20 cze 2013

,,Joyland" - Stephen King

Joyland 

Tytuł: Joyland
Autor: Stephen King
Wydawnictwo, rok wydania: Hard Case Crime, 2013
Ilość stron: 283


Polskie wydanie
Tytuł: Joyland
Wydawnictwo, rok wydania: Prószyński i S-ka, 2013
Ilość stron: 336
Cena: 35,90 zł



~~***~~


Co można zrobić, by spróbować zapomnieć o złamanym sercu?

Można, tak jak Devin Jones, podjąć wakacyjną pracę w wesołym miasteczku. Z pewnością obcowanie z osobistościami Joylandu pomoże zepchnąć myśli o byłej dziewczynie na samo dno.

Można, tak przy okazji pracy, poznać przesympatycznego chłopca imieniem Michael i jego zamkniętą w sobie matkę Annie. Z pewnością dostrzeżenie cudzego cierpienia uczy, że złamane serce wcale nie jest końcem wszystkiego.

Można, tak zupełnie przypadkowo, zostać wtajemniczonym w legendę o duchu w Domu Strachów i poznać kulisy brutalnych morderstw.

Co można zrobić, gdy u progu wesołego miasteczka staje śmierć?

Nowa książka Stephena Kinga – wystarczy jedno zdanie, które zastępuje całą kampanię reklamową. Książki tego pisarza stają się bestsellerami jeszcze zanim zostają napisane. To autor, którego nikomu nie trzeba przedstawiać. To gawędziarz, którego historie chwytają czytelnika i trzymają go w garści, dopóki nie dotrze do ostatniej strony. Nic więc dziwnego, że jako fanka, na premierę ,,Joylandu” czekałam z niecierpliwością.

Pierwsze, co trzeba powieści oddać, to to, że wciąga od samego początku i nie puszcza. Ze względu na jej grubość, pochłonięcie jej w ciągu kilku godzin nie wydaje się być niczym dziwnym. Po drugie: nie żałuję ani jednej minuty spędzonej w tym niezwykłym parku rozrywki, po którym oprowadzał mnie Devin Jones przedstawiając mi Freda Deana, Lane’a Hardy’ego, czy enigmatyczną Madame Fortunę.
 
Bohaterowie, jak to u Kinga zazwyczaj bywa, są wyraziści i różnorodni. Prym rzecz jasna wiedzie tutaj Dev, który na początku powieści jest nieco zakompleksiony i zagubiony. Później, spotykając na swojej drodze niezwykłych pracowników wesołego miasteczka, przestaje kurczowo trzymać się wspomnień o byłej dziewczynie i toruje sobie nową drogę w życiu. W tym przypadku to ciężka fizyczna praca oraz nawiązujące się przyjaźnie przeprowadzają Devina z dzieciństwa do dorosłości. Jego spostrzeżenia są nacechowane emocjonalnie, tworząc obraz wrażliwego, ale jednocześnie silnego młodego mężczyzny, który nie waha się, by pospieszyć z pomocą widząc cudze cierpienie. Jeśli chodzi o rozbudowany wątek dojrzewania, to trzeba Kingowi oddać, że wykreował go doskonale. Relacja Deva z Annie i Michaelem to jeden z najlepszych elementów powieści, tuż obok atmosfery parku rozrywki.

Joyland to właściwie małe miasto, działające na własnych zasadach i posiadające niebanalnych mieszkańców. Ba, ma nawet własny język i legendę! Stephen King przyłożył się budując to miejsce ze stali i słów – nie trzeba się wysilać by poczuć zapach prażonej kukurydzy i waty cukrowej, usłyszeć szum zbliżającej się kolejki górskiej i krzyki zwiedzających. To nie jest opustoszałe miasteczko, które straszy; zgodnie ze słowami jednego z bohaterów ,,sprzedaje rozrywkę, sprzedaje radość”.

Wspomniana legenda nierozerwalnie wiąże się z wątkiem kryminalnym i horrorem. Otóż Dom Strachów regularnie nawiedzany jest przez najprawdziwszego ducha. Linda Gray została zamordowana podczas przejażdżki, a jej mordercy nigdy nie schwytano. Brr, groza w Domu Strachów nigdy nie była aż tak realna. Cóż, szkoda tylko, że potencjał tej grozy nie został wykorzystany. Został on przyćmiony na każdym polu przez wątek obyczajowy i przemyka nieśmiało gdzieś pomiędzy namiotami, budką ze słodyczami a strzelnicą, by pojawić się odważniej dopiero pod koniec powieści.

Okładkowe streszczenie opisuje powieść jako ,,kryminał, horror i słodko-gorzką powieść o dojrzewaniu”; szczerze mówiąc, właśnie najwięcej jest tej powieści o dojrzewaniu. Później można napomknąć o kryminale i dopiero na szarym końcu o horrorze. ,,Joyland” nie należy do tych książek Kinga, które non-stop trzymają w napięciu i potrafią straszyć nawet długo po zakończeniu lektury. To nie jest horror, przynajmniej nie taki, do jakiego nas autor przyzwyczaił. Zdecydowanie bliżej mu do powieści obyczajowej ,,z twistem”.

Powieść nie otrzyma ode mnie maksymalnej noty, nie zostanie też oceniona lepiej niż ,,To”, ,,Dallas ‘63”, ,, Misery” czy ,,Lśnienie”. Nie znaczy to, że nie jest dobra, bo jest, obawiam się tylko, że nie zostanie ona w pamięci czytelników na długi czas. Po prostu nie ma w niej nic takiego, co pozwoliłoby się jej zakotwiczyć w myślach i wzbudzać pragnienie, by wracać do niej po raz kolejny.

,,Joyland” w moim, może błędnym mniemaniu, wydaje być się dla autora rozgrzewką przed naprawdę ważną literacką potyczką – premierą kontynuacji ,,Lśnienia”: ,,Doktora sen”. Jak już pisałam w komentarzu pod jedną z recenzji ,,Joyland”, pisać w cieniu ,,Lśnienia” nie jest łatwo, King wie, jak wielu fanów ma ta, często określana mianem kultowej, powieść. Siłą rzeczy czytelnicy spodziewają się czegoś równie dobrego, a nawet lepszego.

Czy warto było podjąć ryzyko i uczynić ze ,,Lśnienia” dylogię? Tego dowiemy się we wrześniu. Tymczasem zapraszam was do skorzystania z atrakcji, jaki oferuje Joyland.

Kto wie, może Madame Fortuna zajrzy i w waszą przyszłość?

6 komentarzy:

  1. Zgadzam się z twoją recenzją w zupełności. Jeśli chodzi o wątek obyczajowy został on w iście mistrzowski sposób wykreowany, ale niestety reszta leży i kwiczy. Za mało było grozy i napięcia, jak dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. To mamy podobne zdanie o "Joyland" i tak samo z utęsknieniem czekamy na "Doctor Sleep". :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawa recenzja :) Aż wstyd przyznać, że nie czytałam żadnej książki Kinga o.O Na "Joyland" mam ogromną ochotę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Muszę koniecznie sięgnąć po jakąś książkę od Kinga, ale nie jestem jeszcze pewna, czy po tą :)

    OdpowiedzUsuń
  5. "Joylandem" jestem zainteresowana, a jeśli chodzi o kontynuację "Lśnienia"... cóż, najpierw czeka mnie właśnie "Lśnienie", choć z powodu obejrzenia ekranizacji wiem już, czego się po nim spodziewać...

    OdpowiedzUsuń
  6. Moja przygoda z Kingiem nie zapowiadała się najlepiej i dopiero, gdy przeczytałam "Joyland" doceniłam tego autora. Moim zdaniem - jego najlepsza książka :)

    OdpowiedzUsuń