25 maj 2013

,,Clockwork prince/ Mechaniczny książę" - Cassandra Clare


 Połączenie miłości i kłamstw może zdeprawować nawet najczystsze serce.


Clockwork Prince (The Infernal Devices, #2)

 Tytuł: Clockwork prince
Autor: Cassandra Clare
Wydawnictwo, rok wydania: Walker Books, 2011
Ilość stron: 507

Polskie wydanie
Tytuł: Mechaniczny książę
Wydawnictwo: MAG
Data wydania: 9 maja 2012
Ilość stron: 464
Cena: 39,00


~~***~~

Zgodnie z moim życzeniem Mechaniczny książę przyniósł wiele odpowiedzi i w mojej skromnej opinii jest lepszy od Mechanicznego anioła. Dzieje się zdecydowanie więcej i bohaterowie mają więcej do powiedzenia. Poznajemy ich lepiej, przez co przestają być jednowymiarowi. Intryga nadal się rozwija i nabiera rumieńców. Słowem: to co mniej lub bardziej kulało w pierwszym tomie, tutaj zyskuje na sprawności. 


Tessa nadal ma w sobie trochę z porcelanowej, delikatnej laleczki, ale zaczyna się hartować. Nasza tajna agentka Grey wysuwa się na czoło, jeśli chodzi o wszelakie misje, przy których niezbędny jest jej dar. Jeśli chodzi o Willa i Jema, to nadal stanowią swoje przeciwieństwa, choć nieco zmieniają się ich charaktery – Will robi się łagodniejszy, a Jem potrafi pokazać pazur. Rumieńców zdecydowanie dostają Charlotte i Sophie, które w Mechanicznym aniele stały nieco z boku. Teraz Lottie jest bardziej przekonująca w roli głowy Instytutu, a Sophie przestaje być snującą się po kątach służącą. Obydwie zdradzają niezły temperament i niezłomność w walce. Również Henry, będący do tej pory sztandarową fajtłapą Londynu, wziął się za siebie. Muszę przyznać, że małżeństwo Branwellów zaczęło mnie do siebie przekonywać. Pojawienie się na scenie rodziny Lightwoodów oraz ich silny związek z głównym wątkiem powieści również ubarwiło historię. Benedict oraz jego synowie Gabriel i Gideon okazali się zdecydowanie ważniejsi niż na początku myślałam.

Dealing with feels right now.

Have a sketch of Will Herondale.

EDIT: Wow! I wasn’t expecting this to get any notes. For it to be this many… That’s amazing! Thank you!

Wykrycie tego, kto jest wspomnianym w opisie zdrajcą, nie wymagało ode mnie większego wysiłku.  To jest dość jasne już od samego początku – autorka nie bawi się w żadne gmatwaniny i niespecjalnie wodzi nas za nos. Ta częściowa przewidywalność na szczęście nie burzy przyjemności czytania, a Mechaniczny książę wciąga i pozwala spędzić czas w londyńskim Instytucie .

Nie zabrakło również humoru, tak typowego dla książek Cassandry Clare, choć może nie było go aż tak dużo. Głównie atmosferę rozluźnia Will – scena z Magnusem czy niewysłowiona radość z powodu udowodnienia innym jego racji odnośnie istnienia pewnego… zjawiska ;))  to punkty, które skutecznie wywołują uśmiech na twarzy czytelnika.

I, och tak, nie zapominajmy o rozdziale 18. Oj, trochę się na to naczekałam. Nawet nie trochę. Niczego więcej nie pragnęłam, jak tylko wypchnąć drugiego pana z kadru na kolejne tysiąc rozdziałów z dobitnym ,,spieprzaj dziadu!” na dokładkę. Jakoś nic nie mogę poradzić na to, że nie lubię, jak wciska się tego trzeciego pomiędzy dobrze zapowiadającą się relację dwójki.

W ogóle, jak już przy tym jesteśmy, muszę przyznać, że jest rzecz, która mnie zawiodła, a mianowicie: poprowadzenie wątki Williama i powodu, dla którego jest on, jaki jest. Serio autorka nie mogła się powstrzymać przed spapraniem tego? Gdy zdradził swój sekret Magnusowi, pomyślałam ,,wow, teraz autorka będzie mogła grać na naszych uczuciach!”. Niestety, za długo to sobie ona nie pograła. Rozwiązanie sprawy Willa wywołało u mnie facepalm. Tyle się nakręcaliśmy w Mechanicznym aniele i przez większą część Mechanicznego księcia, a tu nagle pstryk! Było i nie ma. Jego losy były zdecydowanie ciekawsze, gdy [spoiler] wierzył w ciążącą nad nim klątwę [koniec spoileru].  To podgrzewało atmosferę i nadawało smaczku jego relacji z Tessą. Taki był w tym potencjał! Po cichu liczyłam na utrzymaną w dziewiętnastowiecznych klimatach opowieść o wielkiej acz tragicznej miłości, a wszystko wskazuje na to, że może i to dostanę, ale nie w takiej formie, na jaką liczyłam. Odniosłam też wrażenie, że Cassandra Clare miała zupełnie inny pomysł na wątek Williama, ale w ostatniej chwili dokonała gwałtownego zwrotu, nie do końca dbając o to, czy całość utrzyma równy poziom po wprowadzeniu zmian. Może w Mechanicznej księżniczce przekonam się bardziej do trójkąta Will/Tessa/Jem. Jak na razie, nadal trzymam stronę Jema i panicz Herondale musi się jeszcze starać, by zdobyć moją sympatię. Cóż, tyle wysiłku włożył w odtrącanie innych osób, że i mnie od siebie odtrącił.

Podsumowując: Mechaniczny książę to udana kontynuacja, choć ma elementy, które powinny zostać dopracowane. Fani nie powinni być zawiedzeni.

P.S. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie podejrzała drzewa genealogicznego w Mechanicznej księżniczce. Cóż, spodziewałam się tego, co ujrzałam, ale byłabym o wiele bardziej wdzięczna autorce, gdyby objęła jeszcze jedno pokolenie, czyli teoretyczne potomstwo bohaterów Darów anioła. Hej, tylko nie mówcie mi, że nie jesteście ciekawi, kto z gromadki Jace, Clary, Isabelle czy nawet Alec (a co! :)) doczeka się dzieci i najważniejsze – z kim.

---------------------
źródło:
http://mistereverdeen.tumblr.com/post/45341928657/the-infernal-devices
http://postboxromance.tumblr.com/post/46011326049/dealing-with-feels-right-now-have-a-sketch-of
http://nutellacondoms.tumblr.com/post/32858013161/mister-and-missus-henry-branwell-of-the-london

5 komentarzy:

  1. Słyszałaś, że mają wydać całą serię w nowych, oryginalnych okładkach?
    I zgodzę się co do drzewa genealogicznego, też jestem ciekawa, kto doczekał się dzieci :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam, słyszałam ;) Ponoć nawet to mają być twarde okładki. Szkoda tylko, że tak późno, bo większość fanów ma albo książki po angielsku albo te paskudne pierwsze polskie wydania. MAG się nie popisał, to teraz chce się zrehabilitować przed premierą ;P

      Usuń
  2. Jestem wielką fanką serii i twórczości autorki, więc zaraz po przeczytaniu myślałam tylko o tym, ile będę musiała czekać na rozwinięcie wątków i zakończenie historii, myślałam tylko o pozytywach, a negatywne cechy kompletnie mi umknęły. Muszę się jednak z jednym zgodzić, autorka nieciekawie rozwiązała sprawę Willa, mogła ciągnąć to dłużej, wodzić nas, czytelników, za nos, było by to ciekawsze, dużo ciekawsze. ;)

    Pozdrawiam
    Patrycja z bloga: http://ksiazkowyswiatpatrycji.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam tę autorkę... UWIELBIAM! Teraz tylko czekam na Mechaniczną księżniczkę :) I oczywiście ekranizację, której się trochę obawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam w planach tę serię.

    OdpowiedzUsuń