28 kwi 2014

,,Księżyce Jowisza" - Alice Munro [przedpremierowo]


Tytuł: Księżyce Jowisza
Autor: Alice Munro
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: [zapowiedź] 21 maja 2014
Ilość stron: 384
Cena: 38 zł - miękka oprawa
              44,90 zł - twarda oprawa



~~***~~


Książkę do recenzji udostępniło Wydawnictwo Literackie


Z Alice Munro po raz pierwszy spotkałam się dzięki książce Taniec szczęśliwych cieni, która uświadomiła mi, że moja niechęć do sięgania po opowiadania może być dużym błędem. Myślałam, że krótkie historie zazwyczaj pozostawiają czytelnika z poczuciem niedosytu, nie pozwalają mu zżyć się z bohaterami i dobrze zagłębić w ich świat. Teraz mogę powiedzieć, że zostałam z tego błędu wyprowadzona.

Księżyce Jowisza to książka, która swoją premierę miała w 1982 roku. Po trzydziestu dwóch latach do rąk czytelników trafi polski przekład. Tomik otwiera wstęp napisany przez autorkę, który jest nie mniej interesujący niż same historie. Munro pisze o jej stosunku do opowiadań oraz procesie ich powstawania. Okazuje się, że linia fikcji i linia biografii mogą splatać się ze sobą na wiele sposobów. Gdy czytelnik już na progu jest witany przez pisarkę tak ciekawymi anegdotami, to już wie, że dalsze spotkanie będzie bardzo interesujące.

Na Księżyce Jowisza składa się jedenaście opowiadań, w tym jedno dłuższe, podzielone na dwie części. Początkowo planowałam omówić każde z nich z osobna, ale po zastanowieniu zaniechałam tego. Odkryjcie Księżyce Jowisza sami, bez mojego uprzedzania, co was czeka po drodze. Niech ten tom będzie dla was kompletną niespodzianką i tajemnicą, byście mogli poznawać bohaterów nie znając ich historii z drugiej ręki.

Wszystkie opowiadania, choć spięte wspólną klamrą relacji międzyludzkich i przemian bohaterów, różnią się od siebie. Niektóre obejmują potężny kawałek czasu, inne skupiają się na chwilach. Mówią o miłości, przyjaźni i zdradzie; o tym, że kochać i zdradzić można nie tylko drugiego człowieka, ale i swoje pochodzenie. Niektóre przemiany dokonują się cicho, ledwie dostrzegalnie i nie zawsze dotyczą głównej postaci, a inne z kolei przetaczają się po linijkach niczym burza. Autorka osadza każde opowiadanie w konkretnym, czasem zaskakującym miejscu, udowadniając, że subtelne relacje między ludźmi mogą mieć miejsce zarówno w murach szkoły, jak i… ubojni indyków. Pisze o osobach młodych i starszych, o małżeństwach, narzeczeństwach, rozwodnikach i samotnikach. O pracujących umysłowo i fizycznie. O dzieciach, kobietach i mężczyznach. Pisze o codzienności każdego i robi to w taki sposób, że fascynuje nas historia, którą tak naprawdę znamy i słyszeliśmy z milion razy. Urok prozy Noblistki tkwi w jej obserwacjach, w zauważaniu małych codzienności, które my pomijamy, bo są dla nas tak zwyczajne, że aż niewarte uwagi. Pisarka potrafi w kilku słowach nakreślić sylwetkę bohatera, którego czytelnik z łatwością może sobie wyobrazić, bo, po raz kolejny, jest to ktoś ,,z sąsiedztwa".

Słowa Munro się chłonie i delektuje. Powoli, nieśpiesznym tempem przechodzimy przez kolejne opowiadania, przyglądając się każdemu bohaterowi i każdej bohaterce. Mamy sposobność, by pożyć przez chwilę cudzym życiem i doświadczyć, w jaki zaskakujący sposób mogą splatać się ludzkie losy. 

Dla mnie te historie są pełne – nie pragnę wiedzieć więcej a i niczego mi w nich nie brakuje. Nie znaczy to w żadnym wypadku, że autorka źle pisze i że najzwyczajniej w świecie nie interesują mnie losy bohaterów. Jest zupełnie odwrotnie. Po prostu czuję, że wszystko, co mogło zostać opowiedziane, opowiedziane zostało. Nie pominięto żadnego elementu czy wydarzenia, nawet najmniej istotnego. To proza, która syci czytelnika.

Gdybym miała krótko podsumować pierwszy (Taniec szczęśliwych cieni) i drugi (recenzowane Księżyce Jowisza) tom opowiadań Alice Munro, to chyba zdecydowałabym się na słowa ,,niezwykłość codzienności”. Każda historia jest wyjątkowa, choć przedstawia życie, które na dobrą sprawę może toczyć się tuż za ścianą albo w naszym domu.

Jeśli jeszcze nie znacie twórczości Alice Munro, to Księżyce Jowisza świetnie nadają się jako książka na pierwsze spotkanie, a jeśli macie za sobą jeden tom bądź więcej, to dobrze wiecie, że jest to proza, z którą warto spotykać się wielokrotnie.

16 komentarzy:

  1. Okładka śliczna. Po Twojej recenzji ta powieść leci już na LC, bym o niej nie zapomniała :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Po Twojej recenzji mam nieopisaną chęć na tą lekturę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ależ teraz tej Munro wydają.. Ciężko nadążyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, Literackie i WAB to się chyba ścigają :)

      Usuń
  4. Chętnie po nią sięgnę. Świetna i bardzo zachęcająca recenzja ! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Właśnie, nie znam jeszcze Munro i jeśli sięgnę po jej twórczość, to zacznę od tych opowiadań (dziękuję za radę). Ponadto podoba mi się wydanie, więc znów drżyj portfelu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, te biedne portfele, co one mają począć z nami, molami książkowymi :))

      Usuń
  6. Książkę niebawem sama przeczytam :D
    I - zgadzam się - okładka jest piękna!

    OdpowiedzUsuń
  7. Dostałam w prezencie jeden ze zbiorów opowiadań Munro i Twoja recenzja przypomniała mi, że wciąż go nie przeczytałam. Muszę nadrobić, zwłaszcza że też przekonałam się do opowiadań :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zastanowię się jeszcze nad przeczytaniem. Ostatnio jak czytałam opowiadania Munro, to dla mnie połowa bardzo mi się podobała ale druga już nie za bardzo. Najgorsze było to, gdy właśnie mi się spodobała, to za chwilę okazał się koniec. A ja po prostu chciałam więcej. Dlatego nie przepadam za opowiadaniami

    OdpowiedzUsuń
  9. Miałam okazję poznać inny tomik opowiadań - Przyjaciółka z młodości. I chyba mi na razie wystarczy - Munro ma dziwny styl, ciekawy, ale chyba nie do końca dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ksiązki Alice Munro widuje dość często, ale nie miałam jeszcze okazji zaczytać się. Może skuszę się :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam za sobą tylko jedne spotkanie z twórczością Munro, ale to dopiero początek... To bardzo płodna, a do tego świetna autorka, której prozę warto poznać.

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetna recenzja! Munro mam, oczywiście, w planach, choć nie mam pojęcia, kiedy zdecyduję się po nią sięgnąć, trochę się obawiam.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  13. Ooo tak ... gdy tylko ukaże się od razu po nią sięgam. Uwielbiam opowiadania Munro :-)

    OdpowiedzUsuń