9 maj 2013

,,Black City" - Elizabeth Richards

W Czarnym Mieście ludzie i Darklingowie są rozdzieleni wysokim murem. Choć straszliwa wojna dobiegła końca, napięcie między dwiema rasami nadal trwa. Sytuację dodatkowo zaogniają rządzący, którzy pragną wprowadzić Prawo Róży, chcąc raz na zawsze rozwiązać problemy z Darklingami.

Natalie Buchanan należy do warstwy Strażników, uprzywilejowanej części ludzkiego społeczeństwa. Jej matka jest Emisariuszką i wraz córkami wróciła właśnie do Czarnego Miasta, które opuściła, gdy doszło do bombardowań. Natalie próbuje odnaleźć się na nowo w mieście, z którym wiąże ją tyle złych wspomnień. Nie pomagają jej w tym zmagania z byłym chłopakiem, Sebastianem, który jednocześnie jest jej osobistym ochroniarzem.

Ash Fisher miał szczęście znaleźć się po ludzkiej stronie muru, jako że jest półkrwi Darklingiem a prawo pozwoliło mu zostać przy ojcu-człowieku. Nie znaczy to, że jego życie jest w jakikolwiek sposób łatwiejsze – w mieście pełnym restrykcji i fanatyków religijnych, którzy żądają krwi każdego, kto choćby przyjaźni się z wampirami, nigdy nie może czuć się bezpiecznie.

Pewnej nocy Natalie i Ash spotykają się, co doprowadza do czegoś niewyobrażalnego – nawiązuje się pomiędzy nimi tajemnicza więź, która budzi martwe do tej pory serce Asha. Wiedząc, że rodzące się uczucie jest dla nich śmiertelnie niebezpieczne, próbują z nim walczyć.

Kiedy Ash i Natalie znajdują się w centrum zabójczego spisku, który zagraża ponownym wybuchem wojny pomiędzy ludźmi a Darklingami – muszą dokonać trudnych wyborów, które mogą doprowadzić do ich śmierci. 

Black City (Black City, #1)

Tytuł: Black City
Autor: Elizabeth Richards
Wydawnictwo, rok wydania: Speak, 2013 
Ilość stron: 376 

Polskie wydanie
/brak informacji 


~~***~~


Fragmenty rozbitej róży

Na początku, przyznaję, ciężko było mi się połapać – co, gdzie, kiedy, po co i dlaczego. To tak, jakbyśmy nagle zostali wrzuceni w rozwijającą się od dawna historię i na własną rękę musieli odszukiwać jej początki, jednocześnie nadążając za nowymi wydarzeniami. Przysłuchujemy się rozmowom bohaterów, nie mając pojęcia, o czym oni mówią. Podążamy ich śladami, zamiast odpowiedzi dostając więcej pytań. Jednak ten stan nieświadomości nie trwa wiecznie – po wdrożeniu się w świat Czarnego Miasta (Black City), każdy kolejny szczegół łapie się w lot.

Autorka ciekawie stworzyła historię fikcyjnego państwa, Zjednoczonych Stanów Strażniczych (United Sentry States), przy jej budowie korzystając z… jak najbardziej realnych i znanych nam wydarzeń z przeszłości. Bo oto mamy dyktatora, miasto podzielone murem, getta, przesiedlenia, obozy koncentracyjne, głoszenie idei o czystości rasy, stan wojenny i związane z nim restrykcje, a także motyw fałszowania historii.

Jeśli chodzi o wampiry, określane mianem Darklingów, autorka zmiksowała cechy ,,starych” wampirów, dodając coś od siebie – nie, te wampiry nie świecą w słońcu, raczej go unikają ;) Mają kły, muszą pić krew, a specjalny ich gatunek ma skrzydła. Jest też w sumie coś nowego, ale nie zdradzę co, sami się przekonajcie. Z nadnaturalnych stworów pojawiają się też wzmianki o Lupines, czyli jak można się domyśleć, rodzaju wilkołaków oraz… Bastet, czyli kotowatych. Jak widzicie, jest tego sporo, a to i tak zaledwie nakreślenie tego, co się w książce pojawia. Nie chcę wszystkiego szczegółowo opisywać, by nie psuć przyjemności z odkrywania świata, który jest dość bogaty.

,,Black city” trudno nazwać romansem paranormalnym i ewentualne przyklejenie mu takiej etykiety będzie dużym błędem. Bo jeśli mam oceniać ten tytuł pod względem wątki romansowego, to niestety, ale tutaj nie ma się czym zachwycać. Związek Natalie i Asha nie budzi tak dużych emocji, jak pozostałe elementy książki. Owszem, jest całkiem nieźle poprowadzony, ale brakowało mi ukazania rozwijającego się uczucia. To raczej dzieje się gdzieś poza kartami książki (czyli w podobny sposób, jak mówiłam o tym w recenzji ,,Nevermore”), a my otrzymujemy tylko kolejne sceny, które utwierdzają nas w przekonaniu, że coś się pomiędzy nimi wydarzyło od czasu poprzedniej wspólnej sceny. Mam nadzieję, że następne tomy bardziej przekonają mnie co do miłości głównych bohaterów.

Pomijając wątek romansowy, reszta naprawdę trzyma w napięciu i przykuwa uwagę. Naprawdę nieźle wykreowane czarne charaktery, atmosfera powojennego miasta oraz przewijająca się przez całą powieść intryga. Oprócz wspomnianej głównej intrygi, przy okazji odkryjemy też mnóstwo sekretów i sekrecików. Musicie wiedzieć, że w Czarnym Mieście nie ma nikogo z czystym sumieniem. Nikogo.

Zranieni przez różane kolce

Ulice Czarnego Miasta zaludnia naprawdę wiele osób, omówienie każdego z nich zajęłoby sporo czasu, dlatego skupmy się na najważniejszych postaciach.

Ash to słodki drań, który ma trochę na sumieniu. Z racji swojego pochodzenia, próbuje dostosować się do świata ludzi, jednak jego druga natura często bierze górę. Nie umie całkowicie identyfikować się z żadnym gatunkiem, a walkę z systemem uważa za bezsensowną. Dopiero związek z Natalie dodaje mu sił i odwagi, by opowiedzieć się po jednej ze stron i zaryzykować działaniem, by ochronić innych.

Natalie przechodzi naprawdę interesującą metamorfozę, z nieświadomej i naiwnej dziewczyny w świadomą cudzego cierpienia bojowniczkę. Początkowo dosłownie ślepa na to, co się dzieje z Darklingami i przyzwyczajona do otaczającego ją luksusu, powoli odkrywa sekrety Czarnego Miasta, bezpośrednio związane z historią jej rodziny.

Sebastian to wzorowy czarny charakter. Za każdym razem, gdy pojawiał się na scenie, czułam spore dreszcze niepokoju. Ten psychopata ceniony obywatel Czarnego Miasta to naprawdę wyrazisty bohater, którego należy się bać, jeśli akurat nie ma się ochoty zadźgać go czymś bardzo ostrym. Ten człowiek jest jak pokemon – ciągle ewoluuje; z karierowicza w fanatyka religijnego a potem w mordercę. Za każdym razem, gdy pojawiał się na scenie, ja prawie obgryzałam paznokcie z nerwów, co też tym razem wymyśli.

Evangeline, choć ma zadatki na czarny charakter, dzięki swojemu postępowaniu, to jednak nie budzi takiego strachu jak Sebastian. Szkoda, że nie poświęcono jej więcej miejsca, bo to właśnie dzięki niej mamy niejeden zwrot akcji.

Mały minus to wątek Asha i Evangeline. Zaczynał się naprawdę ciekawie, miał kilka ,,wow” momentów i nagle… urwał się. Brakowało mi głębi w ich relacji, która mogła naprawdę ubarwić fabułę. Również zbyt szybkie wyłożenie kart na stół zaszkodziło budowaniu niepokoju. Tutaj akurat czuję zmarnowany potencjał i mam nadzieję, że z ich znajomości coś jeszcze wyniknie.

Dla równowagi dodam, że naprawę dużym plusem jest wykreowanie przeszłości dla każdego bohatera. Widzimy, co doprowadziło ich do miejsca, w którym się znaleźli oraz jak ucierpieli z ręki reżimu. Najbardziej wstrząsająca jest chyba historia Natalie, którą odkrywamy stopniowo z kart powieści.

Czerń i czerwień

Gdybym miała porównać atmosferę ,,Black City” do atmosfery innej książki, to chyba najbliżej byłoby ,,Angelfall” - jest tak samo mrocznie i niespokojnie. Czarne charaktery budzą emocje, a kolejne zwroty akcji nie pozwalają się nudzić. Wielokrotnie miałam problemy z odłożeniem książki, bo byłam ciekawa, co się za chwilę wydarzy w świecie bohaterów. Osobiście uważam, że autorka powinna przesunąć epilog powieści do drugiego tomu i uczynić z niego jeden z rozdziałów. Dzięki temu koniec ostatniego rozdziału budziłby jeszcze większą ciekawość odnośnie następnej części oraz zyskałby mocniejszy wydźwięk.

,,Black City” to według mnie naprawdę interesujący debiut i bez wahania sięgnę po kontynuację. Choć wątek romantyczny nie zachwyca, to kreacja bohaterów, świata oraz wciągająca i wartka historia dużo rekompensują.

______________________

Prawo Róży – Rose’s Law, jest jednocześnie grą słów. Wspomniany w recenzji dyktator, jednocześnie głowa państwa i Kościoła nazywa się Purian Rose.

4 komentarze:

  1. Brzmi bardzo ciekawie, chociaż szkoda mi trochę tego słabszego wątku romantycznego.

    OdpowiedzUsuń
  2. Już od jakiegoś czasu zainteresowałam się tą książką. Jestem jej jeszcze bardziej ciekawa po takiej recenzji. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Klimat jak z "Angelfall" ? Muszę przeczytać "Black City"! :) Zachęciłaś mnie nie tylko tym porównaniem - cała recenzja jest zacna. :) Mam nadzieję, że kiedyś ukaże się ta książka u nas. A jak nie to wezmę się za oryginał, a co. :P :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawa recenzja, jednak jak na razie mam dość wampirów. :)

    OdpowiedzUsuń