20 cze 2014

,,The One" - Kiera Cass


Tytuł: The One
Autor: Kiera Cass
Wydawnictwo, rok wydania: HarperTeen, 2014
Ilość stron: 323

Polskie wydanie
/- serię wydaje Wydawnictwo Jaguar. Daty wydania/zapowiedzi na razie brak -/



~~***~~ 
 

Selekcja na zawsze zmieniła losy trzydziestu pięciu dziewcząt. Teraz nadszedł czas, by wybrać przyszłą królową.

America nie marzyła o tym, że korona kiedykolwiek znajdzie się na wyciągnięcie jej ręki – ani o tym, że pewnego dnia o rękę może poprosić ją sam książę Maxon. Zbliżający się koniec konkursu oraz coraz brutalniejsze działania buntowników uświadamiają Americe, jak wiele może stracić – i jak trudną walkę będzie musiała stoczyć o wymarzoną przyszłość.


Tak, po raz kolejny odwiedziłam pałac księcia Maxona. Nie pytajcie, dlaczego to zrobiłam, skoro narzekałam na poprzednie części. Uznajmy, że dotknął mnie syndrom czytelniczego masochizmu, tak samo jak wtedy, gdy sięgnęłam po Szeptem, a potem po Crescendo i Ciszę. Oraz kilka innych serii. Myślę jednak, że teraz wyleczy mnie z tego The One, które jest… paskudnie słabe.

Przyznam, że nie rozumiem zbiorowej histerii dotyczącej księcia Maxona, który ma w sobie więcej z księżniczki Disneya niż z władcy, na barkach którego spoczywają losy kraju. Przez zdecydowaną część powieści Maxon strasznie mnie irytował. Był takim… miękkim jajem, które tylko toczy się pałacowymi korytarzami i nie robi nic pożytecznego dla Korony. Wiem, jak niepoważnie to brzmi, ale trudno znaleźć choć ślady powagi, jeśli mówi się o księciu. Myślałam, że ten charakterek, który pokazał w Elicie, teraz da prawdziwy popis. To już America ma w sobie więcej ikry. W finałowym tomie choć częściowo otrząsnęła się i przestała tak często zalewać łzami. Wydoroślała, a to się chwali. Swoimi decyzjami i zachowaniem przyćmiła księcia. Aspen, konsekwentnie od czasów Rywalek, przemyka na kartach powieści, ma jedno ,,mocne wejście” i to by było na tyle. Biorąc pod uwagę poprowadzenie wątku trójkąta Aspen - America – Maxon, zgaduję, że Kiera Cass dość późno zdała sobie sprawę z tego, że The One ma być finałem i główna bohaterka musi w końcu podjąć decyzję. Próbując ratować swoją skórę, autorka wprowadziła kolejny wątek romantyczny, który było można zauważyć już w Elicie (jeśli się bardzo mocno wczytało pomiędzy wierszami). Jakże cudownie jest on nierozwinięty! A jeśli opisano go dokładniej w jednym z krótkich opowiadań – to nie jest dla mnie argument. One mają stanowić dodatek do głównej historii a nie wpływać na nią pomiędzy tomami.

Rozumiem, że cała trylogia opiera się na niby baśniowej konstrukcji, tyle że to nie usprawiedliwia prostoty całej historii – każdy wątek, poza tym romansowym, jest tylko naszkicowany. Nieskomplikowana opowieść o potencjalnej księżniczce i księciu ciągnąca się przez prawie dziewięćset stron (jeśli zebrać wszystkie tomy) po prostu nudzi. Podczas lektury The One nie mogłam się pozbyć wrażenia, że dostałam do ręki zaledwie pierwszą wersję powieści, zalążki pomysłów na sceny, które autorka spisała. Co w sumie oznacza również brak jakichkolwiek detali. Każdy, ale to absolutnie każdy element powieści powinien być od nowa przemyślany i rozbudowany. Wątek rebeliantów przyszyto do fabuły na siłę i jest tak żałośnie poprowadzony, że aż nie chce mi się z niego śmiać. Kiera Cass próbowała wprowadzić dworskie intrygi, może trochę polityki, ale zamiast ubarwić tym historię, sprawiła tylko, że stała się ona jeszcze bardziej płytka. Pomnażanie nijakich elementów nie nadało książce głębi, a jeśli dołożymy do tego pośpiech z cyklu ,,niech się już stanie to, i to, i tamto, i jeszcze to! Najlepiej niech się to dzieje wszystko na raz! Tadam! Koniec!”… Tak, mamy kolejny zaszczytny order dla zepsutego zakończenia powieści młodzieżowej! Pani Cass może usiąść obok pani Cassandry Clare. Jakaś moda zapanowała wśród pisarzy spod znaku Young Adult i New Adult, czy co?

The One utrzymuje takim sam średni poziom jak dwa pozostałe tomy. Umiarkowanie zaskakuje tylko jedno – fakt, że autorka zdecydowała się zabić kilku bohaterów. Reszta historii jest prosta i przewidywalna, prowadząc do wielkiego finału, który można odgadnąć, chociażby patrząc na okładkę. Jeśli podobały wam się dwa poprzednie tomy, to ten też powinien przypaść wam do gustu. Niezdecydowanym raczej bym odradzała, choć patrząc po ilości zachwyconych czytelników – decyzję tak naprawdę musicie podjąć sami.

26 komentarzy:

  1. Ale masz fajnie, że przeczytałaś tę książkę <3
    I to po angielsku!

    Cóż, ja jestem zaledwie po "Rywalkach", "Elitę" przeczytam w wakacje, a po "The One" wezmę się w swoim czasie.
    Dopiero wtedy będę mogła coś powiedzieć...
    "Rywalki" mnie ubawiły - okazały się miłą poczytanką, trochę bajkową, ale tego właśnie wtedy potrzebowałam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja sama jestem dopiero po "Rywalkach" i szczerze powiedziawszy - trafiłam na tę książkę dokładnie w momencie kiedy takiej właśnie powieści potrzebowałam - niezobowiązującej i lekkiej. Chcąc, nie chcąc - podobała mi się. Nie wiem jak to bedzie przez następne tomy, ale bardzo mocno chcę je już przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, jeśli ktoś szuka czegoś niezobowiązującego, takiego ,,literackiego cukierka" to Rywalki jak i pozostałe tomy mogą mu przypaść do gustu. :)

      Usuń
  3. Ja bardzo polubiłam tom pierwszy, lektura idealnie trafiła u mnie w czas i mnie wręcz oczarowała, choć teraz patrząc obiektywnie zauważam coraz więcej mankamentów i mimo, że drugi tom zamówiłam coraz bardziej się go boję, bo wiekszość piszę, że jest sporo słabszy. Mam nadzieję, że choć niewiele.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja właśnie stwierdziłam na odwrót - wydaje mi się, że Elita jest odrobinę lepsza od Rywalek. :)

      Usuń
  4. Czyli jednak miałam rację nie kupując pierwszego tomu! ^^ Miałam ochotę na tę ksiażkę po licznych pozytywnych recenzjach,a le coś tak czułam, że to będzie płytkie. Po Twojej recenzji raczej na dobre ominę ten cykl, bo sądzę, że nie warto.

    OdpowiedzUsuń
  5. Niestety seria dopiero przede mną, ale naprawdę taka średnia? Ciężko mi się wypowiedzieć, ale z Twojej recenzji wnioskuję że raczej nie ma co się specjalnie na nią nastawiać. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim odczuciu ta seria to taki lekki średniak, czytadło na gorące dni, książka, która ,,sama się czyta". Z jednej strony lekkie, łatwe i przyjemne, ale z drugiej ma sporo niedociągnięć...

      Usuń
  6. Pierwsza część była... przyjemna. Czytało mi się ją szybko, zadziwiająco łatwo. "Elita" mnie już męczyła, America irytowała, a Aspena miałam ochotę zamknąć w jakimś ciemnym lochu. Denerwował mnie też nieco Maxon, choć mimo wszystko obstawiałam za nim. Za "The One" biorę się niedługo, aczkolwiek... Nieco obawiam się tortury, jaką może nieść ze sobą finał tej trylogii...
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
  7. Książka już do mnie jedzie. Jestem ciekawa co z tymi zabitymi, bo ostatnio żartowałam z koleżanką, że jeśli Aspen nie zginie, America nigdy nie zdecyduje się na żadnego :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też byłam wstrząśnięta, że America podjęła decyzję, choć autorka niezbyt skupiła się na okolicznościach temu towarzyszących, bardziej dowiadujemy się ,,po wszystkim" jak to się stało i dlaczego. A jeśli chodzi o zabitych - niektórzy mogą się zdziwić :)

      Usuń
  8. Kurcze, ale ja Ci zazdroszczę

    OdpowiedzUsuń
  9. Ostatnio usłyszałam od Patiopei, że druga część jest denerwująca, więc co dopiero trzecia i masz - trafiłam na Twoją recenzję. I w sumie teraz obawiam się, że zabiorę się za "Rywalki" i mnie zawiodą... Ale i tak zaryzykuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuj, ta seria ma wielu fanów, więc nie chcę cię mocno zniechęcać, bo a nuż ci się spodoba? Wakacje to całkiem dobry czas na Rywalki. :)

      Usuń
  10. A miałam ochotę na tę serię, ale po tej recenzji już mi przeszło.

    OdpowiedzUsuń
  11. Stwierdzenie, że Maxon był w tej części miekkim jajem ubawiło mnie do łez ;) całej seri jeszcze nawet nie zaczęłam, ale myslę że to kwestia czasu. Lubię również takie bzdurki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę odwrócono rolę - mamy Księżulo herbu Miękkie Jajo i ratującą go z opresji księżniczkę Americę :)

      Usuń
  12. Nie czytałam nic tej autorki, szczerze mówiąc oprócz ładnych okładek to nic mnie nie kusi. Byłaby to kolejna seria, która raczej nic ciekawego mi nie zaproponuje.
    PS. Mogłabyś zerknąć na mój komentarz, który zostawiłam u Ciebie pod postem City of heavenly fire ? :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Słyszałam właśnie, że to taka raczej średnia seria, ale pewnie i tak zapoznam się z nią w wakacje, bo co poradzić, lubię czasem sięgnąć po taką lekką pozycję. :) Choć trochę obawiam się tej głównej bohaterki. ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ta przewidywalność trochę odstrasza :/

    OdpowiedzUsuń
  15. Czytałam na razie tylko pierwszą część i jestem ciekawa kolejnych, coś mnie przyciągnęło do tej serii.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ach, ta seria włóczy się za mną już od premiery pierwszego tomu. Muszę ją przeczytać! :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Eee... to wiesz, znając życie i mi się nie spodoba, więc nie będę tracić czasu na takie bzdety. ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Co jak co, ale okładki tej serii są wyśmienite! :) Pomimo wad, jakie posiada owa seria, mam na nią ochotę.

    OdpowiedzUsuń