23 sty 2014

,,Eli, Eli" - Wojciech Tochman, zdjęcia Grzegorz Wełnicki

http://s.lubimyczytac.pl/upload/books/140000/140624/176459-352x500.jpg

Tytuł: Eli, Eli
Autor: Wojciech Tochman, zdjęcia Grzegorz Wełnicki
Wydawnictwo, rok wydania: Czarne, 2013
Ilość stron: 152
Cena: 44,90 zł

strona fotografa:
http://grzegorzwelnicki.com/


~~***~~


Bóg im towarzyszy, choć ich opuścił

Bieda, okrucieństwo, makabra, ułomność, choroba  - to zjawiska, które fascynują. Czasem wstydliwie, a czasem wręcz chorobliwie. Można rozejrzeć się na boki, czy nikt nie obserwuje, po czym zanurzyć się w tej ciekawości. Po cichu, dyskretnie, jak przy każdej grzesznej przyjemności. Można też z siłą eksplodującego dynamitu epatować swoją odwagą, pochwalić się, że oto jestem osobą, która odważyła się zaczerpnąć ze źródła mrocznej egzotyki. Że mam dość pieniędzy na biedę, dość zdrowia na ułomności.

Pstryk, pstryk.

Pstryk, pstryk.

Wrócę po tym do swojego sterylnego świata i może jeszcze na tych zdjęciach zarobię. Przecież niosę światu nowinę, jak źle tam jest!

W książce ,,Eli, Eli” Wojciech Tochman wraz z fotograficznym akompaniamentem Grzegorza Wełnickiego zanurza się w głąb filipińskich slumsów. Każda z niezwykłych fotografii staje się punktem wyjścia do opowiedzenia nie tylko historii poszczególnych bohaterów, ale i historii Filipin. Podnosimy podarte zasłony, odkrywając przeszłość, mającą niebagatelny wpływ na życie mieszkańców, oraz teraźniejszość – czyli przemoc dotykającą każdego bez wyjątku, bród i ubóstwo oraz dużo, dużo cierpienia. To, co zastaniemy w Onyksie, dzielnicy dla biedoty, będzie dla czytelnika wstrząsające.

Rodziny mieszkające na cmentarzach, dla których domem są grobowce; dziewczynki udające o wiele starsze, niż są w rzeczywistości, by móc w barach sprzedawać turystom swoje ciała; kilkuletnie dzieci pracujące po czternaście godzin dziennie; ciała zaniedbane i pokryte bliznami, wrzodami; niemowlęta sprzedawane na ulicy… Opowieści o tym, jak religia jednym błogosławi, a dla innych jest przekleństwem. To początek zaledwie. Nie mówiący nic, bo taka wyliczanka nie oddaje nawet cienia tego, co można w ,,Eli, Eli” znaleźć. 

Wojciech Tochman dzięki fantastycznemu warsztatowi językowemu potrafi przełożyć na słowa trudne do uchwycenia sceny z manilskiej dzielnicy. Zatrzymuje je w kadrze za pomocą zdań. A nie są to piękne kadry – zarówno rozmyślania autora, jak i historie przedstawiane przez bohaterów.  Właściwie opowieść o mieszkańcach Onyksu to punkt wyjścia dla głosu Tochmana na temat zawodu fotografa i dziennikarza oraz ,,nowoczesnego kolonializmu”. Zastanawia się nad granicą pomiędzy żerowaniem a tworzeniem reportażu, pomiędzy zaspokajaniem chorobliwej ciekawości a świadomości dotyczącej własnego postępowania.  Zadaje pytania na temat tak zwanej ,,biedaturystyki”, pyta o relację twórcy reportażu z jego bohaterem i turysty z mieszkańcem. Pyta o prawo do zarabiania na cudzej biedzie i nieszczęściu i czy takowe w ogóle istnieje. Co jest niezmiernie interesujące to fakt, że Tochman nie rzuca tych pytań w przestrzeń. Nie kieruje ich wyłącznie do ogółu, ale również do siebie. Przyznaje, bez owijania w bawełnę, że i on jest z tych zarabiających; że należy do tego łańcucha pokarmowego, który połyka cudze historie i żywi się nimi.  Swoją postawą prowokuje do dyskusji, dotykając kilku czułych punktów. ,,Eli, Eli” można nazwać książką niewygodną – niewygodną, bo zwraca uwagę, a wiele osób nie lubi, gdy im się to robi; bo zadaje pytania; bo budzi dyskomfort. Może i nawet oskarża. Opowiada o rzeczach, o których zazwyczaj nie chce się słuchać, bo nie daj Boże, jeszcze wzbudzi w nas poczucie winy.

Bieda, okrucieństwo, makabra, ułomność, choroba  - to zjawiska, w które ,,Eli, Eli” wciąga czytelnika i nie daje mu odetchnąć. Atakuje pytaniami, ironizuje, nie leje miodu na serce. Obnaża rzeczy straszne, będące dla mieszkańców Onyksu codziennością.  To niełatwa lektura, która pod żadnym względem nie jest przyjemna.

Za to jest szczera i nie zwalnia z myślenia – a to chyba najważniejsze.

7 komentarzy:

  1. Uwielbiam Tochmana! Jego książki zawsze bardzo mocno przeżywam. Tej jeszcze nie przeczytałam, ale na pewno to zrobię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to pierwsze spotkanie z Tochmanem, ale na pewno nie ostatnie.

      Usuń
  2. Słyszałam już o tej książce i wiem, że muszę ją przeczytać. Mało, kto dzisiaj podejmuje takie tematy. Turyści jeżdżą, oglądają, zwiedzają, a gdzieś obok ludzie walczą o przetrwanie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam nadzieję, że uda mi się przeczytać i obejrzeć. Temat wydaje się trudny, przez co z wielką chęcią poznam go lepiej. Dzielnice nędzy często nie mają żadnego echa, a dobrze byłoby choć mieć orientacje, co tak naprawdę ma tam miejsce/

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie czytam zazwyczaj tego typu książek, ale o dziwo Twoja recenzja mnie przekonała i postaram się sięgnąć po "Eli, Eli" ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zazdroszczę, że mogłaś tę książkę przeczytać. :) Sama mam na nią dużą ochotę od dnia premiery.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ależ mnie zaintrygowałaś. I ja muszę ją dorwać!

    OdpowiedzUsuń