10 mar 2014

Koniec niewinności, czyli o przemocy w Young Adult



W jednej z umieszczonych niedawno recenzji wspomniałam o przemocy w książkach z kategorii Young Adult (kierowana jest ona do czytelników od lat jedenastu do siedemnastu). Ten mały ustęp jest fragmentem większej części rozmyślań, które ukazują się właśnie dziś. Już jakiś czas nosiłam się z napisaniem tego… artykułu? Jak zwał, tak zwał. Nie wiedziałam jednak, czy uda mi się zebrać wystarczającą ilość materiałów, by stworzyć z tego coś dłuższego i sensownego. Według mnie poszukiwania okazały się owocne i mam nadzieję, że dzisiejszy odcinek rozmyślań przypadnie wam do gustu. Starałam się spojrzeć na zagadnienie z możliwie każdej strony, dlatego mogą się pojawić sprzeczności. W końcu szukając odpowiedzi na pytanie ,,dlaczego?", można usłyszeć wiele różnych wyjaśnień.

Wiecie, co najlepiej sprzedaje się w świecie dorosłych? Seks i przemoc. Filmy, książki czy nawet reality show przyciągają widzów i czytelników poprzez kontrowersję, która w dużej mierze powstaje dzięki zmieszaniu w różnej konfiguracji powyższych elementów.

A wiecie co najlepiej sprzedaje się u młodszych nastolatków? Bardzo podobna mieszanka – zauroczenie i przemoc. Autorzy okroili z drastyczności pewne zjawiska i po małych modyfikacjach z powodzeniem serwują je swoim czytelnikom. Zamiast ostrej erotyki mamy pierwsze porywy nastoletnich serc, a zamiast przemocy… Właśnie, tutaj nie ma żadnego ,,zamiast”.

Często w mediach powraca temat wpływu gier na młodocianych graczy. Pesymiści straszą, iż granie w tak zwane ,,strzelanki” czy inne gry zawierające elementy przemocy, może wpłynąć na psychikę i przyczynić się do rozwoju agresji. Takie zarzuty są z kolei rzadko kierowane pod adresem filmów, choć przecież potrafią być równie krwawe i brutalne. Za to one obrywają za epatowanie erotyką. Stąd wszelakie oznaczenia, czy to na pudełkach, czy podczas trwania programów w telewizji: od lat dwunastu, szesnastu, tylko dla dorosłych, tylko pod opieką rodzica… Na pewno widzieliście je nie raz. Cenzura (bo inaczej się tego nazwać nie da) dwoi się i troi, by ocenić, od jakiego wieku można dozwolić na korzystanie z danej formy rozrywki.

A książki? Cóż, one są z góry uniewinniane, jako zdrowa i pożyteczna rozrywka. Jako mól książkowy, z tym nie zamierzam się kłócić. Jednak czytając ostatnio sporo literatury młodzieżowej, jestem skłonna przyznać, że i im przydałaby się kategoria wiekowa. Już nawet nie chcę się rozpisywać na temat gimnazjalistek zaczytujących się w erotycznych podbojach pana Greya, bo po tylu omówieniach uznaję temat za wyczerpany.

Kategoria Young Adult jest naprawdę obszerna i mieści w sobie wiele gatunków, poza tym obejmuje nie tylko powieści, ale i komiksy, opowiadania i poezję*. Nieodłącznym punktem jest nastoletni bohater i jego zmagania z wyzwaniami, jakie stawia dorastanie (w tym pierwsze poważniejsze zauroczenia). Najprostszy podział powieściowej zbieraniny to tak zwane ,,obyczajówki" i fantastyka, wraz ze swoimi podgatunkami. Dziś skupię się na tym drugim zagadnieniu, ponieważ do strony obyczajowej nawiązałam wcześniej w temacie dotyczącym New Adult.

Moją uwagę zwróciła duża brutalizacja książek dla młodzieży. Young Adult coraz śmielej poczyna sobie z przemocą. Coraz młodsi bohaterowie coraz częściej sięgają po broń – czy to w postaci fizycznej, czy nadprzyrodzonych zdolności i stawiają opór dorosłym. W tych powieściach już ośmioletnie dzieci biegają z nożami umazanymi krwią. Dorośli ćwiartują dzieci i nastolatków (,,Podzieleni” Neal Shusterman), wysyłają je na areny, by się powyrzynały (,,Igrzyska śmierci” Suzanne Collins), zamykają je w obozach (,,Mroczne umysły” Alexandra Bracken) czy więzieniach (,,Dotyk Julii” Tahereh Mafi), zmuszają do chirurgicznego pozbycia się uczuć (,,Delirium” Lauren Oliver), wypędzają z miasta na pewną śmierć (,,Przez burze ognia” Veronica Rossi), znęcają się i zmuszają do walki w klatce (,,Krwawy szlak” Moira Young), wrzucają do środka labiryntu pełnego niebezpieczeństw (,,Więzień labiryntu” James Dashner). Dorośli stali się żądnym krwi wrogiem, z którym trzeba walczyć.

Jasne, motyw dziecięcego bohatera istniał już wcześniej, ale z roku na rok, książki podejmujące ten wątek umieszczają go w coraz mroczniejszym krajobrazie. Young Adult ma chyba monopol jeśli chodzi o czarnowidztwo dotyczące przyszłości. Biedna, wojny, obozy śmierci, całkowite wyniszczenie natury… I niewyobrażalny terror w stosunku do młodzieży i dzieci.

Literatura zna wiele przypadków, w których dzieciństwo i lata nastoletnie łączono z przemocą (pod różną jej postacią). To nie jest nowość. Wystarczy zerknąć chociażby do ,,Gry Endera”, ,,TO", ,,Carrie" czy ,,Władcy much”. Jednak nowością jest to, iż ten temat tak dobrze przeszczepiono do literatury dla nastolatków. Wcześniej to połączenie wykorzystywano w książkach dla dorosłych, miało ono za zadanie szokować, przyciągać uwagę, zmuszać do myślenia.

Teraz o krwawej walce dwunastolatków na śmierć i życie czyta jedenastolatek. Czy go to szokuje? Pewnie tak. Czy przyciąga uwagę? Zdecydowanie. Czy zmusza do myślenia? No właśnie, nad tym trzeba się zastanowić. Rozstrzał wiekowy dla tej kategorii nie jest duży, ale i tak znaczący. W końcu mentalność jedenastolatka, jak i mentalność siedemnastolatka, raczej różnią się od siebie i pierwszy z nich może nie wyłapać podtekstu, który dla drugiego będzie całkiem jasny.

W tytułach, które wymieniłam powyżej, przemoc wydaje się być niezbędna. Autorzy tak oplatają wokół niej fabułę, że w razie jej braku wszystko by się rozpadło. Skąd w ogóle wzięła się taka moda na to, by coraz młodsi bohaterowie coraz częściej sięgali po broń? 

#1: książki rzekomo kierowane do nastolatków, tak naprawdę przeznaczone są dla dorosłych

Jedną z wielu odpowiedzi na to pytanie może być artykuł ze strony publishersweekly.com, który głosi, iż około 55% książek z kategorii Young Adult jest kupowanych i czytanych przez dorosłych**. Może dlatego, że niektóre książki, mimo dziecięcej i nastoletniej grupy docelowej, są jakby napisane pod dorosłą publikę? Autorzy starają się połączyć elementy, które spodobają się dwunastolatkowi, dwudziestodwulatkowi i trzydziestodwulatkowi. Stąd młodociani bohaterowie, przemoc i pojawiająca się często krytyka rządu bądź mediów. Dzięki bogatej palecie poruszanych zagadnień i sztucznie obniżonej granicy wieku, książka ma szansę przyciągnąć do siebie dużą rzeszę czytelników. To w końcu czysty zysk!

Patrząc wstecz i sięgając do książek, które ja lubiłam czytać jako młodsza i starsza nastolatka (czyli naprawdę niedawno), widzę, że… były one bardziej różnorodne, choć dopiero nadchodził ,,boom na młodzieżówki”. I to nie są nostalgiczne westchnienia z cyklu ,,a bo kiedyś było lepiej”. Zacznę od ,,antyku” w tym zestawieniu, czyli serii o Tomku Wilmowskim. Niesamowite przygody w egzotycznych krajach nie tylko rozbudzały wyobraźnię, ale i chęć poznawania świata. Nagle cztery ściany pokoju przestawały istnieć. A książka o Ani z Zielonego Wzgórza? Mnóstwo zabawy w towarzystwie psotnej dziewczynki, wspólne dorastanie i nauka o wartości marzeń w życiu. Moje serce również podbiła Atramentowa trylogia autorstwa Cornelii Funke. Baśniowa opowieść pełna magii o walce dobra ze złem i traktująca o tym, co by się stało, gdyby można było żyć w książkowym świecie. Przyznam się też, że byłam dużą fanką ,,Pamiętników księżniczki” pióra Meg Cabot. W końcu która nastolatka nie chciałaby zostać księżniczką? Perypetie trzpiotowatej Mii i jej pierwsze miłostki idealnie trafiały w mój ówczesny gust.

I oczywiście gigant nad gigantami, czyli Harry Potter.

Zgaduję, iż pewnie ktoś z was stwierdzi, że przecież w tej serii też występuje przemoc. Zgodzę, się. Występuje. Jednak autorka nie epatuje nią, nie wywleka trzewi przemocy i nie rzuca nimi w czytelnika. Młody czarodziej ma wsparcie w przyjaciołach i dorosłych (czego często brakuje w nowoczesnym Young Adult), powieściowy świat jest barwny i bogaty, i porusza wiele innych wątków. Jest miejsce na przyjaźń, miłość, szkolne niesnaski, na dorastanie… Odpoczywamy w świecie magii i nim dotknie nas wojna, my jesteśmy do niej przygotowani wraz z bohaterami, bo dano nam na to czas. 

#2: dotykanie skrajności jest sposobem na popularność

Trzeba bowiem rozróżnić śladowe ilości przemocy, które wzmacniają przekaz powieści, od epatowania i budowania wokół niej świata (jednocześnie zaniedbując inne elementy). Bez uprzedzenia, już od pierwszych stron powieści zalewa nas brutalność. Po ,,Igrzyskach śmierci”, które były swojego rodzaju powiewem świeżości w literaturze (mimo silnego nawiązania do mangi i filmu ,,Battle Royale”), nagle autorzy zaczęli prześcigać się w wymyślaniu, w jaki sposób nastolatek może walczyć z systemem. A to również oznacza przesuwanie granicy przemocy.

Książki rzekomo mają służyć jako ucieczka od codzienności. Doprawdy? Gdzie uciec ma nastolatek od doniesień o wojnie wiszącej na włosku i mnóstwie innych konfliktów, jakimi ogarnięty jest świat? Do fikcyjnego świata, w którym ta wojna już trwa?

#3: wojna stanowi metodę na naukę wartości

Jest też druga strona medalu – pośród przemocy bohaterowie stają w obronie słabszych, uczą się, czym jest odwaga, lojalność i honor. Temu nie da się zaprzeczyć. W pewien sposób te książki uczą, że trzeba walczyć w słusznej sprawie, bronić swoich przekonań czy iść pod prąd. Jednak, przynajmniej na razie, wydaje się, że jedyny sposób na naukę tych wartości, to wykreowanie świata pełnego wojny i chaosu. Nie da się inaczej czy może autorzy, paradoksalnie, boją się iść pod prąd i wolą skorzystać ze sprawdzonej metody? Zastanawiam się, czy pojawią się jeszcze książki, może nie w stu procentach oryginalne, ale takie, które pozwolą nastolatkom na choć chwilę beztroski i na fascynującą literacką przygodę, która nie skończy się w katowni. 

Może moje rozmyślania brzmią trochę jakbym oskarżała autorów, ale nie to było moim zamiarem. Czytuję różne gatunki, w tym Young Adult. Wiele z powyższych tytułów przypadło mi do gustu, ale trzeba wziąć poprawkę na to, iż ja, w wieku lat dwudziestu kilku, nie jestem docelowym czytelnikiem. Umiem spojrzeć na te książki z innej perspektywy, mam szansę sięgnąć po inną literaturę, gdy ta kategoria mnie zmęczy. Osoba o dziesięć lat młodsza będzie szukała czegoś skierowanego do niej i na co trafi? Właśnie na Young Adult. 

Czytelnikom z dolnej granicy wiekowej chyba bezpieczniej będzie polecić obyczajową stronę Young Adult (tutaj kłania się rewelacyjny John Green chociażby), bądź starsze książki z tej kategorii (jak właśnie Harry Potter). Wydaje mi się, że osoby w wieku od lat piętnastu w górę, lepiej poradzą sobie z interpretacją przemocy jako narzędzia, którym posługuje się autor, by przedstawić pewne zjawiska.  

#4: przemoc w literaturze młodzieżowej staje się modna

Wiem, że dzieci nie są durniami i dzielnie dają sobie radę z trudnymi tematami, takimi jak wojna, choroba czy śmierć. Tematyka przemocy psychicznej i fizycznej z pewnością również nie jest im obca. Ja nie postuluję za tym, by ich takiej literatury w ogóle pozbawić (bo przecież jest ona świetnym przedsionkiem do dorosłego życia), ale o to, by nie faszerować ich wyłącznie taką tematyką. Zresztą, z tymi zagadnieniami świetnie radzą sobie ,,poważniejsze" książki, również kierowane do dzieci. Nawet sobie nie wyobrażacie, ile jest powieści o molestowaniu, uzależnieniach, kazirodztwie czy ofiarach znęcania się, napisanych specjalnie dla nastolatków. Jednak to nie są powieści czysto rozrywkowe, nikt nigdy ich tak nie reklamuje. Raczej stanowią one formę sesji terapeutycznej. Do ich napisania pisarze naprawdę się przygotowują, bo wyobraźcie sobie, ile krzywdy może wyrządzić książka, w której trudny i delikatny problem jest opisany przez kogoś, kto nie ma o tym pojęcia? Ja spotkałam taki twór i złapałam się za głowę, bowiem tego grzechu nie wystrzegają się również powieści obyczajowe.

Czytelnicy zwracają uwagę na to, iż bohaterowie Young Adult często zachowują się nieadekwatnie do sytuacji. Nieważne, jak traumatyczne wydarzenia ich spotykają, oni nigdy się nie załamują, nie cierpią na stres pourazowy i nie przeżywają żałoby. Ot, dzień jak co dzień, trzeba iść dalej, bo przygoda wzywa. Pewnie pisarze stawialiby na większy realizm, gdyby nie obawiali się, że w ten sposób zawężą sobie publikę, a ich książki przestaną być popularne i ,,cool". W ten sposób biorą z wojen i przemocy tylko to, co wydaje im się efektowne i przyciągające uwagę, a resztę wyrzucają.

Trzeba uważać, by z przemocy i brutalności nie uczynić czegoś fajnego, czegoś, o czym się czyta dla przyjemności (sic!). Istnieje literatura ,,trudnych tematów", która jest równie łatwo przyswajalna jak ta czysto rozrywkowa, więc po co rozrywka bierze się za rzeczy, których często nie rozumie? Reasumując: nie wszystkie książki Young Adult o przemocy, bądź z przemocą w tle, są złe. Złe są tylko te, w których trudne tematy są potraktowane jako pikantny dodatek, a autor bardziej fantazjuje niż rzetelnie opisuje problem.

Hunger Games Challenge - The World Will Be WatchingDay 16 - A scene that made you realise how much you love a character?
Cato’s DeathI don’t know I guess it just showed he wasn’t the big tough killing machine like everyone expected him to be but that he had a heart and he was doing what he had done his whole life. 
Igrzyska śmierci


Jeśli macie swoje przemyślenia na ten temat, chętnie się z nimi zapoznam. A może wasz punkt widzenia jest zupełnie inny i ja coś pominęłam? Będę wdzięczna za wasze spostrzeżenia.
__________________
* http://en.wikipedia.org/wiki/Young-adult_fiction
** http://www.publishersweekly.com/pw/by-topic/childrens/childrens-industry-news/article/53937-new-study-55-of-ya-books-bought-by-adults.html
gif:
http://ifweburnyouburnwithus23.tumblr.com/post/32263554467/hunger-games-challenge-the-world-will-be

13 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawy artykuł, wyczerpujący. Nie za bardzo mogę się odnieść, gdyż nie czytałam tych tytułów, które wymieniasz - poza kilkoma z listy "dla dorosłych o dzieciach", Carrie, Władcy much. Ale odnieść się mogę. Sądzę, że to kwestia eskalacji bodźców. Dawniej - owszem, Ania z Zielonego, obyczajowki, ja jestem z pokolenia przed-potterowego, zamiast tego czytałam np. horrory z cyklu Szkoła przy cmentarzu. Z roku na rok granica jest przesuwana, bardziej i bardziej, i ja jako dorosły mam podobnie - czytam coraz mroczniejsze książki, coraz bardziej odważne. Sądzę, że to jak z uzależnieniem od czegoś. Zaczynasz od lekkiego narkotyku, by po krótkim czasie sięgnąć po nieco mocniejszy. Dlatego i w książkach dla młodzieży ta granica jest przesuwana. Planszowki? Nikt już nie gra w Chińczyka. Za to gry wojenne, strategiczne, strzelanki... dziecko 10-letnie wie, co to jest mafia. Przemoc atakuje ze wszech stron - z gier, z książek, z komiksów. A z drugiej strony nie ma co się rozdrabniać, skoro w latach 50 Martel wydawał komiksy z kapitanem Ameryką i inne, w których było sporo przemocy. Ale fakt - była to przemoc w jakiś sposób uzasadniona. Tolkien też miał wiele "mocnych" momentów, ale one wynikały z odwiecznej walki dobra ze złem. Powiem tak - przemoc, o ile jest uzasadniona i służy udowodnieniu jakiejś tezy, jest wskazana. Pozwala w gwałtowny sposób unaocznić młodzieży pewne wartości. Ale przemoc bezsensowna, przemoc dla samej przemocy, jest haniebna i takie książki nie powinny być kierowane do młodych. Nie można całkowicie wyeliminować pewnych aspektów, ale można je wykorzystać w dobrym celu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książki powinny być oceniane jak gry, tam mamy PEGI i stosowne oznaczenia wiekowe na pudełkach. W literaturze powinno być podobnie, jeśli młodzieżówka ma za dużo przemocy, wulgarności i golizny, dajemy jej kategorie 15+ ;-) To byłoby jakieś rozwiązanie, hamulec dla autorów.

      Usuń
    2. Pamiętam szkołę przy cmenatrzu ;)
      Ale wracając... Zgadzam się z tobą, co do ,,przemocy uzasadnionej", bo - jak sama napisałam - wzmacnia ona przekaz powieści. Zresztą, cała idea walki dobra ze złem ma w sobie element brutalności. Przemocy nie da się uniknąć, ba, jest ona często niezbędna - tylko że nie każdy autor jest w stanie podołać temu zagadnieniu.
      Bardzo trafne jest twoje spostrzeżenie na temat uzależnienia. Rzeczywiście, po pewnym czasie chce się więcej - czy to więcej ambitności, czy właśnie więcej drastyczności.
      Teraz pojawia się taka myśl, jak daleko autorzy książek młodzieżowych dadzą radę przesunąć granicę?

      Usuń
  2. Teraz kiedy naświetliłaś ten problem, przypominam sobie coraz więcej książek w których to właśnie brutalność odgrywa główną rolę, ale ta sytuacja dotyczy chyba nie tylko książek. Ten motyw coraz częściej przejawia się również w anime, gdzie za przykład można wziąć Attack on Titan czy Mirai Nikki.
    Z tego co się orientuję, większość wymienionych książek wlicza się do gatunku książek dystopijnych, więc powiedzmy sobie szczerze tam brutalność jest "w cenie". Nie jestem pewna, czy w jakimś innym gatunku książek YA spotkałam się z tak dużą ilością przemocy.
    Jednak tak się zastanawiam czy gdyby jakieś ograniczenia wiekowe zostały nałożone na tego typu książki, to czy by to coś dało? Teraz nawet dzieci 13-16 letnie zabierają się za ostre erotyki lub inne nieodpowiednie dla nich książki. Co prawda takie oznaczenie ostrzegałoby rodziców, jasno sygnalizowało też samym zainteresowanym, że to nie jest odpowiednia lektura dla nich, ale powszechnie wiadomo, że człowieka ciągnie do tego co zakazane, więc zamierzony skutek osiągnięto by w niewielkim stopniu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, muszę przyznać ci rację - oznaczenie na ksiązkach niewiele by dało, a wręcz osiągnięto by skutek odwrotny od zamierzonego. Choć z drugiej strony, może takie ostrzeżenie uświadamiałoby czytelników o tym, co jest ,,w środku". W końcu po samej okładce czy opisie często trudno wywnioskować, na co można się natknąć w trakcie lektury.

      Usuń
  3. "Władcy much" podobno kiedyś była lekturą w szkołach. Dawno temu (w trakcie zdawania matury ustnej z polskiego) odbyłam dyskusje z nauczycielką, która uparcie twierdziła, że dla niej to właśnie "Władcy much" są książką bardziej wartościową niż np. "W pustyni i w puszczy" i powinna wrócić na listę książek obowiązkowych.
    Przemoc była, jest i będzie, nie sądzę by wprowadzenie granicy wiekowej miało jakiś sens, tym bardziej, że przeważnie w tego typu literaturze dochodzi do starcia dobra ze złem i to dobro właśnie wygrywa. Gdy coś się dzieje jest ciekawie, a gdy jest ciekawie to, aż chce się czytać.
    Myślę, że swojemu dziecku nigdy nie zabroniłabym czytać tego co akurat chce, moi rodzice nigdy nie ingerowali w moje upodobania czytelnicze (a będąc dzieckiem zaczytywałam się w Mastertonie, Kingu i innych horrorach, tam przemocy jest zdecydowanie więcej niż we współczesnej literaturze młodzieżowej), nie mam spaczonej psychiki i nie lubuje się w przemocy, chociaż upodobania czytelnicze nadal mi pozostały ;)
    Czytanie pobudza wyobraźnie i mimo wszystko uważam, że lepiej by dzieciaki czytały książki niż oglądały filmy. Mniejsze zło ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też uwielbiam Kinga i sama lepsza nie byłam, bo po ,,dorosłe" książki sięgałam ;) A jak miałam ich dość, to mogłam wrócić do czegoś ,,dziecinniejszego". Teraz jakby ta granica się zatarła i coraz trudniej natknąć się na książkę dla dzieci bądź nastolatków, która nie próbuje stylizować się na dorosłe lektury.
      Rzeczywiście, takie książki jak ,,Władcy much" czy może i nawet ,,Igrzyska śmierci" można by było wykorzystywać w szkole i omawiać z młodzieżą zagadnienia mediów (czyli ile można pokazać w reality show), zachowania człowieka w skrajnych warunkach czy buntu i walki o wolność (temat bardzo aktualny). Tylko - właśnie - wtedy te książki byłby omawiane pod okiem dorosłego, który potrafi zwrócić uwagę na pewne zagadnienia, naświetlić je pod różnym kątem i wytłumaczyć to, co mogło innym umknąć w trakcie lektury. Chodzi właśnie o to uświadamianie, że np. Głodowe Igrzyska to nie jest młodzieżowy obóz surivalowy (powstał przecież nawet taki pomysł, by urządzić kolonie dla nastolatków oparte na fabule książki, które polegałyby na rywalizacji) - że bohaterowie biegający po lesie z bronią nie robią tego dla rozrywki, a są jedynie narzędziem, poprzez które autorka chciała uzmysłowić pewne zagrożenia.

      Usuń
    2. *wcześniej nie mogłam znaleźć linku*

      http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/2719/niebezpieczna-inspiracja

      Właśnie chodzi mi o uzmysławianie małoletnim czytelnikom, że przemoc nie jest fajna, popularna, że w ramach rozrywki czyta się o mordowaniu, tylko że za tą przemocą stoi prawdziwe cierpienie, ból i śmierć.

      Usuń
  4. Bardzo ciekawy wpis. Zaintrygowałaś mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny, dojrzały wpis. Cieszę się, że poruszyłaś ten temat, przemoc i wszechobecny seks w literaturze staje się nieodłącznym jej elementem. A nie powinno tak być, nie każdy umysł jest gotowy na tak mocne wrażenia, niejednokrotnie wręcz zbyt brutalna treść pozostawia w psychice ślad, który trudno usunąć...

    OdpowiedzUsuń
  6. Napisałabym coś mądrego, ale nie wiem co mogę dodać. Napisałaś po prostu prawdę. Myślę, że autorzy czepiają się rękami i nogami tego, za co sięga młodzież - bo obecnie to osoby w wieku 11-17 czytają raczej ... nic. Muszę jednak powiedzieć (uprzedzi to post Z innej półki, który w niedługiej przyszłości na ten temat się pojawi), że prawie zawsze mam inne zdanie niż pozostali i dużo osób dzięki temu za mną nie przepada. Lubię "Zmierzch". Nie jestem fanką, która zakochała się w Edwardzie (serio, jakoś nie przypadł mi on do gustu), ale nie rozumiem tak wielkiego poruszenia. Autorka może przesadziła z tą świecącą skórą, ale w sumie bardzo dobrze jej to wyszło. Nie cierpię jednak "Igrzysk śmierci", czyli czcionki zmieszanej z błotem, czego moim zdaniem czytać się nie da i oglądać tak samo (byłam w kinie i darłam się na całą salę żeby zadźgali w końcu główną bohaterkę, po prostu zaczęły rządzić mną emocje i zachowywałam się jak dziecko. Co dziwne - kilka osób mnie poparło :D). Przechodząc jednak do przemocy - widziałaś najnowszą ekranizację "Kamieni na szaniec"? Bardzo pięknie się przypalają. Nie polecam, bo sama prawie zwróciłam posiłek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też lubię ,,Zmierzch". Widzę jego wady, ale z drugiej strony - to romans paranormalny, nie literatura ambitna. Przy tym człowiek ma się dobrze bawić i akurat dla mnie ta książka takie zadanie spełniła.
      Ekranizacji ,,Kamieni..." nie widziałam, ale mam w planach poczekać na DVD, jako że książka jest jedną z moich ulubionych lektur. Z twojego wpisu wnioskuję, że twórcy postawili na realizm w scenach tortur. Biorąc pod uwagę, iż film jest od lat 13 (widzowie w wieku 13 - 15 powinni oglądać pod opieką rodzica), to mam przynajmniej nadzieję, iż nauczyciele wstrzymają się z klasowymi wycieczkami z młodszymi uczniami. Nie każdy i w nie każdym wieku czuje się gotowy na oglądanie takich drastycznych scen i to trzeba po prostu uszanować.

      Usuń
  7. "Złe są [książki]tylko te, w których trudne tematy są potraktowane jako pikantny dodatek, a autor bardziej fantazjuje niż rzetelnie opisuje problem." - całkowicie się z tym zgadzam! Strasznie mnie smuci fakt, że w obecnej modzie na wszelkiego rodzaju dystopie książki o mrocznej wizji przyszłości są traktowane wyłącznie jako rozrywka. Według mnie powinny one raczej zmuszać do przemyśleń, sprawiać, że zaczniemy zastanawiać się nad własnym życiem. Jedyną dystopią, która mi uzmysłowiła jak wiele posiadamy, a nie zdajemy sobie z tego sprawy są Igrzyska śmierci i tyle. To smutne.
    Bardzo ciekawy artykuł. Dobrze, że poruszyłaś ten temat.
    http://lekturia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń