21 kwi 2014

,,The Elite/Elita" - Kiera Cass

Tytuł: The Elite
Autor: Kiera Cass
Wydawnictwo, rok wydania: HarperTeen, 2013
Ilość stron: 336


Polskie wydanie
Tytuł: Elita
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: [zapowiedź] 21 maja 2014



~~***~~



Są książki, czy też serie, które są tak przewidywalne, że porzucamy je w połowie lektury. Są też równie przewidywalne powieści, których jednak nie porzucamy, a doczytujemy do samego końca i nawet sięgamy po następny tom, jeśli takowy istnieje. Cóż to za magia tkwi w tej przewidywalności, że raz nas odstręcza, a raz przyciąga?

Cukierkowo-baśniowe Rywalki wypadły dość przeciętnie w moich oczach, choć przyznać muszę, że dzięki swojej prostocie spisały się świetnie jako lekki, popołudniowy umilacz. Nie byłam pewna, czy warto w ogóle sięgać po Elitę, bo mając w pamięci potworne niezdecydowanie głównej bohaterki oraz niedopracowanie świata przedstawionego, wydawało mi się, że stracę tylko czas na ,,powtórkę z rozrywki”. Ale że te powieści mają w sobie przewidywalność przyciągającą, w końcu ponownie wylądowałam w pałacu księcia Maxona.

Sporo się tu pozmieniało. W Selekcji pozostało tylko sześć kandydatek, które otrzymały miano tytułowej Elity. Potencjalne księżniczki są poddawane coraz trudniejszym próbom, które mają pokazać im, co to znaczy być przyszłą królową. Życie w pałacu, której wcześniej wydawało się bajkowe, teraz pokazuje swoją ciemniejszą stronę. Rebelianci coraz zacieklej atakują pałac, a na granicach państwa wybuchają bunty. Pojawiają się głosy, by jak najprędzej zakończyć Selekcję. Presja wywierana na księcia Maxona, który stara się ukryć swój bolesny sekret, zaczyna odbijać się na Americe, która boryka się z własnymi problemami…

Bogactwo, przepych, piękne suknie i… korona – to skutecznie zwabiło do zamku potencjalne kandydatki na żonę dla księcia. Zachwycone bajkowym życiem dziewczyny nawet nie zdawały sobie sprawy z tego, że słodycz bycia wybraną może nie być wystarczająca, by osłodzić im gorycz życia na dworze.

America nadal nie podjęła decyzji, komu ofiarować swoje serce. Niestety. Jej rozdarcie pomiędzy księciem a strażnikiem znowu utrzymuje się przez całą powieść, tak samo, jak miało to miejsce w Rywalkach. Czy to irytuje? Oczywiście. Choć przyznać muszę, że w tym tomie odrobinę lepiej rozumiałam wahanie głównej bohaterki, bo autorce udało się wpleść kilka interesujących wydarzeń w fabułę. W końcu Mer ma jakąkolwiek podstawę do zmiany zdania. Nie, żeby ta podstawa była jej szczególnie potrzebna – nasza chorągiewka na wietrze w jednym rozdziale potrafi zmienić zdanie odnośnie każdej kwestii, jaka jej dotyczy. Tak jest od początku do końca powieści. Jeśli America zostanie królową, to ja obawiam się o losy kraju.

,,Wypowiadam im wojnę! Albo nie… A nie, jednak tak! Walczymy! Chociaż…”

Sami widzicie. Trudno kibicować w walce o koronę komuś, kto nie ma w swoim życiu ani jednej trwałej wartości, którą sam wybrał i jej się trzyma. Poza tym główna bohaterka za dużo płacze, ba! praktycznie zalewa się łzami non stop. Owszem, są sytuacje, które doprowadzają do rozpaczy, ale w większości wypadków America płacze bo… bo tak. Bo jest problem/bo go nie ma. Widać, przygryzanie wargi albo czerwienienie się były już zajęte. Naprawdę, będzie z niej fantastyczna królowa. Zamiłowanie Mer do skrajności i zmieniania zdania widać również w jej charakterze. Pojawiają się u niej cenne momenty siły i waleczności, które zdradzają, że pod tym całym niezdecydowaniem, płaczliwością i nieporadnością kryje się dziewczyna godna korony. Szkoda tylko, że Mer tak słabo pokazuje swój pazur i nie wykorzystuje wielu danych jej szans.

Wspomniane wcześniej interesujące wydarzenia sprawiły, że mimo wszystkich zarzutów, jakie mam w stosunku do Elity, powieść podobała mi się bardziej, niż jej poprzedniczka, Rywalki. Choć popełnia większość błędów pierwszego tomu, to jednocześnie częściowo naprawia inne potknięcia.

W końcu mniej więcej (tak, to naprawdę jest mniej więcej) dowiadujemy się, o co walczą rebelianci i dlaczego atakują zamek. Co prawda ujawnienie tego faktu budzi kolejne pytania i liczę na to, że Kiera Cass odpowie na nie w finałowym tomie, bo szkoda byłoby, gdyby zakończyło się to ślepą uliczką. Zresztą, wątek buntowników jest chyba najciekawszy w całej powieści. Dotyka on historii powstania państwa i splata się bezpośrednio z Americą, która staje się powierniczką pewnego sekretu. Interesujące było obserwowanie ujawniania grzeszków rodziny królewskiej. Choć ten wątek jest płaski, jak zresztą każdy w tej powieści i pobieżnie opisany, to jednak czytanie o czymkolwiek, co nie jest trójkątem miłosnym, wydaje się niezmiernie fascynujące.

Bohaterowie nie stali się spektakularnie barwni, kolejne imiona pojawiają się i znikają na kartach powieści. Kandydatki, poza irytującą Americą, nadal są bezbarwne i nijakie. Myślałam, że ta szóstka zacznie się czymś różnić od siebie i zdołam kogoś polubić na tyle, by kibicować jej w walce o koronę. Niestety, prawie wszystko zdominowała Mer i jej miłosny dylemat. Napisałam ,,prawie”, bo pojawiło się dwóch bohaterów, którzy zdradzają aspirację do bycia kimś więcej, niż tylko imieniem na stronie. Mówię tu o księciu Maxonie i królu Clarksonie. Tak! Oni pokazują przebłyski charakteru! Nawet ktoś tutaj ma zadatki na drania! Biorąc pod uwagę to, co oferuje powieść, z tego naprawdę należy się cieszyć. A Aspen? Haha, Aspen… Aspen jest. Niezmiennie od pierwszego tomu – jest. Tyle.

Jeśli podobały wam się Rywalki, wydaje mi się, że Elita również powinna wam przypaść do gustu. To nadal ta sama baśniowa historia, choć pojawia się w niej więcej mrocznych barw. Ja jestem daleka od zachwytów, bo te powieści są strasznie niedopracowane, jednak muszę przyznać, że mimo wad, Elita wciągnęła mnie i bawiłam się całkiem nieźle w trakcie lektury. I tak, sięgnę po trzeci tom zatytułowany The One, bo chociaż wydaje mi się, że wiem, jak skończy się ta historia, to coś mnie ciągnie do baśniowego świata. Po cichu liczę na to, że Kiera Cass czymś mnie zaskoczy, a cała bajka niespodziewanie nabierze głębi.

15 komentarzy:

  1. Kompletnie jest mi nieznane nazwisko autorki i mam troszkę mieszane uczucia, bo jednak nie do końca jestem przekonana do niedopracowanej książki...

    OdpowiedzUsuń
  2. "Elitę" z pewnością sobie na razie daruję, szczególnie że jeszcze nie przekonałam się do lektury pierwszego tomu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytając 'Rywalki' na usta cisnęło mi się tylko jedno słowo - żeeeeeeenada (zwłaszcza, że tuż po lekturze Rywalek sięgnęłam po książki Miry Grant - różnica między tymi książkami spowodowała u mnie niezły wstrząs...) ale mimo to czekam na Elitę. Ha! Będą buntownicy? Jak będą buntownicy, to Veroniqusia bierze się za książkę:) Chociaż biorąc pod uwagę pióro Kiery Cass (która nie ma najmniejszego talentu) powieść nie będzie arcydziełem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, zestawienie ze sobą chociażby Americi i uwielbianej przeze mnie Georgii Mason, może wywołać wstrząs :) Arcydziełem Elita rzeczywiście nie jest; rebelianci pojawiają się na nieco dłużej, niż miało to miejsce w pierwszym tomie, ale nie spodziewaj się obszernego opisu... W jedynce była buntownicza szczypta, tutaj mamy może z pół garści ;)

      Usuń
  4. Nie mogę się doczekać, kiedy wyjdzie "Elita" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uważaj, bo po skończeniu Elity wprost nie będziesz mogła się doczekać The One :) (nie wiem jeszcze, jak przetłumaczą tytuł na j. polski - Wybrana? Jedyna? Księżniczka? Może w coś utrafię :))

      Usuń
  5. A ja mimo wszystko sięgnę, trochę odstrasza niedopracowanie, ale u mnie na plus działa lekkość i bajkowy klimat, uweilbiam to w książkach. ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie ta bajkowość i lekkość to zdecydowanie najmocniejsze strony zarówno Rywalek, jak i Elity. :)

      Usuń
  6. Jeśli teraz nie zaskoczyła Cię niczym, to myślę, że już nie zaskoczy. Szkoda, bo myślałam, że to będzie świetna seria (bardzo podobają mi się okładki).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, okładki są cudowne, szczególnie trzeci tom ma piękną oprawę ;)

      Usuń
  7. Słyszałam o tych książkach i pierwszą część chyba nawet wpisałam na listę do przeczytania, licząc właśnie na lekką i przyjemną historyjkę. Kiedyś pewnie przeczytam, chociaż nie są to priorytetowe dla mnie powieści. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale cudna okładka!!! Podejrzewam, ze kiedyś skusze się na serię :)

    OdpowiedzUsuń
  9. ależ Ty szybko czytasz :D zazdroszczę :) już pewnie biegle śmigasz w książce po angielsku :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie czytałam jeszcze Rywalek, co mam zamiar zmienić, i jeśli mi się spodoba to z całą pewnością sięgnę i po tę ;)

    OdpowiedzUsuń