17 wrz 2013

,,Vain" - Amelie Fisher

Jeśli szukasz historii o dobrej dziewczynie, która została zraniona przez kogoś, komu myślała, że może ufać, tylko po to, aby dowiedzieć się, że wcale nie jest tak bezbronna jak jej się wydawało i że odkrywa inną, silniejszą stronę siebie, po czym zakochuje się w chłopaku, który pomaga jej odkryć tę nową siebie bla, bla, bla ... w takim razie moja historia bardzo ci się nie spodoba.

Ponieważ nie jest to typowa opowieść, której streszczenie możesz przeczytać na okładce ostatnio modnej powieści. To nie jest typ "teraz mogę dokonać wszystkiego, skoro w końcu cię odnalazłam/ jestem niezrozumiana, ale pewnego dnia to sprawi, że nie będziesz umiał mi się oprzeć". Dlaczego? Ponieważ, jeśli mam być z tobą szczera, jestem totalną wiedźmą. Nie ma we mnie niczego, co by można ocalić. Jestem wykorzystującą przyjaciół i nadużywającą narkotyków seksoholiczką.

Jestem największym koszmarem każdej dziewczyny i największym marzeniem każdego faceta. Jestem Sophie Price ... a to jest opowieść o tym, jak z dziewczyny, której wszyscy zazdrościli wszystkiego, stałam się wyrzutkiem i dlaczego nie zamieniłabym tego na nic innego w świecie.




Tytuł: Vain
Autor: Amelie Fisher
Wydawnictwo, rok wydania: Amelie Fisher, 2013
Ilość stron: 390
 

Polskie wydanie
\-brak informacji-\


~~***~~



PRZERYWAJĄC ZAKLĘTY KRĄG

,,Vain” to pierwsza książka z siedmiotomowego cyklu, który za motto przewodnie obrał sobie… siedem grzechów głównych. Tak pod pychą, chciwością, nieczystością, zazdrością, nieumiarkowaniem, gniewem i lenistwem kryją się kolejne historie. Oprócz omawianej ,,Pychy” niedługo swoją premierę będzie miała ,,Chciwość” opowiadająca o bohaterze występującym również w pierwszym tomie.

Sophie Price jest piękna i bogata. Ta piorunująca mieszanka robi wrażenie na innych, a Soph wie, jak umiejętnie to wykorzystać. Czerpie z życia garściami, czasem przekraczając granicę i łaknie tylko jednego: uwagi. Zgodnie z porzekadłem, że nieszczęścia chodzą parami, Sophie zostaje kolejny raz aresztowana za posiadanie narkotyków i kompromituje ojca podczas ważnej kolacji. Tym razem wybryki nie uchodzą jej płazem. Za ponowne posiadanie prochów sąd wyznacza jej karę – półroczny wolontariat w afrykańskim sierocińcu.

Czy imprezowiczka i flirciara odnajdzie się w zupełnie obcym jej świecie?

Początek ,,Vain” jest dość podobny do tego, który znamy z ,,52 powody, dla których nienawidzę mojego ojca”. Oto mamy rozpieszczoną dziedziczkę, popełniony przez nią błąd i nieczułych rodziców. Sophie Price to taka podrasowana wersja Lexington Larabee – jest bardziej bezczelna. Właściwie można powiedzieć, że gdyby Lex była białym proszkiem to Soph zrobiłaby z niej kreskę i wciągnęła nosem.

To początkowe podobieństwo może drażnić, w końcu ile można maltretować taki temat? Przebrzydli i źli rodzice, których bardziej niż dzieci interesują pieniądze i praca; zbuntowana latorośl, która sięga po niekonwencjonalne i często nielegalne środki, bo próbuje zwrócić na siebie uwagę i poczuć się kochana; międzypokoleniowy konflikt – znamy to, oj znamy.

Jednak!

,,Vain” dość szybko opuszcza świat bogaczy i przenosi się do zupełnie innej rzeczywistości. Lekka irytacja wyparowuje i nic nie stoi na przeszkodzie, by całkowicie zanurzyć się w tę historię. Pojawiło się sporo elementów, których się nie spodziewałam. Spodobało mi się, że wpleciono w fabułę ważny wątek dotyczący Josepha Kony’ego, a dokładniej dowodzonej przez niego Armii Bożego Oporu. Nieczęsto zdarza się, by książka dla nastolatków poruszała takie tematy. Ta część powieści może zmrozić krew w żyłach, gdy czytamy o losie dzieci w Ugandzie oraz o tym, co się dzieje z osobami, które starają się im pomóc. To niewątpliwie ważne, by propagować taką wiedzę, szczególnie w tak przystępny sposób, jak zrobiła to Amelie Fisher. 

Bohaterowie są intrygujący i różnorodni. Mamy zakochanych w sobie i kochających świat, mamy posiadających pozornie wszystko i tych, którzy teoretycznie nie mają nic. Każde z nich inaczej patrzy na świat a ich refleksje bywają zaskakujące. 
,, - Jak możemy przerwać ten krąg?
- Nie możemy, utknęliśmy w nim. Zobacz Soph, ostro imprezujemy w Holes w weekendy, przynajmniej raz każdy z każdym uprawiał seks. Jedyna różnica pomiędzy nami a naszymi rodzicami jest taka, że my jesteśmy młodsi, wciągamy kokę, gdy oni piją (…). Nie jesteśmy w związkach małżeńskich, ale niedługo będziemy. Jednak to nie będzie miało znaczenia, ponieważ będziemy wymieniać się partnerami tak, jak robimy to teraz. Jesteśmy uzależnieni od tego stylu życia i nie widzę innego wyjścia dla nas.”*

Sophie pomimo swojego zachowania nie zniechęca do siebie czytelnika, a to głównie dzięki temu, że potrafi pokazać dwa oblicza, które przenikają się i uzupełniają. Ma świadomość tego, w jakim świecie żyje i wbrew pozorom nie jest bezmyślna. W trakcie czytania obserwujemy jej metamorfozę, czy raczej – dorastanie do tego, by porzucić destrukcyjne zachowania, za którymi do tej pory się kryła. Idealnym dopełnieniem dziewczyny jest Ian, pracownik sierocińca, który początkowo nie pała do niej sympatią. To sympatyczny, oddany swojej pracy chłopak, którego życie niejednokrotnie doświadczyło. Obserwowanie ich rozwijającej się relacji stanowi jeden z przyjemniejszych elementów powieści. 

Jak na powieść z morałem przystało – wiadomo, czego się spodziewać. Na szczęście przewidywalność nie wydrapuje czytelnikowi oczu, a wszystko dzięki przemyślanej fabule, ciekawym wątkom i kilku trzymającym w napięciu momentom. Autorka dawkuje nastoletni romans, pilnując, by nie przyćmił on innych aspektów historii.

,,Vain” pomimo tego, że jest wciągające i ciekawe, niestety nie ustrzegło się kilku minusów. Czasem zachowanie głównej bohaterki wydało mi się nieadekwatne do sytuacji. Bardzo szybko przywykła ona do nowego stylu życia i ,,wtopiła” się w afrykańskie tło. To raczej niespotykane, by zakochana w sobie bywalczyni klubów z milionami na koncie tatusia tak szybko zaadaptowała się do niewygód. Również mało przekonujące wydało mi się zachowanie Sophie po tragedii w sierocińcu. Brakowało mi jej refleksji na temat tego, co się wydarzyło. Ludzie w takiej sytuacji nie przechodzą nad tym do porządku dziennego, a co dopiero szesnastolatka, która do tej pory nie miała pojęcia o takim świecie. Czego mi z kolei w książce brakowało, to dokładniejszej sylwetki rodziców Sophie. Zostali oni przedstawieni dość sztampowo i brakuje przejścia z ich postawy na początku powieści do tej z końca. To już rodzice drugiego z bohaterów, Iana, dali się poznać nieco lepiej.

Zakończenie (a dokładniej epilog) pozostawił we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony autorka postawiła na ciekawe rozwiązanie, ale z drugiej zabrakło dość ważnej części historii, która została bardzo skrótowo opowiedziana. Streszczenie niektórych wydarzeń może i jest metodą na zakończenie powieści, ale nie wszystkie historie się do tego nadają.

Podsumowując: ,,Vain” ma kilka niedociągnięć, tego nie da się ukryć. Jednak warto zwrócić na ten tytuł uwagę – to nie jest głupkowaty romans z cyklu ,,złamał mi się paznokieć, a on spojrzał na inną!”, tylko mądra opowieść o tym, że każdy zaklęty krąg można przerwać: czy to chodzi o przemoc, używki, czy… Pychę.


__________

*Tłumaczenie własne; ,,Vain” str. 59

4 komentarze:

  1. Nie słyszałam nigdy wcześnie o tej książce, ale muszę przyznać, że swoją recenzją szalenie mnie zaciekawiłaś i dlatego muszę koniecznie przeczytać ,,Vain''.

    OdpowiedzUsuń
  2. Brzmi naprawdę ciekawie i na pewno wyróżniałoby się na naszym polskim rynku literatury młodzieżowej. Mam nadzieję, że jakieś wydawnictwo szybko odkryje jej potencjał :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapowiada się całkiem, całkiem - zaintrygowałaś mnie "Vain". :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja "52 powody..." jeszcze nie czytałam, jakoś na razie mnie nie ciągnie, kto wie, może nawet przeczytam wcześniej tą, jeśli jakieś wydawnictwo ją wyda. Pomysł z tytułami niczym grzechy są ciekawe.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń