6 kwi 2013

,,Angelfall" - Susan Ee


Tytuł: Angelfall
Autor: Susan Ee
Wydawnictwo, rok wydania: Amazon Children's Publishing, 2012
Ilość stron: 286

Polskie wydanie
Tytuł: Angelfall. Opowieść Penryn o końcu świata
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: (zapowiedź) 17 kwietnia 2013 
strona wydawnictwa: 
 http://www.wydawnictwofilia.pl/angelfall74,74.html


~~***~~


,,Angelfall” zachwyciło zagranicznych czytelników. To fakt. ,,Angelfall” zachwyci polskich czytelników. To przypuszczenie, które w kwietniu zamieni się w fakt.
Górnolotnie? Być może.
Opierając się na swojej opinii po przeczytaniu anglojęzycznego wydania powieści, śmiem twierdzić, że i polskie domowe biblioteczki opanują anioły, jakich do tej pory jeszcze nie widzieliśmy.

Zapomnijcie o ,,Szeptem”.
Zapomnijcie o ,,Halo”.
Zapomnijcie o jakiejkolwiek powieści o aniołach, jaką kiedykolwiek czytaliście.

Powitajcie ,,Angelfall”.


Gdy anioły pojawiają się na świecie przynosząc zagładę…

Świat, ktoś powiedział świat? Ooo… tutaj można pisać i pisać, i pisać i… Autorka spisała się na medal. Upiorny, pełen przemocy, mroczny, wytrzebiony przez anielską ingerencję oraz późniejszą działalność gangów, brutalny, pozbawiony zasad i skrupułów. Opustoszałe i zniszczone budynki, niebezpieczeństwo czyhające na każdym kroku. Możesz zostać napadnięty w dzień albo zjedzony w nocy. Możesz też zostać uprowadzony przez anioły. Wiecie już w przybliżeniu, czego się spodziewać? Oprócz psychopatów, aniołów i kanibali oczywiście.

Wrażliwych czytelników ostrzegam: pojawia się kilka scen, które wywracają żołądek na drugą stronę, sprawiają, że chce się książkę rzucić w kąt i nie tykać jej nawet kijem. Są makabryczne, ale i… są jedną z najmocniejszych stron książki. Dodają realności apokalipsie, bo trudno spodziewać się, że świat dalej będzie działał według starych zasad, gdy nie pozostało nic ze starego świata.

Akcja pędzi na łeb, na szyję, wraz z Penryn jesteśmy rzucani od potyczki, do makabrycznych obrazów aż do Wielkiej Konfrontacji. Nie traktuję tego jako minus, ale w sumie przydałoby się te kilkanaście stron więcej by nieco rozprężyć atmosferę i pozwolić bohaterom na złapanie oddechu.

Nie można zapomnieć o nieodłącznym elemencie powieści, czyli bohaterach. Czy oni na tak rewelacyjnym, apokaliptycznym tle są w stanie się wyróżnić?

Penryn jest świetnie wykreowana. Silna i waleczna dziewczyna ma w sobie coś z Katniss z ,,Igrzysk śmierci” i Leny z ,,Delirium”. Jest gotowa poświęcić wszystko, by uratować siostrę i na nowo połączyć swoją rodzinę. Scena, gdy Penryn trafia do pewnego laboratorium (o którym więcej nie powiem, może tylko tyle, że to jedna z najlepszych części książki) i spotyka pewną osobę, może spowodować niebezpieczne obluzowanie dolnej szczęki u czytelnika. To jeden z wielu powodów do szoku i zdziwienia. Autorka nie uczyniła z niej niezniszczalnego herosa, dzięki czemu mamy wgląd w całą paletę uczuć dziewczyny oraz jej rozterek. Penryn bezapelacyjnie zyskała moją sympatię, gdy pokazała, że ostatnie co może zrobić mężczyzna, to traktować kobietę jak kawał mięsa do spełniania jego potrzeb. W obliczu bohaterek, które kurczowo trzymają się swoich sympatii, a same są bezbronne jak nowonarodzone kociaki, silna i niezależna Penryn z niewyparzonym językiem całkowicie się wyróżnia.


Raffe… Cóż, Raffe ma szansę podbić wiele serc. Jak na anioła przystało, jest przystojny, silny i tak dalej, i tak dalej. Na szczęście w jego przypadku powstrzymano się od doszywania łatki typowego złego chłopca. On jest nietypowym złym chłopcem ;) Cięty język przeplatany humorem oraz nieodłączna zadziorność to jego główne atrybuty. Jeśli do tego dorzucimy jego specyficzną religijność, to dostaniemy naprawdę intrygującego bohatera.

Matka Penryn – majstersztyk. Choć należy ona bardziej do postaci drugoplanowych, to każde jej pojawienie się budzi dreszcze na plecach. Raczej nie będzie to wielkim spoilerem, jeśli napiszę, że jest ona określona jako chora psychicznie, ale sama mówi o sobie… że kontaktuje się z demonami. W świecie, który nadszedł, linia pomiędzy jednym a drugim określeniem jest nie tyle cienka, co praktycznie niewidoczna. Gdy w książce pojawiło się wyjaśnienie, dlaczego Penryn doskonale zna techniki samoobrony, moja szczęka zaczęła wisieć niebezpiecznie blisko podłogi. Co jak co, ale autorka wie, gdzie doszukiwać się grozy.

Pozostali bohaterowie może nie zaznaczają swojej obecności aż tak mocno, ale i nie przemykają niezauważeni. Odnoszę wrażenie, że poznamy ich lepiej w następnych tomach, ,,Angelfall” było dla nich tylko rozgrzewką.

Powieść w żadnym wypadku nie jest romansem paranormalnym, więc każdy, kto obawia się powtórki z rozrywki i kolejnego romansu z aniołem/wampirem/syreną, może porzucić swoje obawy. Z wątkiem romansowym w ,,Angelfall” jest jak z orzechami w wielu produktach. Jednak te śladowe ilości są bardziej elektryzujące niż romans Nory i Patcha w trzech tomach ,,Szeptem”* razem wziętych. Relacja Penryn i Raffe może zmusić najbardziej zatwardziałych przeciwników romansów do nerwowego przebierania nogami i myśli ,,ma być happy end!”. Najmocniejszą stroną wątku romansowego jest właśnie fakt, że autorka po cichu ukryła go pośród całej akcji i przygód, jakie przeżywają nasi bohaterowie. Nie ma żadnych wybuchów namiętności czy czterostronicowych wyznań miłosnych, ale wiszące w powietrzu napięcie opowiada własną historię. Również początek znajomości naszych bohaterów w niczym nie przypomina relacji opartej na sympatii, ich pełne złośliwości dialogi mogą powodować chichot. Jak to dobrze, że nie ma kolejnego ,,dopiero cię zobaczyłam, ale już cię kocham!” ,,oh, ja ciebie też!” *trrrrrach* *wzdychają do siebie przez kolejne tysiąc stron*

Strona językowa powieści również zalicza się do plusów. Dialogi w zależności od sytuacji są pełne humoru albo powagi. Opisy są plastyczne i sugestywne, działają na wyobraźnię. Słowa oplatają czytelnika od pierwszej strony i uwierzcie – to faktycznie jest jedna z tych książek, które można, a nawet trzeba, czytać od okładki do okładki za jednym zamachem. Tempo akcji nie daje wytchnienia nie tylko bohaterom, ale i czytającemu.

Pojawiły się w powieści elementy, które naprawdę mnie zaskoczyły. Na początku nieco kręciłam nosem, gdy nasi bohaterowie dotarli do twierdzy aniołów, bo spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Jednak gdy dowiedziałam się, dlaczego wygląda ona tak a nie inaczej, już nie miałam żadnych skarg i zażaleń. Związany z tym ciąg dalszy nie został wyjaśniony, więc mam nadzieję, że w drugim tomie autorka przybliży co nieco na ten temat.

Kontynuacja ,,Angelfall” trafia na moją listę najbardziej wyczekiwanych książek. Pozostało kilka kwestii, których nie wyjaśniono, a które budzą niesamowitą ciekawość. Autorka pokazała, że ma wielką wyobraźnię i łączy ze sobą elementy, które na temat aniołów innym nigdy nie przyszłyby do głowy. Do tego ruszyły prace nad filmem. Zaprawdę powiadam wam – będę pierwsza w kolejce do kina i aż nie mogę usiedzieć w miejscu na myśl jak bardzo fantastyczny i mroczny film może wyjść z takiej historii.
___________________________________________
*czwartego tomu nie czytałam, więc biorę pod uwagę tylko wcześniejsze, które znam.
*obrazki pochodzą ze stron:
http://angelfalled.tumblr.com/post/46428515416/my-friends-call-me-wrath-says-raffe-my
http://jerk-bender5ever.tumblr.com/post/34846850321

8 komentarzy:

  1. Bardzo chcę ją przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  2. No, no. Książkę dodaję do swojej listy ''must have'' ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Po Twojej recenzji już kompletnie nie mogę się jej doczekać. Chyba naprawdę rozbiję obóz przed księgarnią i będę wyczekiwać "Angelfall" :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Po takiej recenzji to będzie pierwsza w kolejce książka do przeczytania :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam, ta powieść jest po prostu niesamowita! <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Czekam na nią z ogromną niecierpliwością! Nie mogę się doczekać!

    OdpowiedzUsuń
  7. No nie, ale mi teraz zaostrzyłaś apetyt na tę książkę!

    OdpowiedzUsuń
  8. CZytałam. Po angielsku eM czytała i uwielbia! I gdzieś czytałą , ze to nie będzie trylogia, tylko tego więecj ma być. Chyba z5 czy 6 części.

    Nie może się eM doczekać!

    Biedny Archanioł Gabriel i to jak się inne Anioły o nim wypowiadały, że taki trochę nienormalny był ;)
    I rozwalił mnie Archanioł-ateista.
    No i to co się stało z siostrą Penryn. Brr!
    Świetny pomysł,

    OdpowiedzUsuń