12 lip 2013

,,Deadline" - Mira Grant

Deadline (Newsflesh Trilogy, #2)

Tytuł: Deadline
Autor: Mira Grant
Wydawnictwo, rok wydania: Orbit,  2011
Ilość stron: 584 (+ 24 strony dodatków)

Polskie wydanie
 Druga część Przeglądu Końca Świata już na jesieni!
tom pierwszy wydało wydawnictwo Sine Qua Non


~~***~~


Czytanie ,,Deadline” jest jak maraton, który trzeba pokonać sprintem, z powodu grupy zombie chcących ugryźć w d… dolną połowę pleców. A potem okazuje się, że to, co mieliśmy za metę, jest tak naprawdę punktem kontrolnym w połowie drogi. Cóż, pozostaje tylko wyciągnąć rękę, by mogli pobrać krew i poczekać, aż czujnik zaświeci na zielono.

Myślałam, że po ,,FEED” nic mnie już nie zaskoczy. Okazało się jednak, że znów zostałam zaskoczona i to tak potrójnie. 


,,Deadline” podejmuje opowieść rok po wydarzeniach opisanych w ,,FEED”. Ekipa After The End Times [Przegląd Końca Świata] nadal nie do końca pozbierała się po tragicznym w skutkach asystowaniu przy kampanii prezydenckiej. 
Gdy jeden z pracowników Centrum Zwalczania i Zapobiegania Chorobom pozoruje własną śmierć i pojawia się w domu Shauna Masona wraz z plikiem ściśle tajnych informacji, blogerzy zaczynają mobilizować siły. To, co odkryli przed rokiem było tylko wierzchołkiem góry lodowej. Teraz, gdy otrzymali ważny trop, mogą wrócić do poszukiwań i dorwać tych, którzy wydali na nich wyrok śmierci.

To luźne i skrócone tłumaczenie opisu z okładki, zaledwie przebłysk tego, co czeka na czytelników w drugim tomie trylogii Newsflesh. Wirus Kellis – Amberlee nadal szaleje, testy na krew robią się coraz bardziej zaawansowane, notowania After The End Times rosną, a Shaun wypija litry coli. Spisek staje się żarłoczniejszy, sięgając po kolejne życia i wysadzając w diabły coraz większe obszary. Kolejny etap zombie – apokalipsy jest bliżej, niż można by się było tego spodziewać. Jak widzicie, to już nie są przelewki. ,,Deadline” nie ma kompleksu środkowego tomu, a wręcz przeciwnie – udowadnia ,,starszakowi”, że można być jeszcze lepszym. W czym? We wszystkim.

Osoby, które czytały ,,FEED” wiedzą dobrze, że nie jest to krwawy horror, w którym zombie grają pierwsze skrzypce. Zdecydowanie ważniejszy jest spisek sięgający najwyższych władz oraz dążenia bohaterów, by go ujawnić. Reszta to otoczka, która zdecydowanie ubarwia świat, ot co.
Dlaczego o tym piszę? Bo wiele osób zarzucało pisarce, że za mało miejsca poświęciła zombie. To niby co jeszcze Mira Grant miałaby wymyślić?  Stworzyła całą historię związaną z powstaniem wirusa oraz jego działaniem na organizm.  Nie ominęła kwestii bezpieczeństwa oraz zasad funkcjonowania świata ,,po”. Wykreowała fascynującą rzeczywistość, w której apokalipsa trwa od trzydziestu lat, a pośród niej toczy się prawie normalne życie. To również oznacza kampanie polityczne czy pogoń dziennikarzy za smakowitym newsem. Gdyby wyjęto te spiskowo-polityczne zawirowania to przydomek ,,oryginalna” już nie należałby do tej powieści*. To przeżycia zdrowych ludzi w takim świecie są ciekawe, bo bez nich… co właściwie? Jest człowiek, jest wirus, człowiek umiera, wirus budzi się i KABOOOM!  Mamy zombie!  Co tu więcej o umarlakach pisać? Wlokące się po ulicy żywe trupy to… wlokące się po ulicy żywe trupy.  Po drugiej stronie barykady jest o wiele ciekawiej.  Przecież tam jest Shaun Mason i jego nieustraszona ekipa od zadań niemożliwych.

Jasnym jak kwarcówka jest, że podziwiam pisarkę za drobiazgowość przy tworzeniu świata i połączeniu elementów, które mają ze sobą mało wspólnego. Nie lada sztuki wymagało stworzenie wiarygodnej historii, która byłaby dla nich spoiwem. Mirze Grant to się udało. 
Dodatkowo nie skupiła się wyłącznie na snuciu intrygi, ale także zadbała o to, by połączone nią elementy były rozwinięte we własnym zakresie. Tak oto z zombie wiąże się całe medyczne zaplecze od urządzeń wykrywających aktywnego wirusa do mechanizmów neutralizujących aż po sieć instytucji zajmujących się badaniami. Dodatkowo sam wirus Kellis – Amberlee ma rozmaite rodzaje, o czym szerzej można dowiedzieć się właśnie w ,,Deadline”. Również świat blogerów – dziennikarzy niczym nie ustępuje swoim rozbudowaniem. Mamy działy fikcji, informacji czy mrożących krew w żyłach relacji z najniebezpieczniejszych części kraju, które stanowią survivalowe przewodniki po świecie zombie. Jeśli do tego dodamy stertę mniej lub bardziej skomplikowanych urządzeń elektronicznych oraz broni, którą posługują się bohaterowie powieści, to dostajemy naprawdę porządnie rozwinięty świat. To jeszcze nie koniec! Pozostało przecież najważniejsze: bohaterowie oraz związane z nimi wątki.
 
W tym tomie pisarka bardziej skupiła się na przeżyciach i odczuciach postaci. Poznajemy ich dylematy moralne i etyczne związane z zombizmem i prowadzonymi nad nim badaniami, nie zawsze legalnymi. Pojawia się też więcej interakcji, których w ,,FEED” brakowało – mamy zaledwie okruch romansu i związków, postacie przestają być superbohaterami, a zaczynają wątpić, mieć załamania i zmagają się z kolejnymi stratami.
Szczególnie warto wspomnieć tutaj o Shaunie, który z jednej strony czuje ciężar przewodzenia ekipie, wiedząc, że na niego liczą, a z drugiej zmaga się z poczuciem straty, która zżera go od środka. Pozostali borykają się z nieodwzajemnionymi uczuciami, żałobą, oszustwem i życiem na krawędzi, czego skutki dotykają ich prędzej czy później. Oni wiedzą, że stwierdzenie ,,gorzej już być nie może”, to wyzwanie, którego lepiej losowi nie rzucać.

Autorka nieźle namieszała w książce, dla niej jeden zwrot akcji to za mało. Dwa? Toż to dopiero początek. Pod tym względem nie daje czytelnikowi wytchnienia. Sytuacja naszych bohaterów może się diametralnie zmienić ze strony na stronę. Przy takiej ilości zawirowań nie sposób przewidzieć zakończenie. Dobrze, że mam już pod ręką ,,Blackout”, czyli trzeci i tym samym finalny tom ,,Newsflesh”. Choć tak szczerze mówiąc, to obawiam się, co też na mnie tam czeka.

,,Deadline”  chwyci was w żelazny uścisk niczym stado zombie i zainfekuje wirusem, który sprawi, że nie odłożycie książki, dopóki nie poznacie zakończenia. Jeśli podobało wam się ,,FEED”, to ,,Deadline” powinno całkowicie podbić wasze serca. Ma więcej zwrotów akcji i mocniej balansuje nad przepaścią pełną zombie.

Nie wiem, jakimi pokręconymi ścieżkami chadza umysł Miry Grant, ale totalnie nadał on nowe znaczenie cliffhangerowi. Jest straszny, przepotworny, zawał-budzący i do przekleństw zmuszający. Mam nadzieję, że w trzecim tomie pojawi się dobre dla niego wyjaśnienie, bo jeśli nie – to niestety, ale będę musiała pogrozić autorce palcem.  Tym zakończeniem postawiła wszystko na jedną kartę i albo ma jeszcze asa w rękawie, który zbierze wszystko do kupy, albo pozostawi w czytelnikach niesmak.
 
Twój ruch, Miro Grant.

______________________
* To w dużej mierze dotyczy ,,FEED”, jako że ,,Deadline” usunął wątek polityczny nieco w cień.

grafiki:
http://hildaglitz.tumblr.com/post/12741302584/omigosh
http://letmebeasong.tumblr.com/post/36053707270/the-difference-between-the-truth-and-a-lie-is

6 komentarzy:

  1. Feed nadal przede mną, ale Twoja recenzja narobiła mi smaku, aby się zapoznać z książką:) Rozpoczynam poszukiwania:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo polubiłam Feed, mam nadzieję, że ta książka zostanie wydana w Polsce.

    OdpowiedzUsuń
  3. Druga część Przeglądu Końca Świata już na jesieni :) Lektura jest faktycznie porywająca, nie można się oderwać!

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie jestem nią zainteresowana ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mi się bardzo podobało :)

    OdpowiedzUsuń
  6. muszę rozejrzeć się za Przeglądem Końca Świata :)

    OdpowiedzUsuń