27 kwi 2013

,,Everneath/ Podwieczność" - Brodi Ashton

Everneath (Everneath, #1) 
Tytuł: Everneath
Autor: Brodi Ashton
Wydawnictwo, rok wydania: Simon & Schuster UK, 2012
Ilość stron: 376

Polskie wydanie
Tytuł: Podwieczność
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Data wydania: (zapowiedź) 22. 05. 2013
Ilość stron: ???
Cena: ???


~~***~~


Gdyby ktoś mógł zabrać od ciebie cały smutek, gniew i cierpienie, wszystkie złe wspomnienia, zgodziłbyś się na to?

Gdyby ktoś wyciągnął do ciebie rękę, chcąc zabrać cię do miejsca, gdzie nie czułbyś niczego, poszedłbyś za tym kimś?

Nikki Beckett zgodziła się i podała rękę takiej osobie. Cole, Wieczny żyjący w ludzkiej powłoce, zabrał ją do Podwieczności, miejsca, gdzie Wieczni zabierają swoje ofiary, by żywić się ich energią życiową. Połączeni przez Cienie, tkwili razem w kokonie przez sto lat.

W trakcie tych stu lat Nikki miała zapomnieć o życiu na Powierzchni, o rodzinie, o świecie.

I o ukochanym, Jacku.

Jednak w ciemnościach, gdy Cole pożerał jej emocje, przetrwało z nią jedno wspomnienie. To wspomnienie pomogło jej wrócić do świata żywych i dało jej pół roku na pożegnanie się z najbliższymi, równowartość czasu spędzonego w Podwieczności.

Nikki wie, co czeka na nią, gdy skończy się wyznaczony jej czas. Próbując naprawić błędy z przeszłości, jednocześnie szuka sposobu, by uniknąć przeznaczenia. Jednak więzi z Wiecznym nie da się tak po prostu zerwać.

Podwieczność się o nią upomni. Dług musi zostać spłacony.

Początkowo podchodziłam do ,,Everneath” z rezerwą. Dlaczego? Powiedzmy sobie szczerze, ostatnimi czasy mamy co prawda wysyp romansów paranormalnych, ale tylko wąskie grono z nich nadaje się do czytania, jest ciekawe i nie powiela schematów. Zgodnie z opiniami innych czytelników, omawiany tytuł zdaje się właśnie do tego grona należeć.  Choć elementy mitologiczne w powieściach to nie jest mój ulubiony temat, to po odtrutce złożonej z powieści obyczajowych, stwierdziłam, że zaryzykuję po raz kolejny i zapoznam się z ,,Everneath” na własną rękę.

Podwieczność (Everneath, #1)
POLSKA
W ,,Everneath” łączą się i przenikają dwa mity: o Persefonie oraz Orfeuszu i Eurydyce. Autorka udanie połączyła je w jedną, nowoczesną opowieść o miłości, poświęceniu i odkupieniu. Obecne wydarzenia przeplatane są wspomnieniami, które pokazują, co doprowadziło Nikki do podjęcia decyzji o wkroczeniu do Podwieczności po raz pierwszy. Współczesność z kolei obejmuje pół roku. Im bliżej jesteśmy finału, tym bardziej akcja nabiera tempa. Odliczanie do ponownego odejścia robi się coraz bardziej gorączkowe.

O Wielki Bibliotekarzu, chwalmy Brodi Ashton za powołanie do życia Nikki Beckett! Okazało się, że jednak da się pisać o normalnych dziewczynach, które ani nie są ze stali, ani z waty. Becks, jak nazywają ją przyjaciele, to pełna ciepła, ale również zraniona dziewczyna, która bardzo przeżyła śmierć matki.  Zdaje sobie sprawę, że popełniła wiele błędów i robi wszystko, by je naprawić. Nie obwinia za to wszystkich dookoła, tylko bierze odpowiedzialność na swoje barki. Jak sama mówi ,,nie chcę wybrać łatwej drogi, chcę iść tą właściwą”. 

Jack jest… Cudny. W moim odczuciu powinien mieć o wiele więcej fanek niż Cole. Jest cierpliwy i kochający, co udowadnia po zniknięciu Nikki oraz po jej powrocie. To ciekawa postać, połączenie podziwianego sportowca oraz kumpla z dzieciństwa, z którym można pograć w karty. Nie jest tytanem, ale świetnie radzi sobie z problemami. Ma chwile słabości, ale w ogólnym rozrachunku potrafi wspierać bezwarunkowo. Cole wypada przy nim jak dzieciak, który leży na podłodze w sklepie i wrzeszczy, że on musi mieć to czy tamto. 

Everneath (Everneath, #1)
USA
Postać Cole’a działa na mnie dwojako: z jednej strony krew mnie zalewała, a z drugiej odnosiłam wrażenie, że to fajny facet. Zupełnie jakbym miała do czynienia z różnymi osobami: Cole – kumpel i Cole – Wieczny. Potrafił być sympatyczny i normalny, pomijając jego aparycję gwiazdy rocka, ale koniec końców, wychodziło z niego całe ,,wieczne zło” i miałam ochotę skurczybyka udusić. Jednak z kilku przebłysków pozostawionych przez autorkę, mam wrażenie, że szykuje ona ,,bombę” na jego temat. Może się okazać, że w następnych tomach Cole okaże się jeszcze kimś innym.

Trójkąt miłosny jest w pewnym sensie nietypowy. Dlaczego? Cóż, przynajmniej w tym tomie wiadomo, kto naprawdę kocha Nikki, a kto chce ją mieć z egoistycznych pobudek. I ona zdaje sobie z tego sprawę. Nik nie jest piłeczką, która odbija się od jednego faceta do drugiego, niezdecydowana, kogo kocha. Dla niej wybór jest prosty i stawia sprawę jasno, choć wie, że trudno będzie rozerwać więź łączącą ją z jednym z nich.  

Nad ,,Everneath”, przynajmniej w moim odczuciu, wisi atmosfera smutku. Zmagania Nikki z odejściem matki, jej starania, by na nowo porozumieć się z ojcem oraz opieka nad bratem naznaczone są uciekającym czasem.  Zdaje sobie sprawę, że zrani ich jej ponowne odejście, dlatego stara się dać im tyle miłości, ile to możliwe. W romansie paranormalnym rzadko kiedy zdarza się, że mamy jakieś rodzinne tło, któremu poświęca się uwagę. Tutaj autorka o to zadbała.

Ewiglich die Sehnsucht
NIEMCY
Brodi Ashton całkiem nieźle starała się wyjaśnić, jak wytłumaczono innym nieobecność Nikki. Logicznym jest, że raczej nagłe zniknięcie i pojawienie się nie będzie niezauważone. Ciekawym urozmaiceniem było wprowadzenie elementu ,,normalności” pod postacią zainteresowań (dla jednego z nich zespół rockowy, a dla kogoś innego dzierganie na drutach czy skauci). Takie niuanse stanowią podporę historii, jest ona bardziej dopracowana i nie pozostawia tyle białych plam i niedopowiedzeń.

Kurczaki pieczone, że sobie tak pozwolę powiedzieć, podobało mi się no! Ani nie raził mnie trójkąt miłosny, nie oślepiała głupotą główna bohaterka, nie wyłupili mi oczu swoją papierową cudownością perfekcyjni faceci.  O trójkącie wypowiadałam się wcześniej, więc nie będę się powtarzać. Z kolei warto podsumować bohaterów: Nikki jest osobą, z którą chętnie zaprzyjaźniłabym się w realnym świecie i nie ma w niej ani krzty ,,głupkowatości”, która dotyka sporą część żeńskich bohaterek paranormali czy powieści w ogóle. Zarówno Cole jak i Jack mają coś w sobie, potrafią być dobrymi kumplami, których, tak samo jak Becks, chciałoby się znać naprawdę, ale z drugiej strony mocno się różnią, jeśli chodzi o podejście do samej dziewczyny. 

Ja już nie przynudzam swoimi wynurzeniami, tylko sięgam po ,,Everbound”, chcąc poznać dalsze losy Nikki. Po zakończeniu pierwszego tomu można domyślić się, dokąd wszystko zmierza, jednak jest to jeden wielki ogólnik i tak naprawdę cała historia pozostaje tajemnicą.

6 komentarzy:

  1. Z jednej strony mam ograniczać książki typu paranoraml romance, bo już większość możliwych kombinacji przerobiłam, a równie fajna, a tyci poważniejszych sterta książek do przeczytania.
    Ale zawsze dobry paranormal na sesję jest dobry! ;)
    Szczególnie, że na goodreadsie mocno polecają.
    Jak na nich.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo chcę przeczytać tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czekam na jej premierę! Widzę, że warto czekać :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzisiaj ją dostałam także nie mogę się doczekać jak się za nią zabiorę:P

    OdpowiedzUsuń
  5. "O Wielki Bibliotekarzu, chwalmy Brodi Ashton za powołanie do życia Nikki Beckett! Okazało się, że jednak da się pisać o normalnych dziewczynach, które ani nie są ze stali, ani z waty." - mogłabym się podpisać pod tym zdaniem! Super trafnie to określiłaś!
    Ja nie wiem dlaczego, ale jakoś do Cole'a mam słabość, choć rozumiem dlaczego Nikki wybiera (nawet po tych stu latach) Jack'a.
    Ogólnie jak usłyszałam te "sto lat" - już na samym początku to się porządnie wystraszyłam. O matko, znowu Ci 'nieśmiertelni' i cała reszta z tym powiązania - ale tak nie było! Udało się tego uniknąć i skondensować w wspomnienia!
    I retrospekcja! Cudownie tutaj się sprawdziłam. Myślę, że gdyby historia była opowiedziana w porządku chronologicznym nie byłaby nawet w połowie tak zaskakująca :)
    Świetna recenzja!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ;) Ja też na początku nie mogłam się połapać - bo niby ma minąć sto lat, to jak ona chce wrócić do rodziny i chłopaka? Dopiero póżniej się wyjaśniło z tym przeliczaniem czasu.
      Zgadzam się z tym, że retrospekcja była dobrym wyborem przy konstruowaniu fabuły ;)

      Usuń