26 lut 2013

,,Incarnate" - Jodi Meadows

Ana jest nowa.

Od tysięcy lat w Range, milion dusz odradza się wciąż na nowo i na nowo, zatrzymując wspomnienia i doświadczenia z poprzednich żyć. Kiedy Ana przyszła na świat, jedna z tych dusz zniknęła i nikt nie wie dlaczego.

Kiedy Ana pojawia się w mieście Heart, tamtejsi ludzie traktują ją jak osobę Bez Duszy, obawiając się, do czego może przyczynić się jej obecność. Kiedy smoki i sylfy zaczynają atakować miasto, czy rzeczywiście należy winić za to Anę?

Ana musi odkryć, co przyczyniło się do błędu, który dał jej cudze życie. Czy jej misja zagrozi spokojowi Heart i całkowicie zniszczy obietnicę odrodzenia?




Tytuł: Incarnate
Autor: Jodi Meadows
Wydawnictwo, rok wydania: Katherine Tegen Books, 2013
Ilość stron: 375

Polskie wydanie
/-brak informacji-/

 

~~***~~


Od urodzenia trzymana w odosobnieniu, miłością darzy tylko muzykę. Matka cały czas wmawiała jej, że jest stworzeniem pozbawionym duszy i że nie ma prawa niczego czuć. Gdy Ana osiąga osiemnaście lat, postanawia opuścić dom oraz Li, znienawidzoną przez nią matkę i udać się do Heart, miasta miliona dusz, które może skrywać odpowiedź na dręczące ją pytania. W trakcie podróży ociera się o śmierć i spotyka Sama, tajemniczego młodzieńca, który towarzyszy jej w drodze do stolicy.

Co się stało z duszą, która zniknęła?
Dlaczego Ana przyszła na świat, choć wcale nie powinna?
Czy Li ma rację i rzeczywiście Ana nie posiada duszy, a może jest Nową Duszą?
Czy białe mury miasta rzeczywiście skrywają odpowiedź?

Przyznam się szczerze, że miałam problemy ze zrecenzowaniem i oceną ,,Incarnate”. Jest to powieść, która kilkoma swoimi elementami może urzec czytelników, a kilkoma znudzić.

Rzeczy, które powinny być lepsze: przedstawienie świata, bohaterowie i tempo akcji.

Poza jako-takim odtworzeniem miasta Heart, niewiele dowiemy się o zewnętrznym świecie. Nasi bohaterowie poruszają się zazwyczaj w obrębie tej samej części miasta. Choć nie jestem fanką wielostronicowego opisywania wyglądu guzika przy bluzce, to jednak życzyłabym sobie nieco bogatszego obrazu obszaru Range oraz uszczegółowienia lokacji, w której przebywają postacie.

Myśląc o lepszej kreacji bohaterów, mam tutaj na myśli prawie wszystkich poza Aną i Li. Te dwie bohaterki potrafią wzbudzać emocje. Ana, początkowo wydaje się być delikatna i zwiewna jak motyl, zagubiona w swoim pierwszym życiu. Później budzi się drzemiący w motylu smok. Ana potrafi walczyć, być odważna czy nawet bezwzględna. Z zastraszonej dziewczyny, która wierzyła, że nie ma prawa do uczuć, zmieniła się w buntowniczkę, szukającą odpowiedzi i stającą do walki o dobro przyjaciół. Li z kolei może nie pojawia się zbyt często, ale jeśli już to robi, to potrafi podnieść ciśnienie. Jest wredna i podła dla zasady. Swój przymusowy macierzyński obowiązek spełnia, terroryzując Anę aż do jej osiemnastych urodzin. Jest matką totalnie wypraną z pozytywnych uczuć, niczym wiedźma z bajki.

Pozostali niestety są bardziej tłem niż jednostkami, tutaj mam też na myśli Sama. Nie jest stereotypowym złym chłopcem, to sympatyczny i utalentowany osiemnastolatek (pomijając wiek jego duszy), ale ja chciałabym dowiedzieć się o nim coś ponad to. Miał w końcu tyle żyć, że powinien być bardziej wyrazistą i fascynującą osobą. Przy Anie Sam po prostu blaknie.

Tempo akcji to chyba rzecz, która kuleje najbardziej. Historia toczy się raczej niespiesznie i nie ma znaczących zwrotów akcji. Obserwujemy życie Any w Heart, jej poszukiwania i romans z Samem. Tyle. Po maskaradzie nieśmiało pojawia się zaczątek intrygi, który potem znika, by nieco niemrawo wyjaśnić się na końcu książki. Osobiście preferuję bardziej dynamiczne powieści, które budują napięcie, mają więcej zwrotów akcji i trzymają mnie w niepewności aż do końca, czego o ,,Incarnate” niestety powiedzieć nie mogę.

Wśród pozytywnych cech książki znajdują się: wątek romansowy, połączenie nowoczesności z elementami fantastycznymi, wątek reinkarnacji.

Romans rozwija się delikatnie i powoli, nie ma spektakularnych wybuchów płomieni i żarliwych wyznań. Ana i Sam zakochują się w sobie stopniowo, nawiązując porozumienie poprzez muzykę. To idealnie wpasowuje się w generalny zamysł książki, która sama przypomina bajkowego motyla. By ,,Incarnate” nie było aż tak rozkosznie słodkie, autorka wprowadziła kilka groźniejszych momentów, które w założeniu miały przyśpieszyć nieco akcję. Nie zdziałało to zbyt wiele, ale należy docenić starania.

Tak jak już wspomniałam przy Li, ta powieść ma w sobie wiele z baśniowości. Li na przemian odgrywa rolę wiedźmy albo złej macochy, podczas gdy Ana jest Kopciuszkiem i Królewną Śnieżką. Mamy też Księcia z Bajki, czyli Sama. Heart oraz Range przypominają królestwo pełne smoków, trolli, gigantów, centaurów, jednorożców i sylfów. W ten świat autorka wszczepiła nieco nowoczesności i tak mamy pistolety laserowe, elektroniczne urządzenia przypominające najnowocześniejsze telefony komórkowe, ekrany, skanery dusz, pojazdy mechaniczne i statki powietrzne. Te dwa elementy współpracują ze sobą całkiem nieźle, ich pojawienie się w tym dość magicznym świecie nie razi zbytnio.

Z jednej strony podobało mi się wprowadzenie oryginalnej tematyki reinkarnacji. Z drugiej jednak autorka chyba nie do końca przemyślała niektóre zagadnienia. Otóż w puli miliona odradzających się dusz, wiele osób miało swoją tak zwaną ,,drugą połówkę”, czyli duszę, którą kochali bez względu na ciało, jakie obecnie posiadała. Tak w jednym wcieleniu można było być mężczyzną i kobietą, w drugim kobietą i kobietą, a w trzecim mężczyzną i mężczyzną. Za każdym razem takie pary odnawiały przysięgę mówiącą o tym, że będą razem przez kolejne stulecia. Niektórzy nawet umierali razem, by mieć pewność że odrodzą się w podobnym czasie, by znów być razem. Jednak co by było, gdyby odrodzili się jako rodzeństwo albo różnica czasu z jakiegoś powodu byłaby tak duża, że jedno z nich byłoby rodzicem drugiego?

Z powodu odradzania się, dusza za każdym razem mogła mieć innych rodziców i być jednej, albo drugiej płci. To też w jakiś pokręcony sposób mogło spowodować, że twoja babcia mogła być twoim ojcem, a twój brat twoją matką. Czy jakoś tak. Czy to oznaczało, że zupełnie przypadkowo można było zakochać się w swojej matce z któregoś tam pokolenia?

WEDRYKT

,,Incarnate” to pierwszy tom trylogii, utrzymany w baśniowym kolorycie. W klimat książki pomaga wprowadzić się szata graficzna. Oprócz rewelacyjnej okładki mam też na myśli kontury motyla, który rozpoczyna każdy rozdział.

Zamierzam sięgnąć po drugi i trzeci tom, ale nie czuję palącej ku temu potrzeby. To nie jest powieść ze szczególnie skomplikowaną intrygą, która nie pozwoli nam zasnąć, dopóki nie dobrniemy do końca. To lekka i przyjemna powiastka, którą można w każdej chwili odłożyć i do niej wrócić. Według mnie potencjał ,,Incarnate” nie został wykorzystany, ale wraz z lirycznym językiem i pomysłowością autorki, kolejne tomy mają szansę pokazać się z o wiele lepszej strony.

6 komentarzy:

  1. Książka zapowiada się ciekawie. No i ta magiczna okładka! :) Dodam ją na swoją listę książek do przeczytania ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli zostanie przetłumaczona to z chęcią sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Okładka jest magiczna, aczkolwiek zmieniłabym jedną rzecz :P Co do książki, chętnie się z nią zapoznam o ile będzie wydana w Polsce ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hmm... Pewnie się skuszę, o ile w ogóle wyjdzie w Polsce :/

    OdpowiedzUsuń
  5. A zapowiadało się naprawdę dobrze. Po przeczytaniu krótkiego streszczenia, recenzji ta historia od razu przypadła mi do gustu gdyż osobiście bardzo lubię takie klimaty. I zdawać by się mogło, że książka będzie fantastyczna, a tu bum - można zaliczyć do średnich. Może kiedyś się skuszę z czystej ciekawości ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Już mam ten tytuł u siebie. Na pewno ciekawi mnie baśniowość tej powieści i sam motyw reinkarnacji, pomimo tego, że - jak wspominasz - są w nim małe wady.

    OdpowiedzUsuń