4. To trudna książka w odbiorze, tak myślę. Myślę również, że to bogactwo językowe, rozbudowany język mnie by przytłoczył i nie potrafiłabym się delektować tą książką, więc raczej sobie ją odpuszczę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze możesz spróbować, wbrew pozorom to bogactwo językowe nie jest strasznie przytłaczające, można je unieść. :)

      Usuń
  5. Książka wydaje się interesująca. Ale szczerze obawiam się trochę języka .

    OdpowiedzUsuń
  6. Zapowiada się świetnie ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Potężne tomisko- 890 stron to niezłe wyzwanie dla czytelnika. ;) Jak już przyleci do Polski ten szczygieł to chętnie go przygarnę- z Twojej recenzji powieści Tratt wnioskuję, że warto. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. "The Goldfinch" zaczęłam wczoraj przed północą, a Twoją recenzję znalazłam, kiedy dodawałam książkę na półkę na lubimyczytać. Czułam, że Tratt mi się spodoba, ale po tej opinii jestem całkowicie pewna :D

    OdpowiedzUsuń
  9. O łaaa! Same prześwietne książki u Ciebie :D "The Goldfinch" czeka sobie na czytniku i pomimo, że tak bardzo się nastawiałam na lekturę, jakoś ciągle odkładam ją w czasie. Czas przestać zwlekać i zabierać się za czytanie :)

    OdpowiedzUsuń