30 maj 2014

Fanfiction – niechciane dziecko popkultury czy dochodowy interes?



Są takie powieści, gry komputerowe, anime, mangi, komiksy i filmy, z którymi fani zżywają się tak mocno, że decydują się eksplorować i poszerzać fikcyjny świat na własną rękę. Inni z kolei darzą tak mocnym uczuciem gwiazdy kina i muzyki, że czynią z nich bohaterów własnych opowiadań. W taki sposób powstaje fanfiction (znane również jako ff bądź FF, fan-fiction, fan fic, fikcja fanowska, fanfik)[1], które, mówiąc w dużym skrócie, wykorzystuje cudzą twórczość bądź życiorys realnych osób jako podstawę do własnych opowiadań. Często to podłoże przechodzi szokującą dla postronnych transformację. Przykład? Pełen agresji i erotyki związek Belli Swan i Edwarda Cullena (co w grzecznym i romantycznym Zmierzchu jest nie do pomyślenia), bądź buzujący od hormonów Hogwart (flirt Harry’ego Pottera z Draco Malfoyem albo flirt Hermiony Granger z Draco Malfoyem – to by nigdy nie przeszło w oficjalnej serii. Ale w Internecie, owszem).

Samo fanfiction ma mnóstwo odmian, które grupujemy ze względu na formę bądź temat, ale nie to chcę dzisiaj omówić. Na temat struktury fikcji fanowskiej trochę już napisano[2], a mnie bardziej interesuje wpływ FF na… literaturę popularną. Jest on o wiele większy niż może nam się wydawać.


Cudza twórczość własna

Przyznam się bez bicia: gdzieś w okolicach wieku gimnazjalnego sama pisywałam fanfiction. Jedno z nich dotyczyło Zmierzchu, a drugie moich dwóch ukochanych zespołów muzycznych. Zdecydowanie łatwiej było mi fantazjować, gdy nie musiałam tworzyć wszystkiego od podstaw. Wystarczył jeden wątek bądź bohater, by historia ruszyła z kopyta i toczyła się swoim torem. Dość szybko to rzuciłam i zaczęłam okazjonalnie podczytywać cudze historie.

Fanfiction wygospodarowało sobie w sieci wygodny kąt i przez lata generalnie nikomu nie przeszkadzało. Do czasu. Gdy w grę zaczęły wchodzić pieniądze, przestało być przyjemnie a zaczęło się robić poważnie. ,,Ale jak to?!” zapytacie ,,Jakim cudem na scenie pojawiły się pieniądze?”. Otóż historia jest krótka i nieskomplikowana - zarobić można na wszystkim, a fanfiction z dużą ilością odsłon i wiernych czytelników to żyła złota, która tylko czeka na to, by ją odkryć. Wpadły na to i autorki, i wydawcy. Sygnał dała E.L. James, która zyskała rzeszę fanek dzięki swojemu ff
Master of the Universe, który później stał się bestsellerowymi Pięćdziesięcioma twarzami Greya. Na odzew nie trzeba było długo czekać - w znakomitej ilości przypadków zdjęto najchętniej czytanie FF z portali, zmieniono imiona i nazwiska bohaterów, po czym darmowa historia z sieci stała się książką, za którą trzeba zapłacić. Ponieważ teraz modne są ekranizacje, każdy tytuł, który wzbudza zainteresowanie, ma szansę na swoje pięć minut.

Proste? Proste.

Sytuację dodatkowo ułatwia fakt, iż fanfiction często osadzone jest w innym gatunku niż oryginał, wystarczy choćby spojrzeć na Zmierzch i Pięćdziesiąt twarzy Greya – romans paranormalny dla nastolatek i erotyk. W przypadku pani James, ff okazał się piekielnie dochodowym interesem. Autorka w rok (czerwiec 2012 - czerwiec 2013) zarobiła 95 milionów dolarów.*


Czytelnicy się buntują, pisarze są podzieleni

Przeniesienie fanfiction na karty powieści bądź srebrny ekran, nie u wszystkich budzi pozytywne odczucia. Są osoby, które otwarcie mówią o tym, iż jest to żerowanie na cudzej twórczości, inni z kolei nie wiedzą, co mają o tym myśleć i jak to traktować. Gdzie zaczyna się i kończy inspiracja? Czy rzeczywiście powinno się wykorzystywać cudze wątki i bohaterów, by później, po kosmetycznych zmianach, opublikować twórczość jako własną? Czy da się oderwać powieść od fanfiction, którym niegdyś była? Wielu czytelników buntuje się przeciwko sprzedawaniu fanfiction i nie mają oporów, by wystawić takiej powieści miażdżącą opinię. 

Pomimo tych kontrowersji, takie transfery mają się świetnie i są coraz bardziej popularne. Szlak przetarty przez E.L James musi teraz pomieścić gigantyczną kolejkę chętnych, którzy chcą iść w jej ślady. W końcu kogo nie skusi wizja międzynarodowej sławy, dużych pieniędzy i nadchodzącej ekranizacji? Wielu się to udaje; wystarczy odwiedzić portal Goodreads.com, by znaleźć zatrzęsienie tytułów wywodzących się od ff, między innymi: wspomniane Pięćdziesiąt twarzy Greya (E.L. James), Piekło Gabriela (Sylvain Reynard), Beautiful Bastard (Christina Lauren), Wallbanger (Alice Clayton), Sempre (J.M. Darhower), Poughkeepsie (Debra Anastasia)… A są to tylko tytuły, które były FF Zmierzchu. Te powieści nie na darmo określane są mianem ,,instant bestseller” (natychmiastowy bestseller). Dyskusja związana ze sprzedawaniem fanfiction plus wierni czytelnicy napędzają sprzedaż, wciągając w ten wir postronnych, zaciekawionych sprawą obserwatorów.

Wśród pisarzy zdania na temat pisania fan fiction są podzielone. Jedni są na tak, wśród nich można znaleźć osoby, które same pisały, czy nawet wydały powieści bazujące na FF, inni są z kolei na nie. Chociażby Cassandra Clare, zanim zasłynęła serią Dary Anioła, zajmowała się pisaniem fanfiction ze świata Harry'ego Pottera. George R.R. Martin wypowiada się w ten sposób: ,,Jestem przeciwko temu (…) Każdy pisarz musi nauczyć się, jak tworzyć własne światy, bohaterów i zasady. Korzystanie ze świata stworzonego przez kogoś innego to zwykłe lenistwo”.[3] J.K. Rowling nie ma nic przeciwko ff jako takiemu, ,,cieszy ją zainteresowanie związane z Harrym oraz to, że ludzie poświęcają swój czas na tworzenie własnych historii” ale pod warunkiem, że ,,nie będzie to działalność zarobkowa i nie będzie powielana w tradycyjnym druku.”[4] Anne Rice wypowiada się w zdecydowanie ostrzejszych słowach: ,,Nie pozwalam na tworzenie fan fiction z wykorzystaniem mojej twórczości. Bohaterowie są chronieni prawem autorskim. Strasznie złości mnie samo myślenie o fanfiction z użyciem moich bohaterów. Radzę moim czytelnikom, by pisali własne, oryginalne historie z użyciem własnych postaci. Koniecznie uszanujcie moje życzenie.”[5] Ursula K. LeGuin na pytanie dotyczące FF odpowiedziała ,,Co do osób publikujących historie ,,wywodzące się” z mojej twórczości; jestem temu absolutnie przeciwna i nigdy nie zezwoliłam nikomu na zrobienie tego. Miło jest ,,dzielić światy”, jeśli twoja wyobraźnia działa w ten sposób – moja nie. Dla mnie to nie jest dzielenie się, ale inwazja; dosłownie, obcy przychodzi i przejmuje kraj, w którym żyję”.[6] Diana Gabaldon nie pozostawiła na fanfiction suchej nitki: ,,OK, mój stosunek do ff jest raczej jasny: myślę, że jest to niemoralne, wiem, że jest to nielegalne i sprawia, że chce mi się rzygać ilekroć przypadkowo natrafię na takie historie z udziałem moich bohaterów”, później skasowała tą wypowiedź i zamiast niej umieściła informację nieco łagodniejszą w swej wymowie: ,,Wiecie, schlebia mi to, że niektórym z was tak bardzo podobają się moje książki, że czujecie potrzebę zaangażowania się [w pisanie] w sposób bardziej osobisty niż zazwyczaj robią to czytelnicy. Jednak z powodów prawnych i osobistych nie czuję się komfortowo z myślą o fanfiction bazującym na mojej twórczości. Proszę, byście nie pisali, nie wysyłali do mnie i nie publikowali czy to w sieci, czy w druku, fanfiction związanego z moją twórczością.”[7] Dłuższą listę, obejmującą ponad stu autorów oraz fragmenty ich wypowiedzi odnośnie fanfiction można znaleźć na stronie Fanlore.org w artykule pod tytułem ,,Professional Author Fanfic Policies”.[8]


#hessa

Do rozmyślań na temat fanficiton zainspirowała mnie wiadomość, którą zamieszczono między innymi na stronie Page to Premiere.[9] Na pierwszy rzut oka to prawie zwykłe doniesienie o podpisaniu umowy wydawniczej i planowanej ekranizacji. Dlaczego ,,prawie”? Wprawny czytelnik od razu wyłowi słowo ,,fanfic”. Otóż wydawnictwo Simon&Schuster zakupiło prawa do wydania serii After, która nadal funkcjonuje w sieci jako fanfiction, mające ponad
800 mln odsłon[10]. Anna Todd, fanka książek Pięćdziesiąt twarzy Greya i Beautiful Bastard, swoją historię zbudowała wokół związku fikcyjnej bohaterki Tessy Young oraz członka zespołu One Direction – Harry’ego Stylesa. Opowieść o parze, którą pokochali czytelnicy, nadając im pieszczotliwe przezwisko ,,Hessa”, już dawno wykroczyła poza platformę Wattpad.com, na której autorka co kilka dni umieszcza kolejny odcinek serii. After, poza stroną graficzną, złożoną ze zdjęć i tzw. ,,fan artów”, posiada także własną linię biżuterii![11] Co jeszcze bardziej działa na wyobraźnię, to fakt, iż nabyto prawa do ekranizacji, zanim w ogóle After zdobyło wydawcę.

Z After, jak z każdym fan fiction ,,o sławnych” sprawa ma się nieco inaczej niż z fan fiction na podstawie cudzej twórczości. Tutaj sprawa jest w pewien sposób delikatniejsza, bowiem bazuje się na wizerunku żyjącej osoby. By uniknąć przysłowiowego ,,przeciągania struny”, Anna Todd będzie musiała edytować historię i zmienić dane głównego bohatera, jednak, jak poprzez Twittera zapewniła swoje fanki - ,,Hessa pozostanie”.


Co słychać u nas?

Polakom zjawisko pisania fanfiction wcale nie jest takie obce. Ewa Białołęcka, polska pisarka fantasy, kiedyś tworzyła ff rozgrywające się w świecie Harry’ego Pottera.[12] Agnieszka Lingas-Łoniewska zainspirowała się sagą Zmierzch przy tworzeniu powieści Brudny Świat.[13] Popularna wśród czytelniczek Ostatnia spowiedź oraz jej kontynuacja autorstwa Niny Reichter, wcześniej funkcjonowała jako fanfiction o zespole Tokio Hotel.[14] Książka Kroniki ciemności. Łowca demonów pióra Agnieszki Michalskiej powstał dzięki inspiracji serialem Czarodziejki.[15]
 
Jak widać, fanfiction walczy dzielnie o to, by zasłużyć na miano literatury. Droga z wirtualnej bądź realnej szuflady do półki w księgarni jest długa i wcale nie taka prosta, biorąc pod uwagę negatywne głosy. Czy uczniowie w końcu przerosną mistrzów, których naśladują? Czas pokaże.

___________________________________
[1] http://pl.wikipedia.org/wiki/Fan_fiction
[2] Warto chociażby zajrzeć tutaj: http://forum.mirriel.net/viewtopic.php?f=36&t=17954
*http://www.washingtonpost.com/blogs/style-blog/wp/2013/08/14/e-l-james-made-95-million-in-a-year-making-her-forbess-top-earning-author/
[3] http://www.georgerrmartin.com/for-fans/faq/
http://grrm.livejournal.com/151914.html?page=3
[4] http://news.bbc.co.uk/2/hi/entertainment/3753001.stm
[5] http://www.annerice.com/ReaderInteraction-MessagesToFans.html
[6] http://www.ursulakleguin.com/FAQ.html#FF
[7] http://www.dianagabaldon.com/misc/dianas-fan-fiction-policy/
[8] http://fanlore.org/wiki/Professional_Author_Fanfic_Policies
[9] http://www.pagetopremiere.com/2014/05/anna-todds-harry-styles-fanfic-after-to-be-published-by-simon-schuster/
http://www.pagetopremiere.com/2014/04/uta-signed-to-obtain-movie-rights-to-wattpads-harry-styles-fanfic-after/
[10] Dla osób znających j. angielski: http://www.wattpad.com/after
[11] Żeby nie być gołosłownym: http://www.jewlr.com/after
[12] http://www.encyklopediafantastyki.pl/index.php?title=Ewa_Bia%C5%82o%C5%82%C4%99cka
[13] http://www.encyklopediafantastyki.pl/index.php?title=Fanfiction
[14] http://tokiohotel-news.pl/letzte-beichte/
[15] http://recenzje-ania-annie.blogspot.ie/2014/02/wywiad-z-agnieszka-michalska.html

17 komentarzy:

  1. Do mnie nie przemawiają książki, które wzorowane są (a raczej żywcem przerobione) z seriali czy filmów. Uważam, że to po prostu kradzież czyjegoś pomysłu i wzbogacenie się na nim. Nie rozumiem dlaczego ktoś, kto nazywa siebie autorem/pisarzem nie ma własnego pomysłu na książkę, tylko czerpie inspirację (tudzież całość: postaci, fabułę, świat i wydarzenia) z innego źródła. Jeśli już ktoś ogłasza, że jest autorem jakiegoś dzieła, to niech będzie nim od początku do samego końca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja po części się z tobą zgadzam, ale powiem ci dwie sprawy, sama pisze fan fikcje, lecz nie dla kasy, ani jakiejś większej sławy, tylko po to aby się szkolić, a po drugie. Mam pomysł, mam wizję jakiejś przygody, powieści byle czego, ale nie mam świata aby go zrobić, ani imion. W takiej chwili łapię za świat np. Tolkiena (wybacz, że przeze mnie się w grobie przewracasz) zapisuję wizję z imionami jego bohaterów i w jego świecie, a po czasie gdy mam pomysł, daje żyć tej powieści "własnym życiem". Zmieniam imiona świat i miejsca. Na tym opiera się najczęściej moja fan fikcja i ja ja jedynie tak postrzegam - jako koło ratunkowe przy braku dokładnych pomysłów na imiona i światy, a później to juz sprawa, czy to ma sens dalej ciągnąć czy też nie

      Usuń
  2. Ja osobiście FF nie lubię, chociaż zdaję sobie sprawę, ile moich koleżanek je pisze. Sama nigdy tego nie pisałam i nie zamierzałam. Moje "powieści" mogły fabułą toczka w toczkę przypominać "Zmierzch", ale bohaterkami były wampiryczne syreny (tak, naprawdę ktoś coś takiego kiedyś wymyślił), które świeciły. Albo moja "tfurczość" zainspirowana Lucy Maud Montgomery - podobna sceneria i wszystko, ale ORYGINALNE.
    Jednakże ja również, tak jak wielu autorów, nie mam nic przeciwko FF publikowanym na blogach (oprócz tego, że zęby bolą, kiedy się to czyta), dopóki ktoś nie wyda tego dla zarobku. Bo to już jest kradzież, jak dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O wydawanie FF dla zarobku toczą się kosmiczne bitwy; są nawet autorzy, którzy wyraźnie zaznaczają, że wszelkie próby takiej działalności w celu zarobkowym spotkają się z pozwem sądowym.

      Usuń
  3. Bardzo ciekawy post, artykuł właściwie- nawet nie pomyślałam, że z fanfiction można zrobić interes, swego rodzaju biznes. O.o Przyznam, że do tej pory FF nie zaprzątało zbytnio moich myśli- wiedziałam, że wiele osób je pisze i publikuje na blogach, ale nigdy się w nich nie zaczytywałam. Jak Marre S nie mam nic przeciwko nim- jeśli komuś pisanie fanficków sprawia przyjemność i frajdę to niech je tworzy. Ale gdy ktoś zaczyna je wydawać i zarabiać na tym pieniądze to okazuje się być osobą pozbawioną nie tylko własnej, indywidualnej i oryginalnej wyobraźni oraz pomysłów, ale też moralności, gdyż zwyczajnie kradnie, "żeruje" na cudzych konceptach. Nie dziwią mnie, więc ostre i stanowcze słowa niektórych pisarzy w tym temacie, które przytoczyłaś.
    :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa :)
      Sama nie spodziewałam się, że fanfiction wkroczy na taki poziom, a skrobanie notek ku czci ulubionej serii stanie się biznesem i zdecydowanie łatwiejszą drogą. Wiadomo, najpierw przyciąga się i zdobywa fanów serii, o której się pisze i którzy są spragnieni dalszych losów ulubionych bohaterów, a potem, po drobnych zmianach - startuje się z ,,własną" powieścią.

      Usuń
  4. "Piekło Gabriela" to ff Zmierzchu? Zaskoczyłaś mnie, jednak coś w tym jest. Nie mam nic przeciwko ff, efektem jest przecież przyjemna lektura, która daje chwilę wytchnienia, a do tego wzrusza i inspiruje. Świetny artykuł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za miłe słowa :)
      Przyznam, że nie czytałam ,,Piekła Gabriela", ale przekopałam zagraniczne opinie i właśnie taką informację znalazłam. Wikipedia głosi, że było to fanfiction zwące się The University of Edward Masen.

      Usuń
  5. Nie czytam ff - oprócz Pięćdziesięciu Twarzy Greya, trzeba było sprawdzić o co tyle szumu - i raczej nie zamierzam. Jak widać na przykładzie James łatwo jest napisać na nowo to, co czytelnicy zdążyli już pokochać i sporo na tym zarobić.

    OdpowiedzUsuń
  6. I aż sama nie wiem, co powiedziecie...
    Czy jestem za, czy przeciw?
    Jakoś szczególnie nie przepadam za ff, bo dla mnie to za mało ambitne dzieła...
    Choć z drugiej strony moje ukochane OS Niny Reichter jest właśnie takim ff...
    I co tu powiedziecie?

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo dobry artykuł (i te przypisy - prawie nikt nie decyduje się na ich umieszczenie w "zwykłych" postach na blogu;)
    Zwróciłaś uwagę na ważną rzecz. Do tej pory traktowałam ff jako nieszkodliwą "twórczość własną" publikowaną w internecie (chociaż oczywiście słyszałam o pochodzeniu "50 twarzy Greya") Nie zastanawiałam się, jak czują się autorzy dzieł, z których czerpią pomysły inni.
    Wydaje mi się, że pisanie ff jest dobrym rozwiązaniem, jeśli ktoś traktuje to wyłącznie jako hobby i chce przy okazji poprawić swój warsztat. Ale nie powinno się sprzedawać historii opartych na cudzym pomyśle. To nie wydaje się w porządku;)

    OdpowiedzUsuń
  8. FF nie jest oparte na cudzym pomyśle. To często odrębna historia, alternatywna, w której bohaterowie nazywają się tak, jak w oryginale, do którego FF jest pisany. Potem wystarczy zmienić imiona i nazwiska i mamy nową, całkiem inną książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, drogi Anonimie (jeśli mogę się tak do ciebie zwrócić :) ).
      To jest ta kwestia dyskusyjna, o której często wspominają autorzy. Imię i nazwisko bohatera wiąże się z konkretną powieścią; często wykorzystywane są dane konkretnej pary, jak i rodzaj relacji pomiędzy nimi; skoro to odrębna historia, to po co w takim razie wykorzystywać choćby skrawki cudzego pomysłu, skoro można od razu nazwać bohaterów ,,po swojemu"? Pisanie historii jako fanfiction zdobywa fanów - fanów, którzy łakną choćby odrobiny ,,dalszych losów" bohaterów, nawet jeśli rozgrywają się one w alternatywnym świecie. FF czerpie z cudzej sławy, w mniejszym bądź większym stopniu, temu nie można zaprzeczyć.

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  9. Ewa Białołęcka nigdy nie przestała pisać. Teraz Toroj siedzi w fandomie Sherlocka:)

    OdpowiedzUsuń
  10. "Romans paranormalny dla nastolatek" piękny zlepek słów:)

    OdpowiedzUsuń
  11. "Romans paranormalny dla nastolatek" piękny zlepek słów:)

    OdpowiedzUsuń