26 lut 2013

,,Incarnate" - Jodi Meadows

Ana jest nowa.

Od tysięcy lat w Range, milion dusz odradza się wciąż na nowo i na nowo, zatrzymując wspomnienia i doświadczenia z poprzednich żyć. Kiedy Ana przyszła na świat, jedna z tych dusz zniknęła i nikt nie wie dlaczego.

Kiedy Ana pojawia się w mieście Heart, tamtejsi ludzie traktują ją jak osobę Bez Duszy, obawiając się, do czego może przyczynić się jej obecność. Kiedy smoki i sylfy zaczynają atakować miasto, czy rzeczywiście należy winić za to Anę?

Ana musi odkryć, co przyczyniło się do błędu, który dał jej cudze życie. Czy jej misja zagrozi spokojowi Heart i całkowicie zniszczy obietnicę odrodzenia?




Tytuł: Incarnate
Autor: Jodi Meadows
Wydawnictwo, rok wydania: Katherine Tegen Books, 2013
Ilość stron: 375

Polskie wydanie
/-brak informacji-/

 

~~***~~


Od urodzenia trzymana w odosobnieniu, miłością darzy tylko muzykę. Matka cały czas wmawiała jej, że jest stworzeniem pozbawionym duszy i że nie ma prawa niczego czuć. Gdy Ana osiąga osiemnaście lat, postanawia opuścić dom oraz Li, znienawidzoną przez nią matkę i udać się do Heart, miasta miliona dusz, które może skrywać odpowiedź na dręczące ją pytania. W trakcie podróży ociera się o śmierć i spotyka Sama, tajemniczego młodzieńca, który towarzyszy jej w drodze do stolicy.

Co się stało z duszą, która zniknęła?
Dlaczego Ana przyszła na świat, choć wcale nie powinna?
Czy Li ma rację i rzeczywiście Ana nie posiada duszy, a może jest Nową Duszą?
Czy białe mury miasta rzeczywiście skrywają odpowiedź?

Przyznam się szczerze, że miałam problemy ze zrecenzowaniem i oceną ,,Incarnate”. Jest to powieść, która kilkoma swoimi elementami może urzec czytelników, a kilkoma znudzić.

Rzeczy, które powinny być lepsze: przedstawienie świata, bohaterowie i tempo akcji.

Poza jako-takim odtworzeniem miasta Heart, niewiele dowiemy się o zewnętrznym świecie. Nasi bohaterowie poruszają się zazwyczaj w obrębie tej samej części miasta. Choć nie jestem fanką wielostronicowego opisywania wyglądu guzika przy bluzce, to jednak życzyłabym sobie nieco bogatszego obrazu obszaru Range oraz uszczegółowienia lokacji, w której przebywają postacie.

Myśląc o lepszej kreacji bohaterów, mam tutaj na myśli prawie wszystkich poza Aną i Li. Te dwie bohaterki potrafią wzbudzać emocje. Ana, początkowo wydaje się być delikatna i zwiewna jak motyl, zagubiona w swoim pierwszym życiu. Później budzi się drzemiący w motylu smok. Ana potrafi walczyć, być odważna czy nawet bezwzględna. Z zastraszonej dziewczyny, która wierzyła, że nie ma prawa do uczuć, zmieniła się w buntowniczkę, szukającą odpowiedzi i stającą do walki o dobro przyjaciół. Li z kolei może nie pojawia się zbyt często, ale jeśli już to robi, to potrafi podnieść ciśnienie. Jest wredna i podła dla zasady. Swój przymusowy macierzyński obowiązek spełnia, terroryzując Anę aż do jej osiemnastych urodzin. Jest matką totalnie wypraną z pozytywnych uczuć, niczym wiedźma z bajki.

Pozostali niestety są bardziej tłem niż jednostkami, tutaj mam też na myśli Sama. Nie jest stereotypowym złym chłopcem, to sympatyczny i utalentowany osiemnastolatek (pomijając wiek jego duszy), ale ja chciałabym dowiedzieć się o nim coś ponad to. Miał w końcu tyle żyć, że powinien być bardziej wyrazistą i fascynującą osobą. Przy Anie Sam po prostu blaknie.

Tempo akcji to chyba rzecz, która kuleje najbardziej. Historia toczy się raczej niespiesznie i nie ma znaczących zwrotów akcji. Obserwujemy życie Any w Heart, jej poszukiwania i romans z Samem. Tyle. Po maskaradzie nieśmiało pojawia się zaczątek intrygi, który potem znika, by nieco niemrawo wyjaśnić się na końcu książki. Osobiście preferuję bardziej dynamiczne powieści, które budują napięcie, mają więcej zwrotów akcji i trzymają mnie w niepewności aż do końca, czego o ,,Incarnate” niestety powiedzieć nie mogę.

Wśród pozytywnych cech książki znajdują się: wątek romansowy, połączenie nowoczesności z elementami fantastycznymi, wątek reinkarnacji.

Romans rozwija się delikatnie i powoli, nie ma spektakularnych wybuchów płomieni i żarliwych wyznań. Ana i Sam zakochują się w sobie stopniowo, nawiązując porozumienie poprzez muzykę. To idealnie wpasowuje się w generalny zamysł książki, która sama przypomina bajkowego motyla. By ,,Incarnate” nie było aż tak rozkosznie słodkie, autorka wprowadziła kilka groźniejszych momentów, które w założeniu miały przyśpieszyć nieco akcję. Nie zdziałało to zbyt wiele, ale należy docenić starania.

Tak jak już wspomniałam przy Li, ta powieść ma w sobie wiele z baśniowości. Li na przemian odgrywa rolę wiedźmy albo złej macochy, podczas gdy Ana jest Kopciuszkiem i Królewną Śnieżką. Mamy też Księcia z Bajki, czyli Sama. Heart oraz Range przypominają królestwo pełne smoków, trolli, gigantów, centaurów, jednorożców i sylfów. W ten świat autorka wszczepiła nieco nowoczesności i tak mamy pistolety laserowe, elektroniczne urządzenia przypominające najnowocześniejsze telefony komórkowe, ekrany, skanery dusz, pojazdy mechaniczne i statki powietrzne. Te dwa elementy współpracują ze sobą całkiem nieźle, ich pojawienie się w tym dość magicznym świecie nie razi zbytnio.

Z jednej strony podobało mi się wprowadzenie oryginalnej tematyki reinkarnacji. Z drugiej jednak autorka chyba nie do końca przemyślała niektóre zagadnienia. Otóż w puli miliona odradzających się dusz, wiele osób miało swoją tak zwaną ,,drugą połówkę”, czyli duszę, którą kochali bez względu na ciało, jakie obecnie posiadała. Tak w jednym wcieleniu można było być mężczyzną i kobietą, w drugim kobietą i kobietą, a w trzecim mężczyzną i mężczyzną. Za każdym razem takie pary odnawiały przysięgę mówiącą o tym, że będą razem przez kolejne stulecia. Niektórzy nawet umierali razem, by mieć pewność że odrodzą się w podobnym czasie, by znów być razem. Jednak co by było, gdyby odrodzili się jako rodzeństwo albo różnica czasu z jakiegoś powodu byłaby tak duża, że jedno z nich byłoby rodzicem drugiego?

Z powodu odradzania się, dusza za każdym razem mogła mieć innych rodziców i być jednej, albo drugiej płci. To też w jakiś pokręcony sposób mogło spowodować, że twoja babcia mogła być twoim ojcem, a twój brat twoją matką. Czy jakoś tak. Czy to oznaczało, że zupełnie przypadkowo można było zakochać się w swojej matce z któregoś tam pokolenia?

WEDRYKT

,,Incarnate” to pierwszy tom trylogii, utrzymany w baśniowym kolorycie. W klimat książki pomaga wprowadzić się szata graficzna. Oprócz rewelacyjnej okładki mam też na myśli kontury motyla, który rozpoczyna każdy rozdział.

Zamierzam sięgnąć po drugi i trzeci tom, ale nie czuję palącej ku temu potrzeby. To nie jest powieść ze szczególnie skomplikowaną intrygą, która nie pozwoli nam zasnąć, dopóki nie dobrniemy do końca. To lekka i przyjemna powiastka, którą można w każdej chwili odłożyć i do niej wrócić. Według mnie potencjał ,,Incarnate” nie został wykorzystany, ale wraz z lirycznym językiem i pomysłowością autorki, kolejne tomy mają szansę pokazać się z o wiele lepszej strony.

21 lut 2013

,,Podzieleni" - Neal Shusterman


Podzieleni (Podzieleni, #1)

Tytuł: Podzieleni
Autor: Neal Shusterman
Wydawnictwo, rok wydania: Papierowy Księżyc, 2012
Ilość stron: 445
Cena: 36,90 zł


+___+


Właściwie moja recenzja mogłaby rozpocząć i zakończyć się w ten sposób:

,,Czytaliście ,,Podzielonych”? Jeśli nie, to idźcie i czytajcie, bo to naprawdę dobra powieść jest.”


Ile jest warta twoja nerka?

Świat ,,Podzielonych” to świat, w którym wypaczono idee dawstwa organów. Tutaj nikomu nie kojarzy się to ze słowem ,,szlachetność”, a wręcz przeciwne: to strach, cierpienie i żal. Gdy w normalnym świecie oddaje się szpik, krew czy własny narząd, robi się to z potrzeby serca, by ratować ludzkie życie. Sprzedawanie i handlowanie ludzkimi organami jest nielegalne i surowo karane.
W tej powieść osoby pomiędzy trzynastym a osiemnastym rokiem życia mogą decyzją rodziców lub opiekuna prawnego zostać podzielone, czyli… Ich ciało zostanie rozczłonkowane i poszatkowane, by za odpowiednią sumę zostać sprzedane i przeszczepione innemu pacjentowi. Wystarczy, że dziecko nie jest wybitnie utalentowane czy sprawia problemy wychowawcze, a odpowiednia osoba podpisuje papierek i… Już. Ciało zostaje zważone, zmierzone, wartość narządów oszacowana.
Na ma już listy oczekujących na organy, bo przetrzymuje się Podzielonych w specjalnych ośrodkach donacyjnych i gdy dostają sygnał o zapotrzebowaniu na dane tkanki, wtedy po prostu biorą je od dzieci. Zgodnie z prawem, muszą znaleźć nowych ,,właścicieli” dla ponad 90% tkanek pochodzących z jednego ciała.
By dopasować religię do nowego systemu, pocięto Biblię i poskładano tak, by znaleźć usprawiedliwienie i pochwałę dzielenia ciała. Tak powstało nowe wyznanie, którego wierni oddają Kościołowi dziesiątą część tego, co posiadają. W tym dzieci. Dziesięciorodni, jak ich zwą, w wieku trzynastu lat zostają ofiarowani na podzielenie w imię Boga.


Całkowicie bezużyteczni?


W takim świecie żyją Connor, Risa i Lev, trójka nastolatków skazanych na podzielenie. Krnąbrny Connor sprawiał swoim rodzicom zbyt wiele problemów. Wychowywana w domu dziecka Risa nie była dość utalentowana muzycznie i padła ofiarom redukcji populacji nastolatków w sierocińcu. Pochodzący z religijnej rodziny Lev już od urodzenia wiedział, że przeznaczono go na wyższe cele jako dziesięciorodnego.
Connor nie zamierza poddać się bez walki. Podczas swojej ucieczki przypadkowo uwalnia Risę oraz bierze na zakładnika Leva, którzy również byli transportowani do ośrodka donacyjnego. Podczas gdy Risa i Connor chcą za wszelką cenę uniknąć zabiegu, Lev pragnie tylko wrócić i dopełnić święty obowiązek. Jednak gdy to, w co wierzył, zostaje starte na proch, musi na nowo przewartościować swoje przekonania.
Troje zbiegów musi rozpłynąć się w powietrzu na kilka lat. Jeśli dotrwają do osiemnastych urodzin, będą mogli zachować swoje ciała. Czy im się to uda?


Po części wielcy 


Historię poznajemy z wielu punktów widzenia. Poszczególne rozdziały przeskakują między bohaterami, niektórzy z nich zabierają głos tylko raz a inni towarzyszą nam od początku do końca. Autor zadbał o poszczególne wątki, dzięki czemu historia jest pełna, dość szeroko przedstawiając zagadnienie podzielenia oraz jego konsekwencje.
Bohaterowie są całkiem nieźle wykreowani. Connor to silny i dość konfliktowy charakter, choć są momenty, gdy potrafi trzymać swoje nerwy na wodzy. Kilka wydarzeń ujawnia, że za fasadą twardziela skrywa wielkie serce. Nie jest ślepy na cudze cierpienie nawet gdy sam jest w wielkich tarapatach. Risa jest w sumie dziewczęcą wersją Connora, minus jego wybuchowość i skłonność do bójek. Tak samo jak on jest odważna i z całych sił walczy o przetrwanie. W brutalnym świecie, w jakim przyszło jej żyć, nie traci swojej wrażliwości. Nawet w najtrudniejszych sytuacjach nie porzuca swoich przekonań. Trudno mi jednoznacznie przyznać, którego z bohaterów darzę największą sympatią, ale postawię na Leva. Przechodzi on największą metamorfozę spośród całej trójki. Początkowo zaślepiony prawdami wpojonymi mu przez rodziców, w miarę upływu czasu zaczyna mieć coraz szersze horyzonty. Początkowo faktycznie jest małym, egoistycznym wrzodem na tyłku, ale na całe szczęście mężnieje w trakcie podróży i pomaga napotkanym osobom. Poświęca swoje życie walce z systemem, w który do tej pory bezkrytycznie wierzył.
W trakcie lektury nie wysnuwajcie zbyt pochopnych wniosków na temat żadnego z bohaterów. Autor kilkukrotnie wywraca do góry nogami całą historię. Gdy już, już nam się wydaje, że wiemy co mamy sądzić o danej postaci, pojawia się coś, co sprawia, że widzimy wszystko w innym świetle.


I wszyscy konni i wszyscy dworzanie
Złożyć do kupy nie byli go w stanie


Pomysł na powieść? Wow, wow, wow. Co prawda tematyka dotycząca oddawania narządów była już poruszana w filmach czy książkach, ale Neal Shusterman połączył to z tematyką aborcji, przez co książka jest jeszcze mroczniejsza i bardziej wstrząsająca. Właściwie to mówimy tu o aborcji wstecznej, czyli ochronie życia dziecka do trzynastego roku życia i możliwością późniejszego oddania go na podzielenie.
Tutaj muszę wspomnieć o małej niekonsekwencji, która rzuciła mi się w oczy. Mianowicie raz bohaterowie podkreślają, że podzielenie nie zabija człowieka, tylko sprawia, że będzie on żył w ,,odmiennym stanie” i formalnie nie umrze, ale z drugiej strony nazywa się to ,,aborcją”, czyli całkowitym zakończeniem życia.
Pomimo tej pokrętnej logiki, powieść wciąga, szokuje i mrozi krew w żyłach. Podroż Connora, Leva i Risy obfituje w wydarzenia straszne, ale również i takie, które niosą nadzieję. Skreśleni przez własne rodziny i społeczeństwo, próbują udowodnić swoją wartość. Wraz z nimi będziemy świadkami strasznych konsekwencji podzielenia.
A jak już przy tym zabiegu jesteśmy - uporczywie dręczy mnie jedna myśl: jak ci wszyscy rodzice i opiekunowie mogli pozbywać się dzieci, nawet jeśli ich przewinienia były poważne? Czy w tej ,,utylizacji odpadów” podjęcie decyzji ułatwiał fakt, iż ponoć te dzieci nie umierały, tylko żyły rozczłonkowane w ciałach innych?
Trudno uwierzyć w takie ,,odczłowieczenie” rodziców, choć przecież z własnej woli oddawali dzieci na podzielenie, nikt ich do tego nie zmuszał. Ktoś ustanowił prawo, a ktoś inny postanowił z niego skorzystać – proste. Szkoda, że autor nie zagłębił się bardziej w instancję Klakierów i ruch oporu, bo zarys, jaki przedstawił, jest niesłychanie ciekawy. Szczególnie mam tutaj na myśli sposób, w jaki dokonywano zamachów.
Wstrząsający jest obraz dzieci, które praktycznie były niewolnikami. Do osiągnięcia pełnoletniości nie mogły decydować o swoim ciele, a jeśli nie były dość dobre, stawały się częściami zamiennymi dla innych. Ta powieść dosadnie pokazuje, że dorośli nie zawsze są nieomylni w stosunku do dzieci, a odmawianie dziecku prawa głosu w sprawie, która go bezpośrednio dotyczy, może być tragiczne w skutkach.
Chyba właśnie ta bezrefleksyjność dorosłych jest najbardziej przerażająca. Rodzice pozbywają się niewygodnych pociech, lekarze zamiast leczyć złamaną rękę czy zawał serca, z marszu proponują wymianę narządu na nowy. Nikt nie myśli o konsekwencjach, nikt się nie zastanawia nad losem Podzielonych. Ludzkie życie miało być chronione przez Kartę Życia, a w efekcie powstała jej chora parodia – ciało w całości jest mniej warte niż jego podzielony odpowiednik.
Rozdział poświęcony podzieleniu pewnie nie tylko u mnie wzbudził wiele emocji. Nawet nie trzeba zbyt mocno uruchamiać wyobraźnię podczas czytania opisów, by poczuć grozę w najczystszej postaci. Mnie do tej pory na samo wspomnienie tego zabiegu żołądek zaczyna Se niebezpiecznie ściskać. W sumie scen, które powodują, że dreszcze przebiegają po karku, jest zdecydowanie więcej. Warto wspomnieć chociażby pewne przyjęcie organizowane przez tajemniczego Admirała oraz jego następstwa czy podróż bohatera imieniem CyFi do miasteczka Joplin.
To książka zmuszająca do refleksji. Neal Shusterman nie stworzył kolejnej antyutopii, która tak naprawdę nic nie wnosi. Jego powieść trzyma w napięciu do ostatniej strony, szokuje i porusza bardzo ważny temat: czy można w jakikolwiek sposób oszacować wartość ludzkiego życia?

Po kilku latach istnienia jako jednotomowa historia, ,,Podzieleni” doczekali się kontynuacji zatytułowanej ,,UnWholly” (w której, oprócz znanych już postaci, pojawi się chłopak w całości złożony z części ciał pochodzących od różnych podzielonych), planowany jest także trzeci tom pod tytułem ,,UnSouled”.

8 lut 2013

,,The Edge of Never" - J.A. Redmerski

The Edge of Never 
Tytuł: The Edge of Never
Autor:
Wydawnictwo, rok wydania: Createspace, 2012
Ilość stron: 426


Polskie wydanie:
/brak informacji/


*?*?*
 
 
Camryn czuje, że utknęła. Ma dwadzieścia lat i dryfuje w życiu, nie mogąc znaleźć swojego celu. Ma wielkie marzenia o podróży i odstręcza ją myśl o prowadzeniu typowego do bólu życia obracającego się w kręgu studia – praca – dom. Wcześniej jej pomysł na życie w drodze podzielał jej chłopak, Ian, jednak tragiczny wypadek zburzył ich  plany. Śmierć ukochanego  rozpoczyna pasmo bolesnych wydarzeń w życiu dziewczyny:  jej brat trafia do więzienia, rodzice się rozwodzą, a kolejna sympatia zdradza ją. Światełkiem w tunelu zdaje się być zamieszkanie z najlepszą przyjaciółką, Natalie, i rozpoczęcie nowego życia. Jednak przewrotny los rwie na strzępy i ten pomysł. Zdesperowana, by wyrwać się z codziennego marazmu, spróbować na nowo zacząć żyć i spełnić swoje marzenia, Camryn zabiera ze sobą najpotrzebniejsze rzeczy i wsiada do autobusu dalekobieżnego. Nie zna celu swojej podróży, nie wie czy i kiedy wróci do domu, ale postanawia zaryzykować. Podczas jazdy poznaje dwudziestopięcioletniego Andrew, który podróżuje, by spotkać się z umierającym ojcem. Chłopak obawia się tego spotkania i bólu, który ono niesie. Skrywając  swoje cierpienie oraz wielką tajemnicę, próbuje przemyśleć swoje życie.                                  
Andrew i Camryn nawiązują luźną rozmowę, by zabić dłużący się czas i od słowa do słowa nawiązuje się między nimi nić porozumienia, która sprawia, że decydują się na szalony krok – wspólną podróż po Stanach. Żadne z nich nawet nie domyśla się, co przyniesie im życie w drodze. 

Dwoje obcych sobie ludzi, którzy nie mają nic do stracenia.                                                     
Dwoje obcych sobie ludzi, który szukają w życiu czegoś więcej.                                      
Dwoje obcych sobie ludzi, oderwanych od świata.                                                           
Dwoje ludzi, którzy nigdy tak naprawdę nie byli sobie obcy…

Rewelacja przez gigantyczne R!
Tak w skrócie mogę podsumować ,,The Edge of Never”. Powieść, która zachęciła mnie bardzo wysoką notą na Goodreads oraz ciekawym opisem, okazała się być jedną z najlepszych książek romansowo-obyczajowych, jaką miałam przyjemność do tej pory przeczytać.
Rewelacyjnie wykreowani bohaterowie, barwna i wciągająca historia, cała gama emocji rozłożona na stronach oraz sprawne pióro pisarki – to pozytywy tej powieści. Właściwie, tak szczerze mówiąc, to ,,The Edge of Never” jest jednym wielkim plusem.

Orfeusz i Eurydyka
Historię poznajemy z dwóch perspektyw – kolejne rozdziały są na przemian poświęcone Camryn i Andrew. Dzięki temu mamy wgląd w ich myśli i uczucia, widzimy również jak wzajemnie się dopełniają.
Camryn przechodzi niesamowitą przemianę. Otwiera się na świat i uczy, jak spełniać swoje oczekiwania, a nie tylko otoczenia. Na początku podróży miota się, wie, że nie chce dotychczasowego życia, ale nie ma pojęcia, czego chcieć w zamian. Chce żyć tu i teraz, ale z drugiej strony boi się tego. Nie chce mówić o sobie, bo wydaje jej się, że w porównaniu z innymi ludzkimi tragediami, jej problemy są śmieszne. Choć nie jest chorobliwie nieśmiała, odcina się od bliższych kontaktów z innymi ludźmi. Jej uwięzienie promieniuje wręcz fizycznym bólem.
Na potrzeby tej recenzji, proszę was, byście wymazali moje poprzednie narzekania na tajemniczych przystojniaków z tatuażami, który stanowią kopię kopii. Andrew jest kolejnym przystojniakiem z tatuażami, ale jego postać mnie zaczarowała. On absolutnie nie jest niczyją kopią. To fascynujący człowiek. Nie papierowa kukiełka, nie naturalnych rozmiarów makieta, nie przypadkowy chłoptaś, by główna bohaterka miała do kogo wzdychać. Jest utalentowany, ale nie jest idealny. Wychowany przez surowego ojca, ma problemy z okazywaniem uczuć, choć czuje się strasznie tłamsząc je w sobie. Jest spragniony wolności równie mocno jak Camryn i tak samo jak ona nie zgadza się na półśrodki. Pokazuje swoją zawadiacką stronę, jak i tą opiekuńczą. On jak nikt rozumie, przez co przechodzi Camryn i ma zamiar pokazać jej, że życie o którym marzy wcale nie jest glupią mrzonką. Do samego końca nie miałam pojęcia, jaki sekret skrywa Andrew, a gdy już się dowiedziałam, po mojej głowie krążyła tylko jedna myśl: ,,nienienienienienienienienienienie”.
Historia tatuażu Andrew niesamowicie mnie urzekła. Co prawda słyszałam już o takim pomyśle wcześniej, jednak opowieść stojąca za tym konkretnym przypadkiem sprawia, że z ust mimowolnie wyrywa się ,,wow” a łzy kręcą się w oczach.
Kolejne kilometry oddalają Camryn i Andrew od osób, jakimi byli i zbliżają ich do osób, jakimi zawsze chcieli być. Wspólnymi siłami pokonują swoje słabości i obawy. Ofiarują sobie wzajemnie wolność, jakiej nie mogli dostać od nikogo innego. Ich podróż oraz pozostawienie świata za plecami sprawia, że nareszcie mogą skupić się na sobie.
Już od samego początku można odczuć chemię między głównymi bohaterami. Na szczęście relacja między nimi nie jest nachalna i przesadzona, nie ma wyłącznie ćwierkania i zachwytów. Zbliżenia są opisane w wyważony sposób, ale skutecznie podnoszą ciśnienie. Autorka wie, jak podkręcić temperaturę, unikając wulgarności. Scen erotycznych nie ma wiele, ale za to każde ich pojawienie się nie przemknie niezauważone ;)
Cóż, wrażliwe osoby muszą przygotować się na łzy podczas lektury tej powieści. I nie mam tutaj na myśli taniej ckliwości. Są łzy radości i cierpienia, pełne wzruszenia westchnienie, gdy kolejny raz autorka umiejętnie trafia w czuły punkt romantyka. Nie obawia się również zburzyć spokoju czytelnika.

Mój partner w zbrodni
W ,,The Edge of Never” jest wszystko: romantyczne sceny rodem z najlepszego i najbardziej wzruszającego filmu, sceny seksu, jednocześnie zmysłowe i pieprzne, dialogi skrzące się od dowcipu oraz refleksje młodych ludzi stojących na progu dorosłego życia. Romans jest tutaj tylko perfekcyjnie wplecionym dodatkiem.
To historia przełamująca bariery typowego romansu, odważna opowieść o potrzebie wolności i poszukiwaniu własnego miejsca w życiu. Chyba każdy chciałby wybrać się w taką podróż z osobą najbliższą sercu.
Dostęp do tej książki jest teraz utrudniony, ze względu na fakt, że sprzedano prawa wydawnictwu i wersja opublikowana samodzielnie przez pisarkę została wycofana ze sprzedaży. Jednak nie ma powodu do zmartwień, powieść zostanie edytowana, by móc za kilka miesięcy wprowadzić nową wersję pod szyldem wydawnictwa. Pojawią się również obcojęzyczne tłumaczenia, więc mam nadzieję, że jedno z polskich wydawnictw zainteresuje się tym tytułem.
Naprawdę warto!

5 lut 2013

,,Easy"/,,Tak blisko..." - Tammara Webber

Easy 

Tytuł: Easy
Autor: Tammara Webber
Wydawnictwo, rok wydania: Penguin Books Ltd, 2012
Ilość stron: 325


Polskie wydanie
Tytuł: Tak blisko...
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: 06 luty 2013
 

~~***~~


To miała być kolejna studencka impreza. Alkohol, muzyka i zabawa. Jacqueline, która wychodzi z zabawy sama, nawet nie spodziewa się, co czeka na nią w mroku. Na opustoszałym parkingu zostaje zaatakowana przez przyjaciela swojego byłego chłopaka. Buck, bo tak ma na imię oprawca, pragnie tylko jednego i nie cofnie się przed niczym. W ostatniej chwili przed gwałtem ratuje dziewczynę nieznajomy chłopak. Tym mocnym akcentem rozpoczyna się powieść ,,Easy” w polskim tłumaczeniu nosząca tytuł ,,Tak blisko…”.

Do tej pory, o ile mnie pamięć nie myli, przeczytałam tylko jedną książkę traktującą o gwałcie. Była to ,,Szczęściara” Alice Sebold. Pamiętam, że mną wstrząsnęła, była niczym igła, która pogmerała mi w mózgu, nie dając spokoju. Czytając opinię na temat ,,Easy” wiedziałam już, że nie muszę się spodziewać takich samych odczuć. Czy po lekturze książki rzeczywiście odczucia są inne? Zdecydowanie. Tutaj gwałt jest tylko jednym z wątków a nie głównym tematem i złagodzono go nieco na rzecz romansu.

Jeśli romans to i związek, a jak już przy związkach jesteśmy, to pochylmy się nad tym, który występuje w ,,Easy". Czy to związek z burzliwym ,,chcę cię/nie chcę/ idę dać w pysk temu co się na ciebie spojrzał"? A może klimatami zbliżony jest do ,,nie masz prawa głosu a teraz idę po mój pejcz"? Pudło.

Ten związek jest… normalny. Tak codziennie normalny. Mamy trochę dramatu, sporo słodyczy oraz dużą dawkę cierpliwości i rozmów. Czegoś takiego mi ostatnio w powieściach obyczajowych brakowało. Sceny Jacqueline/Lucas gładko przechodzą z sympatycznych pogaduszek przez gorące zbliżenia a na poważnych rozmowach i łzach kończąc. Nie mamy tutaj hiper-super strasznie skomplikowanej relacji z przemocą ze strony partnera w tle. Bohaterowie, w szczególności Lucas, pomimo traumatycznych przeżyć, nie traktują innych ludzi jak czegoś, co przyczepiło im się do podeszwy buta i nie chce odpaść.

Jacqueline jest jedną z tych postaci, które w powieściach chciałoby się spotykać częściej. Absolutnie daleko jej do zagubionej sierotki, która płaszczy się przed każdym napotkanym przystojniakiem. W czasie powieści ewoluuje, walcząc o siebie. Jacqueline z początku powieści nie jest tą samą Jacqueline z jej końca. Mimo trudnej sytuacji i kilku nie do końca przemyślanym decyzjom, nie chowa się do mysiej dziury i nie pozwala się zmiażdżyć. Jest na tyle trzeźwo myśląca, że nie zachwyca się każdym szczegółem wyglądu kolejnego faceta, dzięki czemu czytelnik nie musi brnąć przez strony westchnięć i wynurzeń na temat idealnej linii żuchwy pana X czy Y.

Niby Lucas jest wytatuowanym tajemniczym przystojniakiem, który jeździ na motorze, ale w tym przypadku ten powielony schemat nie razi aż tak bardzo. Jego fizyczność nie jest siłą napędową jego postaci, a tatuaże mają szczególne znaczenie. Ma silny charakter i dobrze poukładane w głowie, więc nie musicie się obawiać zetknięcia z drugim Travisem (bohater ,,Beautiful disaster”). Po namyśle muszę dodać, że paradoksalnie, jego wadą jest jego perfekcyjność. Zajmuje się kilkoma rzeczami na raz, jest utalentowany w kilku różnych dziedzinach, wysportowany, przystojny i tak bez końca… Rzeczywiście jest nowoczesnym księciem na białym koniu.

Co prawda było kilka sytuacji, które wzbudziły u mnie mieszane uczucia, jak chociażby reakcja Jaqueline tuż po tym, gdy została zaatakowana. Jej wymówka, by nie zawiadamiać policji wydała mi się dość nielogiczna, ale z drugiej strony można zrzucić winę na stres pourazowy. Życzyłabym sobie też, by autorka bardziej skupiła się na kreowaniu bohaterów, bo poza Jaqueline i Lucasem reszta wydaje się być nijaka i sztampowa; mamy wierną, wspierającą przyjaciółkę Erin, najlepszego kumpla-geja Benijego, byłego chłopaka z zadatkami na dupka ,,och-wróć-do-mnie-popełniłem-błąd” Kennedy’ego. Mają narzucone role i gorliwie je wypełniają, ale niewiele poza tym o nich wiadomo. Również świat, w którym rozgrywa się akcja, jest nakreślony dość pobieżnie. Ot, mamy szkołę i ta szkoła sobie jest.

Powieść czyta się błyskawicznie, nie ma większych zwrotów akcji, choć są momenty trzymające w napięciu. Plus dla autorki za wplecenie tak trudnego tematu jakim jest gwałt. Może nie zagłębiła się ona w to zagadnienie zbyt mocno, ale samo zasygnalizowanie istnienia takiego zjawiska oraz sposobów walki z nim jest warte pochwalenia. Uświadamia, że ofiarą zwyrodnialca może paść każda kobieta, a oprawca nie zawsze jest nieznajomym czyhającym w mroku. Na przykładzie Jaqueline, Katie oraz ich przyjaciółek, pokazuje jak ważne są lekcje samoobrony oraz znalezienie w sobie siły, by przeciwstawić się zmowie milczenia i wygrać ze stereotypami.

,,Easy” jest idealną odtrutką na powieści spod znaku ,,nastoletniego buntu”. W tej powieści nie ma wydumanych problemów, litrów lukru, głównego bohatera, który jest sztampowym złym chłopcem i bohaterki, która zachowuje się, jakby zupełnie nie miała rozumu. Może nie jest to książka, która wyląduje na półce z moimi ulubionymi tytułami, ale ciekawie spędziłam z nią czas i w żadnym wypadku nie żałuję lektury.