14 lip 2014

,,Maybe someday" - Colleen Hoover

 
Tytuł: Maybe someday
Autor: Colleen Hoover  
Wydawnictwo, rok wydania: Atria Books, 2014  
Ilość stron: 367

Polskie wydanie
 
 
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: [zapowiedź] 13 maja 2015
Ilość stron: 440
Cena: 36,90 zł


~~***~~

Moje ostatnie spotkanie z panią Hoover niestety nie może zostać zaliczone do udanych. Finding Cinderella zawiodło mnie i to mocno. Mając jednak w pamięci wrażenie, jaki wywarła na mnie Pułapka uczuć oraz Hopeless, zdecydowałam się dać tej autorce kolejną szansę. Mój wybór padł na Maybe someday.

W wieku dwudziestu dwóch lat Sydney Blake prowadzi idealne życie: studiuje muzykę, ma pewną pracę, jest zakochana w swoim cudownych chłopaku, Hunterze i mieszka ze swoją przyjaciółką, Tori. Jednak wszystko się zmienia, gdy Sydney odkrywa, że Hunter zdradza ją z Tori i musi podjąć decyzję ,,co dalej?".

Sydney zostaje oczarowana przez swojego tajemniczego sąsiada, Ridge'a Lawsona. Dziewczyna nie może oderwać od niego wzroku ani przestać słuchać jego codziennej gry na gitarze. Czuje harmonię w jego muzyce. Jest też coś, czego Ridge nie umie zignorować w Sydney: wydaje mu się, że w końcu znalazł swoją muzę. Kiedy nadchodzi ich nieuniknione spotkanie, odkrywają, że potrzebują siebie nawzajem z kilku różnych powodów...
tłumaczenie: własne, opis: wyd.Atria

Teraz, będąc po lekturze Hopeless, Pułapki uczuć, Finding Cinderella oraz Maybe someday, doszłam do następującego wniosku: Colleen Hoover ma u mnie wielkiego plusa za to, że wśród eksploatowanych do bólu motywów New Adult, stara się stworzyć coś nowego i nie polega wyłącznie na recyklingu cudzych pomysłów. Tworzy własne historie, choć zdarza jej się tu i ówdzie dorzucić momenty, które chyba już gdzieś widzieliśmy… Cóż, to tak, jak z komediami romantycznymi – jest w nich kilka wyświechtanych scen, które jednak wszyscy kochamy.

W przypadku tej powieści niebagatelną rolę odgrywa muzyka (podobny zabieg wykorzystano w Pułapce uczuć, tyle że tam ważna była poezja). Najważniejsze wyznania tworzone są w formie piosenek i mówią o tym, o czym bohaterowie obawiają się powiedzieć wprost. Sam muzyczny wątek może i nie robiłby takiego wrażenia, no bo ilu chłopaków z gitarą przemieliło już New Adult (?), gdyby nie fakt, że główny bohater odbiera muzykę w sposób, o jakim większość z nas w ogóle nie myśli. Byłam autentycznie zaskoczona postacią Ridge’a oraz tym, że autorka podjęła się takiego tematu, który wymaga i wrażliwości, i, nie ma co ukrywać – wiedzy. Nie przypominam sobie, bym wcześniej spotkała takiego bohatera, a już na pewno nie ma takiego drugiego Ridge’a w całym New Adult. Naprawdę. Fascynujące było poznawanie jego spojrzenia na muzykę.

Jeśli jestem już przy postaciach, to nie mogę pominąć Sydney, która jest… prawdziwym wulkanem emocji. Jeśli się wścieka – to lepiej nie być przyczyną jej wściekłości, bo można stracić zęby. Jeśli jest smutna – to łzy leją się co kilka linijek. Ma dziewczyna temperament, co udowadnia już na pierwszych stronach powieści. Interesująca jest obserwacja tego wulkanu w towarzystwie Ridge’a, tego, jak się przy nim wycisza i jak łagodnieje pod wpływem muzyki. Choć bywała narwana, to muszę przyznać, że ją polubiłam. Mimo wszystko ma dość oleju w głowie i jest wrażliwa na cudzą krzywdę, choć zdarza się, że jej dobrze cechy zagłusza zbytnio cięty język. Ich relacja jest spokojna, wyważona. Więź stworzona z muzyki zaczyna wybrzmiewać uczuciami, które coraz głośniej słychać. Burzliwie robi się dopiero pod koniec.

To, co można zauważyć w Maybe someday to fakt, że Hoover z książki na książkę pisze coraz lepiej. Przez historię, którą opowiada, płynie się praktycznie bez wysiłku. Lekkie pióro autorki kreuje sylwetki bohaterów, buduje lokacje i skupia się na niuansach relacji pomiędzy poszczególnymi postaciami. Drugi punkt to wyczuwalna dojrzałość – nie ma tutaj wrzeszczącego ,,dopiero cię zobaczyłam, a już cię kocham!” i związanego z tym nienaturalnego zachowania bohaterów; można powiedzieć, że w Maybe someday autorka poskromiła swojego pecha do początków powieści. Najwidoczniej postawienie na dorosłych zamiast na nastolatków, wyszło jej na zdrowie.

Maybe someday jest dobrze napisane i sprawnie poprowadzone, więc dlaczego się nie zachwycam? Cóż, brakowało mi tej ,,iskry”, która sprawiłaby, że byłabym równie rozemocjonowana co Sydney. Podczas gdy Pułapka uczuć igrała ze mną, Maybe someday owszem, wciągnęło mnie w swój świat, ale nie zrobiło nic ponad to. Wszystko tutaj jest poprawne, ale brakowało mi w tym emocji. Wiem, że Hoover potrafi łamać serca swoim czytelniczkom, dlatego takie ,,może być” w jej wykonaniu mi nie wystarcza. Z drugiej strony: dobrze by było, gdyby każdy podszedł do tej wady indywidualnie, bo może okazać się, że w miejscu, w którym ja nie poczułam więzi z bohaterami, ktoś inny będzie ocierał łzy wzruszenia. Dlatego nie podchodźcie do lektury z myślą ,,rany, będę obojętna na ich losy, nic nie poczuję, łezki nawet nie uronię”, bo takie nastawienie może zepsuć całą przyjemność czytania. Ja tylko cicho ostrzegam, że taka opcja istnieje, ale nie jest to reguła. Może po prostu wolę, gdy Hoover celuje do mnie z cięższego kalibru.

Maybe someday potwierdza to, co już wszyscy wiedzą: Colleen Hoover rozgościła się w New Adult na dobre i nie zamierza oddawać korony nikomu. Rzesza jej fanek rośnie z dnia na dzień i wcale mnie to nie dziwi, bo choć jej książki nie są idealne, to jednak mają najwięcej do zaoferowania, jeśli chodzi o tę kategorię powieści.

Historia Sydney i Ridge’a jest nierozerwalnie spleciona z muzyką; niektóre melodie będą brzmiały znajomo, inne z kolei delikatnie poruszą czułe struny w waszych sercach. Ta piosenka o niełatwej miłości zachwyci zarówno romantyczki, jak i osoby, które lubią twardo stąpać po ziemi. Colleen Hoover doskonale wie, jak tworzyć nietuzinkowe pary i poruszające historie.

28 komentarzy:

  1. Hopeless kocham całym sercem, ale z innymi książkami autorki jeszcze nie miałam do czynienia. Trochę szkoda, że "Maybe someday" jest tylko "może być", ale ciekawi mnie postać tego Ridge'a i ogólnie innych tworów autorki, także po rozważaniu sprawy stwierdzam, że poczekam na ewentualne polskie wydanie i wtedy się z chęcią zapoznam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może tak się zdarzyć, że pokochasz Maybe someday, bo jak napisałam - w kimś innym może ona wzbudzić o wiele więcej emocji.

      Usuń
  2. Ciekawi mnie pomysł na tę książkę i to połączenie muzyki z literaturą, więc mimo że nie jest to najlepsza powieść Hoover, i tak chętnie po nią sięgnę. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba przestanę do Ciebie zaglądać. Przecież mordujesz mnie tymi nowościami, jak możesz, no jak? I teraz pozostaje czekać, aż ktoś to łaskawie wyda, lub czytać marne tłumaczenia nieoficjalne (co w tym przypadku jest pomyłką, bo jeśli książka zawiera muzyczne odniesienia do uczuć, trudno to wprawnie przetłumaczyć).
    Mogłam się uczyć angielskiego...

    A poważnie, uwielbiam klimaty NA i wiedziałam, że Hoover ma ciekawe podejście. Niech pisze, ku naszej radości. "Pułapka uczuć" już stoi na półeczce ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mwahahaha, mordowanie nowościami to misja moja i powołanie :) A tak na serio - trzeba trzymać kciuki, by Hoover była dalej w Polsce wydawana. :)

      Usuń
  4. Tak mi jakoś nie po drodze z tym New Adult, ale powolutku, krok po kroczku przymierzam się do do przeczytania któregoś tytułu tej autorki :) cieszę się, że ten tytuł spodobał Ci się bardziej niż poprzedni recenzowany:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z New Adult trzeba uważać, bo są i hity, i kity - ja natrafiłam na jedne i drugie :)

      Usuń
  5. Chętnie bym przeczytała :) Lubię takie klimaty :)
    Pozdrawiam,
    Natalia :)

    OdpowiedzUsuń
  6. W zasadzie nie czytałam jeszcze nic od pani Hoover, jednak przesłuchałam kilka piosenek z playlisty do tej właśnie książki i jestem zachwycona ♥ Przypuszczam, że dałabym sobie radę z czytaniem po angielsku, jednak chyba wolę poczekać na polską premierę ( a nie wątpię, że będzie) :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja playlistę mam zamiar dopiero przesłuchać, bo nie robiłam tego w trakcie powieści. Wydaje mi się, że więcej książek Hoover pojawi się w Polsce, bo robi się ona coraz bardziej popularna. :)

      Usuń
  7. Nie znam twórczości tej pisarki i raczej szybko nie poznam :(

    OdpowiedzUsuń
  8. Hopeless było tak cudowne, że mam ochotę poznać inne książki tej autorki:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Hm... muszę koniecznie zapoznać się z twórczością tej autorki, zwlaszcza do hopeless strasznie mnie ciagnie. Ostatnio już prawie tę książkę kupiłam, ale w ostatniej chwili zmienilam zdanie i wzięłam Tonaca dziewczynę. ;)) )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tonąca dziewczyna też jest dobra, a nawet moim zdaniem - rewelacyjna. Hoover świetnie się nada jako coś lżejszego dla odmiany po zwichrowanej Tonącej... :)

      Usuń
  10. Uwielbiam Twojego bloga właśnie za te wszystkie recenzje książek pani Hoover :)) I już czekam z niecierpliwością na kolejną:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Ugly love postaram się szybko zdobyć i szybko zrecenzować, bo sama jestem jej piekielnie ciekawa.

      Usuń
  11. kawa-i-ksiazka.blogspot.com pomożecie? Dopiero zaczynam. Już pierwsza recenzja dodana, następna niebawem :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mam 2 książki autorki, które wspominasz na początku recenzji i mam nadzieję szybko je przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  13. Może któregoś dnia...przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Podoba mi się fakt, że autorka nie od gapia pomysłów od innych. Mam w wakacyjnych planach ,,Hopeless", a później kto wie ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli spodoba ci się Hopeless to możesz śmiało sięgać po inne książki Hoover. :)

      Usuń
  15. Ostatnio strasznie głośno o tej autorce. :) "Hopeless" mam na swojej liście do kupna. ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Wstyd się przyznać ale jeszcze nic nie czytałam tej autorki . Koniecznie muszę nadrobić zaległości ! xd

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja mam tylko nadzieję, że pozostałe książki Hoover zostaną wydane u nas, bo się inaczej chyba zapłaczę. ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że raczej na kolejne książki Hoover w Polsce możemy liczyć - szczególnie Hopeless zjednało jej tylu fanów, że aż grzechem ze strony wydawnictwa byłoby nie skorzystać z tego. :)

      Usuń
    2. Po cichu właśnie na to liczę ;)

      Usuń
  18. Widziałam na yt jak ktoś się zachwycał ta okładką bo jest taka... taka inna. Naprawdę? Podotykałaś i jak? ;) Mam nadzieję, że ktoś w Polsce ją wyda :) Juz zacieram rączki na portfelu :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Jeszcze nigdy nie miałam styczności z tą autorką :(

    Zapraszam na mojego nowego bloga : http://zaczytanamarzycielka8.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń