2 lip 2014

,,Losing It/Coś do stracenia" - Cora Carmack

Tytuł: Losing It
Autor: Cora Carmack
Wydawnictwo, rok wydania: Ebury, 2013
Ilość stron: 280


 Polskie wydanie

 Tytuł: Coś do stracenia
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: 18 czerwca 2014
 Ilość stron: 304
Cena: 32,90 zł
Seria: Coś do stracenia, tom 1



~~***~~


Bestseller "New York Timesa" i "USA Today" 
Bliss Edwards jest miła, sympatyczna i poukładana. Studiuje na ostatnim roku aktorstwa w college'u. Ma fantastycznych przyjaciół i... wciąż jest dziewicą. Wkurzona tym, że jako jedyna z licznego grona znajomych nigdy nie uprawiała seksu, Bliss postanawia rozwiązać problem. Koniecznie ZANIM odbierze dyplom i zostanie pierwszą kobietą, która opuściła mury uczelni nietknięta. Plan jest prosty - iść do pubu, poderwać przystojnego nieznajomego, oddać mu się, a potem nigdy więcej go nie spotkać. 3 razy zet. Znaleźć, zaliczyć, zapomnieć. Nic jednak nie idzie tak, jak powinno. Bliss panikuje i zostawia nowopoznanego, szalenie przystojnego i zupełnie nagiego faceta we własnym łóżku. I to pod pretekstem, któremu nie dałby wiary nawet ogórek po lobotomii. Jakby tego było mało, następnego dnia okazuje się, że jedne z zajęć w jej grupie poprowadzi nowy wykładowca. Mężczyzna, którego porzuciła w środku nocy i którego miała nadzieję nigdy więcej nie spotkać.
opis: wyd. Jaguar


Romans uczennicy z nauczycielem nie jest zbytnio oryginalnym tematem powieści i szczególnie w ostatnim czasie zyskuje na popularności. Sięgnęła po niego chociażby Colleen Hoover w Pułapce uczuć,Unteachable, Sara Shepard w serii Pretty Little Liars.


Jeśli liczycie na sekretny i burzliwy romans, który sprawi, że będziecie niecierpliwie przewracać kolejne strony, by dowiedzieć się, jak potoczy się historia Bliss i Garricka... to srogo się rozczarujecie. Coś do stracenia jest przewidywalne od początku do zakończenia. To samo w sobie nie byłoby taką wielką wadą, bo przecież istnieją przewidywalne książki, które wciągają. Niestety, do tej powieści nie miało mnie co wciągnąć, powiem więcej - wynudziłam się śmiertelnie podczas lektury. Nie zainteresował mnie główny wątek romansowy, a już na pewno nie zrobiły tego ledwie zarysowane wątki poboczne. Romans nie jest ani płomienny, ani w ogóle nie działa na wyobraźnię. Jeszcze w trakcie czytania mogłam bezczelnie wskazać paluchem, gdzie nasze gołąbki się pokłócą, gdzie się pogodzą i kiedy do akcji wkroczy potajemnie zakochany przyjaciel. Zwroty akcji? Calutkie, okrągłe... zero. Wątek szkoły aktorskiej istnieje tylko po to, by połączyć Bliss i Garricka. Bohaterowie nie wzbudzają żadnych uczuć – czy to pozytywnych, czy negatywnych, pewnie dlatego, że są wyłącznie imionami na kartkach. Bliss egzystuje wyłącznie dzięki swoim wpadkom i szkole aktorskiej, bez tego rozpłynęłaby się w powietrzu. Garrick ma za to przebogatą paletę zainteresowań: jest nauczycielem, Brytyjczykiem i czyta książki. Zasadniczo to by było na tyle, bo reszta jest jeszcze mniej barwna. Nie mają żadnej historii, żadnej przeszłości, żadnych rodzin – na dobrą sprawę nie mają życia.

A mogło być tak interesująco! W końcu sam opis ma posmak kontrowersji. Myślałam, że historia Bliss albo mnie rozbawi, albo wywoła ceglaste rumieńce na moich policzkach, albo zrobi jedno i drugie. Zgrzyt, zgrzyt, nie zrobiła ani jednego, ani drugiego. Czy jest jednak coś, co mogę zaliczyć na plus? W końcu jakieś New Adult bez wielkiego dramatu w tle. Choć może w przypadku Czegoś do stracenia dramat byłby pożądany, bo nadałby pikanterii… Autorka spróbowała ratować mdłą historię i ubarwić ją humorem. Niestety, ale należy on raczej do kategorii ,,niemrawego uśmiechu” zamiast ,,nieposkromionego chichotu”. Na niektóre wpadki Bliss patrzy się z politowaniem, inne z kolei są w stanie delikatnie rozbawić czytelnika.

Przeczytanie tej powieści zabrało mi pół dnia i wymagało dużej ilości samozaparcia. Gdyby nie mój ośli upór, to pewnie porzuciłabym ją w połowie i podczytywała w małych ilościach przez kolejny miesiąc. I nawet nie chcę wspominać o atakach ziewania, które zjawiały się wraz z każdym nowym rozdziałem. Chyba najtrafniejsze będzie stwierdzenie, że Coś do stracenia to zdecydowanie gorsza wersja Pułapki uczuć. Też posiada romans uczennicy z nauczycielem, ale poza tym brakuje jej uroku, interesujących bohaterów i nie wzbudza żadnych emocji. 

Liczyłam na odważną historię, która podjęłaby temat ,,pierwszego razu” z humorem, ale i refleksją na temat relacji międzyludzkich. To naprawdę nie są zbyt wysokie wymagania dla powieści z założenia ,,lekkiej, łatwej i przyjemnej”. To minimum, jakiego się spodziewałam po Czymś do stracenia. Niestety, ten tytuł nie przeskoczył poprzeczki, która oddziela interesujące tytuły New Adult od tych miałkich i nijakich.

22 komentarze:

  1. Czytałam książkę w zeszłe wakacje i była bardzo przeciętna, a nawet mocno poniżej przeciętnej. Zgadzam się z twoją recenzją, a wiele pozytywnych opinii bardzo mnie dziwi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, jeśli ktoś nie jest obeznany z New Adult, to może go Coś do stracenia zachwyci. Ja z kolei wiem, że są autorki, które lepiej radzą sobie z tym tematem i przy nich Carmak wypada blado.

      Usuń
  2. Ja nigdy nie czytałam o romansie nauczyciel/uczennica, nawet nie wiedziałam, że tyle tych tytułów jest :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nie czytałaś o romansie nauczyciela z uczennicą, to możesz dać szansę tej książce, bo wtórność nie będzie cię raziła. :)

      Usuń
  3. Mnie na kilometr pachniała ta książka kiepską historią, więc nawet nie będę sobie nią zawracać głowy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem zwolenniczką gorącego zniechęcania do powieści, ale w tym wypadku... Zniechęcam cię gorąco. :)

      Usuń
  4. Ja mimo wszystko bym chciała przeczytać tą książkę ; ) Okładka Polska mi się za bardzo nie podoba ;p

    OdpowiedzUsuń
  5. Książkę mam i ciekawa jestem wrażeń w sumie nie wiem jak mam się odnieść do wieku autorki :/

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzięki za ostrzeżenie. Nie będę sobie zawracać książką głowy

    OdpowiedzUsuń
  7. A mnie się podobała. Nie jest ambitna, ale wciągnęła. Może po prostu potrzebowałam czegoś takiego na tamtą chwilę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nawet o niej jeszcze nie słyszałam, ale początek niczym z PLL trochę odrzuca, po co czytać dwa razy to samo, zniechęca też sztuczny humor, na pewno nie będę jej szukać, czytałam już o lepszych z gatunku. :)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ostudziłaś skutecznie mój zapał, bo już namierzałam tę powieść ;) Ale Pułapkę uczuć muszę w końcu poznać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbować zawsze możesz, ale nie ma tam nic nowego - takie miałkie i typowo przewidywalne New Adult. Za to Pułapkę uczuć polecam - Hoover po raz kolejny mną sponiewierała. :)

      Usuń
  10. O, na pewno jej nie będę czytać. Nie ma nic gorszego, niż przewidywalna powieść.

    OdpowiedzUsuń
  11. Książka intrygowała mnie, ale widzę, że nie powinnam oczekiwać po niej zbyt wiele.

    OdpowiedzUsuń
  12. Mnie nawet opis nie zainteresował, więc i tak nie miałabym ochoty na tę książkę, a Twoja recenzja utwierdziła mnie w przekonaniu, że rzeczywiście nie warto się za nią rozglądać. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja po opisie spodziewałam się, że będzie więcej humoru tudzież pikanterii, ale niestety. Jeśli opis cię nie zainteresował, to dalej nie jest bardziej interesująco.

      Usuń
  13. Cóż, pozostaje mi omijać ją szerokim łukiem ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ogórek po lobotomii??? :P

    Jakoś nie czuję się zainteresowana. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...nie ja wymyślałam opis, który ma... dość ciekawy dobór słów czasami :))

      Usuń
  15. Byłam bardzo ciekawa tej książki, serii, ale chyba nie warto zawracać sobie głowę.

    OdpowiedzUsuń
  16. a czego można się spodziewać po tego typu literaturze? może lepiej omijać, bo życia szkoda

    OdpowiedzUsuń