9 kwi 2013

,,The Selection" - Kiera Cass

Dla trzydziestu pięciu dziewczyn, Selekcja jest życiową szansą. Możliwością ucieczki od życia, które jest im przeznaczone od dnia narodzin. Możliwością zostania częścią świata pełnego bezcennej biżuterii i błyszczących sukien. Możliwością życia w pałacu i rywalizowania o serce wspaniałego księcia Maxona.

Jednak dla Americi Singer wzięcie udziału w Selekcji to koszmar. Oznacza to odwrócenie się plecami do jej sekretnej miłości, Aspena, który przynależy do niższej kasty. Dziewczyna opuszcza swój dom, by stanąć do zaciekłej konkurencji o koronę, której wcale nie chce. Na życiu w pałacu kładą się cieniem brutalne ataki rebeliantów.

Wtedy America poznaje księcia Maxona. Z czasem zaczyna kwestionować wszystkie plany, jakie dla siebie przygotowała – i zdaje sobie sprawę, że życie o jakim zawsze marzyła, może nie mieć porównania z przyszłością, jakiej sobie nigdy nie wyobrażała.

The Selection (The Selection, #1)
 Tytuł: The Selection
Autor: Kiera Cass
Wydawnictwo, rok wydania:
HarperCollins Children’s Books, 2012
Ilość stron: 330

Polskie wydanie
Brak informacji
 

~~***~~
 

O księżniczce, co księcia nie chciała…

W Iléi, państwie powstałym na gruzach dawnego USA, pod rządami rodziny królewskiej żyje społeczeństwo podzielone na kasty. Najważniejsze są Jedynki, czyli arystokracja. Później mamy Dwójki, Trójki, aż do Ósemek, czyli bezdomnych i ogólnie uznawanych za nieprzydatnych społeczeństwu. Każda z kast ma przypisane zawody z jednej kategorii i nie może wykonywać niczego spoza listy.
By zacieśnić więzy z poddanymi, każdy z rządzących w danym pokoleniu organizuje nietypowy przegląd kandydatek na żonę dla przyszłego króla. Selekcja daje szansę każdej obywatelce Iléi pomiędzy szesnastym a dwudziestym drugim rokiem życia na zdobycie korony. Spośród wszystkich dziewcząt, które wyrażą zgodę na wzięcie udziału w Selekcji, specjalna komisja wybiera trzydzieści pięć kandydatek, które trafiają do pałacu i tam starają się zdobyć serce księcia.
America Singer należy do Piątek, kasty artystów. Dziewczyna nie należy do najbogatszej warstwy społeczeństwa i stara się jak może, by pomóc rodzinie. Zarabia, śpiewając na przyjęciach. Od dwóch lat jest potajemnie zakochana w Aspenie, chłopaku, który należy do Szóstek, niższej kasty służących. Młodzi spotykają się w ukryciu, wiedząc, że mogą zostać za to postawieni przed sądem.
Gdy do domu Americi trafia zaproszenie do wzięcia udziału w Selekcji, jej matka robi wszystko, byle tylko dziewczyna wysłała swoje zgłoszenie. Jednak America nie ma zamiaru walczyć ani o koronę, ani tym bardziej o serce księcia Maxona. Na skutek zbiegu bolesnych okoliczności dziewczyna zmienia zdanie. Nawet nie przypuszcza, że wkroczenie w świat blichtru może przynieść ze sobą tak wielką rewolucję…

Bazując na opiniach innych, wiedziałam, że ,,The Selection” może być albo wielkim rozczarowaniem, albo naprawdę przyjemną niespodzianką. Po lekturze powieści muszę przyznać, że bardziej identyfikuję się z rozczarowanymi. Kuleje naprawdę wiele elementów, które psują możliwość swobodnego czerpania przyjemności z czytania.
,,The Selection” cierpi na powszechnie znaną książkową przypadłość: niewykorzystany potencjał.  Historia jest dość uboga, oprócz szczątkowego wątku z rebeliantami i relacjami America – Aspen, America – Maxon, nie doświadczymy większych fabularnych zawirowań. Tutaj pojawia się też problem przewidywalności: można od początku zgadnąć, co przydarzy się głównej bohaterce. Nie ma żadnej głębszej intrygi. Jak na walkę o koronę, spodziewałam się, że będziemy świadkami knucia skomplikowanych planów – w końcu poprzez przyszłą księżniczkę można było mieć wpływ na losy całego królestwa. Gdybym miała podsumować książkę dwoma słowami, byłyby to: płytka i prosta. Można pod to podciągnąć absolutnie wszystko: fabułę, bohaterów, trójkąt miłosny, obraz świata.

W pałacu żyło trzydzieści pięć dziewcząt. Trzydzieści pięć szans na wykreowanie ciekawych postaci,  ich historii oraz powiązanych z nimi wątków. Niestety, tylko trzy dziewczyny są jako takimi postaciami,  z historią i sensownym wątkiem. Pozostałe to zwykłe tło i gdy jakakolwiek z nich zostaje usunięta z Selekcji, to czytelnikowi jest to absolutnie obojętne. Ot, nagle na kartce pojawia się jedno imię i tyle.
Główna bohaterka, America, cierpi na ostry syndrom NMPCC (nie-mam-pojęcia-czego-chcę).  Najpierw mówi, że bierze udział w Selekcji dla jedzenia (!), potem rozmyśla o tym, jak  bardzo jest zazdrosna o księcia i że coś do niego czuje, potem wraca myślami do Aspena, znów zarzeka się, że nie chce korony, po czym całuje Maxona, proponuje mu pomoc w wyborze nowej królowej, mówi, że bierze udział w zamian za korzyści materialne… I tak w kółko. Amercia jednocześnie chce i nie chce zaangażować się w relację z księciem, chce i nie chce myśleć o Aspenie, chce i nie chce traktować rywalizacji na serio. Głównie przez nią i jej chorobliwą niezdolność do podjęcia decyzji bujamy się pomiędzy punktami A i B, na czym właściwie koncentruje się cała fabuła. W końcu jak historia ma ruszyć z kopyta, skoro bohaterka nie umie opowiedzieć się za konkretną postawą?
Książę Maxon to… koszmarny materiał na króla. Do rozmowy z Americą nie miał pojęcia, co się dzieje w jego kraju. Dopiero spotkanie z nią uświadomiło mu, że poddani cierpią głód. Cudnie. Poza ogólnym nieprzystosowaniem do pełnienia swojej funkcji, Maxon przez większą część książki jest nijako słodkim chłopakiem z sąsiedztwa, tyle że tym sąsiedztwem jest akurat pałac. Aspen? Typ ,,poznasz i zapomnisz”. Poza irytującą dumą i niezdolnością do wysłuchania, co inna osoba ma do powiedzenia, nie ma zbyt wielu innych cech.

Co do działań bohaterów to, ekhem… Powiedzmy, że niektóre z ich decyzji były dość nielogiczne. W sumie to nawet nie dość, ale bardzo nielogiczne. Bez względu na to, czy mówimy o Americe, Aspenie czy Maxonie. Przykłady? W regulaminie Selekcji jasno napisano: każdy akt przemocy względem rywalek musi być zgłoszony, a agresywna kandydatka zostanie usunięta. Gdy America informuje Maxona, że jedna z dziewcząt posunęła się do gróźb i aktów przemocy, książę wrzeszczy, że dziewczyna nie ma prawa tak wytykać rywalkom ich błędów, że przecież ona przeprosiła za swoje zachowanie i że on jest tu panem i władcą, i teraz nie ma ochoty o tym rozmawiać. Ten sam książę wcześniej wyrzucił jedną z kandydatek z pałacu ponieważ wypowiedziała się niepochlebnie o Americe. Aspen z  kolei strzela gigantycznego focha, gdy jego dziewczyna gotuje obiad specjalnie dla niego. Jego maksymalnie napuszona duma nie pozwala mu znieść tego, że jest z niższej kasty i że to on powinien zapewniać Americe żywność. Twierdzi, że lepiej będzie zerwać a jednocześnie odkłada pieniądze na ślub. Ech, koleś, urodziłeś się w Szóstkach, ona w Piątkach i nagle po dwóch latach stwierdziłeś, że tego nie da się przeskoczyć? Nie zapomnijmy również o Americe, która zarzeka się, że nie ma zamiaru walczyć o serce księcia i nawet chce mu pomóc wybrać żonę, a jednak po dwóch spotkaniach jest ciężko obrażona i zazdrosna, bo czegoś jej nie powiedział albo że pocałował inną dziewczynę. Takie sytuacje można mnożyć.

Jest też sporo potknięć dotyczących świata. Rodzina Singerów jest określana mianem biednej, ale stać ich na cytrusy, popcorn, pełną lodówkę i TV. Dzieci mają swoje pokoje i przy sprzątaniu domu często do pomocy są zatrudniane Szóstki. Bieda głównie objawia się tym, że America musi oszczędzać kosmetyki do makijażu. Gdy rebelianci (skoro mamy państwo przyszłości, to i buntownicy muszą być, zapamiętajcie to sobie) po raz kolejny atakują pałac, co robi król? Król opuszcza metalowe zasłony na okna. To wszystko. Każdy kolejny atak nie budzi w nim strachu ani refleksji, że może przydałyby się jakieś nowe zabezpieczenia. Rebelianci chcą czegoś, ale nikt nie wie czego. Atakują i zabijają, ale nie mają żadnych konkretnych celów. Historia dawnego USA oraz powstania Iléi nie są powszechnie nauczane i też nie wiadomo dlaczego. Podczas pałacowej lekcji historii America poświęca temu zagadnieniu całe jedno zdanie.

Mimo niedociągnięć, lektura ,,The Selection” nie była dla mnie potworną udręką. To lekka i łatwa powieść, z gatunku zdecydowanie niewymagających. Taki książkowy cukierek w prześlicznym opakowaniu. ,,The Selection” raczej nie wywoła rewolucji w biblioteczkach, ale może zdobyć znaczącą sławę, gdy już wystartuje serial na podstawie książki. Ja spotkania z powieścią nie zaliczę do specjalnie zachwycających ani wybitnie tragicznych. Ci, którzy po nią nie sięgną, niewiele stracą.

6 komentarzy:

  1. Książka miała naprawdę spory potencjał. Niestety, wykonanie jest marne.
    Drugą część przeczytam tylko dlatego, żeby się dowiedzieć czy America się ogarnie.
    I czy I kogo wybierze ;)

    No i czrekam z niecieprliwością na serial na podstawie tego czegoś. The CW, dla którego jest robiony, już pokazało, że wie jak robić adaptacje lepsze od pierwowzoru. Po za tym, podniesiono wiek bohaterom, co może być na plus;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba jednak mimo wszystko nie moja tematyka :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Skoro nic nie stracę, to po nią nie sięgnę ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. O ile opis nad okładką mnie naprawdę zainteresował, o tyle Twoja recenzja mnie zniechęciła :P Chociaż pewnie i tak po nią sięgnę, o ile w ogóle pojawi się w Polsce :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeżeli wydadzą ją po polsku, chętnie ją poznam:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kurde... teraz to już sama nie wiem... Ale jak będę miała okazję to się z książką na pewno zapoznam :)

    OdpowiedzUsuń