28 lis 2012

,,Alice in Zombieland" - Gena Showalter

Chciałabym wrócić i zrobić tysiąc rzeczy inaczej
Powiedziałabym mojej siostrze nie
Nigdy nie poprosiłabym mojej mamy, by porozmawiała z moim tatą
Zamknęłabym swoje usta i połknęła te nienawistne słowa
Albo, pomijając to wszystko, chciałabym przytulić moją siostrę, moja mamę i mojego tatę po raz ostatni
Chciałabym im powiedzieć, że ich kocham
Chciałabym...
Tak, chciałabym.


Tytuł: Alice in Zombieland
Autor: Gena Showalter
Wydawnictwo, data wydania: Mira Ink, 2012
Ilość stron: 409

~~***~~
 

Na dźwięk słów Alice In Zombieland oczyma wyobraźni ujrzałam sceny rodem z American McGee’s Alice i Alice Madness Returns pomieszane ze szczyptą Resident Evil, okraszone niepokojącymi klimatami i mrocznymi barwami.  (Dla tych, którzy mogą nie kojarzyć wymienionych gier i filmu, zamieszczam pod recenzja kilka linków, które pomogą zorientować się w sytuacji  ;) )

Początek był obiecujący. Sielanka z młodszą siostrą, którą łatwo sobie wyobrazić w pastelowych, delikatnych kolorach. Niepokój wpełzający na scenę pod postacią zachowania ojca. Akcja, jak na razie, rozgrywająca się w nieznanym miejscu i czasie.  Las, cmentarz i zagrożenie czyhające nocą.

Groza, groza wszędzie, co to będzie, co to będzie…?

Niestety, kiedy potem okazało się, że nasza Alice żyje sobie w czasach jak najbardziej nam współczesnych i idzie właśnie do liceum, zaczęłam mieć złe przeczucia. Niewiele się pomyliłam. Zderzenie z książkową rzeczywistością i bolesny guz na czole zapieczętowało spotkanie Alice z KOLEJNYM złym chłopcem. Wierzę, że jesteście domyślni i nie muszę streszczać, jak się sytuacja rozwinie. Dla tych, którzy przespali zajęcia z Romansu paranormalnego dla nastolatków 101, pokazuję i tłumaczę na schemacie poniżej:

Nastoletnia bohaterka + tajemniczy/ przystojny/ nieznajomy chłopak z zabójczym spojrzeniem + potwory latające w tle - romans

Alice, zabójczyni zombie, przypomina kropka w kropkę inne nastoletnie bohaterki romansów paranormalnych – zakochuje się w złym chłopcu i odkrywa u siebie znienacka super-hiper-pro-niezwykłe moce. To by było na tyle. Wątek romansowy nawet nie próbuje być oryginalny. To koszmarnie zajeżdżony schemat, który tłuką (bo wykorzystują to za delikatnie powiedziane) autorki/autorzy średnio poczytnych romansideł ze szczyptą paranormalną. O chłoptasiu imieniem Cole się nawet nie będę rozpisywać – tatuaże, enigmatyczna osobowość, skłonność do kontroli – zajrzyjcie sobie do Szeptem, Beautiful Disaster, Miasta Kości. Tyle, że tam wykreowano ich o niebo lepiej (co nie znaczy, że nie działają na nerwy i nie są własnymi kopiami).Właściwie wątek romansowy to skóra zdjęcia z Szeptem, jest równie miałki i mdły, że nawet czytelnik nie ma siły się irytować.

W ramach udawania, że Alice in Zombieland to nie tylko romans, ale i akcja, pojawia się Ten Zły, który chce wykorzystać zombie do swoich celów i tradycyjnie robi wszystko by przeszkodzić Naszym Dobrym, czyli Alice i spółce.  Mamy ze dwa starcia, trochę treningów, krew się leje, siniaki rozkwitają na skórze. Nasza biedna bohaterka, jak na nowicjuszkę przystało, co rusz jest łatana kolejnymi metrami szwów. Żeby nie było, że jest tak do końca tragicznie, mamy aż jeden zwrot akcji, który dźwiga na swoich barkach całą fabułę.

Alice stara się obronić przed byciem papierową kukiełką, ale za to reszta bohaterów jest jednowymiarowa i ze wszech miar nudna. Żadnych cech indywidualnych, nie różnią się między sobą i nic ich nie odróżnia od postaci z innych książek. Tam, gdzie jest Cole mógłby być przykładowo Patch – żadnej różnicy. Znajomi Alice i Cole’a istnieją jako odrębne jednostki tylko dzięki imionom, inaczej byli by jednolitą masą.
Wracając do głównego tematu: moje nadzieje na horror i historię Alice opowiedzianą na nowo pękły niczym bańki mydlane.  Na tej płaszczyźnie to najzwyklejszy, schematyczny i fabularnie prosty jak drut romans paranormalny dla nastolatków. Dobry na totalne odmóżdżenie, jeśli nie macie nic przeciwko brakach w oryginalności.
Sytuację nieco ratuje sposób, w jaki autorka kreuje zombie. Nie są one tak do końca bezmyślnymi zwłokami, które polują na ludzkie ciała. Nie spotkałam się z tym wcześniej. Autorka wplotła w to sprawy materii duchowej, starając się ubarwić historię i wnieść coś nowego. Również na plus można zaliczyć nieśmiałe próby stworzenia nowej zombie-mitologii, całej otoczki związanej z walką, ich powstaniem i magią.

Czy jest to zła powieść? Aż tak źle jej nie oceniam. Spodziewałam się, że książka inspirowana Alicją w Krainie Czarów będzie barwniejsza i bardziej zakręcona. Szkoda, że potencjał i tak dobry pomysł nie zostały wykorzystane. Gdyby zamiast Alice wstawić inne imię, historia potoczyłaby się tym samym torem, jednocześnie mając tyle samo wspólnego z Alicją w Krainie Czarów. Niewiele mamy nawiązań do oryginału – możemy próbować je wyłuskać z fabuły, ale będzie to raczej doszukiwanie się na siłę. Liczyłam na większe wpływy Carrolla w inspiracji autorki. Poza tytułową Alice, sceną otwierającą powieść oraz motywem królika, trudno znaleźć  inne tropy prowadzące do Krainy Czarów. Nasuwa się również pytanie, po co autorka nawiązała do postaci Alicji z Krainy Czarów, skoro tak naprawdę trudno się czegokolwiek doszukać? Cóż, prawdopodobnie chodziło o coś na kształt chwytu reklamowego – gdyby nie chwytliwy tytuł i popularna,  znana wszystkim postać, książka pewnie utonęłaby w zalewie innych tytułów. Szkoda, że wybija się tylko ładną okładką i intrygującym opisem. Tylko.

Muszę przyznać, że oczekiwałam czegoś lepszego i bardziej oryginalnego. Alice In Zombieland niestety brakuje klimatu grozy, jak w Lesie Zębów i Rąk czy dynamiki i lekkości Miasta Kości chociażby. Jeden zwrot akcji to zdecydowanie za mało by utkwić w pamięci na dłużej i wyróżnić się ze stosu książek o tematyce paranormalnej dla nastolatków. Nie wiem, czy sięgnę po kontynuację. Właściwie cała ta historia mogła zostać zamknięta w jednym tomie. Może jeśli nie będę miała w planach czegoś ciekawszego a opis drugiego tomu będzie naprawdę zachęcający. 

___________________________________________________
 http://pl.wikipedia.org/wiki/American_McGee%27s_Alice
 http://pl.wikipedia.org/wiki/Alice:_Madness_Returns
 http://4.bp.blogspot.com/-BpyvIJvXWvU/TdAlFS4R2-I/AAAAAAAAAMk/lyZxqaSJhaQ/s1600/american-mcgees-alice.jpg
http://2.bp.blogspot.com/-p9GNAfdqY54/UE6zW8S7_KI/AAAAAAAAAI4/u6rOliMbUKw/s1600/alice-madness-returns.jpg

15 lis 2012

,,The Unbecoming of Mara Dyer" - Michelle Hodkin

Mara Dyer nie spodziewa się, że życie może być jeszcze dziwniejsze.

Dziewczyna budzi się ze śpiączki w szpitalu, nie pamiętając absolutnie nic; ani jak się tam dostała, ani dziwnego wypadku, który przyczynił się do śmierci jej przyjaciółek i chłopaka, a ją tajemniczo pozostawił bez szwanku. 
Lekarze sugerują Marze, że powinna zacząć od nowa w nowym mieście i szkole, co powinno dobrze na nią wpłynąć i pozwolić wspomnieniom powrócić.
Jednak nowy początek Mary wcale nie jest pocieszający. Wszędzie widzi twarze zmarłych przyjaciół, na dodatek nagle zaczyna widzieć śmierć innych ludzi na chwilę przed jej nastąpieniem.
Mara zaczyna zastanawiać się, czy nie popada w obłęd. Jakby mierzenie się z tym wszystkim było niewystarczające, Noah Shaw, najprzystojniejszy chłopiec jakiego kiedykolwiek widziała, nie chce zostawić jej w spokoju.


Tytuł: The Unbecoming of Mara Dyer
Autor: Michelle Hodkin
Wydawnictwo, rok wydania: Simon Pulse UK, 2012
Ilość stron: 452
Polskie wydanie: brak informacji


#%^#%^#%

Mara Dyer ma szesnaście lat, dwóch braci, lubi rysować i… Cudownie ocalała, gdy zasypały ją gruzy nieczynnego psychiatryka. Ten sam budynek pogrzebał jej przyjaciółkę, chłopaka i jego siostrę. Od tamtej pory widuje twarze zmarłych przyjaciół i próbuje przypomnieć sobie ten tragiczny dzień. To, co odkryje, zaskoczy i ją, i czytelnika.

Naprawdę, powiem wam, nie spodziewałam się, że ta historia tak się rozwinie.

Chyba nie popełnię dużego błędu, jeśli powiem, że Marze zdecydowanie bliżej do czarnego charakteru niż słodkiej dziewczynki czekającej na rycerza. Potrafi być zabójczo pyskata i… śmiertelnie niebezpieczna. Nie znaczy to, że jest złem wcielonym i nie ma w sobie ani krzty sympatii. Trudno ją ocenić, szczególnie, że niektóre z jej reakcji nie są nam obce – wiadomo, jakie myśli krążą po głowie pod wpływem negatywnych emocji. Jej temperament i traumatyczne przeżycia stanowią mieszankę wybuchową, która aktywuje szereg nieprawdopodobnych i tragicznych wydarzeń. Noah Shaw jest szkolnym przystojniakiem, który traktuje dziewczyny jak rękawiczki. Tak, tak, kolejny z listy – wiecie, obrzydliwie bogaty, piekielnie zdolny, słowem: cud, miód i orzeszki. Jednak w tym przypadku są dwa, potężne ale, które sprawiły, że zamiast irytacji, poczułam w stosunku do niego sympatię. To naprawdę nieźle wykreowany bohater, z jednej strony jest typowym złym chłopcem, ale jest również facetem, na którym można polegać i mu zaufać. Noah odgrywa niebagatelną (można nawet rzec: zaskakującą) rolę w powieści. Jego związek z Marą może i nie jest do końca bezinteresowny, ale mnie naprawdę trudno było zgadnąć, do czego on zmierza. Wyłożenie kart na stół zapowiada interesującą kontynuację. Jest jeszcze Jamie, który za szybko zniknął ze sceny. Sympatyczny luzak z dredami przydałby się jeszcze dłużej, żeby rozładować atmosferę, bo akcja polegająca na odbijaniu piłeczki od Mary do Noah i z powrotem nie daje chwili wytchnienia.

Historia Mary to układanka, w trakcie czytania otrzymujemy kolejne elementy-wskazówki. Zakończenie jednak pokazuje, że na czytelnika czeka jeszcze sporo zbierania fragmentów rozbitej historii. Musicie przygotować się na akcję z kilkoma przeskokami czasowymi i przerywnikami w postaci wspomnień z tragicznej nocy. Wszystko okraszone atmosferą niepokoju i napięcia; podczas czytania autorka dawkuje zwroty akcji, z jednej strony wydaje nam się, że nic nie może się stać, a z drugiej czujemy podskórnie, że zaraz coś się wydarzy.

Niestety, skoro mamy wątek romansowy to nie obyło się bez westchnień głównej bohaterki nad cudownością jej chłopaka. Całe szczęście, że te słodkości zaserwowano w dawkach bezpiecznych dla zębów. Małymi zgrzytami są niektóre pomysły wykorzystane przez autorkę. Dlaczego? Cóż, nietrudno zgadnąć, że chodzi o ich nieoryginalność. Całe szczęście, że to tylko kilka cegiełek w murze, a nie cała fabularna forteca.

,,The Unbecoming of Mara Dyer ‘’ naprawdę mi się podobało. Wciągnęła mnie poplątana historia Mary i Noah, która odstaje od typowego scenariusza paranormalnego romansidła. Michelle Hodkin swoim talentem wykreowała mozaikę; jak już wspomniałam – poszczególne fragmenty mogą być pozbawione sensu, ale dopiero ułożenie ich na odpowiedniej konstrukcji pozwala dostrzec sensowną całość.

Według mnie, jest to obecnie jeden z najmocniejszych tytułów spod znaku powieści dla nastolatków. Jest w nim miłość, akcja, groza, tajemnica, szczypta humoru, a wszystko wartko i wciągająco opisane. W natłoku nijakich i ,,płaskich” młodzieżówek naprawdę warto zwrócić uwagę na ten tytuł.

List od Mary umieszczony na początku książki nakreśla drogę, jaką podążą dwa kolejne tomy, choć przy tak zakręconej fabule nic naprawdę nie wiadomo. Mam nadzieję, że w ,,The Evolution of Mara Dyer ‘’ autorka odsłoni nieco więcej z historii Noah, który w pewnym momencie z postaci ,,obowiązkowego w powieści dla nastolatek przystojniaka” zmienił się w kogoś naprawdę ważnego. Liczę też, że poszczególne wątki nie utkną w martwych punktach, tylko Michelle Hodkin skonstruuje równie pomysłowy ciąg dalszy.

Ciekawostką niech będzie fakt, że na stronie autorki można znaleźć zakładkę o historii, która zainspirowała ją do napisania książki. To szczegół, który dodaje powieści dodatkowego kolorytu i jednocześnie sprawia, że wydaje się ona być przemyślana.

Podsumowując, czekam z niecierpliwością na drugi tom, który pojawi się w lutym przyszłego roku.


Trylogia:

The Unbecoming of Mara Dyer #1

The Evolution of Mara Dyer #2

The Retribution of Mara Dyer #3

8 lis 2012

,,What's left of me" - Kat Zhang


Wyobraź sobie, że masz dwa umysły, które dzielą jedno ciało.
Ty i twoje drugie ja jesteście ze sobą bliżej bardziej niż bliźnięta, jesteście czymś więcej niż przyjaciółmi, znacie się od zawsze.
Teraz wyobraź sobie, że ludzie tacy jak ty są znienawidzeni i zastraszani. Rząd poluje na was i chce wyrwać twoją drugą duszę, oddzielić cię od osoby, którą kochasz najbardziej na świecie.
Teraz poznaj Evę i Addie.

One nie muszą sobie tego wyobrażać.


Tytuł:What's left of me
Autor: Kat Zhang
Wydawnictwo, data wydania: Harper Collins, 2012
Ilość stron: 346

Polskie wydanie 
Najprawdopodobniej wydawnictwo Papierowy Księżyc (info ze strony autorki); brak daty 


~~***~~


Dwa umysły w jednym ciele? Tego już przypadkiem gdzieś nie widziałam? Podobna tematyka była już poruszana przez Stephenie Meyer w jej książce ,,Intruz”. W dużym skrócie: kosmici wszczepiali się w ciała ludzi i przejmowali ich umysły, niwelując ich dusze. W jednym przypadku ludzka dusza była na tyle silna, że walczyła z duszą-najeźdźcą. U Kat Zhang jest zupełnie inaczej; ona wykreowała świat, w którym każdy człowiek rodzi się z dwoma duszami, jedną dominującą a drugą recesywną. Między piątym a maksymalnie ósmym rokiem życia ,,osiedla się”, czyli dusza dominująca przejmuje całkowitą kontrolę nad ciałem, a druga z dusz po prostu znika, rozpływa się. Teoretycznie wydaje się to być niezbyt skomplikowane, ale w praktyce… Każda z dusz ma własne imię, które istnieje na dokumentach. Rodzice i krewni mają świadomość, że w jednym ciele kryje się dwoje dzieci. Kochają jedno jak i drugie. Żadna z dusz nie jest traktowana jak pasożyt, są równe – do pewnego momentu. Gdy, mimo mijających lat, jedna z dusz nie znika, zaczynają się poważne problemy. Taka sytuacja dotyka Evy i Addie. Mają piętnaście lat, dzielą jedno ciało i jeszcze się nie osiedliły. Addie, uważana za dominującą duszę, kieruje ciałem. Eva, dusza recesywna, walczy o każde mrugnięcie, wypowiedziane zdanie, o każdy samodzielnie wzięty oddech. Powinna była rozpłynąć się dawno temu, ale z jakiegoś powodu przetrwała. Nie zniszczyli jej kolejni lekarze, wieloletnie terapie i leki. Niestety, ale taka sytuacja nie jest akceptowana przez Rząd i społeczeństwo. Hybrydy, czyli ciała kierowane przez dwie dusze, są wyłapywane i odsyłane do specjalnych zakładów, gdzie próbuje się je ,,uleczyć”. Eva i Addie dobrze o tym wiedzą i z tego powodu starają się ukryć fakt, że są we dwie. Dziewczyny żyją w wewnętrznym ukryciu i strachu, do czasu, kiedy poznają Hally Mullan i jej brata Devona. Jednak państwowy Wielki Brat patrzy i wystarczy chwila nieuwagi…

Przyznam się bez bicia – na początku była okładka. Ładna, dodajmy. Okładka, na której, jeśli się przyjrzeć, pojawiają się dwie twarze. Potem był opis i moja rosnąca ciekawość. Jedno zamówienie później siedziałam z ,,What’s left of me” w fotelu. Ponad trzysta stron później jestem tutaj i generalnie myślę, co napisać, żeby zachęcić, a nie zniechęcić, bo to w sumie taka… specyficzna powieść. O tak, tak, to jest dobre słowo ,,specyficzna”. Przynajmniej w moim odczuciu.

Inność książki przejawia się w tym, że w dużej mierze skupia się ona na psychice naszych bohaterek. Trudno jest jednocześnie współegzystować i zaznaczyć swoją indywidualność, swoje ja, jeśli dzieli się jedno ciało. Siostry są inne, mają inne potrzeby, a jako nastolatki pragną przede wszystkim… miłości. Jednak jak zdobyć się na bliskość, intymność, jeśli druga z sióstr nie jest zakochana i nie może znieść myśli o cudzym dotyku? Jak podzielić się ciałem i zmusić do zaprzestania walki?

Szalenie polubiłam Evę, która jest jednocześnie narratorką powieści. Jej siostrę Addie również. Z jednej strony nie są one bohaterkami, które rzucają się na barykady, by ochronić innych, ale nie są również księżniczkami, które czekają, aż ktoś je uratuje. To normalne dziewczyny, które wiele poświęciły, by chronić siebie nawzajem. Eva wie, jakie ryzyko niesie ze sobą bycie hybrydą, ale jej wola walki i życia jest silniejsza niż strach. Addie pragnie normalnego, spokojnego życia, jakie prowadzą inne nastolatki, ale zdaje sobie sprawę z tego, że nie będzie potrafiła żyć bez Evy. Śledzimy ich zmagania i dylematy, które prowadzą je do jednej refleksji – tylko działając wspólnie, mogą stawić czoła swoim oprawcom.

Oczarował mnie sposób, w jak Kat Zhang przedstawiła zakochanie. Tak, mamy wątek miłosny, ale spokojnie, on nieśmiało dopiero zaczyna stawiać swoje kroki i to pod koniec powieści. Nie chcę zbyt wiele zdradzać, więc nadmienię tylko, że w tej książce ciekawie zobrazowano stwierdzenie, że w miłości liczy się wnętrze człowieka, a nie jego wygląd. Zaryzykuję i powiem, że nie będziecie tym zawiedzeni.

Minusy są dwa, właściwie nieduże i możliwe że autorka w następnym tomach się ich pozbędzie. Po pierwsze: świat, w którym osadzono historię, jest nieco niedopracowany – wiemy, że hybrydy są tępione i oskarżane o wzniecanie wojen, że padają ofiarą propagandy, ale nie wiemy tak naprawdę, co spowodowało taką sytuację, od czego się zaczęło. Wykorzystano również mało już oryginalny motyw odcięcia USA od reszty świata. Cóż, o tym już słyszeliśmy, chociażby w ,,Delirium” autorstwa Lauren Oliver. W ,,What’s left of me” brakowało mi większej dynamiczności akcji i to jest minus numer dwa. Pod tym względem  powieść przypomina nieco ,,Atrofię” - dużo planowania i mówienia o ucieczce, ale mało samej ucieczki. Przydałoby się trochę urozmaicić tak ciekawą historię, by budziła w czytelniku gorętsze uczucia. Na tle innych antyutopii/dystopii dla młodzieży, które czytałam, ,,What’s left of me” zdecydowanie plasuje się na półce z lepszymi tytułami. Biorąc z kolei pod uwagę fakt, że jest to debiut, również jest jednym z ciekawszych, które trafiły w moje ręce. Mimo miejscami niespiesznego tempa, nie znudził mnie tak jak ,,Dobrani” czy . Klimatem przypomina książkę pani Oliver, która również przypadła mi do gustu, więc bardzo możliwe, że fani ,,Delirium” polubią ,,What’s left of me”.

To nietypowa opowieść, o poszukiwaniu własnego ja, będąc wplątanym w cudzą jaźń, dzieląc ciało z inną duszą, która z pewnością zyska wielu fanów.

6 lis 2012

DEITY TWITTER PARTY + info o nadchodzących recenzjach


http://4.bp.blogspot.com/-2ZfWMbs1mjE/UIM0SCv-XcI/AAAAAAAADFw/mm3BTsbG0fU/s1600/DeityBanner.png

 THE TWITTER PARTY will be November 2nd at 8PM EST with the hashtag #DeityJLA.

At the address:
http://www.stuckinbooks.com/p/deity-blog-tour.html

you can find Deity Tour Schedule:
#  over 70 blogs participating
#  reviews, interviews, a twitter party
#  giveaways (books & swag)


                                                                       %&^%&%^

W najbliższym czasie (czyli w tym tygodniu :) ) pojawi się recenzja ,,What's Left of Me" autorki
The Unbecoming of Mara Dyer" ,,Alice in Zombieland"